wtorek, 30 czerwca 2015

Rozdział 2: ,,Wpadłam do króliczej nory"


*Juliet*
Przez szybę dostrzegłam swoją ulicę. Po chwili samochód się zatrzymał, a ja musiałam wysiąść. Było mi przykro, że muszę już zostawić siostrę, z którą świetnie się bawiłam i wrócić do szarej rzeczywistości, ale przy tym bardzo tęskniłam za chłopcami i chciałam ich zobaczyć.
Wysiadłam, a dziewczyna wyjęła moją walizkę z bagażnika.
 - Dzięki za podwózkę, siostrzyczko - zwróciłam się do Angie i pocałowałam ją w policzek.- Niedługo zadzwonię.
- Baw się dobrze z tym z swoim Andy' m - odparła.- Tylko nie daj sobą zbytnio pomiatać.. Pamiętaj: kobieca siła!
- Jasne, jasne - powiedziałam obojętnie.- To pa!
Przytuliłyśmy się, a po chwili auto odjechało.
Zabrałam przewoźną klatkę z naszymi kotkami i zaczęłam oddalać się w stronę domu. Zniknęłam za drzwiami. Było wcześnie, dopiero 7, więc postanowiłam nie budzić chłopaków. Miałam czas, by jeszcze wszystko przygotować. Wiadomo: minęło kilka godzin, a w tym czasie faceci potrafią zrobić niezły bajzel. Tradycyjnie przywitał mnie właśnie taki widok: rozrzucone obuwie i ciuchy i niedbale rzucone torby.
Wypuściłam zwierzęta, nasypałam im jedzenia i nalałam mleka. Potem poustawiałam wszystkie buty, które zostały niedbale rzucone na ziemię i zamiotłam wszelkie brudy. Powiesiłam też ciuchy i poukładałam bagaże. Następnie udałam się do kuchni, by sprawdzić, czy w lodówce jedzenie. Było, nikt nic nie tknął.. Niby wiedziałam, że moje starania nigdy nie zostaną docenione, ale przynajmniej uniknę ochrzanu. No, może Jinxx, Jake, Ash i CC nie byliby aż tak zdenerwowani, ale Andy.. Mimo że zapewne nie tknie ani śniadania, a do tego zrobi celowy bałagan, to.. Jak mogłabym mu czegokolwiek odmówić? Zażyczył sobie, bym została w pewnym sensie jego gosposią i udawaną dziewczyną, więc tak zrobiłam. Twierdził, że to tylko po to, by nie czepiały się go napalone fanki, ale czasami skrycie marzyłam o tym, by to okazało się kłamstwem. Kochałam go z całego serca, a to był jedyny sposób, by się zbliżyć, mimo że próby były bezskuteczne. Ten mężczyzna to istny ideał, zauroczył mnie już za pierwszym razem. Był taki blady, miał niebieskie oczy i niedbałą fryzurę. Mój biały króliczek, miałam nawet tatuaże na jego cześć.. Jedyne, co mnie w nim nie zachwycało, to jego sylwetka. Za każdym razem, gdy go widziałam, wydawał się chudszy. Miałam wrażenie, że przez ostatnie pół roku ubyło mu ponad pięć kilogramów. Ba! Byłam tego pewna, może i więcej. Właściwie zdrowy to on chyba do końca nie był.. A może tylko wyolbrzymiałam? I tak bym nie zapytała, brakowało mi odwagi. Zapomniałabym też
o paleniu, robił to chyba bez przerwy. Kończył jednego papierosa i zaczynał kolejnego. Czekałam tylko na kolejne potwierdzenie. I jego charakter.. Cóż, byłam nim tak zauroczona, że mogłam go znieść. Właściwie to nawet do niego pasował. Był typowym skurwysynem, często się kłócił i robił wszystkim na złość, ale to dodawało mu uroku. Choć niekorzystnie wpływało na atmosferę w domu, miałam nadzieję, że w końcu stanie się coś, co to zmieni.. Ale to tylko moje nadzieje, raczej nierealne.
Wróciłam do pracy.
Kiedy skończyłam wszystko ogarniać, czyli odprawiłam codzienny rytuał, uznałam, że zasługuję na odpoczynek. Nieźle się nalatałam, a przecież było wcześnie rano. Musiałam zebrać siły, by potem wszystkim dogadzać, co było nieuniknione. W przeciwnym razie pewnie zostałabym wyrzucona, przecież każda lepsza laska mogła mnie zastąpić.
Udałam się po schodach do mojego pokoju. Marzyłam tylko o tym, by opaść na łóżko i przez chwilę nic nie musieć.
Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Podeszłam do posłania i odsłoniłam kołdrę. Nie spodziewałam się niczego niezwykłego, a tu nagle..
Przeżyłam istny szok.. Zamrugałam, licząc, że to zwidy, ale nic się nie zmieniło.
Wydarłam się na całe gardło i zasłoniłam usta ręką.
Dziewczyna leżąca na łóżku zerwała się przerażona i wlepiła we mnie swoje duże zielone oczy. Stałyśmy naprzeciwko siebie równie zaskoczone i nic nie mówiłyśmy. Zastanawiałam się, czy ja przypadkiem nie oszalałam.
- Co ty tu do cholery robisz?! To.. To mój pokój!- wydukałam w końcu.
Nastolatka, bo wyglądała na młodą, nie mogła wydusić z siebie słowa. Stała jedynie ubrana w moją koszulę nocną i błędnym wzrokiem wodziła po pomieszczeniu. Miałam wrażenie, że nie wie, gdzie właściwie jest. Wydawało mi się też, że za chwilę się rozpłacze, jej wargi drżały. Była przerażona, chciała chyba uciec, obijała się o ściany, ale nogi się pod nią uginały. Z jednej strony było mi jej żal, ale z drugiej byłam zła, bo nic nie rozumiałam.
A może ktoś ją tu przyniósł wbrew jej woli? Raczej się nie włamała, wyglądała zbyt niewinnie. Właściwie trochę jak dziecko..
Ta sprawa zdawała mi się niesamowicie podejrzana. To nie mógł być przypadek.

*Sally*
,,Gdzie ja jestem?!"- panikowałam w myślach.
Kompletnie nic nie mogłam pojąć, wydawało mi się, że to jakiś zły sen. Stałam ubrana w samą piżamę w jakimś dziwnym, choć ładnym pokoju, a przed sobą miałam obcą kobietę, która widocznie też czuła się zagubiona w całej sytuacji. To nie mogła być przecież prawda, to musiał być wytwór mojej szalonej wyobraźni.. Takie rzeczy się nie dzieją w rzeczywistości, za to często w moich snach.. Zdążyłam ją przecież poznać. Ludzie są źli. Nawet, jeśli wydają się mili i dzięki nim jesteś przez chwilę szczęśliwy, to zapominają o tobie i zostawiają cię na pastwę losu. Wczoraj sama była tego ofiarą.
Nagle uświadomiłam sobie, co się wczoraj stało. Pamięć powoli zaczęła wracać. Wyszłam z psychiatryka, miałam jechać do jakiegoś internatu, ale przegapiłam pociąg, a potem poznałam jakąś.. Sammi, Sammi Doll, która zabrała mnie na rockowy koncert, gdzie grał jakiś przystojny facet ze swoim zespołem. A potem się zgubiłam i uciekłam. I nic więcej nie pamiętam. Chyba tylko ciemność.. Gdzieś w tedy leżałam, ale na pewno nie na łóżku, było twardo i nieprzyjemnie.
Wylądowałam wtedy na ulicy. Zupełnie jak jakiś menel, wszyscy omijaliby mnie szerokim łukiem.
Chyba, że ktoś się mną zajął, ale.. Nie, to raczej mało prawdopodobne. Zwyczajny człowiek by nie ryzykował.
Ale jeśli to był sen, to mogłam się z niego wyrwać. Jak zwykle w takich sytuacjach uszczypnęłam się w rękę i czekałam na rezultaty, ale.. nic się nie stało. Spróbowałam jeszcze raz, ale również nie poskutkowało. Niemal wyrwałam sobie kawałek ręki, ale nie działało.
Uniosłam głowę. Brązowowłosa patrzyła na mnie jak na wariatkę, ale nie dziwiłam się jej. Samej mi również się wydawało, że oszalałam. Może nie bez powodu byłam w tym szpitalu?
- Ja.. ja - usiłowałam coś wydukać, ale nie mogłam.
Poruszałam bezgłośnie wargami, przerażona cofałam się do tyłu. Nie sądziłam, że zwyczajne życie będzie dla mnie takie stresujące. Robiłam z siebie obłąkaną idiotkę, która nie odbiera rzeczywistości.
- Kim ty jesteś? No kim?!- wydarła się panikująca właścicielka pomieszczenia.
,,Ma dobry gust - pomyślałam - Ten pokój mi się podoba, fajny fiolet.. Fiołkowy. Musi być też bogata. Choć, Boże, o czym ja w ogóle myślę? Toż to bez sensu!"
Ręce mi opadały, czułam się taka zdezorientowana. Pocieszałam się tylko tym, że jeszcze nie ryczę.
Nagle drzwi się otworzyły, a do nas dołączył jakiś facet. Po chwili przybiegło jeszcze trzech. Wystraszyłam się ich. Skuliłam się jeszcze bardziej. Wyglądali dziwnie, nietypowo. Wszyscy mieli podobne czarne fryzury i ciała pokryte tatuażami. Jednak po chwili się uspokoiłam. Oni nie zdawali się być zaskoczeni. Nawet obojętni i trochę zaspani.. Może oni mogli to wyjaśnić? Ale czy oni nie byli jacyś tacy znajomi? Musiałam się mylić..
Zmarszczyłam brwi. O co chodziło w tym wszystkim?
- Czemu ja tu jestem?- wydusiłam z siebie w końcu, ale mój cichy, piskliwy głosik był niemal niesłyszalny. Mimo to widocznie pytanie zostało zrozumiane, jeden facet był całkiem pewny siebie.
- Emm.. To dość zagadkowe też dla nas, bo nie mamy pojęcia, kim jesteś - zaczął najniższy.- To chyba my powinniśmy pytać: dlaczego byłaś pod naszym domem? Czemu leżałaś na ulicy?
Urwał mi się film i padłam akurat pod tym domem. To był zatem czysty przypadek.. Ale oczywiście nie byłam w stanie normalnie tego wyjaśnić.
- Ja.. Ja nie wiem. Tak po prostu - bąknęłam jak głupek.
- Ale wiesz, jakiego stracha nam napędziłaś? Myśleliśmy, że jesteś martwa! Chcieliśmy nawet wzywać policję, ale Andy i moja żona się sprzeciwiali - na dźwięk imienia ,,Andy" obecna w pokoju kobieta się wzdrygnęła, po czym spojrzała na mnie podejrzanie. O co jej chodziło? Kim był ten cały Andy?..
Czemu ten świat był taki zagadkowy?

*Andy*
Usłyszałem krzyk Juliet. Ja pierdolę, czemu ona nas stawiała na nogi tak wcześnie?.. Nie była kogutem, nie musiała tak piać.. Przynajmniej dała mi powód, by się na kimś wyżyć. Nie robiłem tego od wczoraj, brakowało mi tego. Byłem taką złą duszą, ale było mi z tym dobrze. Gdybym był dobry nie doznałbym takiego oświecenia.
Zanim wyszedłem z pokoju, odprawiłem codzienny rytuał. Gdy skończyłem wkroczyłem na korytarz. Zamknąłem szczelnie swój pokój i powędrowałem do źródła krzyku głupiej Simms. Jak się domyślałem, dochodził z jej lokum, w którym umiejscowiliśmy wczoraj nasze znalezisko. No tak, ci idioci mogli zostawić mojej wielbicielce jakąś kartkę.. Ja byłem zbyt zmęczony, by to zrobić, w końcu ja śpiewam i zabawiam publikę, a przykładowo ten nędzny perkusista tylko sobie siedzi i macha rączkami. Nie no, kurwa, takie męczące.. Zero pożytku z tych kutasów leniwych.
A teraz dodatkowo sam musiałem wyjaśniać całą sprawę. Się z nimi mam.. A oni jeszcze mają do mnie pretensje! Może by ich tak ignorować?
W końcu jednak uznałem, że chcę zobaczyć nową dziewczynę i wkroczyłem do pomieszczenia.
- Co znowu, kretyni?- rzuciłem.
Przepchnąłem się przez tłum i zlustrowałem wzrokiem młodą. Spodziewałem się zwyczajnej ładnej, delikatnej laski, ale się myliłem. Ona była czymś więcej.
Przeżyłem szok, gorszy od tego mojej udawanej partnerki. Cudem powstrzymałem krzyk. To zmieniło całe moje życie.
Czas się zatrzymał, wszystkie głosy z zewnątrz ucichły. Byłem tylko ja i ona. Tak jak 6 lat temu.
Stałem jak wryty z nisko opuszczoną szczęką i nie mogłem się nadziwić. Otrzymałem znak. A może i nawet coś więcej? Bo czy to nie była ona? To musiała być ona, to nie był przypadek.. To dlatego tak wpatrywała się we mnie na koncercie. To dlatego mnie hipnotyzowała. Od początku wiedziałem, że jest wyjątkowa, ale tego się nie spodziewałem. A teraz w końcu miałem ją przed sobą: czarne proste włosy, zielono-niebieskie oczy, mały nosek i górna warga większa od dolnej. Do tego drobna sylwetka i wzrost- 155 centymetrów, nadal pamiętałem. I ta delikatność. Niepozorny wygląd i kontrastowe wnętrze. Wszystko się zgadzało.
Pierwszy raz od dawna się wzruszyłem, tyle na to czekałem.. Widocznie robiłem wszystko dobrze, bo w końcu moment chwały nadszedł. Byłem gotowy na kolejny krok.
- Lynn.. - powiedziałem niemal bezgłośnie.

