czwartek, 27 sierpnia 2015

Rozdział 11: ,,To mój kapelusz!"


*Sally*
 Nie wiem, naprawdę nie wiem. Czas nagle zaczął lecieć tak szybko. Ale nie był to czas stracony. Wręcz przeciwnie. Zima i połowa wiosny przeleciały, ale słodka atmosfera pozostała. Nigdy bym nie pomyślała, że związek wszystko zmienia. Tymczasem on wywrócił moje życie do góry nogami. Ale w pozytywnym słowa znaczeniu. Mogłam oderwać się od przeszłości, od tych wszystkich problemów. Na chwilę zapomniałam nawet o sprawie Lynn. Teraz wszystko obracało się wokół Andy'ego. On okazał się moim zbawieniem. I jak mogłam go nienawidzić? Nigdy bym nie pomyślała, że to właśnie ten skurwysyn da mi tyle szczęścia. Dobrze spędzało mi się z nim czas. Okazał się inteligentnym, choć nieco zamkniętym w sobie facetem. I przy mnie się otwierał. Chyba oszalałam, ale mi to nie przeszkadzało. To szaleństwo było przyjemne. Dotarło do mnie, że tego chciałam od początku- życia normalnej dziewczyny, odrobiny ciepła i poczucia bezpieczeństwa. To mnie satysfakcjonowało. Tym sposobem udało się nawet nieco załagodzić atmosferę w domu. Gdy mój chłopak chciał zaczynać jakieś kłótnie, potrafiłam go uspokoić. Często gdzieś razem wychodziliśmy. Obaj się zmieniliśmy, na szczęście na lepsze. On przestał być kutasem, ja- podejrzliwą, zagubioną dziewczynką. Uzupełnialiśmy się. Nasz związek nie był już tajemnicą. Mieliśmy za sobą nawet kilka sesji zdjęciowych i wywiadów. Ale sława nie była uciążliwa. Na razie nikt mnie nie nękał, nie fotografował z ukrycia, ani nic z tych rzeczy. Byłam po prostu dziewczyną BVB i tyle o mnie wiedziano. Teraz byłam już w pełni Sally Rogers. Nie.. nie tą osobą, co kiedyś. Nie tą nastolatką z psychiatryka. I nigdy nie planowałam wracać do swojej smutnej odsłony. Nowe życie zaczęło się na dobre. I czułam się świetnie z moją normalnością. Przyniosła ulgę i wytchnienie. Każdy dzień wydawał się coraz lepszy.

*Andy*
Z każdym dniem czułem się coraz dziwniej, coraz bardziej nieswojo. Kurwa, wiedziałem, że ten plan nie jest dobry, a mimo to wcieliłem go w życie. Teraz miałem konsekwencje- prawdziwą miłość, której nie miałem prawa odwzajemnić. Właściwie mógłbym, ale to by zniszczyło wszystkie moje poprzednie starania. I co z Lynn? Przecież kochałem ją, naprawdę.. Ale Sally chyba też powoli stawała się moją..
,,NIE, NIE, NIE!"
Sam się w tym wszystkim zagubiłem.. Już sam nie wiedziałem. Jakbym złapał się w pułapkę. Co wybrać? Oświecenie w życiu poza życiem czy szczęście na Ziemi? Czy nie rezygnować ze spotkania z najwyższą czy zostać tu z tą uroczą dziewczyną?
Czułem jak wszystko rozwalam. Teraz to wszystko było bez sensu. Oszukiwałem obie strony. Żadnej nie byłem oddany. Stąpałem teraz po cienkiej linie. Mogłem oddać się Lynn i spotkać ją po jakiś 6 latach rozłąki, ale przy tym rozwalić psychicznie obecną partnerkę lub pozostać przy nowym związku i skazać się na wieczną poniewierkę.. Tyle wyborów, zero pomysłów.
Miałem dość. Dość siebie, dość wszystkiego, dość tej plątaniny w mojej głowie. Chciałem świętego spokoju. Nie, nie mogę mówić ,,świętego"..
Kurwa, i znów bariery, które sam sobie stworzyłem! Ale jak się od tego odciąć?.. Czy ja w ogóle tego chcę?..
Cholera, znowu.. Czy to się nigdy nie skończy?!
Miałem ochotę komuś ostro przywalić, wyżyć się na czymś.. Ale Sally byłaby niezadowolona- kolejny mur.. Po raz setny musiałem zadowolić się rozwalaniem własnego pokoju, omijając to jedyne, ważne miejsce..
Ja pierdolę!
Łzy niemal napływały do oczu, ale je powstrzymałem. Nie, to jest tylko dla słabych. Ale czy ja wobec tego wszystkiego nie jestem słaby?.. Nie, nie wymiękaj, Andy. Walcz do końca.
Takie myśli nachodziły mnie chyba w każdej możliwej chwili. Przez nie zacząłem czuć bolesne kłucie w klatce piersiowej. Było tak dokuczliwe, że chwilami chciało mi się zabić. Do tego krwioplucie pojawiało się coraz częściej. Nigdy nie czułem się chyba tak źle. Ale nie mówiłem o tym nikomu, bo zaciągnęliby mnie do szpitala. A ja nie miałem ochoty na żadne rentgeny, lekarzy i kazania Jinxxa.
Skuliłem się w kłębek i przysiadłem pod ścianą. Zacisnąłem powieki. I ból fizyczny i psychiczny. I co gorsze?
Nagle usłyszałem kroki na korytarzu. Lekkie i ciche, czyli Sall. Eh, zaraz po raz kolejny ją oszukam. No cóż, muszę to jakoś wytrzymać. Jak tak dalej pójdzie, to niedługo mnie już nie będzie.
W końcu się przemogłem i otworzyłem drzwi. Wyszedłem na korytarz, zamknąłem pokój i skierowałem się po schodach na dół. Natknąłem się na swoją drugą połówkę.
- Cześć, Sall - powiedziałem udawanym uroczym tonem, łapiąc ją przy tym w talii.
Podskoczyła i zachichotała.
- Cześć. Jak się spało?- spytała, cmokając mnie w policzek. Kurwa, była przy tym zbyt słodka i kusząca. Jak zakazany owoc.
- Świetnie - ,,Kłamca, kłamca, kłamca!" - A tobie?
- Jeszcze lepiej.. Choć bez ciebie w nocy jest pusto.
,,Po co to mówiłeś! Błagam, żeby tylko nie chciała się wpakować do mojego łóżka.. Będę miał przechlapane!"
- Ale teraz jestem. Mamy cały dzień, by się sobą nacieszyć. Mamy wiele dni.. - ,,No nie wiem..".
- Jasne.. Kocham cię..- a potem nastąpił jeden z tych długich, oślizgłych pocałunków. To wtedy czułem się najgorzej. Bo nie miały prawa mi się podobać, a podobały.
Poczułem kolejne ukłucie i oderwałem się do dziewczyny.
- Wszystko okej?- zmartwiła się.
- Z tobą wszystko jest okej - wywinąłem się jednym z tych debilnych tekstów. Boże, jakim cudem ona mnie kochała? ,,Parszywy kłamca i chuj jakich mało!"
A potem poszliśmy do kuchni, gdzie siedziało już całe zgromadzenie. Tak ich przecież nienawidziłem, ale przy Rogers musiałem być potulny jak baranek. Tyle nieprawdy.. Nie no, to było nieznośne, okropne. Czułem się jak ryba bez wody. Ta atmosfera mnie zabijała. Miałem dość. Za uroczo. Za dobrze. Za przyjaźnie. Chciałem kłótni. Byłem zły. Byłem potworem..
Kłucie, kłucie, kłucie. Ból.
Aż nagle jakaś wibracja. Telefon.

