czwartek, 27 sierpnia 2015

Rozdział 11: ,,To mój kapelusz!"


*Sally*
 Nie wiem, naprawdę nie wiem. Czas nagle zaczął lecieć tak szybko. Ale nie był to czas stracony. Wręcz przeciwnie. Zima i połowa wiosny przeleciały, ale słodka atmosfera pozostała. Nigdy bym nie pomyślała, że związek wszystko zmienia. Tymczasem on wywrócił moje życie do góry nogami. Ale w pozytywnym słowa znaczeniu. Mogłam oderwać się od przeszłości, od tych wszystkich problemów. Na chwilę zapomniałam nawet o sprawie Lynn. Teraz wszystko obracało się wokół Andy'ego. On okazał się moim zbawieniem. I jak mogłam go nienawidzić? Nigdy bym nie pomyślała, że to właśnie ten skurwysyn da mi tyle szczęścia. Dobrze spędzało mi się z nim czas. Okazał się inteligentnym, choć nieco zamkniętym w sobie facetem. I przy mnie się otwierał. Chyba oszalałam, ale mi to nie przeszkadzało. To szaleństwo było przyjemne. Dotarło do mnie, że tego chciałam od początku- życia normalnej dziewczyny, odrobiny ciepła i poczucia bezpieczeństwa. To mnie satysfakcjonowało. Tym sposobem udało się nawet nieco załagodzić atmosferę w domu. Gdy mój chłopak chciał zaczynać jakieś kłótnie, potrafiłam go uspokoić. Często gdzieś razem wychodziliśmy. Obaj się zmieniliśmy, na szczęście na lepsze. On przestał być kutasem, ja- podejrzliwą, zagubioną dziewczynką. Uzupełnialiśmy się. Nasz związek nie był już tajemnicą. Mieliśmy za sobą nawet kilka sesji zdjęciowych i wywiadów. Ale sława nie była uciążliwa. Na razie nikt mnie nie nękał, nie fotografował z ukrycia, ani nic z tych rzeczy. Byłam po prostu dziewczyną BVB i tyle o mnie wiedziano. Teraz byłam już w pełni Sally Rogers. Nie.. nie tą osobą, co kiedyś. Nie tą nastolatką z psychiatryka. I nigdy nie planowałam wracać do swojej smutnej odsłony. Nowe życie zaczęło się na dobre. I czułam się świetnie z moją normalnością. Przyniosła ulgę i wytchnienie. Każdy dzień wydawał się coraz lepszy.

*Andy*
Z każdym dniem czułem się coraz dziwniej, coraz bardziej nieswojo. Kurwa, wiedziałem, że ten plan nie jest dobry, a mimo to wcieliłem go w życie. Teraz miałem konsekwencje- prawdziwą miłość, której nie miałem prawa odwzajemnić. Właściwie mógłbym, ale to by zniszczyło wszystkie moje poprzednie starania. I co z Lynn? Przecież kochałem ją, naprawdę.. Ale Sally chyba też powoli stawała się moją..
,,NIE, NIE, NIE!"
Sam się w tym wszystkim zagubiłem.. Już sam nie wiedziałem. Jakbym złapał się w pułapkę. Co wybrać? Oświecenie w życiu poza życiem czy szczęście na Ziemi? Czy nie rezygnować ze spotkania z najwyższą czy zostać tu z tą uroczą dziewczyną?
Czułem jak wszystko rozwalam. Teraz to wszystko było bez sensu. Oszukiwałem obie strony. Żadnej nie byłem oddany. Stąpałem teraz po cienkiej linie. Mogłem oddać się Lynn i spotkać ją po jakiś 6 latach rozłąki, ale przy tym rozwalić psychicznie obecną partnerkę lub pozostać przy nowym związku i skazać się na wieczną poniewierkę.. Tyle wyborów, zero pomysłów.
Miałem dość. Dość siebie, dość wszystkiego, dość tej plątaniny w mojej głowie. Chciałem świętego spokoju. Nie, nie mogę mówić ,,świętego"..
Kurwa, i znów bariery, które sam sobie stworzyłem! Ale jak się od tego odciąć?.. Czy ja w ogóle tego chcę?..
Cholera, znowu.. Czy to się nigdy nie skończy?!
Miałem ochotę komuś ostro przywalić, wyżyć się na czymś.. Ale Sally byłaby niezadowolona- kolejny mur.. Po raz setny musiałem zadowolić się rozwalaniem własnego pokoju, omijając to jedyne, ważne miejsce..
Ja pierdolę!
Łzy niemal napływały do oczu, ale je powstrzymałem. Nie, to jest tylko dla słabych. Ale czy ja wobec tego wszystkiego nie jestem słaby?.. Nie, nie wymiękaj, Andy. Walcz do końca.
Takie myśli nachodziły mnie chyba w każdej możliwej chwili. Przez nie zacząłem czuć bolesne kłucie w klatce piersiowej. Było tak dokuczliwe, że chwilami chciało mi się zabić. Do tego krwioplucie pojawiało się coraz częściej. Nigdy nie czułem się chyba tak źle. Ale nie mówiłem o tym nikomu, bo zaciągnęliby mnie do szpitala. A ja nie miałem ochoty na żadne rentgeny, lekarzy i kazania Jinxxa.
Skuliłem się w kłębek i przysiadłem pod ścianą. Zacisnąłem powieki. I ból fizyczny i psychiczny. I co gorsze?
Nagle usłyszałem kroki na korytarzu. Lekkie i ciche, czyli Sall. Eh, zaraz po raz kolejny ją oszukam. No cóż, muszę to jakoś wytrzymać. Jak tak dalej pójdzie, to niedługo mnie już nie będzie.
W końcu się przemogłem i otworzyłem drzwi. Wyszedłem na korytarz, zamknąłem pokój i skierowałem się po schodach na dół. Natknąłem się na swoją drugą połówkę.
- Cześć, Sall - powiedziałem udawanym uroczym tonem, łapiąc ją przy tym w talii.
Podskoczyła i zachichotała.
- Cześć. Jak się spało?- spytała, cmokając mnie w policzek. Kurwa, była przy tym zbyt słodka i kusząca. Jak zakazany owoc.
- Świetnie - ,,Kłamca, kłamca, kłamca!" - A tobie?
- Jeszcze lepiej.. Choć bez ciebie w nocy jest pusto.
,,Po co to mówiłeś! Błagam, żeby tylko nie chciała się wpakować do mojego łóżka.. Będę miał przechlapane!"
- Ale teraz jestem. Mamy cały dzień, by się sobą nacieszyć. Mamy wiele dni.. - ,,No nie wiem..".
- Jasne.. Kocham cię..- a potem nastąpił jeden z tych długich, oślizgłych pocałunków. To wtedy czułem się najgorzej. Bo nie miały prawa mi się podobać, a podobały.
Poczułem kolejne ukłucie i oderwałem się do dziewczyny.
- Wszystko okej?- zmartwiła się.
- Z tobą wszystko jest okej - wywinąłem się jednym z tych debilnych tekstów. Boże, jakim cudem ona mnie kochała? ,,Parszywy kłamca i chuj jakich mało!"
A potem poszliśmy do kuchni, gdzie siedziało już całe zgromadzenie. Tak ich przecież nienawidziłem, ale przy Rogers musiałem być potulny jak baranek. Tyle nieprawdy.. Nie no, to było nieznośne, okropne. Czułem się jak ryba bez wody. Ta atmosfera mnie zabijała. Miałem dość. Za uroczo. Za dobrze. Za przyjaźnie. Chciałem kłótni. Byłem zły. Byłem potworem..
Kłucie, kłucie, kłucie. Ból.
Aż nagle jakaś wibracja. Telefon.

*Sally*
Po raz kolejny było przyjemnie, z czego byłam zadowolona. Chłopaki powinny być mi wdzięczne. Aż nagle usłyszałam swój telefon. Sygnał, że dostałam SMS-a. Boże, jak ja dawno tego nie sprawdzałam.. Już jakiś tydzień. Całkiem zapomniałam. A co jeśli Carl, Robbie lub Alice próbowali się dodzwonić? Jezu, jeśli się na mnie nie obrażą, to będzie cud..
Wstałam od stołu i chwyciłam urządzenie. Tak jak myślałam, dziesiątki wiadomości.. Głównie od Carla. Natychmiastowo sprawdziłam ostatnią.
,,Sallem, już nie lubisz swojego Carlcia? ;< Ignorujesz mnie, obraziłaś się? Rozumiem, że moje nieskazitelne, najwyższe ego może cię irytować, ale proszę, odezwij się. Zniosę wszystko, najwyżej zacznę zajadać smutki i będę puszysty jak kot ze Shreka.. Plosę, spotkajmy się. Może uważasz mnie za głupka, ale ja się martwię.. Odpisz mi</3"
Aż zrobiło mi się głupio. On na serio się martwił, a ja po prostu zapomniałam. Musiałam się z nim spotkać i wszystko mu wyjaśnić.
I to w trybie natychmiastowym. Ale teraz nie robiłam nic bez zgody swojego partnera. Musiałam więc mieć jego zgodę.. Może to głupie, ale tak już zostało.
- Andy, mogę iść do Carla?- spytałam.
Zmarszczył brwi.
- Znowu?
- Nie byłam u niego od ponad tygodnia! Martwi się!
- Ale wcześniej ciągle u niego siedziałaś.. Co ja będę robił bez ciebie?
Spuściłam głowę. Myślałam, że przegrałam sprawę. Już miałam napisać, że jestem zajęta, kiedy do rozmowy wtrącił się Ashley:
- No właśnie, ty siedziałaś u niego. Może tym razem on do nas przyjdzie? Wtedy będziecie wszyscy razem!
,,Ashley, jesteś geniuszem. Pan Biersack się nie wymiga!"
- Super!- krzyknęłam.- Świetny pomysł!
Andy też się uśmiechnął, choć nie wyglądał na zbyt szczęśliwego. No cóż, musiał się liczyć z moimi potrzebami.. Napisałam więc do chłopaka, by wpadał i podałam mu adres. Po chwili odpisał:
,,No to supi dupi :> Zaraz będę!"