*Sally*
Gapiłam się na ,,Andy' ego" z podziwem.
To naprawdę był on? Czy to naprawdę był ten chłopak, który wczoraj śpiewał? Ten sam, który wydawał mi się taki idealny? To bez wątpienia on!
Wyglądał chyba jeszcze lepiej niż wczoraj. Wlepiłam spojrzenie w jego niebieskie, smutne oczy, rozczochrane czarne włosy i niesamowicie zapadnięte kości policzkowe. Przywodził mi na myśl jakiegoś anioła, takie cuda powinno się trzymać w gablotach..
Myślałam, że zaraz się rozkleję.. Cholera.
Ale jedna rzecz nie dawała mi spokoju. Czemu on też się tak we mnie wpatrywał?.. Poczułam się, jakbym była naga. Ten wzrok nie dawał mi spokoju. Nie był już gniewny i fałszywy jak wczoraj, dzisiaj widziałam w nim czyste umiłowanie. Ale przecież ja go nigdy nie widziałam.. Tylko wczoraj, ale w tłumie fanów na pewno się nie wyróżniałam. A może czuł się w moim towarzystwie tak samo jak ja w jego? Ale czy w moim wyglądzie było coś niezwykłego? Dziecięca buzia, czarne kudły i cycki jak u dziecka. Nic fajnego, faceci takich nie lubią. Ponadto on nie przywodził na myśl podrywacza. Chyba, że miał aż tak zły gust..
Nie, on musiał mieć jakiś sekret.
Trwaliśmy tak w ciszy, studiując swoje twarze, aż w końcu usłyszałam jego głos. Otrząsnęłam się z transu. Mówił bardzo cicho i nic nie zrozumiałam. Mimo to słyszalna była wyraźna chrypa.
- Co?- spytałam, gdy wypowiedział w moją stronę jakieś słowo.
Jakby się przestraszył. Powtórzył coś, tym razem jakby bardziej pytająco, ale nadal nic nie rozumiałam. Zmarszczyłam brwi. ,,Andy" jedynie zrobił krok w tył. Jego przyjaciele wyglądali na zmartwionych. Być może oni znali ten sekret?

*Andy*
Jej głos.. Był inny, jakby wyższy i bardziej melodyjny, nie niski i z lekką chrypką. To po raz kolejny tego ranka wytrąciło mnie z równowagi. Niby mały szczegół, a ja już nabrałem podejrzeń. A może po prostu się ,,odrodziła", czy coś w tym stylu? Nie miała tych zniszczeń? W końcu nie dopatrzyłem się też kilku innych charakterystycznych znaków.. A może wyolbrzymiałem?
Ale czemu nie reagowała na swoje imię? To było dziwne.. Bardzo dziwne. A może to była jakaś gra, by oszukać innych?
W mojej głowie roiło się od pytań. Tym razem ja się zagubiłem.
Musiałem zbadać tę sprawę. Bo to po prostu nie mógł być przypadek, nie wierzyłem w takie zbiegi okoliczności. Ale wierzyłem, że Lynn ma z tym związek. Nawet jeśli tylko częściowo, ale ona ma władzę i w końcu wynagrodzi mi moje starania. Zabierze mnie do siebie, jeśli tylko wykażę się inteligencją godną jej ucznia. Pozostało mi wymyślić jakiś plan. Tymczasem musiałem udawać, że nic się nie stało. To nie będzie łatwe, bo cholernie długo czekałem, ale wierzyłem, że się uda i nie okaże się, że niepotrzebnie robiłem sobie nadzieję..
Otrząsnąłem się z transu i przybrałem swój tradycyjny niezadowolony wyraz twarzy. Nie mogłem się zdradzić, a wszyscy gapili się już na mnie pełni podejrzeń.
- Co, kurwa?- zwróciłem się do chłopaków.
- Nieważne..- zawahał się Ashley.- Próbujemy się dowiedzieć, kim ona jest..
Jakie cepy.. Już byłem od nich lepszy, ale cóż.. Niewystarczająco przebiegły. I niedostatecznie zły.
- Nie łatwiej by było od razu zawołać Sammi, debile? Ja pierdolę, trzeba wam we wszystkim pomagać. Przecież to logiczne: ona sama mówiła, że ta jest jej przyjaciółką, więc chyba wie, kim jest!
Tym razem nikt nie miał mnie, za co opieprzyć, więc wszyscy zaakceptowali mój pomysł i bez słowa udali się, by przyprowadzić czerwonowłosą. Zostałem w pokoju tylko z Juliet i tajemniczą dziewczyną. Zdenerwowana kobieta podeszła do mnie i zaczęła szeptem wypytywać:
- Skąd ona się tu wzięła? Czemu nie zadzwoniłeś po policję? Czemu pozwoliłeś jej zostać?!
Wyglądała na mega wkurzoną. Czyżby złamane serce? Pani Simms była przecież zakochana.. Kolejna rzecz na czarną listę.
Ale co to? Przecież to ja tu rządzę, nie pozwolę sobą pomiatać! Dostrzegłem kolejną okazję do wyżycia się.
- I co kurwa? Jest tu, bo tak mi się chciało, śmieciu! To moja sprawa i tyle powinnaś wiedzieć!
Kobieta poczuła się urażona, ale nie odezwała się. Jedynie spuściła głowę i się odsunęła. Po jej policzku pociekła łza, ale szybko ją otarła.
Piękny widok.

*Sally*
Wpatrywałam się w kłócącą się parę. Właściwie trudno to było nazwać kłótnią, bardziej opieprzem. Dziwne, bo ten chudzielec o niewinnym spojrzeniu wcześniej nie wydawał mi się aż tak agresywny. Tymczasem z jego ust ciągle padały wulgaryzmy, w chwilę potrafił się zmienić. Wystarczyło, że tylko zostaliśmy sam na sam. Bałam się, że też zostanę zaatakowana, ale udawałam, że jest OK.
Poczułam się jeszcze dziwniej, miałam pewność, że dopóki Sammi się nie zjawi, nie będę w stanie odpowiedzieć na żadne pytanie. Szczerze to ta cała akcja tak mnie przerażała, że chętniej wróciłabym na ulicę. Choć z drugiej strony miała w sobie coś magicznego. To tak, jakbym wpadła do króliczej nory.. Ale co mnie w tej norze czekało? Kraina Czarów, wymarzony świat, a może jakiś potwór?
Teraz wszyscy już tylko milczeliśmy i po sobie spoglądaliśmy. Zwariowałabym, gdyby drzwi się nie otworzyły, a nich nie pojawiła się znajoma czerwona głowa. Odetchnęłam z ulgą. Podbiegła do mnie i z troską mnie objęła. Odwzajemniłam uścisk, tego mi trzeba było. Jakiejś otuchy w trudnej sytuacji. Moja złość na dziewczynę momentalnie minęła, teraz znów ją pokochałam.
Mało się nie rozpłakałam, ale nie miałam ochoty robić z siebie beksy. Bo czy to nie należy do listy nieodpowiednich zachować pana Andy' ego?
- Już dobrze, jestem tutaj.. - uspokajała.- Musiałaś się przeze mnie najeść strachu, no nie?
Skinęłam głową.
- Ale spokojnie, wszystko jest OK. Jesteś bezpieczna. To są tylko członkowie tego zespołu, który wczoraj grał, Black Veil Brides, pamiętasz?- spytała.
Spojrzałam jej za ramię i przyjrzałam się dokładniej muzykom. Wokalistę rozpoznałam od początku, ale reszta.. Wyglądali tak niepozornie. Jeszcze wczoraj latali po scenie wymazani czarną farba, obwieszeni łańcuchami i ćwiekami, wymachiwali instrumentami i się darli, a dzisiaj stali przede mną zaspani, rozczochrani i w samych bokserkach. To była dość drastyczna różnica, ale w końcu dostrzegłam podobieństwo. Może i nawet wolałam taką mniej groźną wersję?
- Pamiętam - odpowiedziałam po chwili.
- No widzisz. Zapomniałam ci wczoraj powiedzieć, ale tamten - pokazała palcem tego najniższego, który usiłował się ze mną porozumieć - To mój mąż, Jinxx! A reszta to Ashley, Jake, Christian  i Andy. I Juliet Simms. A to chłopaki - poczułam się niekomfortowo, gdy wystawiła mnie do tych rockmanów - Jest Sally- moja nowa przyjaciółka!
Poczułam się bezbronnie, zupełnie jak ofiara rzucona drapieżnemu zwierzęciu. Zagryzłam wargę. Nawet się nie przywitałam, głupio to wyszło.
- No dobra, ale skąd ona się tu wzięła? I przecież miałaś jechać na koncert z kim innym..- zdziwił się ,,Jake".
- A, to długa historia. Miałam jechać z Cheryl, ale się rozmyśliła w ostatniej chwili i nadal miałam ten niepotrzebny bilet. A Sally siedziała na dworcu taka samotna, ona z kolei miała jechać do ciotki, ale tamta też zmieniła zdanie i została sama. No i postanowiłam, że ją zabiorę, bo czemu nie? No i pojechałyśmy na ten koncert, a potem rozkręciła się imprezka i mnie porwał tłum, a Sally, taka mała, zniknęła mi z oczu. A potem coś jeszcze piłam i się bawiłam i zapomniałam.. A potem poszłam prosto do was.. Tylko jak Sally trafiła do nas to ja nie wiem.. Właśnie, jak to było dalej, Sally?
Wszystkie spojrzenia skoncentrowały się na mnie. Ponownie się speszyłam, musiałam wysłuchiwać własnych kłamstw.
- Ja.. Przez przypadek. Opadłam z sił i tyle - wydukałam i wzruszyłam ramionami. Jednak to i tak był w mojej sytuacji wielki wyczyn.
- Biedactwo!- krzyknęła moja znajoma, nie czekając na ciąg dalszy.- Dobrze, że miałaś takiego farta!
Potem coś tam jeszcze paplała, ale ja nie mogłam się wyluzować. Ciągle czułam na sobie czyjś wzrok. I doskonale wiedziałam czyj.