*Sally*
Po raz kolejny było przyjemnie, z czego byłam zadowolona. Chłopaki powinny być mi wdzięczne. Aż nagle usłyszałam swój telefon. Sygnał, że dostałam SMS-a. Boże, jak ja dawno tego nie sprawdzałam.. Już jakiś tydzień. Całkiem zapomniałam. A co jeśli Carl, Robbie lub Alice próbowali się dodzwonić? Jezu, jeśli się na mnie nie obrażą, to będzie cud..
Wstałam od stołu i chwyciłam urządzenie. Tak jak myślałam, dziesiątki wiadomości.. Głównie od Carla. Natychmiastowo sprawdziłam ostatnią.
,,Sallem, już nie lubisz swojego Carlcia? ;< Ignorujesz mnie, obraziłaś się? Rozumiem, że moje nieskazitelne, najwyższe ego może cię irytować, ale proszę, odezwij się. Zniosę wszystko, najwyżej zacznę zajadać smutki i będę puszysty jak kot ze Shreka.. Plosę, spotkajmy się. Może uważasz mnie za głupka, ale ja się martwię.. Odpisz mi</3"
Aż zrobiło mi się głupio. On na serio się martwił, a ja po prostu zapomniałam. Musiałam się z nim spotkać i wszystko mu wyjaśnić.
I to w trybie natychmiastowym. Ale teraz nie robiłam nic bez zgody swojego partnera. Musiałam więc mieć jego zgodę.. Może to głupie, ale tak już zostało.
- Andy, mogę iść do Carla?- spytałam.
Zmarszczył brwi.
- Znowu?
- Nie byłam u niego od ponad tygodnia! Martwi się!
- Ale wcześniej ciągle u niego siedziałaś.. Co ja będę robił bez ciebie?
Spuściłam głowę. Myślałam, że przegrałam sprawę. Już miałam napisać, że jestem zajęta, kiedy do rozmowy wtrącił się Ashley:
- No właśnie, ty siedziałaś u niego. Może tym razem on do nas przyjdzie? Wtedy będziecie wszyscy razem!
,,Ashley, jesteś geniuszem. Pan Biersack się nie wymiga!"
- Super!- krzyknęłam.- Świetny pomysł!
Andy też się uśmiechnął, choć nie wyglądał na zbyt szczęśliwego. No cóż, musiał się liczyć z moimi potrzebami.. Napisałam więc do chłopaka, by wpadał i podałam mu adres. Po chwili odpisał:
,,No to supi dupi :> Zaraz będę!"