*Andy*
No i pięknie. Tylko tego mi brakowało- gościa, który zrobił z mojej dziewczyny emosa. No idealnie! To chyba jakiś jebany żart! Ciekawe, co my będziemy wszyscy razem robić? Może i lepiej było puścić Sally do jego domu? No, ale teraz nie ma odwrotu. On już tu pełznie ze swojej rudery..
Choć może nie okaże się taki zły? ,,Wszyscy, których spotkałeś byli źli.. No, może są dwa wyjątki. Ale on na pewno nie zaliczy się do tych dobrych.."
Na chwilę powrócił dawny naburmuszony Andy. W sumie od razu poczułem się lepiej. Miałem okazję, by trochę pozrzędzić. Uff, co za ulga. Tak długo dusiłem go w sobie, to stawało się nieznośne.
Sally poszła na górę, by się ogarnąć (oczywiście w stylu tego gościa), a ja nawet nie zawracałem sobie głowy zmienianiem piżamy. Niech ten dupek nie liczy na to, że otworzy mu koleś w smokingu. Może on i ma lokaja, ale tutaj się rozczaruje. I dobrze. Realizm i autentyczność są ponoć ważne!
Na początku ,,kumple" się czepiali, ale wyjątkowo szybko zaprzestali. Widocznie przez moją ,,miłość" postanowili zostawić mnie w spokoju. I tak traktowali mnie już jak potulnego baranka.. Wszystko ugrzęzło w błocie od pamiętnego zimowego wieczoru.
Kurwa, byłem z tym tak cholernie nieszczęśliwy.. Zły, zrozpaczony, przegrany..
Rozwaliłem się na kanapie, starając się ukryć emocje za oparciem. Nikt nawet nie zwracał uwagi, nie awanturował się. Trudno..
Przez chwilę miałem spokój, ale nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. A potem po raz kolejny i tak w kółko, ktoś wciskał go bardzo nerwowo. Dzięcioły byłyby zazdrosne. Oczywiście wiadomo, kto to był.
Zawahałem się. Czy miałem otworzyć? Sally jeszcze nie była gotowa. Ale chyba nie pozostało mi nic innego.. Jeśli nie otworzę skurwielowi, to najpewniej nie zawaha się wyważyć drzwi. No cóż, może tak będzie nawet lepiej? Może uda mi się wyrazić swoją niechęć? Dostrzegłem okazję. Przecież przy swojej dziewczynie nie mógłbym narzekać, bo jeszcze by się obraziła.. Jak widać drobnostkowe ludzkie problemy dosięgnęły nawet mnie.. Ja pierdolę.
Ruszyłem dupsko i stanąłem przed drzwiami. Wziąłem głęboki oddech.
,,No dalej, kim to jest ten ,,panicz Carl Coward"?"
Nacisnąłem klamkę i ujrzałem gościa. Uniosłem brew. Czyżby to był ten dostojny bogacz?..
,,Kurwa, bo jakby inaczej?"
Przed sobą ujrzałem emo-nastolatka, dość wysokiego, choć nie aż tak jak ja. Czarna grzywka zakrywała mu tyle twarzy, że nie mogłem zbytnio dostrzec jej rysów. Widziałem tylko jego ogromny wyszczerz i wystające kły. ,,Co, może jeszcze mi powiecie, że to wampir?". No, i oczywiście ten ,,mhhroczny" makijaż i piercing! Sam ,,mhrok", ale to nie koniec. Na głowie miał opaskę z kocimi uszkami, nosił bluzę w czarno-różową szachownicę. Miał na sobie także poszarpane ciemne rurki, przy pasku milion łańcuszków, zawieszek i innego badziewia. Nawet z Hello Kitty, po prostu diabeł! Trampki miał oczywiście markowe, nowiutkie, wszystko zadbane, czyściutkie, był wypucowany bardziej niż większość kobiet. ,,Pedał". Tak, gejuch na 100%. Więc czy mogłem być spokojny? Mimo wszystko nie miałem pewności.
Już go nie lubiłem. Był wszystkim, czego nienawidziłem. Był po prostu uosobieniem potwora, obrzydliwości. Tylko tego brakowało. ,,Sally, chcesz mnie zabić?"
Ale najgorsze dopiero mnie czekało. Napis na jego gumowej bransoletce.. Czy mi się wydawało, czy to.. Bring Me The Horizon?!!
,,JA PIERDOLE, URWĘ CI ŁEB, GAŁGANIE, GŁUPI SKURWIELU...."
Stałem w drzwiach i nie mogłem wydusić z siebie słowa. Moja powieka drgała z przerażenia i złości. Musiałem wyglądać głupio. ,,Ale czemu ja, czym ja sobie zasłużyłem?!"
- Hejawka, czy mógłbyś się pofatygować i się przesunąć?- zaczął z wyszczerzem.
Już miałem mu zatrzasnąć drzwi przed twarzą i przy tym mocno mu przywalić, ale usłyszałem za sobą słodki głos. ,,No to chuj.."
- Hej, Carrie!- ,,To jak się ten kutas w końcu nazywa?! Carl, Carrie, a może Karolcia?!"
- Hej, Sallem!- ,,O nie, nie będziesz tak na nią mówił, kutafonie. To Sall lub Sally, jak wolisz. Ale nie Sallem! Za dużo się bajek naoglądałeś.."
Ale najgorsze miało nastać. Nagle zaczęli się.. przytulać tuż przede mną. Czyżby zapomnieli już o mojej obecności? Na to wygląda.
Teraz to dosłownie wrzałem. Nie podobał mi się ten typ. Kiedy tylko się pojawił, ja przestałem być ważny. Czemu pozwoliłem mu tutaj przyjść? Teraz najchętniej bym go zabił i ukrył zwłoki gdzieś daleko. Tak, idealny plan.
,,Zazdrosny?"
Zaśmiałem się w myślach, choć wiedziałem, że to prawda. ,,Kurwa, zamieniasz się w przeciętnego faceta!"
- Carly, wejdź!- ,,No nie.."
Pedał przekroczył MÓJ próg, rozglądając się zza ciemnej grzywy. Mimo to nic nie powiedział, ale cały czas lustrował wszystko zwrokiem. Czy nie czuł mojego zdenerwowania? Co za palant!
Wparował do salonu. Spojrzał na kanapę. Nie musiałem długo czekać, na kolejny głupi tekst:
- Hmm.. W tym pokoju są dość mdłe kolory.. Ja bym to zrobił trochę ina..- nie dokończył i całe szczęście, bo już miałem rozkwasić mu ryj o kant drewnianego stolika. Na szczęście Sall mu przerwała:
- Może się czegoś napijesz? No nie wiem, może jesteś głodny?
Kolejna odpowiedź w tym jego bezczelnym, pokurwionym stylu:
- Co prawda jadłem już niezwykle wyrafinowane śniadanie, ale chętnie bym coś przegryzł.. Zobaczmy, co macie w lodówce!
No jeszcze teraz mi będzie grzebał w lodówce! Za dużo tego!
Mimo wszystko polazłem za nim do kuchni. Może uda mi się jakoś go przypilnować.
Na szczęście przy stole stał Jake i coś tam pichcił. Uff, on na pewno się zdenerwuje, jeśli ten zacznie mu grzebać po szafkach. ,,Oby go opieprzył, błagam!"
- Hejcia!- wyparował ten nowy. Pitts odwrócił się, trzymając w ręce nóż. ,,Dźgnąłbym go na twoim miejscu.."- Ja cię, koleś, zajebisty fryz!- pokazał na włosy mojego kumpla.
- Serio?- zmarszczył brwi Pitts.
- Jasne, Carlcio nigdy nie kłamie, jest na to zbyt dobry! Kiedyś mi opowiesz o tym na pewno trudnym rytuale! Ale teraz chciałbym wiedzieć, czy macie jakieś zajebiście słodkie żarcie! Mam popyt na węglowodany!
- Christian na pewno ma.. Poszukajcie go, pewnie jest na górze.
- Dzięki, man, równy z ciebie gość!
Gdy dwójka wyszła z powrotem na korytarz, podszedłem do ,,kumpla". Miałem nadzieję, że podzieli moje zdanie, że ten cały Coward to jakiś dupek.
- Co myślisz o tym gówniarzu?- spytałem szeptem.
- Jest miły, wesoły.. Pozytywnie nastawiony, podoba mi się - odparł z cwanym uśmiechem. ,,No kurwa, oczywiście! Czy tylko ja tu jestem normalny?!"
- Ja pierdolę!- rzuciłem głośno, odwracając się i mógłbym przysiąc, że usłyszałem chichot starszego. ,,JA CI KURWA DAM, ŚMIANIE SIĘ! UWAŻAJ, BO MOŻE CI TU NIEDŁUGO NIE BYĆ!".
Mimo wszystko milczałem.
Po chwili para znów zjawiła się na dole. A z nimi ten nędzny perkusista. Zmrużyłem oczy i zajrzałem mu w głąb duszy. Haha, od razu się zląkł! Skulił się i przybrał swój klasyczny, bezbronny wyraz twarzy. Przemknął obok mnie, a ja celowo potrąciłem go w ramię.
- Uważaj jak łazisz, łajzo!- warknąłem.
- Przepraszam.
Jednak z niewiadomych powodów na nastolatku nie zrobiło to wrażenia. Nadal się szczerzył. Czyżby on też przywykł do pomiatania śmiertelnikami? Może mamy coś wspólnego?
,,NIE, WYBIJ TO SOBIE Z GŁOWY!"
Na pewno nie był tak inteligentny i oświecony jak ja! Wyglądał na zwykłego palanta.
- Mam cukierki, chipsy..- zaczął wymieniać perkman.
- Dawaj wszystko, mój cukier gwałtownie spada! Bez cukru się chyba żyć nie da!
,,Mylisz się, mdlejąca lelijo.."
- Da się żyć bez cukru - w końcu wtrąciłem się do rozmowy.- Ja jakoś żyję..
Chłopak zrobił wielkie oczy, nieprzejęty moim wyrazem twarzy.
- Serio?! Gościu, wariat z ciebie!- ,,O nie, za dużo tego!"
- Ty też na normalnego nie wyglądasz - zwróciłem uwagę.
- A, to akurat prawda! Hehe, klub wariatów się zebrał! Krejzoleee!- podniecał się.
Ja pierdolę, zachowywał się jak jebana gimnazjalistka. Miałem go totalnie dość!
Wyjąłem dwie duże miski, na chipsy i cukierki, niech je biorą i spieprzają na górę.
- Macie - rzuciłem krótko.
- Dzięki, Andyś, wow, ty serio jesteś uroczy, nie dziwię się Sally, że tak cię chwaliła!
,,KURWA!!!"
Chyba Sally zobaczyła, jaki jestem wkurwiony, bo oznajmiła:
- Carl, może pokażę ci mój pokój? Jest naprawdę ładny!
- Oki, Sallem, widzę, że przejmujesz inicjatywę! Lubię takie laski, hehe!
W końcu wyleźli z pomieszczenia i skierowali się na górę. No nareszcie!
Usiadłem przy stole i ukryłem twarz w dłoniach.
- Czy gorzej być nie mogło?..- zapytałem sam nie wiem kogo.
- A według mnie to świetny chłopak. Może, jeśli się z nim pokumplujesz, przestaniesz zachowywać się jak skończony gbur.
- Nigdy!
I gdzie tu liczyć na wsparcie?.. Udałem się do mojego pokoju. Tylko tam mogłem teraz znaleźć spokój. Oczywiście, jeśli zaraz nie usłyszę jakiś śmiechów i chichów, bo dwójka przyjaciół była naprzeciw.

*Sally*
- Co ten Andy taki spięty?- spytał Carl, gdy przekroczyliśmy próg.- Zachowywał się, jakby nasrał w gacie! A może ma okres?
Wywróciłam oczami. Ale nie mogłam mieć mu tego za złe, w końcu nie znał osobiście Andy'ego. Mógł go kojarzyć z magazynów, gdzie zawsze udawał uśmiechniętego i pozytywnego, ale w rzeczywistości nie zawsze miał humor. Tak jak każdy człowiek. No w tym przypadku on może nieco częściej, ale trzeba było to zaakceptować.
- On już tak miewa. Chyba go trochę wkurzyłeś.. Mogłeś chociaż powstrzymać się od komentarza o wystroju..- zwróciłam uwagę.
- Sorki.. Nie wiedziałem, że on się tym tak przejmie. Ja bym pewnie nie zwrócił uwagi, w końcu wiem, że mam najlepszy gust pod słońcem!- ,,Słodka samochwała".
- Czasem potrafisz być szczery do bólu.. Uważaj, bo on tez. Tylko, że on jest mniej miły - wyjaśniłam.
- Oh, Sally, widzę, że związałaś się z niezłym zgredem!
- Proszę, nie mów tak!- przerwałam.- Potrafi być uroczy. Choć raczej tylko dla mnie..
- Ujarzmiłaś go?
Zaśmiałam się.
- Coś w tym stylu..
- Z pejczem czy bez?- zrobił wymowny ruch brwiami. Chyba wiedziałam, co ma na myśli..
- Carl!- oburzyłam się.
- Dobra, dobra, sorki.. Widzę, że trudno teraz przepchać się przez wasz mur obronny!
Trochę mnie to zabolało i dało do myślenia.
,,Sally, wiesz, że Andy nie jest idealny. Nie broń go aż tak. Zachowuj się przy Carlu tak jak dawniej.."
- To nie tak jak myślisz.. Nadal jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Po prostu.. Jakoś tak jestem nim zauroczona.
- No, w końcu to twój chłopak!
- No tak.. Chcę mu trochę pomóc, chcę go przekonać do ludzi.. Czy coś w tym stylu.
Nagle przyjaciel klasnął w ręce.
- Mam świetny pomysł! Wręcz idealny, ale to oczywiste! Właściwie to wpadłem na to już wcześniej, bo jestem bystry, ale mam pomysł jak ,,nawrócić" Andy'ego!
Uśmiechnęłam się. Miło, że się zaangażował. Razem zawsze łatwiej.
- Dawaj.. Co tam wymyśliłeś, Einsteinie?
- Niedługo czerwiec, robi się coraz cieplej. Moja mama powiedziała, że mógłbym zabrać ciebie, Alice i Robbiego na taki jakby jednodniowy camping z piknikiem i w ogóle! Bo wyczailiśmy w lesie takie zajebiste miejsce.. I moglibyśmy wziąć też Andy'ego!
Hmm.. Andy sam nigdy by się na to nie zgodził. Ale z moją pomocą? Pojechałby. Przy okazji taki wypad mógłby być całkiem romantyczny.. Spanie pod gołym niebem, gwiazdy, cisza i spokój.. Super! Jeśli przedstawię to w taki sposób, to Andy nie przejmie się nawet Kotem!
- Genialne! Jak na to wpadłeś?
- Cóż, to wrodzona inteligencja..- popatrzył na paznokcie i westchnął.- I trochę ingerencji mojej mamy..
Zaśmiałam się. Z tym głupkiem nie dało się nudzić, byłam pewna, że Andy może go polubić. To kwestia nastawienia.