*Andy*
- Sally, może chciałabyś coś zjeść? Musisz być głodna! Potem znajdziemy ci też jakieś ciuchy.. Ja i Juliet chętnie ci coś pożyczymy!- paplała i ekscytowała się tępa Sammi. Nie czekając na odpowiedź, zarządziła:- Idziemy do kuchni, mamy tyle do omówienia!
Następnie chwyciła zdezorientowaną dziewczynę za rękę i zaczęła ją ciągnąć w stronę kuchni. Chciałem udać się na osobność, by przemyśleć całą sprawę, ale Jinxx w ostatniej chwili mnie zatrzymał:
- Idziesz z nami! Nie wymigasz się! I pamiętaj, że dzisiaj jest środa, a wiesz, co to znaczy.. Przed 15 masz być gotowy!
Wywróciłem oczami, uświadomiłem sobie, że nie odwołaliśmy tego spotkania.
- Jebać cię.. Wróciłem cholernie zmęczony z trasy, a ty wysyłasz mnie do tej nawiedzonej kurwy. Zaraz mi palnie kazanie! Tylko prawdziwi skurwiele tak potrafią, dziękuję - rzuciłem oschle. Miałem nadzieję, że tym razem Ash mnie nie zawiedzie.. Choć czego ja się spodziewałem, tyle razy się nie zgadzał!
Westchnąłem ciężko.
Zszedłem po schodach na dół, ale żeby nie wyjść na całkowicie grzecznego, po drodze odpaliłem papierosa. 
Skupiłem się na ważniejszej sprawie. Postanowiłem przeprowadzić małe ,,śledztwo". Musiałem poznać tę dziewczynę dokładniej, przecież to nie mógł być przypadek.. Jeśli jest Lynn, to nie powinna czuć się dziwnie z powodu mojego zachowania. Choć z drugiej strony mogła też posłać jakąś złośliwą uwagę.. Ale na pewno poznałbym charakterystyczne zachowanie, zbyt dobrze ją znałem. Ten błysk w oku, wyraz twarzy.. To bijące od niej zło..
Wszyscy pozostali zasiedli przy stole, a Simms zajęła się odgrzewaniem posiłku. Nasz nowy gość jedynie rozglądał się dookoła z podziwem. Dziewczyna wydawała się zachwycony, tak jakby nigdy nie widziała zwykłego pomieszczenia. To się raczej nie zdarzało, ona bardzo rzadko wpadała w zachwyt. Właściwie to nigdy, zawsze była krytyczna. Ale to był dopiero początek, powinienem zbadać każdy szczegół. Nie chciałem wyjść na idiotę.
Po chwili przed wygłodniałą gromadką postawiono talerz ze stertą naleśników. Wszyscy spojrzeli na to z radością, co dziwniejsze oczy nowej również się rozszerzyły. Wyglądała jak przeciętny głodny śmiertelnik, który po prostu ma ochotę zaspokoić zwyczajną, pieprzoną potrzebę. Kurwa, traciłem nadzieję.
,,Lynn, jeśli tak ze mną grasz, to jesteś podła. Pokaż mi się w końcu"- prosiłem w myślach. Jakby ironicznie w odpowiedzi zobaczyłem kolejną nudną scenkę:
- Częstuj się, bierz, ile tylko chcesz!- paplała Sammi, a czarnowłosa nabrała sobie sporą porcję.
- Dziękuję, naprawdę - powtarzała. O zgrozo, żeby dziękować?! To już naprawdę przebiegły plan!
Zamrugałem i zmarszczyłem brwi.
- A ty Andy, co się tak patrzysz? Siadaj!- zachęcała czerwonowłosa idiotka.
Podszedłem bliżej i jak najbardziej wulgarnie rozwaliłem się na krześle. Położyłem też nogi na stole, a moje spore stopy wylądowały tuż przed młodą. Na chwilę zapadła cisza, a ona uniosła głowę i się skrzywiła.
To jakieś jebane żarty..

*Sally*
No błagam, czemu on się zachowywał tak dziwacznie w moim towarzystwie? Próbował się popisać? Tylko dlaczego przede mną? Przecież byłam zwyczajną przybłędą, to wszystko był czysty przypadek. Tymczasem on cały czas nie spuszczał ze mnie wzroku, marszczył brwi, a teraz jeszcze oczekiwał reakcji. Wiedziałam, że coś ukrywa, że coś do mnie ma. Bo jakie mogło być inne wyjaśnienie? Nie byłam aż taka głupia.
Teraz położył swoje wielkie stopy tuż przed moją twarzą, co jak co, ale normalni ludzie tak chyba nie robią. A może miałam do czynienia z wariatem? To chyba on powinien zająć moje miejsce w psychiatryku.
- Jak ty się zachowujesz?!- wydarł się Jinxx.- Zdejmuj te nogi zaraz ze stołu albo ci przyleję!
Chłopak w odpowiedzi rzucił wiązankę przekleństw, po czym jedynie wypuścił z siebie ogromny kłąb dymu. Czerwony ze złości mąż Sammi, jedynie westchnął.
- A może byś coś zjadł? Wczoraj prawie nic nie tknąłeś.. Patrz, jakie zdrowe!- zachęcał go Jake, pokazując jakąś zieloną paćkę. Pytany nawet nie zareagował, tylko się zaciągnął.
- Nie jestem głodny, to mi wystarczy..- powiedział w końcu.
Jego głos był jeszcze bardziej ochrypły, zapewne przez wszystkie te szlugi.
Fascynował mnie coraz bardziej. I nie, wcale nie chodziło mi już o takie zauroczenie jak za pierwszym razem. Teraz po prostu wydawał się dziwny, zwariowany. Nie miałam pojęcia, co o nim sądzić. Chciałam go bliżej poznać.. Rozbroić jak bombę.
Boże, znalazła się Sally detektyw. A miałam być normalna, zadawać się z normalnymi ludźmi.. Chciałam być przecież typową dziewczyną, a tymczasem postanowiłam rozpocząć jakieś śledztwo.. No cóż.. Ale czy ktoś na moim miejscu czułby się komfortowo? Chciałam chociaż wiedzieć, co jest we mnie wyjątkowego, że zadziwiam faceta, który swoja drogą zadziwia mnie.
Czekałam na kolejną prowokację i oczywiście się doczekałam. Po chwili stopa czarnowłosego wylądowała w talerzu Christian' a. O dziwo nic nie powiedział, jedynie się speszył i widocznie skończył posiłek. Czemu on dał tak sobą pomiatać?
- Nędzny perkusista, nędzny perkusista - jakby na zawołanie zaczął podśpiewywać prowokator.
Szczerze to straciłam już ochotę na jedzenie. Mimo to dokończyłam, bo wiedziałam, że druga taka okazja może się nie zdarzyć. Na szczęście mnie wygłupy nie dotyczyły i mogłam się w spokoju posilić.
Potem zaczęła się rozmowa:
- To co z tobą zrobimy, Sally?- zwrócił się do mnie widocznie kierownik ekipy.
Wyrwałam się z całego tego transu i skupiłam się na jego słowach. No tak, nie mogłam tu zostać wiecznie. Z jednej strony to mnie cieszyło, bo nikt już by się tak na mnie głupio nie gapił, ale z drugiej.. przecież nie miałam żadnych perspektyw na przyszłość.
- Nie wiem..- odparłam nieśmiało.
- Nie masz chyba, gdzie iść, ale możemy ci poszukać na jakiś czas dobrego hotelu..
- Och, przestańcie się wygłupiać! Sally zostaje i tyle! Jest moją przyjaciółką i ja pozwalam jej tu być do woli!- krzyknęła oburzona Sammi. Była niezwykłą gadułą, ale byłam jej wdzięczna, że jeszcze mnie nie wywaliła. Jakby tylko wiedziała, kogo ma pod swoim dachem.. Wszystko by się posypało, więc nawet nie komentowałam.
- Popieram - niespodziewanie odezwał się Andy. Wszyscy spojrzeli na niego zaskoczeni. Nawet ja.
- A tobie co znowu strzeliło do łba?
- Nic, po prostu uważam, że nie powinniśmy jej zostawiać bez niczego. Zatrzymajmy ją chociaż do czasu, aż sobie poradzi. Tymczasem zamieszka w pokoju Juliet..- zarządził.
Przez pierwszą chwilę było mi szkoda Simms, ale potem zrozumiałam, że na pewno będzie spała w pokoju z Andy'm, w końcu wydawało mi się, że są parą, a pary chyba tak robią.
- No więc, decyzja podjęta!- padły słowa z ust mojej przyjaciółki.- Od dzisiaj z nami mieszkasz!
Pomimo niepewności się uśmiechnęłam. Niestety odniosłam wrażenie, że tajemniczy chłopak nie zostawi mnie w spokoju. To nie był koniec niespodzianek.
***
Kurwa, kompletnie nie wiem, czy to wszystko dalej ciągnąć -.- Jeśli pewna osoba ma mi tu włazić i wypisywać takie rzeczy.. Jeśli mam chodzić cały czas wkurwiona, to chyba wolę skończyć. Nagle wszyscy się do mnie przypieprzyli. I to nawet takie osoby, o których pojęcia nie mam, których nie znam! A teraz wszystkim się zebrało na ocenianie mnie.. Wszyscy mówią, że jestem żałosna, nieśmieszna, nieoryginalna ble ble ble.. A czy mogę chociaż poznać tożsamość tych ludzi? I co jest niby w tym żałosnego? To, że bronię swojego? Blogi to moja pasja, są jakie są, ale mi się podobają. Jeśli uważacie je za niefajne, to nie czytajcie, prosta sprawa. A nie wszyscy usiłujecie mi dokopać. A ty, że tak powiem ,,tajemnicza osobo" lub raczej Wredna Mendo, dostałaś to, czego chciałaś, więc spierdalaj.
To tyle ode mnie.


Odpowiednia nuta na dziś:
Hole- Asking For It

piątek, 26 czerwca 2015

Rozdział 1: ,,Po drugiej stronie lustra"