*Andy*
No i pięknie. Tylko tego mi brakowało- gościa, który zrobił z mojej dziewczyny emosa. No idealnie! To chyba jakiś jebany żart! Ciekawe, co my będziemy wszyscy razem robić? Może i lepiej było puścić Sally do jego domu? No, ale teraz nie ma odwrotu. On już tu pełznie ze swojej rudery..
Choć może nie okaże się taki zły? ,,Wszyscy, których spotkałeś byli źli.. No, może są dwa wyjątki. Ale on na pewno nie zaliczy się do tych dobrych.."
Na chwilę powrócił dawny naburmuszony Andy. W sumie od razu poczułem się lepiej. Miałem okazję, by trochę pozrzędzić. Uff, co za ulga. Tak długo dusiłem go w sobie, to stawało się nieznośne.
Sally poszła na górę, by się ogarnąć (oczywiście w stylu tego gościa), a ja nawet nie zawracałem sobie głowy zmienianiem piżamy. Niech ten dupek nie liczy na to, że otworzy mu koleś w smokingu. Może on i ma lokaja, ale tutaj się rozczaruje. I dobrze. Realizm i autentyczność są ponoć ważne!
Na początku ,,kumple" się czepiali, ale wyjątkowo szybko zaprzestali. Widocznie przez moją ,,miłość" postanowili zostawić mnie w spokoju. I tak traktowali mnie już jak potulnego baranka.. Wszystko ugrzęzło w błocie od pamiętnego zimowego wieczoru.
Kurwa, byłem z tym tak cholernie nieszczęśliwy.. Zły, zrozpaczony, przegrany..
Rozwaliłem się na kanapie, starając się ukryć emocje za oparciem. Nikt nawet nie zwracał uwagi, nie awanturował się. Trudno..
Przez chwilę miałem spokój, ale nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. A potem po raz kolejny i tak w kółko, ktoś wciskał go bardzo nerwowo. Dzięcioły byłyby zazdrosne. Oczywiście wiadomo, kto to był.
Zawahałem się. Czy miałem otworzyć? Sally jeszcze nie była gotowa. Ale chyba nie pozostało mi nic innego.. Jeśli nie otworzę skurwielowi, to najpewniej nie zawaha się wyważyć drzwi. No cóż, może tak będzie nawet lepiej? Może uda mi się wyrazić swoją niechęć? Dostrzegłem okazję. Przecież przy swojej dziewczynie nie mógłbym narzekać, bo jeszcze by się obraziła.. Jak widać drobnostkowe ludzkie problemy dosięgnęły nawet mnie.. Ja pierdolę.
Ruszyłem dupsko i stanąłem przed drzwiami. Wziąłem głęboki oddech.
,,No dalej, kim to jest ten ,,panicz Carl Coward"?"
Nacisnąłem klamkę i ujrzałem gościa. Uniosłem brew. Czyżby to był ten dostojny bogacz?..
,,Kurwa, bo jakby inaczej?"
Przed sobą ujrzałem emo-nastolatka, dość wysokiego, choć nie aż tak jak ja. Czarna grzywka zakrywała mu tyle twarzy, że nie mogłem zbytnio dostrzec jej rysów. Widziałem tylko jego ogromny wyszczerz i wystające kły. ,,Co, może jeszcze mi powiecie, że to wampir?". No, i oczywiście ten ,,mhhroczny" makijaż i piercing! Sam ,,mhrok", ale to nie koniec. Na głowie miał opaskę z kocimi uszkami, nosił bluzę w czarno-różową szachownicę. Miał na sobie także poszarpane ciemne rurki, przy pasku milion łańcuszków, zawieszek i innego badziewia. Nawet z Hello Kitty, po prostu diabeł! Trampki miał oczywiście markowe, nowiutkie, wszystko zadbane, czyściutkie, był wypucowany bardziej niż większość kobiet. ,,Pedał". Tak, gejuch na 100%. Więc czy mogłem być spokojny? Mimo wszystko nie miałem pewności.
Już go nie lubiłem. Był wszystkim, czego nienawidziłem. Był po prostu uosobieniem potwora, obrzydliwości. Tylko tego brakowało. ,,Sally, chcesz mnie zabić?"
Ale najgorsze dopiero mnie czekało. Napis na jego gumowej bransoletce.. Czy mi się wydawało, czy to.. Bring Me The Horizon?!!
,,JA PIERDOLE, URWĘ CI ŁEB, GAŁGANIE, GŁUPI SKURWIELU...."
Stałem w drzwiach i nie mogłem wydusić z siebie słowa. Moja powieka drgała z przerażenia i złości. Musiałem wyglądać głupio. ,,Ale czemu ja, czym ja sobie zasłużyłem?!"
- Hejawka, czy mógłbyś się pofatygować i się przesunąć?- zaczął z wyszczerzem.
Już miałem mu zatrzasnąć drzwi przed twarzą i przy tym mocno mu przywalić, ale usłyszałem za sobą słodki głos. ,,No to chuj.."
- Hej, Carrie!- ,,To jak się ten kutas w końcu nazywa?! Carl, Carrie, a może Karolcia?!"
- Hej, Sallem!- ,,O nie, nie będziesz tak na nią mówił, kutafonie. To Sall lub Sally, jak wolisz. Ale nie Sallem! Za dużo się bajek naoglądałeś.."
Ale najgorsze miało nastać. Nagle zaczęli się.. przytulać tuż przede mną. Czyżby zapomnieli już o mojej obecności? Na to wygląda.
Teraz to dosłownie wrzałem. Nie podobał mi się ten typ. Kiedy tylko się pojawił, ja przestałem być ważny. Czemu pozwoliłem mu tutaj przyjść? Teraz najchętniej bym go zabił i ukrył zwłoki gdzieś daleko. Tak, idealny plan.
,,Zazdrosny?"
Zaśmiałem się w myślach, choć wiedziałem, że to prawda. ,,Kurwa, zamieniasz się w przeciętnego faceta!"
- Carly, wejdź!- ,,No nie.."
Pedał przekroczył MÓJ próg, rozglądając się zza ciemnej grzywy. Mimo to nic nie powiedział, ale cały czas lustrował wszystko zwrokiem. Czy nie czuł mojego zdenerwowania? Co za palant!
Wparował do salonu. Spojrzał na kanapę. Nie musiałem długo czekać, na kolejny głupi tekst:
- Hmm.. W tym pokoju są dość mdłe kolory.. Ja bym to zrobił trochę ina..- nie dokończył i całe szczęście, bo już miałem rozkwasić mu ryj o kant drewnianego stolika. Na szczęście Sall mu przerwała:
- Może się czegoś napijesz? No nie wiem, może jesteś głodny?
Kolejna odpowiedź w tym jego bezczelnym, pokurwionym stylu:
- Co prawda jadłem już niezwykle wyrafinowane śniadanie, ale chętnie bym coś przegryzł.. Zobaczmy, co macie w lodówce!
No jeszcze teraz mi będzie grzebał w lodówce! Za dużo tego!
Mimo wszystko polazłem za nim do kuchni. Może uda mi się jakoś go przypilnować.
Na szczęście przy stole stał Jake i coś tam pichcił. Uff, on na pewno się zdenerwuje, jeśli ten zacznie mu grzebać po szafkach. ,,Oby go opieprzył, błagam!"
- Hejcia!- wyparował ten nowy. Pitts odwrócił się, trzymając w ręce nóż. ,,Dźgnąłbym go na twoim miejscu.."- Ja cię, koleś, zajebisty fryz!- pokazał na włosy mojego kumpla.
- Serio?- zmarszczył brwi Pitts.
- Jasne, Carlcio nigdy nie kłamie, jest na to zbyt dobry! Kiedyś mi opowiesz o tym na pewno trudnym rytuale! Ale teraz chciałbym wiedzieć, czy macie jakieś zajebiście słodkie żarcie! Mam popyt na węglowodany!
- Christian na pewno ma.. Poszukajcie go, pewnie jest na górze.
- Dzięki, man, równy z ciebie gość!
Gdy dwójka wyszła z powrotem na korytarz, podszedłem do ,,kumpla". Miałem nadzieję, że podzieli moje zdanie, że ten cały Coward to jakiś dupek.
- Co myślisz o tym gówniarzu?- spytałem szeptem.
- Jest miły, wesoły.. Pozytywnie nastawiony, podoba mi się - odparł z cwanym uśmiechem. ,,No kurwa, oczywiście! Czy tylko ja tu jestem normalny?!"
- Ja pierdolę!- rzuciłem głośno, odwracając się i mógłbym przysiąc, że usłyszałem chichot starszego. ,,JA CI KURWA DAM, ŚMIANIE SIĘ! UWAŻAJ, BO MOŻE CI TU NIEDŁUGO NIE BYĆ!".
Mimo wszystko milczałem.
Po chwili para znów zjawiła się na dole. A z nimi ten nędzny perkusista. Zmrużyłem oczy i zajrzałem mu w głąb duszy. Haha, od razu się zląkł! Skulił się i przybrał swój klasyczny, bezbronny wyraz twarzy. Przemknął obok mnie, a ja celowo potrąciłem go w ramię.
- Uważaj jak łazisz, łajzo!- warknąłem.
- Przepraszam.
Jednak z niewiadomych powodów na nastolatku nie zrobiło to wrażenia. Nadal się szczerzył. Czyżby on też przywykł do pomiatania śmiertelnikami? Może mamy coś wspólnego?
,,NIE, WYBIJ TO SOBIE Z GŁOWY!"
Na pewno nie był tak inteligentny i oświecony jak ja! Wyglądał na zwykłego palanta.
- Mam cukierki, chipsy..- zaczął wymieniać perkman.
- Dawaj wszystko, mój cukier gwałtownie spada! Bez cukru się chyba żyć nie da!
,,Mylisz się, mdlejąca lelijo.."
- Da się żyć bez cukru - w końcu wtrąciłem się do rozmowy.- Ja jakoś żyję..
Chłopak zrobił wielkie oczy, nieprzejęty moim wyrazem twarzy.
- Serio?! Gościu, wariat z ciebie!- ,,O nie, za dużo tego!"
- Ty też na normalnego nie wyglądasz - zwróciłem uwagę.
- A, to akurat prawda! Hehe, klub wariatów się zebrał! Krejzoleee!- podniecał się.
Ja pierdolę, zachowywał się jak jebana gimnazjalistka. Miałem go totalnie dość!
Wyjąłem dwie duże miski, na chipsy i cukierki, niech je biorą i spieprzają na górę.
- Macie - rzuciłem krótko.
- Dzięki, Andyś, wow, ty serio jesteś uroczy, nie dziwię się Sally, że tak cię chwaliła!
,,KURWA!!!"
Chyba Sally zobaczyła, jaki jestem wkurwiony, bo oznajmiła:
- Carl, może pokażę ci mój pokój? Jest naprawdę ładny!
- Oki, Sallem, widzę, że przejmujesz inicjatywę! Lubię takie laski, hehe!
W końcu wyleźli z pomieszczenia i skierowali się na górę. No nareszcie!
Usiadłem przy stole i ukryłem twarz w dłoniach.
- Czy gorzej być nie mogło?..- zapytałem sam nie wiem kogo.
- A według mnie to świetny chłopak. Może, jeśli się z nim pokumplujesz, przestaniesz zachowywać się jak skończony gbur.
- Nigdy!
I gdzie tu liczyć na wsparcie?.. Udałem się do mojego pokoju. Tylko tam mogłem teraz znaleźć spokój. Oczywiście, jeśli zaraz nie usłyszę jakiś śmiechów i chichów, bo dwójka przyjaciół była naprzeciw.