***
 
*Andy*
W końcu ten pedał sobie poszedł. I dobrze, bo w moim pokoju zaczynało się robić nudno. Bo ile można rozmawiać z Lynn, jeśli ona ci nie odpowiada i wypełniać jej wolę? Z nudów nawet posprzątałem, znajdując kilka przydatnych rzeczy. Chwilami też skręcałem się na łóżku z bólu, bo klatka piersiowa nie dawała spokoju. Do tego z pokoju na przeciw ciągle dochodziły do mnie jakieś śmiechy-chichy, które tylko mnie wkurwiały. Oni się tam dobrze bawili, a ja cierpiałem.. Głupcy.
A szczególnie on. Tylko ogłupiał tę dziewczynę. Bez niego była całkiem fajną osobą. Nie tak cudowną jak Lynn, ale do zniesienia. Przynajmniej mogłem ją rozpracowywać. Do pewnego czasu, bo oczywiście ten gej już się szykował, by mi ją odbić. Ale nie, ona jest moja. To mój kapelusz, moja karta! ,,Słyszysz, chuju?! Nie przeraża mnie twój uśmiech! Jesteś nędznym śmiertelnikiem!"- krzyczałem w umyśle. Gdy usłyszałem zamykaną furtkę, wyszedłem z pomieszczenia. Akurat trafiłem na Jinxxa. Momentalnie zamknąłem drzwi, by nie mógł zobaczyć, co kryje się w środku. Nie był tego godny. Kutas.
Zmrużyłem oczy i przygotowałem się psychicznie na jakieś kazanie. Oczywiście nie musiałem długo czekać.
- Andy, ty gburze, nawet go nie pożegnałeś! Był taki miły, chciał się z tobą zakumplować!
- Nie potrzebuję przyjaźni głupich pedałów..- wysyczałem.
- Daj spokój, Sally nam mówiła, że nie jest gejem - ,,To kurwa, tym bardziej zamorduję!'- Poza tym, co cię obchodzi jego orientacja seksualna?..- Cisza.- Nie mów, że jesteś zazdrosny!
Nie mogłem nic powiedzieć. Milczałem.
- Boże - ,,Parszywe słowo"- Jaki ty jesteś dziecinny! To tylko jej przyjaciel! Jest twoją dziewczyną, więc w czym problem?!
- W niczym, kurwa - ,,Po prostu się odpierdol, to sprawa między mną, a nim"
- Eh, ja mu się dziwię, że sobie nie poszedł. Jesteś takim naburmuszonym, zgorzkniałym, przerośniętym dzieciakiem!- ,,No nie pierdol!"
Ominąłem go i doszedłem do schodów, ale krzyknął za mną:
- I przebierz się w coś normalnego, a nie cały dzień latasz w piżamie!
,,Tak jest, mamo!"
Pokazałem mu tylko środkowego palca i zszedłem na dół.
Moja dziewczyna siedziała na kanapie razem z resztą domowników i bezmyślnie wgapiała się w telewizor. Oglądali chyba jakiś serial. Że też ci ludzie marnują czas na takie durnoty! Mimo to usiadłem obok i objąłem dziewczynę ramieniem. Chyba mnie nie zauważyła, bo podskoczyła przestraszona. Po chwili jednak cmoknęła mnie w usta.
- Nie strasz mnie - powiedziała.
Przytuliłem ją i starałem się udawać dobrego chłopaka. Trwaliśmy tak chwilę, ale nagle dziewczyna oprzytomniała i zaczęła mówić:
- Właśnie, miałam ci o czymś powiedzieć..
- O co chodzi?- spytałem udawanie słodkim tonem.
- Bo wiesz.. Mówić teraz, tutaj?- była niepewna.
- Jasne, po prostu powiedz!
Niepokoiłem się. Co chciała mi powiedzieć? Oby nie to, że przerzuca się na tego różowego..
- Carl - ,,O, zgrozo!" - zaprosił nas obu - ,,Co?!"- na taki jakby wypad..
,,Co on znowu knuje?.."
- Dokąd? Jaki wypad?
- Na taki krótki camping, jedna noc. Piknik, ognisko i te sprawy.
O nie, już mi się to nie podobało..
- Nie jestem pewien - powiedziałem najdelikatniej, jak umiałem.
- Ale pomyśl, jakie to romantyczne! My, gwiazdy, cisza, spokój..
Nie wiedziałem, jak odmówić. ,,Kurwa, no to po tobie.."
Chciałem coś szybko sklecić, ale do pokoju wparował Jinxx. Widocznie wszystko usłyszał przez nasze cienkie ściany, bo wtrącił swoje zdanie;
- Uważam, że to świetny pomysł! Andy, potrzebujesz takiego odpoczynku!
Spiorunowałem go zwrokiem.
- Tak, świetny pomysł.. Bardzo romantycznie - uznał Ashley, który nie miał pojęcia, jak bardzo nienawidzę Carla Cowarda.
- Jak najbardziej popieram!- teraz Jake?.. No pięknie!
Do tego Sall spojrzała mi błagalnie w oczy. Jej tęczówki były takie..
Wspomnienia..
Zupełnie jak Lynn. Niebiesko- zielone.
Nie mogę jej odmówić.
- No dobrze.. - powiedziałem.
- No to super!- krzyknęła moja miłość i wpiła się w moje usta. Potem napisała do Carla, że jedziemy.
Sobota zapowiadała się fatalnie.
 
*Sally*
Dzisiejszy dzień zapowiadał się świetnie. Słońce świeciło, było ciepło i nie przewidywano żadnych zmian. Jutro miało być podobnie. Słowem: idealnie!
Odeszłam od okna i ubrałam się w zwiewną czerwoną sukienkę. Szybko się ogarnęłam, nie przesadzając z makijażem i już byłam gotowa. Spakowałam do torby ciuchy na zmianę, kąpielówki i wszystko, co potrzebne. Carly obiecał zająć się namiotami. On też był bardzo podekscytowany. W dzieciństwie marzyliśmy o nocy pod gołym niebem, o ognisku i piankach, o pływaniu w jeziorze. On pewnie już to przeżył, ale mnie niestety takie przyjemności ominęły. Teraz miałam okazję to nadrobić. Znów czułam się jak dziecko.
Nie byłam za to do końca przekonana, co myśli o tym mój chłopak. Nie wydawał się jakoś szczególnie z tego zadowolony. No ale trudno, może akurat się przekona? Naprawdę nie chciałam, by wdawał się w kontakt z Carlem. Próbowałam jakoś ich do siebie przekonać. A czy to nie była okazja? Chyba każda dziewczyna na moim miejscu by spróbowała.. Jeśli mu się nie spodoba, to trudno. Przy odrobinie szczęścia nie będzie się fochał.
Wyszłam ze swojej sypialni i zeszłam po schodach na dół. Reszta BVB już nie spała. Można łatwo zgadnąć, kogo brakowało. Zostawiłam bagaże i wróciłam na drugie piętro. Zapukałam do drzwi pokoju Andy'ego.
- Co?!- warknął.
- To ja, Sally.
Podszedł do drzwi, otworzył je i wychylił się przez szparę tak, bym nie mogła zobaczyć, co mieści się w środku. ,,Boże, czy on mieszka w jakiejś twierdzy?!"
- O co chodzi?- zapytał już łagodniej.
- Dziś jest sobota. Nie pamiętasz?- spytałam ze śmiechem. Może trochę wymuszonym.
- Aha.. Zapomniałem.
- To pakuj się, głuptasie, bo musimy się zbierać!
Jedynie westchnął i schował się z powrotem w swojej ,,skorupie".  
,,Kurwa, przecież wiesz, jak bardzo on nie chce tam jechać"
,,Zamknij się"
Och, dawno nie gadałam ze swoim umysłem.
Nieco zdenerwowana udałam się do kuchni i pochłonęłam śniadanie. Miałam dwie opcje: albo uczynić ten wyjazd fajnym i pogodzić chłopców, albo wszystko spieprzyć i jeszcze bardziej ich skłócić.
 
*Andy*
,,Ja pierdolę, no czemu, czemu?!"- ubolewałem w myślach.- ,,Lynn, pomóż!"
Mimo wszystko dźwignąłem się w końcu na nogi i zacząłem przemierzać dżunglę swojego pokoju w poszukiwaniu jakiś odpowiednich ubrań. Niestety wszystko było brudne i wymięte..
,,Ale, kurwa, co cię to obchodzi, chłopie?! Nie jedziesz tam, żeby się podobać, jedziesz z konieczności!"
,,Racja"
Wziąłem z podłogi kilka przypadkowych rzeczy i wcisnąłem je do torby. Miałem to z głowy. Potem udałem się do łazienki. Oczywiście wyglądałem niczym jakiś trup jak to zwykle, a w gardle poczułem nieprzyjemne, natarczywe drapanie. Jeśli to będzie mi ciągle towarzyszyło, to muszę się uzbroić w zapas Strepsilsów..
Ogarnąłem się, przedłużając cały proces. Słyszałem nawet, jak Jinxx dobija się do drzwi. W końcu jednak musiałem wyleźć. ,,I jak tu wytrzymać?"
Do tego na tym całym campingu miało być jeszcze dwóch innych, jakaś laska i chłopak. Pewnie też emosy.. ,,No pięknie"
Zwlekałem, jedząc śniadanie i praktycznie się nie odzywałem. Sally chyba nie była zachwycona, raczej dość zawiedzona. Nie chciałem, by się mną przejmowała, ale.. Nie chciałem jej oszukiwać. A przecież robiłem to cały czas! Kurwa mać..
,,Dobra, Andy. Poudajesz dobrego chłopaka. Jeśli będziesz łaził tylko za nią, to może unikniesz pedała. A nawet jeśli nie, to będziesz miał ich na oku."
- Co ty taka smutna?- uśmiechnąłem się do dziewczyny i pocałowałem ją w usta. Momentalnie się rozpromieniła. Czyli chyba o to chodziło.. Trudno było udawać aż tak miłego, ale widząc jej radość wszystko wydawało się w miarę łatwe. ,,Tylko ten jeden raz, Lynn. Obiecuję.."
 