*Sally*
 Włożyłam do walizki ostatnią rzecz, po czym ją zamknęłam. Wszystko było już gotowe, choć właściwie wiele nie miałam. Kilka ubrań na zmianę, bielizna, kosmetyczka. Natomiast dokumenty, które ostatnio dostałam, wepchnęłam do kieszeni. Byłam gotowa na nowe życie.
Wiedziałam, że dzisiejszy dzień zmieni wszystko. Czekałam na niego całe 6 lat. Zapamiętam tę datę- 18 grudnia 2012. Dzisiaj wreszcie będę wolna. 18 lat już za mną, wypuszczą mnie z tego więzienia. Nie będą mnie więcej nazywać ,,15", w końcu to tylko numer sali, zacznę żyć jak człowiek. Nie będzie już wariatki, kaftanów bezpieczeństwa, leków, wkurzających pielęgniarek, terapeutów, nie będzie tych kłamstw. Nie mogłam już znosić codziennie widoku białych ścian, panującej wszędzie nudy i wrednego towarzystwa. Miałam dość swojego życia. A pomyśleć, że wszystko przez jedno wydarzenie.. Tylko ja widziałam, co naprawdę się stało. Ale oczywiście nikt nie uwierzył dwunastolatce. I mnie zostawili, do dzisiaj miałam im za złe. Nigdy nie miałam schizofrenii, to nie były urojenia, to była prawda. Przerażająca, niewiarygodna, ale prawda. Jednak nawet ci, których kochałam uznali, że sama to sobie wymyśliłam. Tymczasem musiałam przebrnąć przez lata męki i nieprawdziwych oskarżeń. Do tego nikt nie traktował sprawy poważnie, wszyscy bawili się w to przedstawienie. Nawet ci, którzy się zastanawiali. Nikt nawet nie pisnął słowa, podejrzewam, że im płacili, by odciąć mnie od świata. A może bali się, że ze mną stanie się to samo? Może nie chcieli, bym również ja odeszła? Nie, na pewno nie. Bali się o własną skórę, ja ich nie obchodziłam. Byli zdania, że tylko im jest ciężko. Nie wiedzieli, na co mnie narazili. Samotność, pustka i cierpienie. I tylko ta nadzieja, która pozostawała w sercu. Tylko dzięki niej przetrwałam. Bo tak naprawdę to przecież nie powinnam tu być. Gdyby ktoś z zewnątrz tylko poznał moją historię, ukarano by ich. I lekarzy i tych skurwysynów. Moich rodziców, którzy zrujnowali życie własnemu dziecku. I czy dzięki temu im ulżyło? Czy pozbycie się bezużytecznej córki ułatwiło im życie? Miałam nadzieję, że nie. Powinni za to zapłacić, chociażby wyrzutami sumienia, że zniszczyli całą mnie. Przynajmniej moją część, bo teraz to skończę. I to nie dzięki nikomu, zasłużyłam, by wyjść. Nie chciałam już ich pamiętać, nie chciałam niczego pamiętać. Chciałam tylko uciec od tego wszystkiego i dzisiaj nadszedł na to odpowiedni czas.
Dzisiaj wyjdę z psychiatryka. Nareszcie.
- Pospiesz się - ponagliła mnie jedna z piguł.
Wzięłam swój bagaż i wychodząc, po raz ostatni zlustrowałam wzrokiem swój pokój. Albo raczej celę numer 15, w której miało miejsce tyle nieprzyjemnych incydentów. Mój mózg zaatakował obraz pierwszego dnia. Drąca się dziewczynka, dookoła niej lekarze. I bohaterscy państwo.. och, to dziwne, ale nawet nie pamiętam ich nazwiska. No dobra, pamiętam, ale go nienawidzę i na pewno się go pozbędę. Tak jak wszystkiego, co od nich otrzymałam. Czyli całej dawnej siebie.
Bez emocji się odwróciłam i wyszłam na korytarz. Nie było powodu, by się rozczulać, więc nie zawracałam sobie głowy. Miałam dosyć płaczącej, delikatnej nastolatki. Mimo, że miałam zaledwie 155 centymetrów wzrostu, starałam się wyglądać dumnie. Nie uśmiechałam się, patrzyłam na prowadzącą mnie kobietę z pogardą. W końcu dotarłyśmy do jakiegoś pomieszczenia. Już jako dorosła osoba po kolei wypełniałam papierki, formularze, całą stertę tego. Z obrzydzeniem patrzyłam na swój podpis. W końcu jednak skończyłam, a starsza podała mi jakiś bilet i kolejne papierzysko.
- Teraz słuchaj uważnie..- zaczęła, marszcząc brwi.
No tak, oczywiście, teraz też będzie mnie traktować ozięble, bo kiedyś zaatakowałam ją jej własną strzykawką.. Przynajmniej się opłaciło, choć od tego czasu stawała się coraz mniej miła. Zraziłam do siebie niemal wszystkich, ale wywalczyłam to, na czym mi zależało.
- Tutaj masz bilet na pociąg, który odjeżdża za godzinę. Zaraz złapiesz jakąś taksówkę i pojedziesz na dworzec.. Potem znajdziesz ten pociąg. Jak już dojedziesz i wysiądziesz, udasz się pod ten adres na kartce. Masz zarezerwowany pokój w internacie. W recepcji pokażesz im ten papier, a potem już ci wszystko wytłumaczą, rozumiesz?
Jedynie wywróciłam oczami. Oczywiście, nasza dziewczyna zawsze była uważana za niekumatą i roztargnioną.. I oczywiście tępą. A tak naprawdę do ja po prostu taką udawałam. Nie zależało mi na niczyjej przyjaźni, choć to też mogłam obrócić w podstęp. Ale wybrałam inny sposób. Musiałam tylko udowodnić, że jestem całkowicie zdrowa. Ciężko mi było oszukiwać samą siebie, bo ona nadal pozostawała w moim sercu, ale wytrzymałam i czekała mnie nagroda.
- Tylko nic nie pomieszaj, bo możesz się zgubić.. I pamiętaj: nie ufaj żadnym obcym ludziom, nie szastaj pieniędzmi, nie odstępuj od planu.. Nie zmarnuj swojej szansy. Mam wątpliwości, czy sobie poradzisz, ale próbuj. A teraz idź. Powodzenia.
Nawet nie odpowiedziałam. Skończyłam z tymi ludźmi raz na zawsze. Ciężar mnie opuścił.
Z radością ujęłam w dłoń rączkę walizki, poprawiłam płaszcz i jak najszybciej opuściłam pokój. Niemal biegłam, marzyłam już tylko o tym, by opuścić to miejsce raz na zawsze. Kroczyłam białym holem i spoglądałam na spacerujących tam biedaków. Żal mi ich było, jeszcze tyle przed nimi.. Te wszystkie okropne terapie, które ja już mam z głowy. Do tego parszywy personel i złe traktowanie. Wielokrotne wdawanie się w kłótnie i bójki, które dobrze się nie kończą. Wiedziałam z doświadczenia. I jeszcze nieskończenie wiele minusów..
Czułam się tak, jakbym uciekała. Cudowne uczucie. I nikt mnie nie zatrzymywał. To jeszcze bardziej podsycało moje podekscytowanie. Ale punkt kulminacyjny nastąpił w momencie, gdy moja ręka znalazła się już na klamce. Wyobraziłam sobie ten obraz: normalni ludzie, ulice, miasto tętniące życie. Kiedyś mogłam jedynie o tym pomarzyć, a teraz to jest tak blisko. Postawię jeden krok i będę w zupełnie innym miejscu. Tak jak po drugiej stronie lustra..
Nabrałam powietrza w płuca i policzyłam do dziesięciu. Zamknęłam oczy i gwałtownie pchnęłam drzwi. Wybiegłam, ile sił w nogach. Ze szczęścia krzyknęłam i zaczęłam się śmiać. Wręcz się wzruszyłam. Zakręciłam piruet. Świeże powietrze słodko pieściło moją twarz, czarne włosy powiewały na wietrze. Przez chwilę nie mogłam uwierzyć, bałam się unieść powieki. Ale w końcu się odważyłam. Moim oczom ukazało się prawdziwe miasto. Prawdziwe. Wysokie budynki, ulice, pojazdy. Brak melancholijnej ciszy, odgłosy życia. Miasto moich marzeń- zatłoczone, pełne ludności. Wszyscy zabiegani, ale na pewno ambitni i szczęśliwi. Na pewno szczęśliwsi niż ja przez ostatnie lata. Może wśród nich odnajdę w końcu kogoś bliskiego? Może w końcu ktoś mnie pokocha? Może teraz będę wreszcie kimś, kim zawsze chciałam być- zwyczajną dziewczyną? Może będę chodziła na spacery, na zakupy, do restauracji? Może napiszę maturę i znajdę jakąś pracę? Może w końcu o wszystkim zapomnę, zniknie ta pustka?
Wydawało mi się, że teraz wszystko jest możliwe.
Czułam się jak małe dziecko, wszystko mnie zachwycało. Przyglądałam się uważnie z pozoru zupełnie zwyczajnym rzeczom, ale w moich oczach one były rewelacją. Prawdziwa Kraina Czarów, zupełnie inny świat. Lepszy świat. Nigdy nie miałam kontaktu z rzeczywistością, czułam się nieco obco, ale wiedziałam, że polubię takie życie. Odnajdę się. Tyle atrakcji z pewnością pomoże w zapominaniu..
Zwolniłam tempa i zaczęłam obserwować otoczenie. Przytykałam nos do wystaw, podziwiałam elegancko ubrane kobiety. Chciałam od razu wszystkiego spróbować. Nie było jeszcze śniegu, zima była dość ciepła. Zza zabezpieczonego okna to wszystko wyglądało inaczej. Nawet w książkach. Moja wyobraźnia nie szwankowała, przewidziałam, że mi się spodoba. Ja tańcząca, wesoła, normalna- tak to zaplanowałam. I czy tak nie było? Było lepiej. Widocznie musiałam sama się tu znaleźć, by poczuć atmosferę.. Wszystko przeszło moje oczekiwania. Wiedziałam, że lepiej być nie może, to były moje marzenia. Chyba, że los planował dla mnie niespodziankę..

*Andy*
- Kurwa, nienawidzę was! - warknąłem niezadowolony.
Walnąłem z całej siły w drzwi lodówki, mało jej nie rozwalając. Kiedy nie drgnęła, rzuciłem się z pięściami na ścianę. Czułem w sobie taką wielką chęć zabicia kogoś. Tłumiłem w sobie całą swoją agresję. To nie był dobry pomysł, musiałem się wyżyć.
Z całej siły kopnąłem kolejny mebel i wydałem z siebie jęk niezadowolenia.
- Przykro mi - odparł równie wkurzony Jinxx.- Zostało ustalone, że dajemy koncert, więc go dajemy i koniec kropka. Nikogo nie obchodzą twoje głupie humorki!
- Jesteś kutas, pieprz się!.. Żadnego koncertu nie będzie, w przeciwnym razie rozpierdolę ci łeb twoją własną gitarą albo nawet wepchnę smyczek w dupę i wydłubię wszystkie wnętrzności, a potem..
- Ja pierdolę, skąd się biorą tacy psychopaci jak ty?! Dajesz show i tyle, taka twoja rola! Dostajesz za to kasę, więc nie narzekaj! Wielu chętnie by cię zastąpiło!
- Więc niech zastępują! Jakby wiedzieli z jakimi kutasami muszę mieć kontakt, zrezygnowaliby!Mówię wam, chuj mnie obchodzą te pieprzone nastoletnie faneczki, chuj mnie obchodzi mój ,,rzadki talent". W końcu odejdę, obiecuję wam to, kutasy!- darłem się, waląc ręką w stół.
- Nie bądź taki pewny siebie, nie odejdziesz i tyle!
- A ty co, ojciec się znalazł?! Kurwa, jebać was wszystkich, skurwysyny!- rzuciłem i opuściłem tour bus, jak najgłośniej waląc drzwiami.
- Jeszcze wróci, zobaczycie. Tak jest zawsze - usłyszałem głos Jake' a.
- Że też nam się trafił taki mały skurwiel.. Zajmować się nim trzeba jak dzieckiem.. Zachowuje się jak opętany! Czasami chętnie bym się go pozbył..
,,Uwierz, ja ciebie też"- powiedziałem w myślach.
- Jemu chyba nic nie pomoże. Jest kompletnie zbzikowany, właściwie coraz z nim gorzej. Przydałoby się podjąć jakiś kolejny krok, bo zrobi sobie jeszcze większą krzywdę..
W moim oku zakręciła się łza. Łza złości, bo tylko słabeusze płaczą ze smutku. Ja nie byłem słaby, w sercu miałem mordercę gotowego na wszystko. Nawet na zabicie tych wszystkich kretyńskich świń.
Ruszyłem przed siebie, odpalając papierosa.
,,Ciekawe, co jeszcze możecie mi zrobić?! No dalej, proszę bardzo, spierdolcie mi życie do reszty i tak już jestem na jego skraju! Pewnego razu to się skończy, jeszcze będziecie żałować.. Zatęsknicie, kiedy mnie zabraknie, nie mogę się doczekać. Czekam tylko na odpowiedni moment. Na znak od niej, nie zapomniała mnie.. Przyjdzie po mnie, mówię wam. A potem, gdy już będę mógł, zgarnę was i usmażę was w ogniu piekielnym albo coś jeszcze gorszego. I tym razem wy będziecie mnie błagać o wybaczenie, ale ja się nie zgodzę, skurwiele jebane, o nie.."- rozmarzyłem się.
Takie właśnie były uroki bycia w zespole. Ogólnie bycia sławnym. Nie mogłem sobie pozwolić na bycie sobą, bo od razu wszyscy wytykaliby mnie palcami. Do tego wszyscy myśleli, że ja naprawdę lubię się krzywdzić bezpodstawnie i trzymali mnie na krótkiej smyczy. Mieli mnie za jednego z tych idiotycznych emosów, którzy wycinają sobie serduszka, bo ,,nikt ich nie koffa". Ale prawda była zupełnie inna, miała swoje podłoże już w przeszłości, ale nikt oczywiście nie uwierzył. Nędzni Ziemianie, nie mieli pojęcia o tym, co się dzieje gdzie indziej. Interesowały ich tylko suche fakty. Śmiertelnicy chcą żyć sobie tak po prostu: mieć szczęśliwą rodzinkę, pracę, kasę, śliczniusieńki domek i dobrą opinię u równie idealnych sąsiadów, z którymi spotykają się na herbatce i uskuteczniają ploteczki-dupeczki. Tak uroczo, że aż chce się rzygać.
,,Jak ja mam żyć wśród tych śmieci, no powiedz mi, kochanie?"- zwróciłem się do jedynej osoby, która kiedykolwiek mnie rozumiała. Niestety widocznie chwila, na którą czekałem już prawie 6 lat jeszcze nie nadeszła. Nie byłem gotowy.
Zacząłem się zastanawiać, co jeszcze mogę dla niej zrobić. Coś prowokacyjnego.. Powoli brakło mi pomysłów, próbowałem już tylu rzeczy, że wszyscy zdążyli mnie znienawidzić. Zawsze się czepiali, ale w końcu to tylko zwykli śmiertelnicy, nie dorównają nam. Zaraz się przypierdolą i nakleją mi kolejną łatę.
Kurwa, jak ja bym już chciał opuścić ten głupi świat, zostawić tą całą przeszłość. Marzyłem o tym, by móc choć chwilę sam, by mieć trochę wolności. Codzienność, to całe stereotypowe życie nie było dla mnie. Obrzydzało mnie. I dlatego nikt nie rozumiał mojej idei- życia w świetności i dostatku, posiadania nadludzkiej władzy. Nadawałem się do tego.
Uśmiechnąłem się pod nosem i wypuszczając kłąb dymu, zaśmiałem się psychopatycznie.