*Sally*
- Co ten Andy taki spięty?- spytał Carl, gdy przekroczyliśmy próg.- Zachowywał się, jakby nasrał w gacie! A może ma okres?
Wywróciłam oczami. Ale nie mogłam mieć mu tego za złe, w końcu nie znał osobiście Andy'ego. Mógł go kojarzyć z magazynów, gdzie zawsze udawał uśmiechniętego i pozytywnego, ale w rzeczywistości nie zawsze miał humor. Tak jak każdy człowiek. No w tym przypadku on może nieco częściej, ale trzeba było to zaakceptować.
- On już tak miewa. Chyba go trochę wkurzyłeś.. Mogłeś chociaż powstrzymać się od komentarza o wystroju..- zwróciłam uwagę.
- Sorki.. Nie wiedziałem, że on się tym tak przejmie. Ja bym pewnie nie zwrócił uwagi, w końcu wiem, że mam najlepszy gust pod słońcem!- ,,Słodka samochwała".
- Czasem potrafisz być szczery do bólu.. Uważaj, bo on tez. Tylko, że on jest mniej miły - wyjaśniłam.
- Oh, Sally, widzę, że związałaś się z niezłym zgredem!
- Proszę, nie mów tak!- przerwałam.- Potrafi być uroczy. Choć raczej tylko dla mnie..
- Ujarzmiłaś go?
Zaśmiałam się.
- Coś w tym stylu..
- Z pejczem czy bez?- zrobił wymowny ruch brwiami. Chyba wiedziałam, co ma na myśli..
- Carl!- oburzyłam się.
- Dobra, dobra, sorki.. Widzę, że trudno teraz przepchać się przez wasz mur obronny!
Trochę mnie to zabolało i dało do myślenia.
,,Sally, wiesz, że Andy nie jest idealny. Nie broń go aż tak. Zachowuj się przy Carlu tak jak dawniej.."
- To nie tak jak myślisz.. Nadal jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Po prostu.. Jakoś tak jestem nim zauroczona.
- No, w końcu to twój chłopak!
- No tak.. Chcę mu trochę pomóc, chcę go przekonać do ludzi.. Czy coś w tym stylu.
Nagle przyjaciel klasnął w ręce.
- Mam świetny pomysł! Wręcz idealny, ale to oczywiste! Właściwie to wpadłem na to już wcześniej, bo jestem bystry, ale mam pomysł jak ,,nawrócić" Andy'ego!
Uśmiechnęłam się. Miło, że się zaangażował. Razem zawsze łatwiej.
- Dawaj.. Co tam wymyśliłeś, Einsteinie?
- Niedługo czerwiec, robi się coraz cieplej. Moja mama powiedziała, że mógłbym zabrać ciebie, Alice i Robbiego na taki jakby jednodniowy camping z piknikiem i w ogóle! Bo wyczailiśmy w lesie takie zajebiste miejsce.. I moglibyśmy wziąć też Andy'ego!
Hmm.. Andy sam nigdy by się na to nie zgodził. Ale z moją pomocą? Pojechałby. Przy okazji taki wypad mógłby być całkiem romantyczny.. Spanie pod gołym niebem, gwiazdy, cisza i spokój.. Super! Jeśli przedstawię to w taki sposób, to Andy nie przejmie się nawet Kotem!
- Genialne! Jak na to wpadłeś?
- Cóż, to wrodzona inteligencja..- popatrzył na paznokcie i westchnął.- I trochę ingerencji mojej mamy..
Zaśmiałam się. Z tym głupkiem nie dało się nudzić, byłam pewna, że Andy może go polubić. To kwestia nastawienia.

***
 
*Andy*
W końcu ten pedał sobie poszedł. I dobrze, bo w moim pokoju zaczynało się robić nudno. Bo ile można rozmawiać z Lynn, jeśli ona ci nie odpowiada i wypełniać jej wolę? Z nudów nawet posprzątałem, znajdując kilka przydatnych rzeczy. Chwilami też skręcałem się na łóżku z bólu, bo klatka piersiowa nie dawała spokoju. Do tego z pokoju na przeciw ciągle dochodziły do mnie jakieś śmiechy-chichy, które tylko mnie wkurwiały. Oni się tam dobrze bawili, a ja cierpiałem.. Głupcy.
A szczególnie on. Tylko ogłupiał tę dziewczynę. Bez niego była całkiem fajną osobą. Nie tak cudowną jak Lynn, ale do zniesienia. Przynajmniej mogłem ją rozpracowywać. Do pewnego czasu, bo oczywiście ten gej już się szykował, by mi ją odbić. Ale nie, ona jest moja. To mój kapelusz, moja karta! ,,Słyszysz, chuju?! Nie przeraża mnie twój uśmiech! Jesteś nędznym śmiertelnikiem!"- krzyczałem w umyśle. Gdy usłyszałem zamykaną furtkę, wyszedłem z pomieszczenia. Akurat trafiłem na Jinxxa. Momentalnie zamknąłem drzwi, by nie mógł zobaczyć, co kryje się w środku. Nie był tego godny. Kutas.
Zmrużyłem oczy i przygotowałem się psychicznie na jakieś kazanie. Oczywiście nie musiałem długo czekać.
- Andy, ty gburze, nawet go nie pożegnałeś! Był taki miły, chciał się z tobą zakumplować!
- Nie potrzebuję przyjaźni głupich pedałów..- wysyczałem.
- Daj spokój, Sally nam mówiła, że nie jest gejem - ,,To kurwa, tym bardziej zamorduję!'- Poza tym, co cię obchodzi jego orientacja seksualna?..- Cisza.- Nie mów, że jesteś zazdrosny!
Nie mogłem nic powiedzieć. Milczałem.
- Boże - ,,Parszywe słowo"- Jaki ty jesteś dziecinny! To tylko jej przyjaciel! Jest twoją dziewczyną, więc w czym problem?!
- W niczym, kurwa - ,,Po prostu się odpierdol, to sprawa między mną, a nim"
- Eh, ja mu się dziwię, że sobie nie poszedł. Jesteś takim naburmuszonym, zgorzkniałym, przerośniętym dzieciakiem!- ,,No nie pierdol!"
Ominąłem go i doszedłem do schodów, ale krzyknął za mną:
- I przebierz się w coś normalnego, a nie cały dzień latasz w piżamie!
,,Tak jest, mamo!"
Pokazałem mu tylko środkowego palca i zszedłem na dół.
Moja dziewczyna siedziała na kanapie razem z resztą domowników i bezmyślnie wgapiała się w telewizor. Oglądali chyba jakiś serial. Że też ci ludzie marnują czas na takie durnoty! Mimo to usiadłem obok i objąłem dziewczynę ramieniem. Chyba mnie nie zauważyła, bo podskoczyła przestraszona. Po chwili jednak cmoknęła mnie w usta.
- Nie strasz mnie - powiedziała.
Przytuliłem ją i starałem się udawać dobrego chłopaka. Trwaliśmy tak chwilę, ale nagle dziewczyna oprzytomniała i zaczęła mówić:
- Właśnie, miałam ci o czymś powiedzieć..
- O co chodzi?- spytałem udawanie słodkim tonem.
- Bo wiesz.. Mówić teraz, tutaj?- była niepewna.
- Jasne, po prostu powiedz!
Niepokoiłem się. Co chciała mi powiedzieć? Oby nie to, że przerzuca się na tego różowego..
- Carl - ,,O, zgrozo!" - zaprosił nas obu - ,,Co?!"- na taki jakby wypad..
,,Co on znowu knuje?.."
- Dokąd? Jaki wypad?
- Na taki krótki camping, jedna noc. Piknik, ognisko i te sprawy.
O nie, już mi się to nie podobało..
- Nie jestem pewien - powiedziałem najdelikatniej, jak umiałem.
- Ale pomyśl, jakie to romantyczne! My, gwiazdy, cisza, spokój..
Nie wiedziałem, jak odmówić. ,,Kurwa, no to po tobie.."
Chciałem coś szybko sklecić, ale do pokoju wparował Jinxx. Widocznie wszystko usłyszał przez nasze cienkie ściany, bo wtrącił swoje zdanie;
- Uważam, że to świetny pomysł! Andy, potrzebujesz takiego odpoczynku!
Spiorunowałem go zwrokiem.
- Tak, świetny pomysł.. Bardzo romantycznie - uznał Ashley, który nie miał pojęcia, jak bardzo nienawidzę Carla Cowarda.
- Jak najbardziej popieram!- teraz Jake?.. No pięknie!
Do tego Sall spojrzała mi błagalnie w oczy. Jej tęczówki były takie..
Wspomnienia..
Zupełnie jak Lynn. Niebiesko- zielone.
Nie mogę jej odmówić.
- No dobrze.. - powiedziałem.
- No to super!- krzyknęła moja miłość i wpiła się w moje usta. Potem napisała do Carla, że jedziemy.
Sobota zapowiadała się fatalnie.
 