*Sally*
W końcu wywlekliśmy się z domu i doszliśmy do ,,poszanowanej rezydencji Cowardów". Andy nagle zaczął się dziwnie zachowywać. Jakoś tak.. weselej, dlatego dziwnie. Przecież on zawsze był gburem, a teraz się uśmiechał, mówił łagodnym tonem i nie wypuszczał mnie z uścisku. Pierwszy raz od kilku dni poczułam, że nadal jesteśmy razem. Zero kłótni, nawet drobnych sprzeczek. Po prostu stał się dobrym chłopakiem.. W jego przypadku to aż podejrzane. Ale nie zamierzałam tego zmieniać, czułam się cudownie, będąc kochana. Więc nie protestowałam, tylko poddawałam się pieszczotom.
Carrie czekał już pod domem. Ubrany był cały na różowo. Miał nawet koszulkę z Pusheen. To powinno wywołać burzę homofobii u mojego partnera, ale on tylko milczał. Może przybrał inną taktykę? ,,Sally, nie baw się znowu w detektywa. Ciesz się tym, co masz."
Po chwili z SUV-a wysiedli też Robbie i Alice. Przedstawili się i wszystko obyło się jakoś normalnie. Uff.. Wyjazd zapowiadał się świetnie.
 
*Andy*
Naprawdę się ucieszyłem, że nie będę miał do czynienia z kolejnymi emosami. Nowa dwójka wyglądała normalnie. W przeciwieństwie do ich przywódcy. Ten ubrał się dziś wyjątkowo pedalsko. Ogień zalewał moje serce, najchętniej wytarłbym tym gościem podłogę, ale nie chciałem psuć Sally wyjazdu. To była taka nowa taktyka- robić wszystko tylko dla Sally i starać się nie wkurwiać. Oczywiście od środka się gotowałem, że aż mnie wszędzie kłuło i drapało, ale tego nie okazywałem. Trudny sposób, ale możliwy.
Gdy wsiadaliśmy do samochodu, nowa dziewczyna, która nazywała się Alice, zaproponowała mi papierosa. Oczywiście przyjąłem. Coraz trudniej było mi w spokoju zapalić w domu, więc korzystałem, póki mogłem. Gdybym był cały czas raczony takimi wygodami, to byłoby super. Właściwie mogłoby być super, gdyby nie ten gejuch. To on wszystko psuł. To on był problemem.
I wtedy przez głowę przemknęła mi myśl: ,,a gdyby go tak zabić? Utopić czy coś?". Nie wykluczałem takiej możliwości.
Jechaliśmy drogami, kierując się na obrzeża LA. Ale prawdziwe nerwy ogarnęły mnie, gdy zaczęliśmy się zbliżać do naszej kryjówki.
,,Byle nie tam, błagam!"
Ale my coraz bardziej się tam zbliżaliśmy. Ścisnąłem rękę Sally.
Tak, musiałem zabić tego gościa, jeśli tam się udamy.
 
*Sally*
Wiedziałam, czemu się denerwuje. Przejeżdżaliśmy obok naszego miejsca. Ale nie sądziłam, by wybrali to miejsce. Bo kto chciałby spać obok grobu? Po tym, co widziałam, zesrałabym się w majtki..
Ale w końcu minęliśmy ów miejscówkę i pojechaliśmy jeszcze dalej. Potem się zatrzymaliśmy i wysiedliśmy.
- Trzeba przejść jeszcze kawałek, ale dalej jest słitaśnie!- dźwięk ostatniego słowa mógł rozwalić psychikę mojego partnera, zresztą, jak cały pokemoniasty język Carla, ale tak się nie stało. Mogłam powiedzieć, że nasz maruda ,,był grzeczny". Nawet nie pisnął.
Gdy szliśmy przez chaszcze został z tyłu i szedł dość wolno, ale nie przeszkadzało mi to, póki nie miał fochów. A wyglądał po prostu na zamyślonego, więc dałam mu spokój. Podeszłam do Carly'ego.
- Jest dziś jakiś radosny, jak na niego, no nie?- spytałam szeptem.
- Widzisz? Mówiłem ci, że moje jakże lecznicze towarzystwo i matka natura uleczą go z tego gburowatego schorzenia! Powinienem zostać terapeutą! Oczywiście zaraz po tym jak zostanę gwiazdą rocka i króliczkiem Playboya..
Zachichotałam. Miałam nadzieję, że Andy przekona się do tego specyficznego, zuchwałego poczucia humoru.
Przeszliśmy jeszcze kawałek, aż w końcu naszym oczom ukazało się śliczne miejsce.
- O Boże, genialnie!- zachwyciłam się.
Polana, na niej miejsce na ognisko, drewniany stół i siedziska, a także jeziorko nieco dalej. Byłam zachwycona, dokładnie o tym zawsze marzyłam. Pośpiesznie przytuliłam Carla.
- Dziękuję, że mnie tu przywiozłeś - szepnęłam mu do ucha, stając na palcach.
- Przyjemność po mojej stronie - wyszczerzył się.
 
*Andy*
Kurwa, co oni przed chwilą zrobili?!
Z nienawiści do tego dwuulicowego pedała, aż złamałem gałązkę. Zacisnąłem szczękę i zmarszczyłem brwi. ,,Spokój, spokój, Sally ma być szczęśliwa. Z tym chujem poradzisz sobie potem w jeziorku.."
Rozejrzałem się dookoła. Całkiem okej.
- No to trzeba rozstawić namioty!- oznajmiła Alice.- Mamy dwa.
Podszedłem bliżej Sally i objąłem ją ramieniem.
- My zajmujemy wspólny - oznajmiłem od razu.
- Ja i Robbie też.. A co z Carlem?
Kurwa, i już wiedziałem, co się zaraz stanie..
- Żeby taki książę został bez namiotu! Skandal!- wydurniał się jak zawsze. ,,Prześpij się na dnie jeziora"
- Ja i Andy możemy go wziąć!- krzyknęła Sally.
Jasna cholera, tego się właśnie spodziewałem. Miałem ochotę przywalić dziewczynie w twarz, ale jakoś się powstrzymałem.
- Zajebiście! No to rozstawiamy!- ucieszył się Chuj Coward.
Oczywiście namiot był różowy.
 
***
 
- Sallem, proszę, chodźmy się popluskać!- ten chuj męczył Sally od godziny.
- No dobra, już idziemy. Tylko przebiorę się w kostium. Możesz już iść i sprawdzić, jaka jest woda - dała za wygraną.
- Dzięki!- krzyknął pedał, po czym zrzucił z siebie różowe ciuchy, ukazując równie różowe majtki.- Swoją drogą, jestem ciekawy, jaki to będzie podniecający widok. Hehe.. Uważaj, bo dostanę..
- Carl!- przerwała mu dziewczyna, patrząc na mnie.
Miałem ochotę skurwiela zajebać.. To było oczywiste, że coś się między nimi dzieje. A teraz miałem okazję to skończyć. Przy okazji to spodobałoby się Lynn.. ,,No dalej, póki masz czas.."
- Pójdę sprawdzić z tobą!- oznajmiłem.
Rogers spojrzała na mnie podejrzliwie, ale nic nie powiedziała. Jedynie schowała się w namiocie, by wciągnąć kąpielówki. Ja też musiałem ściągnąć ciuchy. Cholera.. Dobrze, że reszty BVB tu nie było.
Powoli wyswobodziłem się z czarnego t-shirtu, ukazując gejuchowi białe blizny, siniaki w zgięciach łokci i inne piękności. Ale on nawet nie pisnął. Możliwe, że był za głupi, by kojarzyć, co się dzieje. Widocznie to nie wzbudziło w nim strachu. No, w sumie to lepiej, będzie łatwiej z zasadzką. Będę udawał miłego, a potem rzucę się na niego i go zatopię. Czy to nie brzmi cudownie?
- No to wyruszamy, Drużyno Pierścienia!- oznajmił Coward i ponaglił mnie ręką.- Nie będziemy podglądać pań!- ,,Będę robił, co mi się podoba, idioto. Ja mogę ją podglądać, ty nie"
Mimo wszystko ruszyłem za nim w stronę jeziora. Cholera, jak ja dawno nie pływałem.. Nie miałem na to specjalnej ochoty, ale musiałem się poświęcić. ,,Jak zwykle.."
Pan-dziewczynka zanurzył stopę w wodzie i wrzasnął:
- Cholercia, zajebista! Ciepła jest!
Potem rzucił się w nią całym ciałem, pociągając mnie za rękę. Runąłem twarzą w kurewsko zimna wodę. Wychyliłem głowę na powierzchnię najszybciej jak mogłem. Przeszły mnie ciarki. ,,Ciepła? Kurwa, ciepła?!"  Ale nie mogłem teraz zrezygnować. Podpłynąłem w stronę tego dzieciucha. Pewnie dobrze się bawił. Niech się bawi, zaraz ja się nim zabawię..
W końcu wypłynął na powierzchnię. Mokre czarne włosy opadały mu na twarz, makijaż się rozpłynął. Wyglądał żałośnie. Ale jeszcze bardziej wkurzyłem się, gdy mnie ochlapał.
- No dajesz, Andrzej - ,,Co, kurwa?.."- Zawody na chlapanie!
Po czym ochlapał mnie po raz kolejny, tym razem mocniej.
- Wygrałem!- zachichotał jak debil. ,,Oj, mam dla ciebie lepszą zabawę"
- Wiesz, znam lepszą zabawę..- zacząłem niewinnie. ,,W śmierć.."
- O ja, supi dupi! Dobra, o co w niej chodzi?- ekscytował się.
- Pozwól, że ci zademonstruję!- powiedziałem, po czym rzuciłem się na niego całym ciałem i zacząłem pchać go na dno. Cudem powstrzymywałem się od psychopatycznego śmiechu. Dociskałem go coraz mocniej i mocniej do piasku, zobaczyłem nawet parę bąbelków. ,,Bez ciebie na tym świecie będzie o wiele lepiej! Szczególnie dla mnie!" Zachichotałem cicho.  Wszystko szło jak po maśle. Chłopak był chudy i niezbyt silny, więc łatwo się go kontrolowało. Zrobiłem krok do tyłu i uniosłem nogę, chcąc pomóc sobie stopą.
Lecz nagle stało się coś złego.. Poślizgnąłem się i runąłem do tyłu, a duszony wyskoczył nad wodę. Podniosłem się i spojrzałem przerażony na jego twarz, gdy wycierał oczy. ,,Kurwa, no to mam przechlapane. Jak powie policji, że chciałem go utopić.." Zastanawiałem się, czy nie zwiać. Ukryłbym się w lesie, a potem gdzieś uciekł. Nie zdążyłby wezwać jebanych psów..
Ale nic takiego się nie stało. Nagle topielec zaczął się śmiać i klaskać w dłonie.
- Rozumiem, zapasy w wodzie! Było superaśnie, to faktycznie fajniejsze od pluskania! Teraz moja kolej!
Już myślałem, że zostanę zatopiony, ale na szczęście zjawiła się Sally. Usłyszałem za plecami jej słodki głos, który okazał się teraz zbawieniem i jednocześnie nie. Zaprzepaściłem przecież jedyną szansę ukatrupienia wroga.. No to pięknie, cały wyjazd stracił sens.
- I jak? Dobrze się bawicie?- spytała, zanurzając się w wodzie.
Ubrała się w kostium w biało-granatowe paski, jej sylwetka była taka drobna.. Zupełnie jak Lynn.
- Halo! Ziemia!- zwróciła się do mnie, machając mi dłonią przed twarzą.
Ocknąłem się.
- Zamyśliłem się.
- To jak? Wodne zapasy?- entuzjazmował się ten ciągle żywy idiota.
- Wolę nie wiedzieć co to znaczy - zaśmiała się Sall, ochlapując ,,przyjaciela".
- Ja chyba straciłem ochotę na pływanie..- oznajmiłem i wylazłem na ląd. ,,No to chuj.."
 