*Sally*
Skończyłam swoją jak na razie krótką wycieczkę, podczas której w ogóle nie wyróżniałam się z tłumu. Świetne uczucie, być taka niewyjątkowa, taka jak inni, pasować gdzieś. I co? Nie byłam porządnym człowiekiem? Mówiłam, że sobie poradzę, wcale nie jestem taka lekkomyśl..
O cholera..
Wyobraźnię miałam może i dobrą, ale pamięć szwankującą. Jak już się rozmarzyłam, to zapominałam o rzeczywistości i potrzebowałam kłopotu, by do niej powrócić.
Zatrzymałam się gwałtownie, klnąc ze złości. Spojrzałam na godzinę na mojej cegle.
- Kurwa!- krzyknęłam, a przechodnie spojrzeli na mnie zdziwieni. Zawstydziłam się, ale miałam powód do nerwów.
Może i piguła miała rację, że potrzebuję kogoś, kto by za mną łazić? Właśnie straciłam cenne 20 minut, podczas których mogłam już dawno być na dworcu. Ale trudno, może jeszcze złapię taksówkę? Jak dobrze pójdzie to się uda..
Ile sił w nogach pobiegłam na pobliski parking. Akurat była 15, z pewnością wszyscy wracali z pracy, więc panował straszny tłok. A ja, karzełek, w tym tłoku ginęłam..
- Przepraszam, przepraszam..- powtarzałam co chwilę swoim cieniutkim głosikiem.
Mało się nie udusiłam, co chwila na kogoś wpadałam. Czułam się co najmniej jak Mufasa tratowany przez antylopy.
- Uważaj jak łazisz, ślepoto!- wrzasnął jakiś chłopak, gdy przyłożyłam mu bagażem. No trudno, przecież nie każdy typ jest taki nerwowy jak on.. Złość była uzasadniona, ludzie to nie skurwiele, no nie?
Zdecydowanie za dużo się zastanawiałam.. Musiałam się skupić.
Nie myśląc o nim dłużej, znalazłam w końcu postój taxi. Niestety samochód właśnie odjeżdżał. Złośliwość losu.. Mimo ogromnego zmęczenia przyspieszyłam kroku, mało się nie zabijając. Zaczęłam wymachiwać rękami i drzeć się, by mój głos nie zniknął wśród innych. Pewnie wyglądałam komicznie.. Potrąciłam jeszcze kilka osób, gdybym szybko nie zniknęła, pewnie bym w końcu dostała za swoje, ale w końcu się przedarłam. Można powiedzieć, że pokonałam dżunglę. Taksówkarz widząc, że na niego pokazuję, zatrzymał się.
Odetchnęłam z wyraźną ulgą i ledwie żywa, dopadłam drzwi auta. Zaczęłam sapać, czułam się, jakbym pokonała pieszo pustynię. Ledwie wydusiłam z siebie kilka słów:
- Czy mógłby pan zabrać jeszcze mnie?- spytałam prowadzącego. Czułam się jak idiotka, pewnie byłam czerwona, spocona i rozczochrana. I przypominałam dziecko.
Mężczyzna westchnął i zezwolił mi ruchem głowy. Elegancka kobieta zajmująca tylne siedzenie spojrzała na mnie z obrzydzeniem. Rozwaliłam się obok niej, tarabaniąc się z walizką, co tylko spotęgowało efekt nierozgarnięcia. Pewnie wzięła mnie za wieśniaczkę, ale co tam.. Może nie?
Czemu mi się wydawało, że wszyscy są niemili?
- Ja na dworzec kolejowy..- poprosiłam.
W końcu ruszyliśmy.
,,To nie może zrujnować twojego dobrego humoru, pamiętaj"- powtarzałam, ale zaczynałam wątpić.
Przez chwilę jazda przebiegała całkiem dobrze, podziwiałam uroki miasta za szybą. Ale u mnie oczywiście nic nie mogło być zrobione w stu procentach dobrze. Po chwili natrafiliśmy na kolejną przeszkodę: wielki, ciągnący się po horyzont korek. Zdenerwowana sprawdziłam godzinę. Kurwa, już tylko 20 min do odjazdu pociągu.. Nie zdążę na bank!
Mało się nie załamałam. Ukryłam twarz w dłoniach, nie dowierzając. Czemu akurat dziś miałam pechowy dzień?
Właściwie sama byłam sobie winna, ale.. Tak świetnie było się przez chwilę cieszyć. Czuć się tak beztrosko, zapomnieć o zmartwieniach. Szaleć, czuć wiatr we włosach. Kroczyć szczęśliwa przez siebie, niczym się nie przejmować. Poczuć, że się żyje.
Choć nie, to nie było wyjaśnienie, byłam po prostu pierdołą.. Wszyscy mieli rację, że sobie nie poradzę. Bo przecież sama też udzielałam sobie takich dobrych rad. Ale miałam tendencję do tego, że nigdy ich nie słuchałam. W ostatniej chwili zapominałam o rozsądku i kierowałam się sercem, co jak widać na dobre mi nie wyszło. Nienawidziłam się za bycie marzycielką. A może moja przeszłość też była snem?
Nie, widziałam to, na pewno. I chyba wolałabym nie widzieć.. Czemu ja tak zbaczałam z tematu?.. Oto mój umysł: jeden wielki mętlik złożony z uczuć i fałszywej mądrości.
Z przemyśleń wyrwał mnie okropny dźwięk klaksonu. Niemal podskoczyłam, a kobieta obok mnie znów się skrzywiła. Boże, czemu ci ludzie tacy skwaszeni?
W końcu udało nam się przejechać przez rój samochodów. Auto zatrzymało się przed wielkim, starym, lecz pięknym budynkiem- moim celem. Jednak miałam świadomość, że teraz nie czas na podziwianie obiektu, liczy się czas. Mimo że bardzo tego pragnęłam, bo kochałam takie miejsca. Miałam artystyczną duszę.
,,Och, już się zamknij!"- zwróciłam się do samej siebie.
Wypadłam z samochodu i zaczęłam szybko iść. Pośpiesznie sprawdziłam godzinę. Cholera, tylko 10 minut.. Musiałabym być maratończykiem, by zdążyć. Mimo wszystko usiłowałam biec. Bagaż co chwila obijał się o moje drobne ciało. Niestety i tu napotkałam przeciwności losu- realia tego świata, a dokładniej kolejki. Ściskając się między ludźmi, szukałam wzrokiem mojego pociągu. Niestety niski wzrost nie pomagał, krótkie nóżki też. Widziałam jedynie głowy podróżnych. Łaziłam tak w tę i z powrotem, ale nigdzie nie mogłam znaleźć. Zaczynałam tracić nadzieję.
W końcu nie wytrzymałam i cała w nerwach zaczęłam popychać czekających. Podeszłam do jakiegoś okienka i spytałam siedzącej tam okularnicy:
- Gdzie jest ten pociąg do Chicago za 3 minuty?
Mój głos drżał, mało nie rozpłakałam się z bezradności.
- Peron 3, idź tam - pokazała ręką w prawo - potem schodami w dół i w lewo.
- Dzięki! Wielkie dzięki!- krzyknęłam zwycięsko i ponownie porwałam bagaże. Miałam ochotę uściskać pracującą. Tłum popatrzył na mnie zaskoczony.
Przyspieszyłam i niemal jak na jakimś wyścigu, usiłowałam nadążyć. Przecież ja chciałam jedynie wsiąść do pociągu, czy jest w tym coś złego?
Pokonałam schody i stanęłam na rozległym placu. I wtedy go zobaczyłam- mój pociąg. Ale co to? Drzwi właśnie się zamykały.. Zaparło mi dech w piersiach, moje serce zaczęło walić jak młot.
- Czekajcie! Zaczekajcie na mnie!- zdzierałam gardło i wymachiwałam rękami.
Od pojazdu dzieliły mnie już tylko jakieś trzy metry, kiedy ruszył.
- Zatrzymajcie to! Stop, słyszycie?!- krzyczałam sama już nie wiem, w jakim celu.
W końcu odpuściłam, zatrzymałam się. Nie było już szans, by cokolwiek zrobić.
Gapiłam się na pędzącą maszynę, a po moich policzkach spłynęły łzy. Nie udało się, a wszystko przez mój dziecinny zachwyt. Powinnam dorosnąć, skupić się na tym, co ważne. Tymczasem ja tylko ryczałam, powtarzałam swoje stare błędy.
Peron opustoszał, zostałam na nim tylko ja i kilka osób. Poczułam się samotna i zagubiona. Bo co miałam teraz ze sobą zrobić? Prawie w ogóle nie miałam pieniędzy, tylko na jakieś drobne wydatki jak jedzenie. I bezużyteczny bilet w ręku, który miał mnie zawieźć do mojego wymarzonego miejsca, ale tak się nie stanie..
Zaczęłam chodzić w kółko, jakby szukając rozwiązania tej sytuacji, jednak w głowie miałam tylko pustkę i strach. Bo co teraz ze sobą zrobię? Nie chciałam wracać do psychiatryka, nie chciałam udowadniać, że po raz kolejny nie dałam rady. Zatrzymaliby mnie, choć teraz nawet ośmieszenie wydawało się koszmarem.
Wydałam z siebie pisk i dusząc się łzami, usiadłam na ławce. Skuliłam się w kłębek i ukryłam twarz w dłoniach.
Spodziewałam się, że życie w normalnej społeczności jest zabawne, a tymczasem tak nie było. Chętnie położyłabym się teraz w łóżku i wypłakała się w poduszkę. Chciałabym wymazać dzisiejszy dzień z pamięci. A to był dopiero pierwszy dzień. Już zdążyłam dać ciała, zmiana środowiska nie okazała się taka łatwa. Niemal każdy człowiek spoglądał na mnie z niechęcią, nikt nie próbował mi pomóc. Wszyscy mieli gdzieś mój smutek i problemy, byli tacy samolubni i zabiegani.
Godziny mijały, powoli robiło się zimno. Słońce zachodziło. Gdybym nie czuła się taka przygnębiona, z pewnością nie mogłabym się nacieszyć tym widokiem. Bo było pięknie, ale łzy wszystko zasłaniały. I zmartwienia również. Przesłaniały mój umysł.
Podniosłam głowę i przetarłam oczy. To nie miało sensu, musiałam wziąć się w garść. Nawet, jeśli kompletnie nie miałam na nic pomysłu. Życie toczyło się dla mnie dalej. Zawsze toczyło się dalej, może i nawet dla niej?
Nie, nie nauczyłam się bycia realistką.
Oparłam głowę o ręce i gapiłam się nieobecnym wzrokiem na horyzont. Mogłam już być w połowie drogi.. Może taki świat, w którym trzeba być ogarniętym, nie jest dla mnie? A może z czasem się przyzwyczaję i stanę się tą wymarzoną, całkiem zwyczajną dziewczyną?
Choć czy los nie udowodnił mi dziś, że marzenia się nie spełniają?
- Coś ty taka smutna?- usłyszałam nagle.
Obróciłam się bok. Widocznie kiedy tak rozpaczałam, przysiadła się do mnie jakaś dziewczyna. Była chyba pierwszą osobą w tym chorym świecie, która wyglądała na całkiem sympatyczną. I do tego była śliczna. Jej włosy mieniły się czerwoną barwą, oczy- niebieską. Była bardzo szczupła, a jej ramiona pokrywały kolorowe tatuaże. Ubrana była w podarte czarne spodnie i skórzaną kurtkę. W ogóle nie przypominała tych szarych ludzi, których miałam okazję spotkać. Była bardzo nietypowa, ale mi się spodobała. Przez swoją krwistą kolorystykę przywodziła mi na myśl Królową Kier.
- Ej, odezwij się.. Chyba nie powiedziałam nic złego, no nie?- powtórzyła.
Otrząsnęłam się z transu. Co miałam jej powiedzieć? Że wypuścili mnie ze szpitala dla chorych umysłowo i się spóźniłam, bo podobała mi się wolność? Nie będzie chciała mnie znać, każdy by tak zareagował..
Z trudem okłamałam tak pozytywną i uśmiechniętą osobę, ale nie miałam wyjścia:
- Cóż.. Miałam jechać do ciotki, ale nastąpiła zmiana planów i nie mam, co ze sobą zrobić, bilet zmarnowany, a ja bez pieniędzy..
Czerwonowłosa pokiwała głową z niedowierzaniem.
- Już nie lubię twojej ciotki.. Żeby tak cię zostawić? Współczuję. Mi też plany się pomieszały. Miała ze mną jechać kumpela, ale w ostatniej chwili zrezygnowała, bo ,,coś jej wypadło". Jestem na nią zła, tak bardzo chciałam, by poszła ze mną na ten koncert..
Miałam z nikim nie gadać, ale to wyrwało mnie z podłego nastroju.
- Jaki koncert?- zaciekawiłam się.
- Black Veil Brides. Znasz?
- Nie do końca..- zawstydziłam się przez swoją niewiedzę.- Co grają?
- Ooo, żałuj, że nie znasz! To najzajebistszy zespół świata! A co grają? Post-hardcore, podgatunki rocka.. Jeśli lubisz, to na pewno by ci się spodobało!
Uśmiechnęłam się. Może nie byłam jakimś specem od muzyki, ale rocka i tego typu muzykę lubiłam. Kiedyś wynalazłam sobie pewien zespół- Fit For Rivals. To był chyba 2009, miałam wtedy 15 lat. Wszystko tak idealnie pasowało do mojej historii. I uwielbiałam ich kawałki do dzisiaj, często je podśpiewywałam, choć nie potrafiłam. Dziewczyna miała rację, pewnie bym ich polubiła, nawet nazwa była fajna. A ona sama wyglądała na taką, co zna się na rzeczy.
- Pewnie tak, jeśli tobie się podoba. Chętnie kiedyś posłucham.
Jednak nowopoznana wyglądała na zamyśloną. Zupełnie, jakby się nad czymś głęboko zastanawiała. A może to ja palnęłam coś złego?
- Żyjesz?- spytałam niepewnie.
- Wiesz.. Skoro mam jeden niepotrzebny bilet, to może pojechałabyś ze mną? I tak nie masz nic do stracenia, cioteczkę się poinformuje!
Zdębiałam. Ja? Z nią? Na koncert rockowy? Przecież dopiero co się poznałyśmy, nawet nie znamy swoich imion! I czy to nie jest zbyt bezmyślne? Przecież miałam nie ufać obcym, poza tym chyba powinnam się zastanawiać, jak dotrzeć do Chicago.. Ale mimo to bardzo chciałam pójść gdzieś i się zabawić. Szaleć, mieć przyjaciółkę, zapomnieć o zmartwieniach. Bo czy tak nie robią normalni ludzie?
- Naprawdę byś mogła? Byłoby super.. Właśnie, jak mas zna imię?- zapytałam z entuzjazmem. Niektórzy to mają talent do zdobywania zaufania i sympatii.. Poczułam się jakoś tak.. bezpieczniej.
- Oczywiście, to dla mnie przyjemność!- odparła.- Jestem Sammi, Sammi Doll. A ty?
Już miałam powiedzieć swoje prawdziwe imię i to parszywe nazwisko, ale w ostatniej chwili się zawahałam. Bo co jeśli ludzie z internatu i psychiatryka zaczną mnie szukać? Jeśli chcę od tego uciec, muszę zmienić imię i nazwisko. Jestem pełnoletnia, więc mogę. Po za tym, to by była idealna ucieczka od przeszłości..
Na poczekaniu wymyśliłam sobie swoje nowa ,,ja":
- Jestem Sally Rogers. W ogóle gdzie jest ten koncert?- dopytałam, by uniknąć pytań dotyczących mojej osoby.
- W Los Angeles, super, no nie? Moje miasto, uwielbiam je! Będzie szaleństwo, czuję to!
Nasze rozmowy potoczyły się dalej swoim torem. Najpierw gadałyśmy w oczekiwaniu na pociąg, a potem także w nim. W przerwach popijałyśmy kawę. Zachowywałyśmy się jakby nigdy nic, jakbyśmy od początku były dobrymi przyjaciółkami. Trochę nawet plotkowałyśmy, nie znałam takiego uczucia. To było zabawne, mogłam to polubić. W sumie to nawet dobrze wyszłam na tym swoim roztargnieniu..