*Sally*
Dzisiejszy dzień zapowiadał się świetnie. Słońce świeciło, było ciepło i nie przewidywano żadnych zmian. Jutro miało być podobnie. Słowem: idealnie!
Odeszłam od okna i ubrałam się w zwiewną czerwoną sukienkę. Szybko się ogarnęłam, nie przesadzając z makijażem i już byłam gotowa. Spakowałam do torby ciuchy na zmianę, kąpielówki i wszystko, co potrzebne. Carly obiecał zająć się namiotami. On też był bardzo podekscytowany. W dzieciństwie marzyliśmy o nocy pod gołym niebem, o ognisku i piankach, o pływaniu w jeziorze. On pewnie już to przeżył, ale mnie niestety takie przyjemności ominęły. Teraz miałam okazję to nadrobić. Znów czułam się jak dziecko.
Nie byłam za to do końca przekonana, co myśli o tym mój chłopak. Nie wydawał się jakoś szczególnie z tego zadowolony. No ale trudno, może akurat się przekona? Naprawdę nie chciałam, by wdawał się w kontakt z Carlem. Próbowałam jakoś ich do siebie przekonać. A czy to nie była okazja? Chyba każda dziewczyna na moim miejscu by spróbowała.. Jeśli mu się nie spodoba, to trudno. Przy odrobinie szczęścia nie będzie się fochał.
Wyszłam ze swojej sypialni i zeszłam po schodach na dół. Reszta BVB już nie spała. Można łatwo zgadnąć, kogo brakowało. Zostawiłam bagaże i wróciłam na drugie piętro. Zapukałam do drzwi pokoju Andy'ego.
- Co?!- warknął.
- To ja, Sally.
Podszedł do drzwi, otworzył je i wychylił się przez szparę tak, bym nie mogła zobaczyć, co mieści się w środku. ,,Boże, czy on mieszka w jakiejś twierdzy?!"
- O co chodzi?- zapytał już łagodniej.
- Dziś jest sobota. Nie pamiętasz?- spytałam ze śmiechem. Może trochę wymuszonym.
- Aha.. Zapomniałem.
- To pakuj się, głuptasie, bo musimy się zbierać!
Jedynie westchnął i schował się z powrotem w swojej ,,skorupie".  
,,Kurwa, przecież wiesz, jak bardzo on nie chce tam jechać"
,,Zamknij się"
Och, dawno nie gadałam ze swoim umysłem.
Nieco zdenerwowana udałam się do kuchni i pochłonęłam śniadanie. Miałam dwie opcje: albo uczynić ten wyjazd fajnym i pogodzić chłopców, albo wszystko spieprzyć i jeszcze bardziej ich skłócić.
 
*Andy*
,,Ja pierdolę, no czemu, czemu?!"- ubolewałem w myślach.- ,,Lynn, pomóż!"
Mimo wszystko dźwignąłem się w końcu na nogi i zacząłem przemierzać dżunglę swojego pokoju w poszukiwaniu jakiś odpowiednich ubrań. Niestety wszystko było brudne i wymięte..
,,Ale, kurwa, co cię to obchodzi, chłopie?! Nie jedziesz tam, żeby się podobać, jedziesz z konieczności!"
,,Racja"
Wziąłem z podłogi kilka przypadkowych rzeczy i wcisnąłem je do torby. Miałem to z głowy. Potem udałem się do łazienki. Oczywiście wyglądałem niczym jakiś trup jak to zwykle, a w gardle poczułem nieprzyjemne, natarczywe drapanie. Jeśli to będzie mi ciągle towarzyszyło, to muszę się uzbroić w zapas Strepsilsów..
Ogarnąłem się, przedłużając cały proces. Słyszałem nawet, jak Jinxx dobija się do drzwi. W końcu jednak musiałem wyleźć. ,,I jak tu wytrzymać?"
Do tego na tym całym campingu miało być jeszcze dwóch innych, jakaś laska i chłopak. Pewnie też emosy.. ,,No pięknie"
Zwlekałem, jedząc śniadanie i praktycznie się nie odzywałem. Sally chyba nie była zachwycona, raczej dość zawiedzona. Nie chciałem, by się mną przejmowała, ale.. Nie chciałem jej oszukiwać. A przecież robiłem to cały czas! Kurwa mać..
,,Dobra, Andy. Poudajesz dobrego chłopaka. Jeśli będziesz łaził tylko za nią, to może unikniesz pedała. A nawet jeśli nie, to będziesz miał ich na oku."
- Co ty taka smutna?- uśmiechnąłem się do dziewczyny i pocałowałem ją w usta. Momentalnie się rozpromieniła. Czyli chyba o to chodziło.. Trudno było udawać aż tak miłego, ale widząc jej radość wszystko wydawało się w miarę łatwe. ,,Tylko ten jeden raz, Lynn. Obiecuję.."
 
*Sally*
W końcu wywlekliśmy się z domu i doszliśmy do ,,poszanowanej rezydencji Cowardów". Andy nagle zaczął się dziwnie zachowywać. Jakoś tak.. weselej, dlatego dziwnie. Przecież on zawsze był gburem, a teraz się uśmiechał, mówił łagodnym tonem i nie wypuszczał mnie z uścisku. Pierwszy raz od kilku dni poczułam, że nadal jesteśmy razem. Zero kłótni, nawet drobnych sprzeczek. Po prostu stał się dobrym chłopakiem.. W jego przypadku to aż podejrzane. Ale nie zamierzałam tego zmieniać, czułam się cudownie, będąc kochana. Więc nie protestowałam, tylko poddawałam się pieszczotom.
Carrie czekał już pod domem. Ubrany był cały na różowo. Miał nawet koszulkę z Pusheen. To powinno wywołać burzę homofobii u mojego partnera, ale on tylko milczał. Może przybrał inną taktykę? ,,Sally, nie baw się znowu w detektywa. Ciesz się tym, co masz."
Po chwili z SUV-a wysiedli też Robbie i Alice. Przedstawili się i wszystko obyło się jakoś normalnie. Uff.. Wyjazd zapowiadał się świetnie.
 