***
 
Cały dzień wydawał się stracony. Wszyscy pływali w wodzie, zabawiali się, a ja siedziałem na dupie z telefonem w ręku. Ale co miałem robić? Tu nie miałem żadnego towarzystwa, ani zajęcia. Nie mogłem się nawet oddalić, bo wzbudziłbym podejrzenia. Pozostawało mi odliczanie czasu i nudzenie się. Ale w końcu nastał wieczór. Jutro był już czas powrotu, to już tylko jakieś.. kilkanaście godzin. ,,No cudownie!".
Wszyscy siedzieliśmy przy ognisku, inni jedli jakieś tłuste kiełbasy, pianki. Nawet Sally. Ja odmówiłem, ponieważ oficjalnie nie jadłem cukru i byłem weganinem. Oficjalnie, w praktyce to nie miało odzwierciedlenia, ale przecież robiłem to tylko po to, by wkurzać innych. Choć nikt nie wyglądał na obrażonego. Właściwie wszyscy byli całkiem mili, ale.. ,,NIE, NIE, NIE! Są okropni!"- krzyczałem do siebie.
To całe udawanie, zaprzeczanie doprowadzało mnie do szału. Tak samo jak śmiejąca się parka obok mnie. Kurwa, przecież to moja dziewczyna. A przed nami jeszcze cała noc w jednym namiocie.. Ukryłem twarz w dłoniach.
- No to co? Straszne historie?- zaśmiała się Alice, podając mi papierosa. Zaciągnąłem się i jej oddałem. Miałem na niego ochotę, ale nie chciałem zacząć pluć krwią. Ale wracając do tego, co powiedziała..
O nie. Tylko nie straszne historie. To naprawdę głupie, że ludzie uważają je za śmieszne. Tak naprawdę nie mają pojęcia, jak potężna jest siła, o której opowiadają. Nie wiedzą, że to wszystko, co mówią, może się pojawić w prawdziwym życiu. Nie wiedzą, że to coś, co nazywają ,,zjawiskami paranormalnymi" to najczystsza prawda. Nie wiedzą, że niedługo taka siła może spocząć w moich rękach.
Nie byli godni, by o tym mówić. Byli zwyczajnymi głupcami, którzy nie mają pojęcia, w czym maczają palce. Nie wiedzieli, że zostawiają na sobie znak, który my możemy wykorzystać. Ale nie znali Lynn, ani nikogo z nas. Nie mogli więc wiedzieć. A gdyby się dowiedzieli, to uznaliby to za żart lub bełkot obłąkanego szaleńca. Tacy już są ludzie. Biedacy.
- A więc kiedyś, w roku 2006..- zaczął Chuj Coward.
O kurwa, to rok śmierci Lynn.. Już miałem dość. Jeśli powstała o niej jakaś marna creepypasta, to ja nie chce słuchać tego szajsu. Nie będę słuchał, jak bezczeszczą dobre imię dziewczyny.
- Ja chyba się wcześniej położę..- oznajmiłem i wstałem
- Ale to najlepsza historia jaką znam!- zdenerwował się ten głupiec.
- Jestem śpiący, opowiadaj innym..- ,,O ile nie narobią w majtki. Współczuję ci, Sally. Widzisz do czego prowadzi przyjaźń z tym kutasem?"
- Aaa, boisz się..- zachichotał.
- Nieprawda!- wkurzyłem się.
- Ta jasne..
,,Nie denerwuj się. Nie zniżaj się do jego poziomu.."
Odwróciłem się na pięcie i ukryłem się w namiocie.
 
*Sally*
Wiedziałam, co pomyślał sobie Andy. W tym roku zginęła ta bliska mu dziewczyna. Ale to uczucie nie było obce także mi. W tym roku zginęła moja siostra. Szczerze sama chciałam zrobić to, co mój chłopak, ale nie chciałam wyjść na tchórzliwą. Siedziałam więc i słuchałam:
- A więc kiedyś, w roku 2006 była sobie pewna dziewczyna z Cincinatti..
Podniosłam się jak oparzona. Straszne historie o mojej siostrze, ot już za dużo na moje nerwy! Poczułam przechodzącą mnie zimną falę, pojawiła się też gęsia skórka. Zaczęłam się nerwowo rozglądać dookoła.
- Co jest, Sally?- spytała zatroskana Alice.
- Nic, nic.. Tylko po prostu.. Zrobiłam się śpiąca - ziewnęłam na potwierdzenie.
- Cholercia! Nie chcesz posłuchać chociaż tej historii? Jest oparta na faktach, a opowiadana przez osobę z tak seksownym głosem jak ja, będzie jeszcze lepsza!
- Przepraszam.. Naprawdę chce mi się spać - starałam się wyglądać przekonująco.
- No trudno.. Ja więc chyba tez pójdę spać, bo Robb i Ali już znają tę historię. Jest świetna!
- Okej, chodźmy.
- Ja też się zmyję - dodała Tisdale.- A ty, królisiu?
- Jeszcze trochę posiedzę..- oznajmił Robbie, cmokając dziewczynę w usta.- Słodkich snów.
Wszyscy poza Parkerem ruszyliśmy do swoich namiotów.
- Nie mogę się doczekać wspólnej nocy!- krzyczał podniecony Carl. Już trochę miałam go dość.. Naprawdę miałam ochotę iść spać, by zaznać trochę spokoju.
Wlazłam do różowego ,,pomieszczenia". Było dość małe jak na trzy osoby. Wcisnęłam się między Andy'ego i Carla. Wbrew swoim oczekiwaniom szybko zasnęłam.

*Andy*
Ja pierdolę.. Ten pedał chichotał przez dobre pół godziny. Sall miała szczęście, że tak szybko zapadła w sen. Ja miałem tego dość. Najgorsza była sytuacja, gdy nasz lokator wypuścił z siebie siarczystego pierda i oczekiwał, że będę z tego rył jak on sam. Wtedy postanowiłem opuścić namiot, ale czekałem aż on też zaśnie. Na szczęście nie musiałem długo czekać. Pierd ukołysał go do snu.
Chwiejnym krokiem wyszedłem z namiotu. Kości mnie bolały, byłem cholernie zmęczony. Właściwie bardziej fizycznie niż psychicznie. Rozsiadłem się obok ogniska, wgapiając się w płomień. Choć trochę spokoju.
- Co jest?- usłyszałem nagle cichy męski głos.
Ocknąłem się.
Zdałem sobie sprawę, że przede mną siedzi Robbie z akustyczną gitarą w rękach. Z początku wahałem się, czy odpowiadać, ale ten człowiek wydawał się nietoksyczny i bardziej normalny od swojego kumpla.
- Zmęczony - rzuciłem.
- Rozumiem cię. Mnie on czasem też męczy - uśmiechnął się.- To dość specyficzny charakter, trzeba się przyzwyczaić.
Ale jak?..
Nie zastanawiałem się dłużej. Zadałem pytanie, które męczyło mnie, od kiedy zobaczyłem tego pedalskiego dupka:
- Za co wy go w ogóle lubicie?..
Chłopak westchnął i powiedział:
- To dobry, lojalny przyjaciel. Może i jest czasem irytujący,, ale nigdy nie kłamie i zawsze jest szczery. To w nim lubię.
Po tych słowach przyjaciel ,,szczerego" zaczął grać jakąś melodię* na swoim instrumencie, a ja zacząłem się zastanawiać nad jego słowami.

***
*To mi się zawsze kojarzyło z Hozier- Cherry Wine ♥
Oki, no to mamy nieco dłuższy rozdział ;p Był kompletnie improwizowany, ciągle się rozmyślałam i w ogóle.. Ale jakoś chyba wyszło. Zasada jest taka: jeśli nie masz pomysłu, walnij coś klasycznego. A camping to chyba największa klasyka XD Obiecuję, że nad następnym się zastanowię. Tutaj nie miałam czasu, bo jutro wyjeżdżam na trzy dni. Sorki.
Liczę mimo wszystko na jakieś przemyślenia :))
Nuty (och, zaczynam się powtarzać..):
Nirvana- Opinion
Hole- Dying
                Rock Star
L7- Pretend We're Dead
Mudhoney- Touch Me I'm Sick
Kocham i do następnego ♥
 
P.S. Davida Grohl was obserwuje


wtorek, 18 sierpnia 2015

Rozdział 10: ,,Szaleńcy trzymają się razem"


*Andy*
 Całą drogę panowało milczenie. W powietrzu unosiło się napięcie. Sam nie wiedziałem, czy mam się bać, ale nie pozwalałem sobie na to uczucie. Było dla słabeuszy. W każdym razie nie mogłem spodziewać się niczego dobrego. I niemal byłem pewny, o co poszło. Ba! To było oczywiste.
W końcu dojechaliśmy do naszej kryjówki. To znaczy teoretycznie, bo musieliśmy jeszcze przejść spory kawałek w lesie. Zastanawiałem się, czy ona w ogóle jeszcze pamięta, że niedawno ją uratowałem. Beze mnie by tu zginęła. Powinna być mi chyba wdzięczna. Tymczasem pewnie planowała robić mi awanturę. Eh, najpewniej damska wersja Jinxxa. Będzie chciała mi wbić do głowy, jaki to okropny jestem. Ale ja na to nie pozwolę. Jestem dla niej za dobry, powinna mnie szanować. W końcu mieszka za darmo w moim domu i korzysta sobie ze wszystkich dóbr. W każdej chwili mogę ją wyrzucić i jeszcze zatęskni za moją dobrodusznością. Równie dobrze jej truchło mogłoby leżeć teraz tu w krzakach, więc miałem swojego rodzaju ubezpieczenie.
Ale były dwie rzeczy, które mnie niepokoiły. Po pierwsze: co jeśli nagada do mnie redakcji któregoś z rockowych pism? Kobiety potrafią wiele zrobić pod wpływem emocji. Wtedy jeszcze bardziej się oczernię i cała moja reputacja się rozwali. I wtedy wyjdzie na jaw, jaki to ,,obłąkany i opętany" jestem. I po drugie: istniała jakaś możliwość, że ta dziewczyna również coś ukrywa. To było oczywiste od samego początku. A ja byłem do tego stopnia zdeterminowany, że po prostu musiałem to odkryć. Do tego miałem w sumie szansę, przez jakiś czas byłem z nią blisko. Przez jakiś tydzień, ale to też coś.. Choć po tym epizodzie najpewniej mnie znienawidzi. Chyba że.. odwrócę wszystko na swoją korzyść? To nie był taki zły pomysł! Nawet całkiem logiczny.
Zacząłem myśleć na poważnie. Co powiedzieć, żeby ta sytuacja nie wydawała się czystym kłamstwem i przedstawieniem? Czy w ogóle istniało jakieś możliwe wyjście? Może jednak da się uniknąć przyznawania się do winy i przy okazji coś zyskać?
Tak, to był chytry i okrutny plan, ale teraz bym z niego nie zrezygnował. Lepszego wyjścia nie było.
Przemknęło mi przez myśl kilka pomysłów, ale żaden nie wydawał się sensowny. Wkurzyłem się, czasu brakowało. Pozostało mi zaledwie kilka minut. Do naszego specjalnego miejsca było już tylko kilka metrów. A w głowie miałem pustkę.
,,Lynn, pomóż!"- powtarzałem z każdym krokiem. I nic. Widocznie byłem teraz zdany na siebie. Lynn chyba postanowiła sprawdzić moją inteligencję.
Dobrze, moim obowiązkiem było przyjąć wyzwanie. Doskonała szansa by się wykazać.
Ale nadal na nic nie wpadłem, mój umysł paraliżował strach. Cholera!
Poczułem na czole kroplę potu, gdy minęliśmy ostatnie drzewo. Przystanąłem i nie mogłem wykrztusić słowa. ,,Skup się, skup się. Staraj się nie wzbudzać podejrzeń! Opanuj się!"
W końcu wybąkałem nieśmiało, co było do mnie niepodobne:
- Dobra, to o co chodzi?
Wkurwiłem się na samego siebie. Już na wstępie okazywałem swoją słabość i niemoc. ,,Andy, palancie, jesteś skurwielem. Po co ty się w ogóle przejmujesz tą małą? Zachowuj się normalnie!"
Sally przystanęła i przez chwilę stała odwrócona. Chyba przyglądała się płycie nagrobnej. Niestety, a może i stety była tak zarośnięta mchem i zapuszczona, że nie dało się już przeczytać liter. Do tego zapadał zmrok. Zdjęcie też wyblakło. Próbowałem kiedyś walczyć z tym zielonym cholerstwem i pozostałymi czynnikami natury, ale nic nie dało się zrobić. Jinxx by sobie pewnie z tym poradził, ale nie było mowy o zapraszaniu tu wrogów. Chyba że w celu mordu, wtedy to co innego.
W końcu Rogers wyrwała się z zamyślenia i odwróciła się w moim kierunku. Zmarszczyła brwi.
- Chodzi o Kerrang!..
I już miałem przechlapane.