*Andy*
Z głębokim westchnieniem wkroczyłem do garderoby. Oczywiście już na samym początku mnie zaatakowano, tym razem był to Jake:
- Gdzieś ty był tyle czasu?! Za chwilę zaczyna się show! Wszyscy już czekają, przez ciebie znowu wszystko się opóźni, znów będziemy musieli skłamać, że to problemy techniczne!- wydarł się.
Minąłem go bez słowa i odpaliłem kolejnego papierosa.
- I nie pal tyle, bo zaraz nas wszystkich zaczadzisz! Powinieneś rzucić, tylko sobie psujesz głos! A jak go stracisz, to kto będzie dawał koncerty?!
Odwróciłem się i z ironią w głosie odparłem:
- Bo co, bo jestem waszą maszyną do nabijania pieniędzy i posypią się wasze życia?! Szczerze to tego tylko wam życzę! Pieprzyć was!
Usiadłem przy lustrze i zacząłem smarować się czarną farbą. Już myślałem, że będę miał spokój, bo Pitts się przejął, ale wtedy do pokoju wkroczył Jinxx.
- Jinxx, pomóż mi z nim! Przemów mu do rozumu!- poprosił swojego przyjaciela. Oczywiście tamten był wniebowzięty, że może mi po raz kolejny dokopać. Rozpoczęło się kolejne przedstawienie..
- To ty, skurwielu?! Ja już byłem gotowy dzwonić na policję, by cię szukali! Nie myśl, że ujdzie ci na sucho!
- Tak jest, mamusiu!- odkrzyknąłem.- Oczywiście, będę grzeczny i będę się słuchał! Bo jak nie to co?! Zlejesz mnie pasem w dupę?! Pierdol się, jestem pełnoletni!
- Może i tak, ale zachowujesz się jak przedszkolak! Mówiąc o karze mam na myśli to, że w końcu stracisz te swoje wszystkie dorosłe prawa! I dziękuj mi za to, bo w przeciwnym razie zrobisz sobie krzywdę!
- To co, może zaczniesz mnie prowadzać na smyczy?! A może będę dawał koncerty w kaftaniku?!
- Nie, ale dzięki twojemu wspaniałemu pomysłowi skakania ze sceny, kazałem wszystko zabezpieczyć. Bo ja ci się w dupie poprzewraca po raz kolejny, to przynajmniej cię złapią! Tylko nie myśl, że bez konsekwencji!
- Pieprzenie dla pieprzenia. I tak mi nic nie zrobicie! Boicie się mnie! Jebać was - pokazałem im środkowy palec.
- Ja ci zaraz pokażę! Nie boję się ciebie, mały skurwysynu!- zdenerwował się pan ,,mama" i już chciał się na mnie rzucić.
Podniosłem się i na niego naskoczyłem. Zacząłem go walić pięściami po twarzy.
Wtedy w pomieszczeniu znaleźli się jeszcze Coma i Purdy niosący bas.
- Co tu się dzieje? Znowu te wasze kłótnie? Serio, ile można?- spytał z zażenowaniem ten drugi.
- Dawaj mi to!- wrzasnąłem i wyrwałem mu z rąk instrument, po czym zacząłem nim okładać swojego wroga. Zawył z bólu, gdy usiłowałem wsadzić mu gryf w oko.
- Kurwa, Ashley, ty też jesteś skończony!- skarcił go atakowany.
- Dawajcie mi to zaraz, to mój ulubiony bas! Poza tym był cholernie drogi, na zamówienie! No błagam, nie wygłupiajcie się!- basista usiłował nas rozdzielić, ale on również oberwał.
- Zamknij się, trzeba to w końcu rozstrzygnąć! Jinxx dawaj!- dopingował mojego przeciwnika ten skurwysyn od gitary prowadzącej.
- Ej no, powinniśmy już wchodzić.. Fani czekają - pisnął cicho Christian, ale posłałem mu mordercze spojrzenie. Skulił się i widocznie pożałował swoich słów. Lubiłem, gdy się mnie bał, czułem wtedy taką władzę. Był idealną ofiarą.. Nadawałby się na stos.
- Milcz, nędzny perkusisto!- dodałem, ale wtedy ktoś chwycił mnie od tyłu.- Puszczaj, cholerny kutasie, kurwa!- zdzierałem gardło, kopiąc i się szarpiąc.
Popatrzyłem do góry i ujrzałem na sobą twarz Chris' a- naszego technicznego.
- Chłopaki, dosyć tego, trzeba dać show! Supporty już skończyły, wasza kolej! Rozstrzygniemy to potem, w domu. Dawajcie, to wasz ostatni koncert w trasie!- stwierdził.
Wyrwałem się z jego uścisku i zacząłem szykować się od nowa. Nikt więcej się nie odzywał, ale panowała okropna atmosfera. Zresztą jak zawsze, nie było żadnego koncertu w historii zespołu, przed którym byśmy się nie pokłócili. W końcu jednak byliśmy gotowi i wyszliśmy na scenę. Powitał nas krzyk podnieconych nastolatek i ich zapłakane ze wzruszenia twarzy. Nie poruszało mnie to ani trochę, ale musiałem się uśmiechać. Taka była moja rola, na koncertach przywdziewałem maski. Brak entuzjazmu w sercu, tylko cholerne przedstawienie.. Po co to wszystko? Wiedziałem, że długo tak nie pociągnę, ale czułem, że moja chwila się zbliża i niedługo stanie się coś niezwykłego, co mnie do tego doprowadzi..

*Sally*
- Mamy małe opóźnienie, ale i tak nas wpuszczą!- oznajmiła Sammi.- Dopiero się zaczęło. Płaszcz i walizkę zostawisz u ochrony..
Starałam się za nią nadążyć na moich krótkich nóżkach, do tego obładowana bagażem. Ale w końcu dotarłyśmy. Koncert jeszcze się dla mnie nie zaczął, a ja już padałam.. No trudno.
Podeszłyśmy do jakiegoś mięśniaka, czerwonowłosa coś tam mu wyjaśniała. Po dość długiej chwili doszli do porozumienia, a ja odstawiłam swoją walizkę i zrzuciłam grube ubranie. Poczułam wielką ulgę, było mi lżej i mniej gorąco. Może i nie ubrałam się odpowiednio, miałam na sobie zwyczajny biały podkoszulek i proste spodnie. Słowa przyjaciółki tylko to potwierdziły.
- Jesteś ubrana niezbyt rockowo, ale trudno.. W tłumie i tak nikt nie zauważy i liczy się tylko zabawa! A teraz szybciej, musimy się przedrzeć!
Nigdy nie byłam na koncercie rockowym, więc nie wiedziałam, jak to ma wyglądać. To wszystko wydawało się takie ciekawe, jeszcze ciekawsze niż to, co widziałam rano. Jakiś gościu zakładał nam papierowe opaski na ręką, potem minęłyśmy stoisko z merchem. Następnie przeszłyśmy przez największe drzwi i znalazłyśmy się na zatłoczonej sali.
Muszę przyznać, że byłam pod wrażeniem, ale jednocześnie się bałam. Było strasznie duszno, wszędzie pachniało potem i alkoholem. Tłum ściskał się, podskakiwał, krzyczał i wymachiwał rękami w rytm głośnym piosenek. Panowało istne szaleństwo, głośność muzyki sprawiała, że ledwie trzymałam się na nogach. Niemal przeszyła cały mój organizm. Dobiegała ona ze sceny, na której szaleli rockmani cali ubrani na czarno. Wymachiwali swoimi gitarami, najwyższy śpiewał dość nietypowe teksty. Panował chaos.
Z szoku wyrwał mnie dopiero radosny głos Doll:
- To jak, idziemy pod scenę?- spytała.
Z przerażeniem pokręciłam głową.
- Nie, nie musimy, naprawdę..- powtarzałam, ale widocznie dziewczyna nie zrozumiała, bo zaczęła mnie ciągnąć za rękę.
,,Ratunku"- powtarzałam w myślach.
Przedzierałyśmy się przez tłum mrocznych, wytatuowanych i obwieszonych piercingiem ludzi. Wszyscy spoglądali na nas jakby z zazdrością. Ja tylko się kuliłam, nie znałam tego zespołu, nie miałam pojęcia, jak poczuć ten klimat.. W życiu lubiłam tylko jeden rockowy zespół, który zresztą i tak grał lżejszą muzykę. I przecież występ na żywo to coś zupełnie innego. Tu się nawet nie przychodzi, by słuchać muzyki, tylko po to, by się wyżyć. Nie pasowałam tu..
Szłyśmy coraz dalej, aż znalazłyśmy się TUŻ pod samą sceną. Od muzyków dzielił mnie może metr. Nie ogarniałam ich kawałków i skupiałam się raczej na tym, by po prostu jakoś uciec, ale usiłowałam nie zrobić przykrości nowej przyjaciółce i naśladując tłum, wymachiwałam rękami. Korzystając z okazji przyjrzałam się grającym. Gitarzyści wyglądali dość staro, przy tym skupiali się tylko na grze. Perkusisty nie mogłam dostrzec zza jego gęstej czupryny. Basista prezentował się już lepiej, widocznie dobrze się bawił. Z tym, że on był widocznie zainteresowany cycatymi faneczkami po mojej lewej. W końcu skupiłam się na wokaliście.
I nagle moje serce gwałtownie zabiło.
Zobaczyłam te niebieskie oczy, mimo że się uśmiechał, one pozostawały smutne i takie jakby nieobecne. Zupełnie nie pasowały do całości. Do tego wydawał się taki zamyślony, jakby przebywał w swoim świecie.. Zupełnie jak ja. Może on też czuł się wyobcowany? Jakby na potwierdzenie do moich uszu dobiegły słowa:
- Nie pasujemy tutaj,
Nie pasujemy.
Nie pasujemy tutaj.
Ten głos. Taki ostry, ochrypły, niski, ale jednocześnie kojący. Mogłabym go słuchać godzinami. Był idealny, tak jak cały śpiewający.
Poczułam się wyjątkowo, zupełnie, jakbyśmy kontaktowali się telepatycznie. Tak, jakby coś między nami zaiskrzyło, choć nawet się nie poznaliśmy. To było głupie.. Pewnie byłam teraz jak wszystkie te nastolatki. Głupie, ale nie mogłam zwalczyć swoich uczuć. Serce po raz kolejny przejęło nade mną kontrolę.