*Andy*
Naprawdę się ucieszyłem, że nie będę miał do czynienia z kolejnymi emosami. Nowa dwójka wyglądała normalnie. W przeciwieństwie do ich przywódcy. Ten ubrał się dziś wyjątkowo pedalsko. Ogień zalewał moje serce, najchętniej wytarłbym tym gościem podłogę, ale nie chciałem psuć Sally wyjazdu. To była taka nowa taktyka- robić wszystko tylko dla Sally i starać się nie wkurwiać. Oczywiście od środka się gotowałem, że aż mnie wszędzie kłuło i drapało, ale tego nie okazywałem. Trudny sposób, ale możliwy.
Gdy wsiadaliśmy do samochodu, nowa dziewczyna, która nazywała się Alice, zaproponowała mi papierosa. Oczywiście przyjąłem. Coraz trudniej było mi w spokoju zapalić w domu, więc korzystałem, póki mogłem. Gdybym był cały czas raczony takimi wygodami, to byłoby super. Właściwie mogłoby być super, gdyby nie ten gejuch. To on wszystko psuł. To on był problemem.
I wtedy przez głowę przemknęła mi myśl: ,,a gdyby go tak zabić? Utopić czy coś?". Nie wykluczałem takiej możliwości.
Jechaliśmy drogami, kierując się na obrzeża LA. Ale prawdziwe nerwy ogarnęły mnie, gdy zaczęliśmy się zbliżać do naszej kryjówki.
,,Byle nie tam, błagam!"
Ale my coraz bardziej się tam zbliżaliśmy. Ścisnąłem rękę Sally.
Tak, musiałem zabić tego gościa, jeśli tam się udamy.
 
*Sally*
Wiedziałam, czemu się denerwuje. Przejeżdżaliśmy obok naszego miejsca. Ale nie sądziłam, by wybrali to miejsce. Bo kto chciałby spać obok grobu? Po tym, co widziałam, zesrałabym się w majtki..
Ale w końcu minęliśmy ów miejscówkę i pojechaliśmy jeszcze dalej. Potem się zatrzymaliśmy i wysiedliśmy.
- Trzeba przejść jeszcze kawałek, ale dalej jest słitaśnie!- dźwięk ostatniego słowa mógł rozwalić psychikę mojego partnera, zresztą, jak cały pokemoniasty język Carla, ale tak się nie stało. Mogłam powiedzieć, że nasz maruda ,,był grzeczny". Nawet nie pisnął.
Gdy szliśmy przez chaszcze został z tyłu i szedł dość wolno, ale nie przeszkadzało mi to, póki nie miał fochów. A wyglądał po prostu na zamyślonego, więc dałam mu spokój. Podeszłam do Carly'ego.
- Jest dziś jakiś radosny, jak na niego, no nie?- spytałam szeptem.
- Widzisz? Mówiłem ci, że moje jakże lecznicze towarzystwo i matka natura uleczą go z tego gburowatego schorzenia! Powinienem zostać terapeutą! Oczywiście zaraz po tym jak zostanę gwiazdą rocka i króliczkiem Playboya..
Zachichotałam. Miałam nadzieję, że Andy przekona się do tego specyficznego, zuchwałego poczucia humoru.
Przeszliśmy jeszcze kawałek, aż w końcu naszym oczom ukazało się śliczne miejsce.
- O Boże, genialnie!- zachwyciłam się.
Polana, na niej miejsce na ognisko, drewniany stół i siedziska, a także jeziorko nieco dalej. Byłam zachwycona, dokładnie o tym zawsze marzyłam. Pośpiesznie przytuliłam Carla.
- Dziękuję, że mnie tu przywiozłeś - szepnęłam mu do ucha, stając na palcach.
- Przyjemność po mojej stronie - wyszczerzył się.
 
*Andy*
Kurwa, co oni przed chwilą zrobili?!
Z nienawiści do tego dwuulicowego pedała, aż złamałem gałązkę. Zacisnąłem szczękę i zmarszczyłem brwi. ,,Spokój, spokój, Sally ma być szczęśliwa. Z tym chujem poradzisz sobie potem w jeziorku.."
Rozejrzałem się dookoła. Całkiem okej.
- No to trzeba rozstawić namioty!- oznajmiła Alice.- Mamy dwa.
Podszedłem bliżej Sally i objąłem ją ramieniem.
- My zajmujemy wspólny - oznajmiłem od razu.
- Ja i Robbie też.. A co z Carlem?
Kurwa, i już wiedziałem, co się zaraz stanie..
- Żeby taki książę został bez namiotu! Skandal!- wydurniał się jak zawsze. ,,Prześpij się na dnie jeziora"
- Ja i Andy możemy go wziąć!- krzyknęła Sally.
Jasna cholera, tego się właśnie spodziewałem. Miałem ochotę przywalić dziewczynie w twarz, ale jakoś się powstrzymałem.
- Zajebiście! No to rozstawiamy!- ucieszył się Chuj Coward.
Oczywiście namiot był różowy.
 