*Sally*
Niestety, nie byłam w stanie odczytać nazwiska. Ale to był mniejszy problem. Teraz szło o publiczne ośmieszenie mojej osoby. Już się do mnie dobierali i to nie z mojej winy. Kwestią czasu było, aż zaczną krążyć plotki, a ja ozdobię wszystkie okładki magazynów. I to wszystko dlatego, że jednej gwieździe rocka chciało się powiedzieć nieprawdę! Byłam ciekawa, co pan Biersack ma do powiedzenia w sprawie swoich kłamstw. Bowiem kiedy powiedziałam, że chodzi o artykuł, od razu wydawał się przerażony. To dobrze nie zwiastowało. Wiedziałam, że ostro tam nakłamał, ale chciałam wiedzieć, jak się usprawiedliwi. Bo ja można usprawiedliwić takie zachowanie? ,,No proszę, panie Biersack, olśnij mnie!"
- Czemu powiedziałeś im, że jestem twoją dziewczyną?- zapytałam w końcu. Byłam naprawdę wkurzona, najchętniej po prostu skopałabym mu tyłek, choć pewnie by wygrał.   Ale i tak nie wykluczałam tej opcji. Jeśli zaraz padnie jakaś skurwielska odpowiedź, to nie zawaham się użyć przemocy. Może i jestem mała, ale nie dam sobą pomiatać. Choć i tak już to na pewien sposób zrobiono.
Chłopak zastanawiał się dość długo. Ocierał czoło, wodził oczami po drzewach. Denerwował mnie, ale czułam, że mam go w garści. Coś ukrywał, to było pewne. Ale cisza nie była dobrą odpowiedzią. Zaczynał mnie irytować coraz bardziej z każdą chwilą, gniew tylko we mnie narastał. Nie poprawiał swojej sytuacji milczeniem. Założyłam ręce na piersi i podeszłam bliżej. Stanęłam przed nim i spojrzałam mu w oczy. Musiałam unieść głowę dość wysoko, a mój niski wzrost raczej nie przerażał. Jednak on i tak wyglądał na zakłopotanego. Jeśli czuł się jak w zasadzce, to dobrze. Bardzo dobrze.
Ale potem sytuacja znów się odwróciła.
Nagle się uspokoił, zupełnie, jakby doznał olśnienia. Odwzajemnił moje spojrzenie i chyba w końcu postanowił się wytłumaczyć.
Boże, czy on po prostu nie może tego powiedzieć?! Chcę po prostu poznać prawdę!

*Andy*
- No dalej, co ukrywasz?!- niecierpliwiła się Sally.
Tak, przed chwilą przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Bardzo głupi pomysł. Mógł pociągnąć za sobą tyle problemów i kolejnych kłamstw, ale czy lepiej by było się przyznać? Nigdy w życiu! To byłby koniec i tyle. I to zupełnie nie w moim stylu. Lynn też poczułaby się zawiedzona, a raczej wściekła, jak to na nią przystało. A tak to obrócę wszystko na korzyść. Zamienię kłamstwo w prawdę.
Słowem: sprawię, że to, co było w magazynie, stanie się prawdą.
Brzmi głupio, to prawda. Sam byłem pełny podziwu dla siebie. No cóż, ktoś na tym świecie musi się poświęcić i widocznie padło na mnie. Nawet, jeśli muszę się wiązać z kimś praktycznie obcym. Wolałbym już kogoś skrzywdzić niż się migdalić. Trudno.
Zbliżyłem swoją twarz do twarzy dziewczyny i rozpocząłem najdurniejszą i najbardziej kłamliwą przemowę mojego życia. No, może nie aż tak kłamliwą, ale i tak mocno przekolorowaną. Można powiedzieć, że jej 90% było fałszywe. A pozostało 10%? Cóż, do przemyślenia.. Sytuacja nie była aż tak tragiczna.

*Sally*
- Sally, nie mogę tego dłużej ukrywać, bo.. Bo sam się w tym zagubiłem. Wszystko poszło na odwrót. To nie tak jak myślisz..- zaczął jakimś dziwnym i nietypowym dla niego językiem.
- Więc jak, do cholery?!- teraz już na serio pragnęłam przywalić mu w twarz. Miałam wrażenie, że cały czas prowadzi ze mną jakieś gierki. Ciągle coś ukrywał, nie mówił prawdy, wiedziałam to od początku. Czasem był miły, czasem mnie ignorował, potem z kolei zamieniał się w potwora-psychopatę. I jak miałam mu zaufać? Jak miałam mu teraz wierzyć?!
Więc może w końcu dowiem się czegoś konkretnego? Może powie mi cokolwiek? Może uda mu się wyjaśnić cały ten cyrk? Czy to w ogóle da się wyjaśnić? Po co ja się w to wplątałam?!..
,,Tylko nie wybuchnij"- mówiłam do swojego mózgu.- ,,W razie czego masz się na kim wyżyć. Obmyślaj chwyty"
I wtedy zaczęła się jego przemowa, podczas której czułam się coraz bardziej zdezorientowana i ogłupiała:
- Bo wiesz, Sally.. Ten artykuł. Ja nie chciałem cię obrazić. Nie chciałem narazić cię na plotki. Chciałem zrobić ci niespodziankę. Miłą niespodziankę. Ale chyba źle to rozegrałem..
- Zaraz, zaraz..- przerwałam. Kurwa, nic nie rozumiałam! To już było ponad moje siły. Co on chciał tym niby osiągnąć?! Jak mógł pomyśleć, że takie coś sprawi mi przyjemność?! Jakim trzeba być idiotą?! Ale ważniejsze pytanie: jaki miał cel?- Czemu powiedziałeś w artykule, że to akurat JA jestem twoją dziewczyną? Musiałeś podawać nazwisko? Nie mogłeś czegoś zmyślić? Nie mogłeś powiedzieć, że po prostu pokłóciliście się z Juliet? I czemu to niby miało by być dla mnie miłą niespodzianką?..
Za dużo pytań, a jak na razie zero sensownych odpowiedzi.
Wtedy zbliżył się do mnie gwałtownie. Odległość między nami zrobiła się niebezpieczna. Poczułam lodowaty oddech na swojej twarzy. Zupełnie jak lód. Nawet tegoroczna zima nie była taka zimna. Musiałam patrzeć jeszcze wyżej. Widok był niepokojący. Jego twarz wyrażała inne emocje niż zazwyczaj. Widziałam nieśmiały uśmiech. Coś tu nie grało.. ,,Co on znowu zamierza?.. Jest przecież nieprzewidywalnym psycholem.."
Potem chwycił mnie za rękę i wypowiedział trzy słowa, które na zawsze zmieniły moje życie:
- Kocham cię, Sall.
I czas się zatrzymał.
Moje oczy mało nie wyszły z orbit, oddech niemal ustał, kolana się pode mną ugięły. Jedynie gapiłam się w jego niebieskie oczy, nie byłam w stanie nic z siebie wydusić. Przez moją głowę przewijały się miliony pytań, ale wszystkie zlewały się w jedne wielkie ,,CO?!".
Po prostu nie mogłam uwierzyć.
,,On.Cię.Kocha.."
To brzmiało tak dziwnie. Tak kosmicznie. Jak język przybyszy z innej planety. Nikt mnie nigdy nie kochał. A przynajmniej w tym sensie. Nie spodziewałam się niczyjej miłości. Bo kto mógłby się zakochać w kimś takim jak ja? Chyba tylko ktoś równie pokręcony.
I on taki był. Mieliśmy wiele wspólnego. Od początku.
Nagle dotarło do mnie, czemu jeszcze nie odeszłam.
Czyżbym się zakochała?.. Naprawdę? Czy to o to chodziło?
,,Boże, nie.. NIE, NIE, NIE!"- krzyczałam do siebie, ale nie byłam w stanie zagłuszyć uczuć, które teraz szalały. Zupełnie, jakby uciekły z jakiegoś pudełka. Ktoś je otworzył. Andy.
Przecież to było takie oczywiste.. Już od pierwszego wejrzenia wiedziałam, że go nie zostawię. Że będzie dla mnie kimś ważnym. Zauroczył mnie już dawno. I mimo swojej irytującej natury go kochałam. Podobał mi się jego skurwielski sposób bycia. On cały mi się podobał. Całe to jego zło i tajemnicza aura mnie fascynowały.
Widocznie tak działała miłość. Kochało się kogoś i nie wiedziało, dlaczego. Wszędzie to powtarzano.
Moja pierwsza miłość. Nie chciałam by był nią ktoś inny. To musiał być on.
Może warto było pogodzić się z tym uczuciem? Nigdy nie czułam nic innego i to.. podobało mi się. Jak coś ciepłego i słodkiego, zalewającego serce. Poczucie bezpieczeństwa i wartości. Tak, chciałam to zatrzymać. Bo nigdy nic podobnego mi się nie zdarzyło.
- Mogę cię teraz pocałować, Sall?- zapytał ostrożnie. Nadal nie mogłam się odezwać, więc jedynie skinęłam głową. Nawet nie protestowałam. Chciałam tego. Chciałam, by ktoś okazał mi uczucia. Pragnęłam więcej.
Zbliżył się jeszcze bardziej, a po chwili jego delikatne wargi dotknęły moich. Nigdy się nie całowałam, więc to było pamiętne przeżycie. Najpierw całus był delikatny, ale po chwili coś wpełzło mi do buzi. Język. No tak, to był prawdziwy pocałunek. Odwzajemniłam to. Po chwili lizaliśmy się jak na parę przystało. To samo wychodziło. Po prostu pasowaliśmy do siebie. Jak Yin Yang.
Teraz wydało mi się, że jesteśmy jednością, że zostaliśmy dla siebie stworzeni. Że się połączyliśmy. Że trafiłam w końcu na właściwą osobę. Na bratnią duszę. A jednocześnie czułam niepewność, strach, czy oby na pewno.. Ale w mojej głowie, w nim widziałam odpowiedź. Tak.
Byłam szczęśliwa, nie mogłam zaprzeczyć. Więc czemu nie?..
Po moim policzku spłynęła łza wzruszenia. Byłam wniebowzięta. Tego mi brakowało. Tego uczucia.
Byłam gotowa zacząć z nim nowe życie. Akurat z nim. Z Andy'm Biersackiem. Teraz coś się kończyło- ta niepewność, szpiegowanie i tajemnice, a także zaczynało- bliskość, szczerość, miłość. To wszystko wchodziło teraz we mnie wraz z jego smakiem.
W końcu się od siebie oderwaliśmy. Uśmiechnął się słodko. Naprawdę, potrafił taki być.
- No to jesteśmy parą, Sall - oznajmił. Odwzajemniłam uśmiech, ale musiałam się spytać:
- Ale dlaczego ja? Dlaczego nie powiedziałeś mi wcześniej?..
- Wiedziałem to od początku, ale bałem się, że mnie odtrącisz. A dlaczego ty? To proste - ujął moją twarz w dłonie i delikatnie odgarnął grzywkę. Był teraz zupełnie innym człowiekiem - Szaleńcy trzymają się razem.
A potem nastąpił kolejny, dłuższy pocałunek. Czułam się cudownie, cały świat zniknął. Nawet Lynn. Byłam tylko ja i on. Dziewczyna i jej chłopak. Para. Zakochani. Dwaj szaleńcy.