*Andy*
Ta dziewczyna.. Wpatrywała się we mnie przez niemal cały koncert. Zamiast szaleć jak reszta, ona tylko stała i się na mnie gapiła. Zupełnie, jakbym ją zahipnotyzował. Pierwszy raz poczułem się tak nieswojo. Czułem się śledzony, nie mogłem poczuć tej swobody. Uważałem na każdy ruch.
Choć z drugiej strony ona też wydawała się interesująca. Była taka mała, bardzo drobna, po prostu inna, nietypowa. Gdyby nie kolorowe światła dostrzegłbym więcej szczegółów. I wcale nie wydawała się taka jak reszta fanów- typowi rockersi lub przeklęci emosi, których naprawdę nie znosiłem. Nawet nie śpiewała tekstów. Tak jakby ich nie znała.. Więc po co tu przyszła? Pierwszy raz od wieków coś mnie zainteresowało.. Chciałbym poznać odpowiedź, ale nie było na to czasu.
W końcu show dobiegło końca, a ja musiałem pożegnać ten dziwny widok. Nadszedł czas powrócić do rzeczywistości, co mnie raczej nie cieszyło, bo przez ostatnie godziny czułem się, jakbym śnił. Jakbym był na haju, czas się zatrzymał.
Głupstwo, Andy, ogarnij się. Marzenia nie są dla ciebie..
Przybrałem swój naturalny, niezadowolony wyraz twarzy.
Opuściłem scenę i udałem się za kulisy.
- Nareszcie do domu!- ucieszył się Ashley.- Koncerty są fajne, ale co za dużo to nie zdrowo. Choć nie będzie już tyle fajnych, chętnych dupeczek. No trudno..
- Ale nie będzie też takich skurwieli jak wy. A przynajmniej nie 24 godziny na dobę - wycedziłem.
Nastąpiło pakowanie sprzętu, czyli coś, czego nienawidziłem. Korzystając z nieuwagi wszystkich, schowałem się w mroku i odpaliłem peta, rozmyślając o dziwnej nieznajomej.

*Sally*
- Sammi? Sammi?! Sammi, do cholery, gdzie jesteś?!- darłam się, kiedy tłum zaczął się rozchodzić.
Tak zafascynował mnie przystojny i zamyślony wokalista, że całkowicie straciłam przyjaciółkę z oczu. Prawdopodobnie wdała się w jakieś pogo i zaniosło ją w inną część sali. Chodziłam dookoła i miałam nadzieję, że jednak zobaczę w końcu jakąś czerwoną głowę. Jednak nic takiego nie nastąpiło.
Znów zaczynałam się denerwować. Zgubiłam w końcu jedyną osobę, która mogła by odzyskać mój bagaż i dokumenty i w ogóle odnajdowała się w tym szalonym miejscu. I z pewnością pomogłaby mi w przyszłości..
Jednak jej nadal nigdzie nie było, pytałam nawet kilka osób, czy jej nie widziało, ale wszyscy zaprzeczali. W końcu wyszłam przed klub. Było tak ciemno, że praktycznie nic nie widziałam, nie było szans na odnalezienie kumpeli. Wszystko ginęło w nocy.
Po raz kolejny miałam łzy w oczach, przekroczyłam już limit pierdołowatości i bezradności. Przy tym nie miałam żadnych planów, co ze sobą zrobić. Straciłam dzisiaj wszystko, kompletnie wszystko, teraz chętnie wróciłabym do psychiatryka. Zostałam sama jedna, co z tego, że zobaczyłam faceta marzeń? On mnie nawet nie zapamięta, ja koncert też zapomnę, a będę przez to żyła na ulicy. Tak naprawdę to przecież nawet mi się nie podobało..
Myślałam, co mogę ze sobą zrobić. Zastanawiałam się, czy spędzić noc przy klubie, ale ujrzałam kilka pijanych, napalonych typów, więc szybko zrezygnowałam.
Płacząc, ile sił w płucach, zaczęłam biec. Zupełnie, jakbym chciała przed czymś uciec. Właściwie to chciałam- przed całą przeszłością, włączając w to dzisiejszy dzień. Czy to nie był tylko jakiś zły sen? Może zaraz się obudzę, może wystarczy tylko się uszczypnąć? Spróbowałam, ale nie poskutkowało. Rozryczałam się jeszcze bardziej, gdyby nie panujące egipskie ciemności, wszyscy by się na mnie gapili. Znienawidziłam ten świat do reszty. To był koszmarny start.
Uciekałam i uciekałam, aż w końcu zaczęło mi brakować sił. Nie wiem, ile kilometrów zrobiłam, ale dosłownie padałam.
Opadłam bezradnie na chodnik. To wszystko cholernie mnie zmęczyło, za dużo się wydarzyło jak na jeden dzień. Moje powieki opadły, a ja nie słyszałam już nic. Była tylko głucha cisza, umysł się wyłączył. Poczułam ulgę. Zasnęłam.

*Andy*
- Dojeżdżamy - usłyszałem.
Uff, jaka ulga. Miałem naprawdę dość chłopaków, tępej Sammi, którą zgarnęliśmy i wszystkich tych koncertów, wywiadów, fanek.. Brakowało mi prywatności i spokoju. Nareszcie będę miał mój pokój, w którym mogę się zamknąć i.. robić to, co muszę. Tutaj musiałem kryć się z tym wszystkim, wzięliby mnie za wariata. Za opętanego wariata. Ale to był mój obowiązek, obiecałem to lata temu, dokładniej 6. Jak na razie wywiązywałem się z danego słowa, do tego ,,wspomagałem się". Czekałem tylko na znak. Wtedy zrobię to, co do mnie należy. Musze tylko poczekać na dobry moment. Ona mnie nie opuści, jest tą jedyną. Wybrała mnie, dzięki niej dostąpię tego zaszczytu.
Wyjąłem z kieszeni telefon i wysłałem SMS- a do Juliet:
,,Dojeżdżamy."
Nie musiałem długo czekać, odpowiedź ukazała się po niecałej minucie. Ta kobieta była szurnięta na moim punkcie, była gotowa zrobić dla mnie wszystko. Doskonale spełniała swoje polecenia, ale na pewno jej nie kochałem. Moje serce zostało skradzione już dawno temu. Simms tylko udawała moją partnerkę, tak naprawdę jej zadaniem było tylko zajmowanie się domem.
Zacząłem czytać:
,,Super!
Dom jest wysprzątany, zrobiłam wam też jedzenie, jest w lodówce, naprawiłam też w końcu tę zmywarkę i powiesiłam obraz, o którym mówił Jake. Ogrodem też się zajmowałam, kwiaty nie uschły, więc uspokój Jinxx' a. Oczywiście nie zbliżałam się do twojego pokoju.. A, i popłaciłam też rachunki.
Jutro wrócę od Angie i przywiozę kotki. Femme i Crow tęsknią za swoim tatusiem! Ja zresztą też!
Kocham, Juliet"
Wywróciłem oczami. Przynajmniej tym razem wypełniła obowiązki. Rok temu zatkał się zlew, a ona się tym nie zajęła. Może i zachowałem się wtedy jak rasowy skurwiel, ale widocznie wbiłem jej to do głowy.
I nie zbliżała się do mojego pokoju, całe szczęście. Gdyby nie to, już bym przepadł. To z pozoru niewinne pomieszczenie kryło wiele sekretów, o których nikt nie wiedział. Nawet nie podejrzewał.. No dobra, może podejrzewał, bo nigdy nikt w nim nie bywał i zabiłem okna deskami.. Stęskniłem się.
W końcu bus się zatrzymał, a my jak najszybciej z niego wypadliśmy. Wyciągnęliśmy bagaże, a od budynku dzieliło nas już tylko kilka metrów. Niemal biegłem. Aż nagle..
- Kurwa, co to jest?!- wydarłem się, podskakując.
Na ziemi leżało ludzkie, drobne ciało, którego mało nie rozdeptałem. Chyba mi odbiło.. Nie miałem pojęcia skąd się tu wzięło. Czy to nie wytwór mojej wyobraźni? Może było pobicie, może morderstwo? Cholera, zacząłem lekko panikować, choć widziałem gorsze rzeczy..
Wszyscy pobledliśmy, CC mało nie zemdlał.
- Ja pierdolę.. Może menel?- zastanawiał się Ash.
- Nie, to na pewno jest kobieta - stwierdził Jinxx.- Nie za stara.. Chyba nastolatka.
Co trup robił przed moją chatą? Może to znak?
Zaintrygowała mnie cała ta sprawa, to nie mógł być przypadek.
Pochyliłem się nad dziewczyną. Odgarnąłem czarne włosy i przyjrzałem się twarzy. Zaparło mi dech w piersiach.
- Cholera, widziałem ją na koncercie, tuż obok sceny..- powiedziałem.
Jinxx się zdenerwował, nie wiedział, o kogo mi chodziło.
- Czy te fanki już zgłupiały?! Żyje chociaż?- przedarł się i sprawdził dziewczynie puls. Odetchnął z ulgą.- Żyje, ale kto to jest?..
Niespodziewanie głos zabrała Doll.
- Poczekaj, kochanie, wygląda znajomo..- przyjrzała się czarnowłosej, po czym sama się wystraszyła.- O kurwa, Sally! Całkowicie o niej zapomniałam!
Wyglądała na mega przerażoną. Ja już się pogubiłem, nic nie rozumiałem..
- Kto to, do kurwy nędzy, jest Sally?!- krzyknąłem.
- To moja nowa przyjaciółka, spotkałyśmy się na dworcu.. Zabrałam ją na koncert, ale potem zaczęło się szaleństwo i całkowicie o niej zapomniałam! Musiała się strasznie denerwować, tyle stresów jednego dnia! Choć nie wiem, jakim cudem tu trafiła.. Biedactwo, to moja wina!
- To co z nią zrobimy?- przerwał Ferguson.- Może zadzwonić na policję?
- Oszalałeś?! Wiesz, co mogą zrobić jej psy?! Przeklęte kutasy, chuj im w dupę!- zdenerwowałem się. Uznajmy, że po prostu miałem urazę do glin.. Znowu moja przeszłość, cholera.
- Andy ma rację.. Musimy się nią zaopiekować, choćby do jutra - uznała czerwonowłosa.- Jutro wszystko z nią wyjaśnimy i zobaczymy, co dalej.
Skrycie w sercu ucieszyłem się, że będę miał okazję bliżej poznać tajemniczą dziewczynę. Bo kto wie, jakie sekrety ukrywała?..
***
Tak, dużo się dzieje. Współczuję wam, bo nie znacie całej historii i pewnie połowy nie rozumiecie. Mam tu na myśli przeszłość obojga ;p Domyślajcie się..
Jak widać jest dużo nawiązań do ,,Alicji w Krainie Czarów"- choćby to: ,,Udzielam sobie dobry rad, ale nie słucham ich" (tak, mam bzika XD). Do tego z tym uszczypnięciem, z Królową Kier, ogólnie z Krainą Czarów ;)
Jak na razie to pisze mi się fajnie, myślałam, że będzie trudniej. Pierwszy rozdział jest zawsze najgorszy, więc mam dobry start.
Do następnego, kocham was<3
Nuty na dziś, takie do rozdziału:
Avril Lavigne- Alice
                         Runaway
 
P.S. I właśnie: zgadujcie prawdziwe imię Sally i kim jest ,,ona" ;p
 


czwartek, 25 czerwca 2015

Bohaterowie.