***
 
- Sallem, proszę, chodźmy się popluskać!- ten chuj męczył Sally od godziny.
- No dobra, już idziemy. Tylko przebiorę się w kostium. Możesz już iść i sprawdzić, jaka jest woda - dała za wygraną.
- Dzięki!- krzyknął pedał, po czym zrzucił z siebie różowe ciuchy, ukazując równie różowe majtki.- Swoją drogą, jestem ciekawy, jaki to będzie podniecający widok. Hehe.. Uważaj, bo dostanę..
- Carl!- przerwała mu dziewczyna, patrząc na mnie.
Miałem ochotę skurwiela zajebać.. To było oczywiste, że coś się między nimi dzieje. A teraz miałem okazję to skończyć. Przy okazji to spodobałoby się Lynn.. ,,No dalej, póki masz czas.."
- Pójdę sprawdzić z tobą!- oznajmiłem.
Rogers spojrzała na mnie podejrzliwie, ale nic nie powiedziała. Jedynie schowała się w namiocie, by wciągnąć kąpielówki. Ja też musiałem ściągnąć ciuchy. Cholera.. Dobrze, że reszty BVB tu nie było.
Powoli wyswobodziłem się z czarnego t-shirtu, ukazując gejuchowi białe blizny, siniaki w zgięciach łokci i inne piękności. Ale on nawet nie pisnął. Możliwe, że był za głupi, by kojarzyć, co się dzieje. Widocznie to nie wzbudziło w nim strachu. No, w sumie to lepiej, będzie łatwiej z zasadzką. Będę udawał miłego, a potem rzucę się na niego i go zatopię. Czy to nie brzmi cudownie?
- No to wyruszamy, Drużyno Pierścienia!- oznajmił Coward i ponaglił mnie ręką.- Nie będziemy podglądać pań!- ,,Będę robił, co mi się podoba, idioto. Ja mogę ją podglądać, ty nie"
Mimo wszystko ruszyłem za nim w stronę jeziora. Cholera, jak ja dawno nie pływałem.. Nie miałem na to specjalnej ochoty, ale musiałem się poświęcić. ,,Jak zwykle.."
Pan-dziewczynka zanurzył stopę w wodzie i wrzasnął:
- Cholercia, zajebista! Ciepła jest!
Potem rzucił się w nią całym ciałem, pociągając mnie za rękę. Runąłem twarzą w kurewsko zimna wodę. Wychyliłem głowę na powierzchnię najszybciej jak mogłem. Przeszły mnie ciarki. ,,Ciepła? Kurwa, ciepła?!"  Ale nie mogłem teraz zrezygnować. Podpłynąłem w stronę tego dzieciucha. Pewnie dobrze się bawił. Niech się bawi, zaraz ja się nim zabawię..
W końcu wypłynął na powierzchnię. Mokre czarne włosy opadały mu na twarz, makijaż się rozpłynął. Wyglądał żałośnie. Ale jeszcze bardziej wkurzyłem się, gdy mnie ochlapał.
- No dajesz, Andrzej - ,,Co, kurwa?.."- Zawody na chlapanie!
Po czym ochlapał mnie po raz kolejny, tym razem mocniej.
- Wygrałem!- zachichotał jak debil. ,,Oj, mam dla ciebie lepszą zabawę"
- Wiesz, znam lepszą zabawę..- zacząłem niewinnie. ,,W śmierć.."
- O ja, supi dupi! Dobra, o co w niej chodzi?- ekscytował się.
- Pozwól, że ci zademonstruję!- powiedziałem, po czym rzuciłem się na niego całym ciałem i zacząłem pchać go na dno. Cudem powstrzymywałem się od psychopatycznego śmiechu. Dociskałem go coraz mocniej i mocniej do piasku, zobaczyłem nawet parę bąbelków. ,,Bez ciebie na tym świecie będzie o wiele lepiej! Szczególnie dla mnie!" Zachichotałem cicho.  Wszystko szło jak po maśle. Chłopak był chudy i niezbyt silny, więc łatwo się go kontrolowało. Zrobiłem krok do tyłu i uniosłem nogę, chcąc pomóc sobie stopą.
Lecz nagle stało się coś złego.. Poślizgnąłem się i runąłem do tyłu, a duszony wyskoczył nad wodę. Podniosłem się i spojrzałem przerażony na jego twarz, gdy wycierał oczy. ,,Kurwa, no to mam przechlapane. Jak powie policji, że chciałem go utopić.." Zastanawiałem się, czy nie zwiać. Ukryłbym się w lesie, a potem gdzieś uciekł. Nie zdążyłby wezwać jebanych psów..
Ale nic takiego się nie stało. Nagle topielec zaczął się śmiać i klaskać w dłonie.
- Rozumiem, zapasy w wodzie! Było superaśnie, to faktycznie fajniejsze od pluskania! Teraz moja kolej!
Już myślałem, że zostanę zatopiony, ale na szczęście zjawiła się Sally. Usłyszałem za plecami jej słodki głos, który okazał się teraz zbawieniem i jednocześnie nie. Zaprzepaściłem przecież jedyną szansę ukatrupienia wroga.. No to pięknie, cały wyjazd stracił sens.
- I jak? Dobrze się bawicie?- spytała, zanurzając się w wodzie.
Ubrała się w kostium w biało-granatowe paski, jej sylwetka była taka drobna.. Zupełnie jak Lynn.
- Halo! Ziemia!- zwróciła się do mnie, machając mi dłonią przed twarzą.
Ocknąłem się.
- Zamyśliłem się.
- To jak? Wodne zapasy?- entuzjazmował się ten ciągle żywy idiota.
- Wolę nie wiedzieć co to znaczy - zaśmiała się Sall, ochlapując ,,przyjaciela".
- Ja chyba straciłem ochotę na pływanie..- oznajmiłem i wylazłem na ląd. ,,No to chuj.."
 
***
 
Cały dzień wydawał się stracony. Wszyscy pływali w wodzie, zabawiali się, a ja siedziałem na dupie z telefonem w ręku. Ale co miałem robić? Tu nie miałem żadnego towarzystwa, ani zajęcia. Nie mogłem się nawet oddalić, bo wzbudziłbym podejrzenia. Pozostawało mi odliczanie czasu i nudzenie się. Ale w końcu nastał wieczór. Jutro był już czas powrotu, to już tylko jakieś.. kilkanaście godzin. ,,No cudownie!".
Wszyscy siedzieliśmy przy ognisku, inni jedli jakieś tłuste kiełbasy, pianki. Nawet Sally. Ja odmówiłem, ponieważ oficjalnie nie jadłem cukru i byłem weganinem. Oficjalnie, w praktyce to nie miało odzwierciedlenia, ale przecież robiłem to tylko po to, by wkurzać innych. Choć nikt nie wyglądał na obrażonego. Właściwie wszyscy byli całkiem mili, ale.. ,,NIE, NIE, NIE! Są okropni!"- krzyczałem do siebie.
To całe udawanie, zaprzeczanie doprowadzało mnie do szału. Tak samo jak śmiejąca się parka obok mnie. Kurwa, przecież to moja dziewczyna. A przed nami jeszcze cała noc w jednym namiocie.. Ukryłem twarz w dłoniach.
- No to co? Straszne historie?- zaśmiała się Alice, podając mi papierosa. Zaciągnąłem się i jej oddałem. Miałem na niego ochotę, ale nie chciałem zacząć pluć krwią. Ale wracając do tego, co powiedziała..
O nie. Tylko nie straszne historie. To naprawdę głupie, że ludzie uważają je za śmieszne. Tak naprawdę nie mają pojęcia, jak potężna jest siła, o której opowiadają. Nie wiedzą, że to wszystko, co mówią, może się pojawić w prawdziwym życiu. Nie wiedzą, że to coś, co nazywają ,,zjawiskami paranormalnymi" to najczystsza prawda. Nie wiedzą, że niedługo taka siła może spocząć w moich rękach.
Nie byli godni, by o tym mówić. Byli zwyczajnymi głupcami, którzy nie mają pojęcia, w czym maczają palce. Nie wiedzieli, że zostawiają na sobie znak, który my możemy wykorzystać. Ale nie znali Lynn, ani nikogo z nas. Nie mogli więc wiedzieć. A gdyby się dowiedzieli, to uznaliby to za żart lub bełkot obłąkanego szaleńca. Tacy już są ludzie. Biedacy.
- A więc kiedyś, w roku 2006..- zaczął Chuj Coward.
O kurwa, to rok śmierci Lynn.. Już miałem dość. Jeśli powstała o niej jakaś marna creepypasta, to ja nie chce słuchać tego szajsu. Nie będę słuchał, jak bezczeszczą dobre imię dziewczyny.
- Ja chyba się wcześniej położę..- oznajmiłem i wstałem
- Ale to najlepsza historia jaką znam!- zdenerwował się ten głupiec.
- Jestem śpiący, opowiadaj innym..- ,,O ile nie narobią w majtki. Współczuję ci, Sally. Widzisz do czego prowadzi przyjaźń z tym kutasem?"
- Aaa, boisz się..- zachichotał.
- Nieprawda!- wkurzyłem się.
- Ta jasne..
,,Nie denerwuj się. Nie zniżaj się do jego poziomu.."
Odwróciłem się na pięcie i ukryłem się w namiocie.
 