***

*Andy*
Gdy wróciłem do domu byłem lekko załamany, ale i czułem ulgę. Uff, uwierzyła mi. Łyknęła przynętę. Czyli nic nie groziło mojej reputacji. Byłem bezpieczny.
Chciałem położyć się spać, ale ku mojemu zdziwieniu myśli nie dawały mi spokoju. Wręcz przeciwnie- mój umysł zdawał się zbyt przejęty. Ofiarowałem siebie Lynn, a teraz chodziłem z inną. To nie tak miało być. Do tego okłamałem całkiem miłą osóbkę o dobrym sercu. Mogłaby być szczęśliwa, gdyby nie ja. Dałem jej kolejne kłamstwo. Jeśli się dowie, to będzie jeszcze gorzej.
Nie, nie rozwiązałem problemu. Ja namieszałem jeszcze bardziej. Gdy spojrzało się na to poważnie, wszystko poszło okropnie. Na odwrót.
,,Kurwa, teraz to już nie uciekniesz.. Masz przechlapane. To tylko kwestia czasu."
A Sally nawet nie wiedziała, jakie piekło może ją spotkać. Dosłownie.
Nie mogłem się powstrzymać. Dałem w żyłę. To w końcu prowadziło do oświecenia. Karanie siebie..
Sam już nie wiedziałem. Miałem dość, a to był dopiero początek.

*Sally*
Gdy wróciłam do swojego pokoju i chwilę odpoczęłam, mój telefon zawibrował. Tym samym wyrwał mnie ze słodkiego zamyślenia. Nadal nie ochłonęłam. Miłość, miłość.. To cudowne uczucie, że ktoś cię kocha. Cały mój gniew gdzieś wyparował, zastąpiło go to słodkie nowe uczucie. Fascynujące.. Pociągające, odprężające, mogłabym wymieniać w nieskończoność. Ktoś chyba założył mi różowe okulary..
Mimo to sprawdziłam wiadomość w razie czegoś złego. To był Carl. Ehh, tak bardzo chciałam by wiedział!
,,I jak, coś podejrzanego, doktorze Watson? Bo twój Carl Holmes jest gotowy! P.S. Mam nawet lupę i fajkę! ;p xdd"
Zachichotałam. Czy mu powiedzieć? Nasz związek to już nie tajemnica!
,,Nie, wszystko w porządku. To był fałszywy alarm :)"
,,To dobrze. A teraz śpij, psycholko! Niech ci się przyśni coś jak po LSD! :D"
Nie na takie sny miałam ochotę. Chciałam wyśnić kolejny pocałunek. Bo czy to wszystko nie był sen? Chyba nie.. Przez długi czas jeszcze się przewalałam, uśmiechając się z radością. A potem zasnęłam, śniąc romantyczne sny i fantazjując na temat nowego związku. Wpadłam chyba w miłosną obsesję.
***
Jesus, man, jaki ten rozdział jest przesłodzony o.e Aż mi niedobrze.. No ale dobra, na 10 rozdział miało być coś specjalnego, więc oto jest!
Szczerze sama nie wiem, co będzie w następnym.. Mam co prawda pomysły, ale chronologię nie xdd Pomyśli się!
Mimo to liczę na jakieś przemyślenia i wgl ;p
Kocham i do następnego ♥
Dziś bez gifu, ale z fajnym obrazkiem :)
 
P.S. Dobra, musiałam XD
(komentować, bo ona was odwiedzi XD)

piątek, 7 sierpnia 2015

Rozdział 9: ,,Zbzikowałeś"


*Sally*
 Nie zmrużyłam oka w nocy. Byłam taka wściekła. Bo nie, moje łzy nie pociekły ze smutku. Nie poczułam go. Bo czemu miałabym się martwić przez takiego dupka? Miałam poczucie własnej wartości. To były łzy złości. Złościłam się cholernie. A co mnie tak denerwowało? To że tamten jest takim nietolerancyjnym skurwysynem, który uważa się za najmądrzejszego. Bo czemu miałabym nie mieć własnego zdania? Czemu miałbym nie mieć własnych przyjaciół? Czy to było jakieś przestępstwo? I co takiego złego było w zwykłej fryzurze i makijażu? Mogą mu się nie podobać, ale to nie on je nosi. Mógł to zachować dla siebie i siedzieć cicho. Nie miał pojęcia, jak łatwo niektórych zranić. Gdyby się zastanowił choć przez chwilę, zachowałby się jak normalny człowiek.
Ale przecież to nie w stylu naszego Andy' ego. On będzie się wyżywał na wszystkim i wszystkich. Nawet, jeśli nie są niczemu winni.
Walnęłam pięścią w poduszkę, by po zejściu na dół od razu mu nie przypieprzyć. Chciałam rozładować jakoś tę złą energię, ale ona co chwilę wracała. A wręcz narastała. I pomyśleć, że jeszcze niedawno myślałam, że ten kutas zostanie moim najlepszym przyjacielem.. Ostro się co do niego pomyliłam. Teraz znów go nienawidziłam. Może nawet bardziej niż na samym początku?
Poduszka wylądowała po drugiej stronie pokoju, a mi nie chciało się po nią wstać. Cholera.
Popatrzyłam na zegarek. Czas tak się dłużył. Chętnie bym gdzieś wyszła. Wyrwała się z tego cyrku.
Może do Carla? Ale czy nie za wcześnie? Choć zanim ogarnę się z nową fryzurą i makijażem, na pewno minie godzina. A więc chętnie zrobię z siebie ,,czarną kurwę'.
W końcu postanowiłam się podnieść. Ruszyłam do swojej własnej łazienki, chwytając po drodze kosmetyczkę, którą Juliet tu zostawiła. Miałam nadzieję, że coś przydatnego w niej będzie. Stanęłam przed lustrem i oceniłam sytuację.
Hmm.. ,,Będzie ciężko"- pomyślałam od razu.
Moje włosy lekko się pofalowały jak to w ich zwyczaju, twarz miałam całkowicie czystą i nie wiedziałam, co mam zrobić, by doprowadzić to do perfekcji.  Teraz przypominałam raczej małą bezbronną dziewczynkę, nie piękną osiemnastolatkę. Wolałam być tą drugą.
Wzięłam w rękę prostownicę. Obserwowałam trochę ruchy Carla, więc jakoś udało mi się to wyprostować. Potem chwyciłam grzebień i robiłam coś, co kumpel nazywał ,,tapirowaniem", tyle że nie wyszło mi aż tak puszysto. Cóż, może tak było mniej wyzywająco? ,,Nie bądź już grzeczna!" Potem wygrzebałam jakąś czarną kredkę, nie byłam pewna, czy do oczu czy brwi, ale wszystko jedno. Usiłowałam zrobić kreskę. Najpierw szło mi nienagannie, ale potem ręka mi się zatrzęsła i byłam zmuszona wszystko pogrubić. Powtórzyło się to parę razy i w końcu wyglądałam jak Amy Winehouse. Jednak po przykryciu masakry czarnym cieniem nie wyszło tragicznie. Dodałam jeszcze dolną powiekę i rzęsy. Rockowo, odważnie, nie jak szara mała Sally. Ale może o to chodziło? Może musiałam odnaleźć swój styl i teraz się na niego natknęłam? Prawdopodobnie, a wszystko dzięki Cowardowi. I czy on zrobił mi krzywdę? Nie. Uczynił mnie szczęśliwszą. Był najlepszą rzeczą, jaka mnie w życiu spotkała poza siostrą. Pewnie by jej się podobało, ona też lubiła ciemne stylizacje. Przypomniało mi się, jak często chodziła po domu w wiszącym na jej drobnej sylwetce czarnym T-shircie z logo Behemotha i szortach z ćwiekami.
Łezka zakręciła mi się w oku na to wspomnienie. Może i wyglądała mrocznie, ale dla mnie zawsze była dobra. Opowiadała mi takie.. oryginalne bajki.
,,Nie płacz, bo popsujesz makijaż. Nie bądź smutna, nie bądź słaba, ona by tego nie chciała!"- powtarzałam sobie. Skupiłam się na swoim celu.
Byłam gotowa na zemstę na naszym sztywniaku. Postanowiłam go sprowokować. Wygrzebałam z szafy sweterek w czaszki, który wybrała mi Sammi i czarne rurki. No, teraz tylko czekać na jego reakcję!
Zeszłam po schodach na dół. Czułam się całkiem po zwycięsku. Miałam ochotę krzyknąć temu skurwielowi w twarz ,,I co, kurwa, ty na to?" i unieść palce do góry.
Ale gdy weszłam do kuchni chłopaka nie było. Muszę przyznać, że to mnie rozczarowało. Zbyt się nakręciłam.
- Cześć, Sally - przywitał mnie Jake.
Już miałam zapytać o Biersacka, ale wtedy wyszłoby, że się nie gniewam i uległam. Siedziałam więc cicho i zajęłam miejsce przy stole. Nalałam sobie płatków z moim historycznym mlekiem. A potem wszyscy jedliśmy w ciszy. Milczenie przerwał Ashley:
- Wiesz, Sally. Wyglądasz naprawdę fajnie w tej odsłonie. Pasuje ci. Podoba mi się.
- Nam też - powtarzali kolejno pozostali.
Uśmiechnęłam się słabo i odparłam obojętnie:
- Fajnie, że chociaż wam. Bo niektórzy uznali to widocznie za fryzurę godną ,,pizdy".
Jinxx westchnął.
- Wiesz.. On naprawdę nie chciał tego powiedzieć - zapewniał.
- Ta jasne - nie dowierzałam. Przecież Andy zawsze mówił wszystko szczerze, nawet, jeśli mógł tym kogoś zranić. On miałwyjebane na cały świat.- Przy okazji nazywając mnie ,,czarną kurwą" i ,,głupią pizdą". Tak mu się nawinęło na język, tak? To przez przypadek?
Zmarszczyłam brwi. Znów ogarnęła mnie wściekłość. A ten tchórz nawet nie raczył przyjść, bym mogła się na nim wyżyć!
- Miał zły dzień - wtrącił się Purdy.
- To musiał być cholernie ciężki dzień. Przecież dla niego każdy dzień jest zły. Ale wyraźnie było widać, że nie jest zachwycony. Nie musicie kłamać, znam go..
Nikt nie mógł zaprzeczyć.
- Wiesz.. Nie znasz go tak długo. Niektórych rzeczy lepiej nie wiedzieć. Po prostu zrozum go trochę - ,,Że co takiego?!".
Ta odpowiedź mnie zaskoczyła. Czego jeszcze mogłam o nim nie wiedzieć? Był skurwielem i tyle. Nic więcej nie potrzebowałam.
- Niby czemu?!- oburzyłam się.
- To mu się źle kojarzy - ,,Jemu się wszystko źle kojarzy"- Poza tym poszłaś do jakiś obcych ludzi i nawet nam o nich nie powiedziałaś.
Wzruszyłam ramionami. Miał trochę racji, ale nie chciałam się przyznać.
,,Boże, myślisz jak Andy! Skończ z tym!"
- Mówiłam, że wychodzę - usprawiedliwiałam się.
- Ale nie mówiłaś gdzie. Mogłaś chociaż zadzwonić. Poza tym nie wracałaś bardzo długo. Pamiętasz co się stało niedawno, to się mogło powtórzyć. Martwiliśmy się.
No dobra, byłam trochę lekkomyślna. Przecież jeszcze niedawno ktoś usiłował mnie zabić. Na pewno napędziłam im stracha, bo zniknęłam na cały dzień. Spędziłam z przyjacielem praktycznie 12 godzin. Tu mieli rację.
,,Bądź sobą. Ich możesz przeprosić."
- Przepraszam. Trochę się zagapiłam, ale byłam bardzo podekscytowana, bo nareszcie znalazłam sobie przyjaciół w moim wieku.. Nigdy nie miałam ich zbyt wielu. A teraz natknęłam się na taką miłą gromadkę. Świetnie się bawiliśmy, śmialiśmy się, tańczyliśmy, gadaliśmy..
Wszyscy się uspokoili, a nawet uśmiechnęli.
- Jacy oni są? Opowiedz o nich!- poprosił Ash.
,,Chętnie."
To były najbardziej pozytywnie osoby, jakie kiedykolwiek napotkałam. Lepiej nie mogłam trafić.
- To wszystko jakoś tak przez przypadek. Wpadłam na kumpla z dzieciństwa. On ma 19 lat, jest cholernie zabawny i chyba nie da się z nim nudzić. Jest szalony, to on mi zrobił fryzurę. Naprawdę, nie da się go nie lubić!
- Brzmi dobrze - stwierdził najstarszy.- A reszta?
- Robbie i Alice. Mają po 20 lat, on jest tatuażystą, ona modelką. Też są fajni, może nie aż tak zwariowani, ale bardzo mili. To nikt szkodliwy.. Andy wyolbrzymia jak zawsze - dodałam po chwili.
Pitts pokiwał głową i uznał:
- Trzeba z nim porozmawiać. Poprosimy o to..- w tym miejscu urwał, a wszyscy spojrzeli na niego niezapokojeni.- Już nic.
- Przeprosi cię, spokojnie - zapewniał Jeremy.- I kiedyś zaproś tych kumpli, udowodnimy Andy' emu, że są fajni.
,,Na co mi jego chujowe, nieszczere przeprosiny?"- czułam się zażenowana.- ,,Carla pewnie kiedyś zaproszę, ale na razie nie będę go zanudzać takim skurwielem. Może jak się opamięta.."
Ale nie chciałam być niegrzeczna, więc tylko skinęłam głową. Na razie planowałam dać Biersackowi nauczkę.
Nagle usłyszałam kroki na schodach. Wiedziałam od początku, kto to, więc gdy pojawił się na dole jak zawsze w złym nastroju, oznajmiłam:
- Idę spotkać się z Carlem!
Zmarszczył brwi, w jego niebieskich oczach panował chłód. Był taki zimny, że aż przeszły mnie ciarki. mimo to się nie ugięłam. Podszedł bliżej mnie i spojrzał na mnie z góry. To był minus bycia strasznie niskim. Ale nie przerażał mnie już tak jak kiedyś. Teraz go znałam. Uśmiechnęłam się pod nosem.
,,I co zrobisz?"
Ale jego odpowiedź mnie zaszokowała:
- Nigdzie nie pójdziesz - wycedził.- Zostaniesz w domu.
Co? Teraz jeszcze będzie mi zabraniał wyjść na dwór? O nie, chuju, nie pozwolę tak sobą pomiatać!
- Czemu niby miałabym posłuchać?- spytałam.
- Bo drzwi są zamknięte, a jak spróbujesz wyjść, to cię zapierdolę.
,,Jak uroczo. Dobry żart!"
- Haha, bardzo śmieszne - zaczęłam kroczyć w stronę drzwi. Ale wtedy złapał mnie od tyłu i wbił kościste paluchy w mój brzuch. Pisnęłam z bólu. Poczułam jak ora paznokciami moją skórę. Usiłowałam się wyrwać, ale nie mogłam. Potem chwycił mnie w tali i mocno zacisnął na niej ręce. Czy on na serio zamierzał mnie zabić?
- Puszczaj, zboczeńcu!- wydarłam się. Chciałam zdjąć z siebie jego łapska, ale warknął:
- Zamknij się.
Byłam bliska płaczu, ale znowu tego złości. Czemu on był taki agresywny i głupi jednocześnie? Tak, bo tylko idiota usiłowałby się na mnie wyżyć bez przyczyny.
- Andy, przestań!- zainterweniował w końcu Jake.- Ash, pomóż mi!
Cieszyłam się, że chociaż nieliczne osoby mają jakiekolwiek mięśnie. Byli moim wybawieniem. Udało im się oderwać ode mnie tego szaleńca. Wyswobodziłam się i stanęłam z boku.
- Dupek - zaklęłam, pokazując mu środkowego palca.
- Pierdolcie się, kutasy!- krzyczał psychol do swoich przyjaciół-wrogów.- Zostawcie mnie w spokoju!
Już chciał mi przyłożyć, ale został odciągnięty na bezpieczny dystans. Ferguson do mnie podszedł i szepnął:
- Zaraz Andy i Ash pójdą na siłownię, wtedy spokojnie wyjdziesz. Teraz lepiej stąd wyjdź, zanim się wyrwie.
Przystałam na tą propozycję, ale nadal nie dawał mi spokoju jeden fakt- dlaczego Andy nie ma w ogóle siły ani mięśni, skoro co tydzień chodzi ćwiczyć na siłowni? Miał by więcej siły, gdyby rzeczywiście ćwiczył. Chyba że on tam trzyma drugiemu ręczniczek, choć wątpię. Gdyby chodził tam, gdzie mówi, unieszkodliwił by nie tylko malutką mnie, ale też swoich ,,kolegów. W porównaniu do nich też był wielkoludem.
W każdym razie wolałam teraz trzymać się z daleka od niego. Odwróciłam się na pięcie i udałam się po schodach z powrotem na górę. Nie wiedziałam, co mogę porobić przez te kilka godzin. W końcu, gdy już kompletnie nic nie mogłam wymyślić, sięgnęłam po laptopa. Najpierw obejrzałam kilka filmów na youtubie, by zobaczyć jak mam teraz się czesać i malować. Te poradniki na pewno przydałyby się następnego ranka, gdy będę chciała się ogarnąć. Trochę się nauczałam i odstresowałam.
Ale potem mnie to znudziło. Weszłam na facebooka, by zobaczyć, czy Carly już wstał. Był, ale coś mnie zdziwiło. To było cholernie dziwne. Weszłam w powiadomienia, zastanawiając się, czy to nie jakiś błąd strony. Ale nie. Miałam chyba z setkę zaproszeń do znajomych od jakiś obcych mi dziewczyn. Dostałam też masę powiadomień pod moim jedynym zdjęciem. To jeszcze bardziej mnie zszokowało. Większość z nich brzmiało ,,Jesteś śliczna, kocham cię<3 Chciałabym być na twoim miejscu", ale zdarzały się też mniej miłe, na przykład: ,,Kolejna suka lecąca na kasę. Nie wiem, co w niej takiego niezwykłego."
Coraz bardziej marszczyłam brwi. Czemu tak nagle? I kto to? Przecież jeszcze wczoraj miałam zaledwie jednego znajomego- Kota. Skąd takie zainteresowanie mną? Bo jakim cudem tak wiele osób mogłoby się pomylić? To wręcz niemożliwe!
,,Czy ja śnię? Chyba to jakiś zły sen.. Albo przynajmniej powalony"
Uszczypnęłam się, ale nie poskutkowało. Widocznie nie spałam. A szkoda, bo naprawdę nie byłam zachwycona swoją sławą.
Nie przyjmowałam żadnych zaproszeń, tylko odezwałam się do przyjaciela, licząc na to, że on znajdzie jakieś wytłumaczenie. Chodź czego się spodziewałam, on nie miał nawet pojęcia o tym, że znam Andy' ego.
,,Carly, dzieje się coś bardzo dziwnego. Musimy się spotkać."- wysłałam wiadomość.
Jak zwykle odpisał w ekspresowym tempie:
,,Czo jest, Sallem? :c :o Spoczi oczi, wpadaj do Karolcia! Zrobię ci kakałko<3333 ;***"
,,Będę za jakieś pół godziny."
Liczba zaproszeń rosła. Bałam się.
Czemu to wszystko było takie zwariowane?