Tak, wiem, że może bohaterowie wydają się z pozoru przeciętni: ładni ludzie z pasjami i dziwactwami. Ale to tylko pozory. Jeszcze się będzie działo w tym opku, a to wszystko właśnie dzięki bohaterom ;)

No więc tak- przedstawiam najważniejszych bohaterów:
            Andy Biersack (22 l.)
Nikomu nigdy do końca nie powiedział, co mu się stało, ale i tak wszystkich nienawidzi, za wszystko, bo go nie rozumieją. Świat jest złyyy. Ogólnie to można go określić tylko jednym słowem: skurwiel. Jeśli ktoś potrafi być tak wredny, niemiły, bezwzględny czy agresywny to tylko on. Nienawidzi nawet własnego zespołu czy rodziców. Ale ten gniew ma głębsze podłoże, zakorzenione już w przeszłości. Dość trudnej przeszłości.
Nie obchodzi go też zdrowie, uczucia innych, nic z tych rzeczy, po prostu ma wyjebane i chuj go świat obchodzi. Żyje we własnym świecie.

Jeremy ,,Jinxx" Ferguson (31 l.)
Znalazł się niewyżyty nerwus, który postanowił się wyżywać na innych i zostać ojcem. Staruch się naprawdę szybko wkurza i jest drugim wielkim skurwielem w tym opowiadaniu. W ogóle wydaje mu się, że pozjadał wszystkie rozumy, że jest psychologiem, lekarzem, nauczycielką i może jeszcze przedszkolanką. Już od samego tonu jego głosu można się zrzygać. Też nigdy nie jest zadowolony, ale wydaje mu się, że zawsze ma rację. Może i to trochę z troski, ale jednak jest okropny.


Jake Pitts (26 l.)
Kompletnie nie wiem, za co, ale lubi teorie Jinxx' a o źle i herezji współczesnego świata. Być może trochę mu się podlizuje, żeby nie dostać kopa w dupę. Choć z drugiej strony pewnie by oddał, bo ma bzika na punkcie treningów i tej swojej diety. No i oczywiście próbuje wszystkich do niej przekonać.
W rzeczywistości chętnie by się nie odzywał, ale nie chce uchodzić za ciotę. W ostateczności nie jest aż tak nieznośny jak jego BFF.


Christian ,,CC" Coma (28 l.)
Wszyscy fani mają go za wielkiego wesołka i faktycznie, gdy nie jest w towarzystwie BVB to taki jest. Ale jeśli tylko jest przy nim zespół, robi się cichy i zamknięty w sobie. Jest tak, ponieważ w zespole zawsze był ,,na doczepę" i wiedział, że równie dobrze mógłby go zastąpić każdy lepszy perkusista. Boi się, że go wykopią. Najbardziej obawia się Andy' ego i Jinxx' a, czyli tych dwóch konkurujących ze sobą skurwysynów. Dlatego nigdy nie wchodzi nikomu w słowo, choć praktycznie jest po tej ,,dobrej stronie".
Gdyby nie traktowano go w ten sposób to na pewno świetnie by się bawił, bo kocha show i ma świetne poczucie humoru.

 
Ashley Purdy (28 l.)
Praktycznie najnormalniejszy typ, jeśli chodzi o Bridesów. Co prawda lubi wypić, imprezować i jest uzależniony od porno, ale to już całkowicie inna kwestia. Nigdy nie odnosi się do nikogo protekcjonalnie, wszystkich traktuje równo. Chyba jako jedyny uważa Andy' ego za kumpla, za co często obrywa, ale zbytnio się nie przejmuje. Jest pozytywnie nastawiony do ludzi, otwarty, łatwo się z nim zakumplować, choć czasami bywa nieco zboczony, ale to można polubić, bo to po prostu specyficzny humor.


                                                                       Sally Rogers (18 l.)
Nie wiadomo, jakim cudem, ale mimo jej mega nieprzyjemnego dzieciństwa, wyrosła z niej naprawdę fajna, miła i przyjacielska dziewczyna. W przeciwieństwie do niektórych wyżej wymienionych jest delikatna i przyjaciele są dla niej najważniejsi. Przy tym jest bardzo wrażliwa, co czasami bywa wadą, bo nie potrafi sama się bronić. Dość łatwo ją zranić. Trudno jej też kogoś kochać, bo boi się tą osobę stracić. Ma już w tym pewne doświadczenie.
Jest prawdziwą marzycielką, ma niesamowitą wyobraźnię. Uwielbia naturę i wszystko, co piękne. No i oczywiście punka i rocka, ma obsesję na punkcie Fit For Rivals.
                                            
 
Carl Coward (19 l.)
Jeśli ktoś szukał największego pojeba na świecie, to dobrze trafił, bo Carl w 100% zasługuje na ten tytuł. A to zaczęło się już przy jego narodzinach, kiedy to postanowił przyjść na świat na lotnisku. Gdyby nie to, żyłby w Polsce i nazywał się Karol. Potem z wiekiem coraz bardziej dziwaczał. W pierwszej gimnazjum (przyp. w USA do gimnazjum idzie się w wieku 11 lat) stwierdził, że jest gejem i przechodził fazę na różowy, koniki pony i wszystko, co jest kawaii. Dopiero na początku liceum uznał, że woli być bi, bo ma większy wybór i został imoł. Wtedy też zaczął słuchać Bring Me The Horizon i fapać do Oli' ego, ale zostawmy kwestię bycia fanboyem..
Żeby jeszcze było dziwniej to chłopak kocha anime, szczególnie Sailor Moon i posiada kolekcję cosplay' ów. Do tego kolekcjonuje czajniki, co jest raczej niewyjaśnione i ma specjalną służącą z Chin to parzenia herbatki. Jak widać jest strasznie rozpuszczony, a ponieważ jest jedynakiem, to rodzice wawalają na niego cały szmal. I nigdy nie zdał na prawo jazdy, bo jak się można domyślić jest piratem drogowym (co mu nie przeszkadza w przejażdżkach).
Nie byłoby z niego praktycznie pożytku, gdyby nie umiał grać na gitarze, śpiewać i od niedawna screamować. Poza tym to naprawdę dobry kumpel, który nigdy nie jest smutny i można na nim polegać. Choć na dłuższy etat może bywać męczący, bo jego głupawa trwa 24 godz. na dobę.

Alice Tisdale (20 l.)
To prawdziwa rockmanka z krwi i kości, na potwierdzenie gra na basie. Jest naprawdę wyluzowana, trudności traktuje środkowym palcem. Wygląd też niczego sobie, jest początkującą modelką. Do tego w przyszłości planuje zajmować się projektowaniem ciuchów. Uwielbia zespół The Pretty Reckless, ale nie pogardzi też ,,starociami" swojego chłopaka- Robbie' go.
Na co dzień może się wydawać szpanerką, ale potrafi dobrze poradzić i być empatyczna.


Robbie Parker (20 l.)
Ów były chłopak Carl' a, bo rozstaniu pozostali najlepszymi kumplami. Choć akurat on nie szczyci się swoją przeszłością jak jego przyjaciel, wolałby raczej o niej zapomnieć. Ogólnie jest bardzo skromny i małomówny, więc reszta ekipy go dominuje. Dziwne, bo jest najstarszy.
Ma ciekawe pasje. Od dzieciństwa świetnie rysował, ale dopiero od dwóch lat wciela to w pracę- jest tatuażystą. Poza tym gra na bębnach, co mu nieźle idzie. Potrafi też coś tam wybrzdąkać na gitarze.
Kiedyś również był fanem BMTH, ale teraz woli classic rock'a, choć nie pogardzi też inną muzyką. Jest bardzo otwarty na nowe rzeczy.
Jest cichy i choć się nie przyznaje, to bardzo ceni sobie przyjaciół.
 

 
 
 
 

Victoria Mary Summers (18 l.)
Często ma za złe rodzicom, że nie wysłali jej do Hogwartu. Ma obsesję na punkcie wszelkiego fantasy, książek itp. Ale już szczególnie Harry' ego Potter' a, to się nie zmienia od dzieciństwa. Marzy o życiu w takim swoim własnym światku.
A jeśli chodzi o codzienne sprawy, to może nie jest hardkorowo, ale najlepiej też nie. Jej rodzice mają obsesje na punkcie schematu idealnej rodziny, chcą imponować sąsiadom, znajomym, wszystkim. A najgorsze jest to, że faworyzują jej młodszą, zawsze perfekcyjną siostrę Molly Jo, która jest największą wredotą na świecie, a ją tylko krytykują. Przez to ma wielkie kompleksy, głownie dotyczące jej figury, bo nie przypomina modelek z wybiegu (otyła też nie jest, po prostu chubby).
Jedyną jej ucieczką od rzeczywistości poza książkami jest gra na syntezatorze.
Jeśli chodzi o przyjaźń to ma wiele wspólnego z Sally- sympatyczna, zabawna, lojalna. Idealna przyjaciółka.
 
Oliver Sykes (27 l.)
Praktycznie nikt z Bridesów go nie lubi, a Biersack to ma ochotę zamordować za jego niecne czyny. A ponieważ Oli sam jest sobie winien, to wiele razy przepraszał, wręcz błagał o litość, bezskutecznie.
Od czasu zerwania z narkotykami stara się naprawić to wszystko, co zepsuł i zacząć nowe życie. Stara się być jak najbardziej miły, co jednak nie zawsze mu wychodzi, bo po prostu ma dość. Choć jego dziewczyna- Hannah Snowdon wielokrotnie mu pomaga, to głównie dla niej się stara.
 
Pozostali bohaterowie:
Sammi Doll
Juliet Simms
Hannah Snowdon
pozostali członkowie Bring Me The Horizon
(siostra Vicky) Molly Jo Summers
(bracia Robbie' ego) Donald Parker, Danny Parker, Alvin Parker, David Parker
rodzice Carl' a
rodzice Andy' ego
(prywatni detektywi) Jade i Judy Crossford
kilka podejrzanych typów
Femme i Crow ;*
i inni :D
 
***
Myślę, że te opisy mówią dość sporo o bohaterach, choć i tak trochę udało mi się zataić ;p Na oko- klasyczne fanfic, ale takie nie będzie, oj nie..
No to jak: który bohater wydaje się najlepszy? :)
 

środa, 24 czerwca 2015

Welcome to the nightmare in my head!- informejszyn ;)


Tak, witam was na moim nowym blogu :) W tym poście chciałam jedynie poruszyć kilka takich podstawowych kwestii, żeby nie było niejasności. Stosunkowo jest ich nie wiele. No to tak oto wymienię:
1. Akcja zaczyna się w grudniu roku 2012.
2. Wydarzenia nie mają nic wspólnego z realem, co jest chyba oczywiste.
3. Opko jest jednym z tych, w których dużo się dzieje- będą duchy, demony, narkotyki, choroby, psychopaci i tym podobne. Czyli coś co lubię :D
4. Opko jest trochę inspirowane teledyskiem Fit For Rivals- Damage, trochę książką ,,Alicja w Krainie Zombie, trochę grą ,,Alice Madness Returns", więc można się spodziewać podobnych motywów.
5. Rozdziały ruszą już po tym jak wrócę z wyjazdu, czyli gdzieś w połowie lipca.
To chyba wszystko, niezbyt ot istotne, ale takie ciekawostki na początek.
Ogólnie nie otrząsnęłam się do końca po Fallen Angels Story i trudno mi będzie to wszystko zmienić.. Wiecie: nowi bohaterowie, zupełnie inna fabuła, atmosfera.. To dla mnie dość poważna zmiana, mimo że na pomysł wpadłam już w 2012 (choć naprawdę zmieniłam 9/10 wszystkiego ;p). Mam nadzieję, że się przyzwyczaję i wyjdzie dobrze, bo to opowiadanie jest dla mnie 2 najważniejszym ♥
To teraz zapraszam na bohaterów :)