*Sally*
Wiedziałam, co pomyślał sobie Andy. W tym roku zginęła ta bliska mu dziewczyna. Ale to uczucie nie było obce także mi. W tym roku zginęła moja siostra. Szczerze sama chciałam zrobić to, co mój chłopak, ale nie chciałam wyjść na tchórzliwą. Siedziałam więc i słuchałam:
- A więc kiedyś, w roku 2006 była sobie pewna dziewczyna z Cincinatti..
Podniosłam się jak oparzona. Straszne historie o mojej siostrze, ot już za dużo na moje nerwy! Poczułam przechodzącą mnie zimną falę, pojawiła się też gęsia skórka. Zaczęłam się nerwowo rozglądać dookoła.
- Co jest, Sally?- spytała zatroskana Alice.
- Nic, nic.. Tylko po prostu.. Zrobiłam się śpiąca - ziewnęłam na potwierdzenie.
- Cholercia! Nie chcesz posłuchać chociaż tej historii? Jest oparta na faktach, a opowiadana przez osobę z tak seksownym głosem jak ja, będzie jeszcze lepsza!
- Przepraszam.. Naprawdę chce mi się spać - starałam się wyglądać przekonująco.
- No trudno.. Ja więc chyba tez pójdę spać, bo Robb i Ali już znają tę historię. Jest świetna!
- Okej, chodźmy.
- Ja też się zmyję - dodała Tisdale.- A ty, królisiu?
- Jeszcze trochę posiedzę..- oznajmił Robbie, cmokając dziewczynę w usta.- Słodkich snów.
Wszyscy poza Parkerem ruszyliśmy do swoich namiotów.
- Nie mogę się doczekać wspólnej nocy!- krzyczał podniecony Carl. Już trochę miałam go dość.. Naprawdę miałam ochotę iść spać, by zaznać trochę spokoju.
Wlazłam do różowego ,,pomieszczenia". Było dość małe jak na trzy osoby. Wcisnęłam się między Andy'ego i Carla. Wbrew swoim oczekiwaniom szybko zasnęłam.

*Andy*
Ja pierdolę.. Ten pedał chichotał przez dobre pół godziny. Sall miała szczęście, że tak szybko zapadła w sen. Ja miałem tego dość. Najgorsza była sytuacja, gdy nasz lokator wypuścił z siebie siarczystego pierda i oczekiwał, że będę z tego rył jak on sam. Wtedy postanowiłem opuścić namiot, ale czekałem aż on też zaśnie. Na szczęście nie musiałem długo czekać. Pierd ukołysał go do snu.
Chwiejnym krokiem wyszedłem z namiotu. Kości mnie bolały, byłem cholernie zmęczony. Właściwie bardziej fizycznie niż psychicznie. Rozsiadłem się obok ogniska, wgapiając się w płomień. Choć trochę spokoju.
- Co jest?- usłyszałem nagle cichy męski głos.
Ocknąłem się.
Zdałem sobie sprawę, że przede mną siedzi Robbie z akustyczną gitarą w rękach. Z początku wahałem się, czy odpowiadać, ale ten człowiek wydawał się nietoksyczny i bardziej normalny od swojego kumpla.
- Zmęczony - rzuciłem.
- Rozumiem cię. Mnie on czasem też męczy - uśmiechnął się.- To dość specyficzny charakter, trzeba się przyzwyczaić.
Ale jak?..
Nie zastanawiałem się dłużej. Zadałem pytanie, które męczyło mnie, od kiedy zobaczyłem tego pedalskiego dupka:
- Za co wy go w ogóle lubicie?..
Chłopak westchnął i powiedział:
- To dobry, lojalny przyjaciel. Może i jest czasem irytujący,, ale nigdy nie kłamie i zawsze jest szczery. To w nim lubię.
Po tych słowach przyjaciel ,,szczerego" zaczął grać jakąś melodię* na swoim instrumencie, a ja zacząłem się zastanawiać nad jego słowami.

***
*To mi się zawsze kojarzyło z Hozier- Cherry Wine ♥
Oki, no to mamy nieco dłuższy rozdział ;p Był kompletnie improwizowany, ciągle się rozmyślałam i w ogóle.. Ale jakoś chyba wyszło. Zasada jest taka: jeśli nie masz pomysłu, walnij coś klasycznego. A camping to chyba największa klasyka XD Obiecuję, że nad następnym się zastanowię. Tutaj nie miałam czasu, bo jutro wyjeżdżam na trzy dni. Sorki.
Liczę mimo wszystko na jakieś przemyślenia :))
Nuty (och, zaczynam się powtarzać..):
Nirvana- Opinion
Hole- Dying
                Rock Star
L7- Pretend We're Dead
Mudhoney- Touch Me I'm Sick
Kocham i do następnego ♥
 
P.S. Davida Grohl was obserwuje


2 komentarze:

  1. Zanim przejdę do rozdziału: czy Davida Groch jest z jakiegoś teledysku czy jak? Bo kurde xDD
    Ale teraz to, co ma być:
    jak mnie Carl wkurwiał.
    Nie dziwiłam się Andy'emu, miałam ochotę porządnie zajebać Kotowi.
    I że on ze wszystkiego się śmieje. No doprawdy, mam dość kolesia.
    Dobrze, że mnie tam nie było, bobym mu wygarnęła.
    I Andy, Andy, Andy... idź Ty dziecię do lekarza, bo ja Cię dopadnę i zawlokę. I zostawię na tydzień.
    No ale dalej: straszne historie: brr, nie lubię.
    wolę pogadać o życiu, przy świetle księżyca, podłubać pestki, pogdybać nad losem celebrytów, a tak...? i pomyśleć, że jeszcze półtora roku temu oglądałam horror za horrorem.
    No i co jeszcze?
    dziecię, jak Cię boli, to idź do Jinxxa.
    I mówi to osoba, która jak ją łeb napieprza, to nie bierze apa, tylko idzie przed kompa XDD
    No i jeszcze: ejejej ja chcę za 3 dni nowy.
    Widzę go tu xDD

    OdpowiedzUsuń
  2. No skomentować czas.
    Andy jak zwykle idealny aktor, że też Sallu się mu daje. No, ale kto wie, może i on z czasem naprawdę pokocha, o ile jest do tego zdolny.
    Bo wydaje mi się, że Lynn to on bardzo kocha, skoro jest gotowy zrobić dla niej wszytsko.
    Carl działał mi na nerwy, no kurwa taki typowy emos z bogatej rodziny..Myślalam, że zwymiotuje....TEN RÓZ, ANKA OSZCZEDZ MI MOZG PROSZĘ ON JEST DZIEWICĄ...ZARAZ CO?! Jak przejechali koło Ich miejsca, to wstrzymałam oddech..I te historie straszne, Andy ma zupełną rację w tym rozdziale.
    To nir zabawa, chociaż cholernie pociągające to to jest. Za to Robbie wydaje się być fajny!
    A i jeszcze, zabawa w śmierć..Chyba skorzytsam w życiu realnym, Andy mogłeś bardziej się postarać.
    Kc siostra

    OdpowiedzUsuń