*Andy*
- Kurwa, zachowuj się jak człowiek!- wydarł się na mnie Jake.- Nie jesteś zwierzęciem, ani żadnym terrorystą! Tylko ją zniechęcasz! Jeśli jej nie lubisz, to zwyczajnie ją ignoruj, a nie ją bijesz!
- Tym razem przeginasz, jesteś jakimś obłąkanym psycholem! Zaraz sobie pogadasz..
Prawili mi te wykłady od co najmniej pół godziny. A zaraz miała to dodatkowo zrobić ta stara jędza. Czułem jak buzuję od środka z gniewu. Może i byłem agresywny, ale nie bez powodu. To wszystko było dla bezpieczeństwa i miało swoją przyczynę.
- A co z Kerrangiem!?! On już dzisiaj wyszedł, na pewno trafił do kiosków! Jeśli Sally i ten jej kumpel pójdą i go kupią, to wszystko stracone! Pamiętacie w ogóle, co się ostatnio stało?!
- To będzie dla ciebie wspaniała nauczka! Może w końcu przestaniesz tak kłamać!
Ukryłem twarz w dłoniach. Czemu oni nic nie rozumieli?! Co za idioci.
- Zbieraj się powoli. Ash, zawieź go - polecił ten stary pryk. Chuj zasrany.- Christian, ty też na wszelki wypadek pojedź, jakbyście musieli go unieszkodliwiać.
,,Unieszkodliwiać.. I co, założą mi kaganiec?"
Traktowali mnie jak jakiegoś przestępcę, swojego niewolnika. A ja chciałem tylko ratować swoją reputację. Jacy cudowni kumple! Ta ich wyrozumiałość!
Nie czekałem chwili dłużej. Pokazałem im środkowy palec i poszedłem do siebie. Wyciągnąłem pierwsze lepsze spodnie i bluzę z kapturem, żeby przynajmniej nikt mnie nie rozpoznał. Bo swoją drogą miałem już pewien plan. Ryzykowny, ale nie niemożliwy. Możliwy, jeśli uda mi się kogoś do niego przekonać.
Potem poszedłem do łazienki. Na podłodze nadal leżały ,,akcesoria" po wczorajszym razie. Tak, był kompot. Pozbierałem je i wetknąłem do pudełka. Nikt nie mógł się dowiedzieć, tak jak o innych licznych sprawach. To nie ich zasrany interes, co robię ze swoim życiem. Właściwie ono nie jest nic warte, warta jest moja dusza, która dąży do perfekcji.
,,Pomóż mi, Lynn"- powiedziałem w myślach, przechodząc obok ważnego miejsca w pokoju.
Zszedłem na dół i skierowałem się do auta. Kolejny raz byłem zmuszony wykorzystać dobre serduszka kumpli i ich naiwność. Ale nie miałem nic przeciwko.

*Sally*
- Sally, wychodzimy!- usłyszałam w końcu głos Asha. Odetchnęłam z ulgą. No nareszcie, bo już myślałam, że się nie wybiorą. Ciągle słyszałam tylko jakieś pokrzykiwania, widocznie kłótnie, ale niewiele z nich zrozumiałam. Tym bardziej miałam ochotę się stąd wyrwać. Obrzydło mi już to miejsce, to moje wyobcowanie i ciągłe fochy. Nawet luksus nie pomagał, chętniej bym się teraz wyprowadziła. Ale cóż, musiałam zbadać kilka szczegółów. Ważne, że do Carly'ego było blisko.
Gdy do moich uszu dobiegł huk zamykanych z hukiem drzwi, nie czekałam dłużej. Naciągnęłam ciemnofioletową kurtkę i chwyciłam telefon ze słuchawkami. Po chwili zbiegłam po schodach na dół. Jinxx i Jake krzątali się przy czymś, widocznie też postanowili gdzieś się zabrać.
- Idę do Carla - powiedziałam.- Wrócę pod wieczór, jakby coć zadzwonię - uspokajałam, by uniknąć nieprzyjemnych sytuacji.
- Okej - odpowiedział Pitts.- My też wychodzimy, ale wrócimy wcześniej. Tylko nie rób nic głupiego.
Wywróciłam oczami. Co jest według nich ,,głupie'? ,,Może moja fryzura, makijaż?"
- Jasne, jasne. Będę pamiętać.
Chciałam już po prostu wyjść.
- Baw się dobrze - dodał Jeremy. To były chyba najmilsze słowa, które usłyszałam od początku mojego pobytu tutaj.
Skinęłam głową i zakładając słuchawki, wyszłam. Zastanawiałam się, którą piosenkę Fit For Rivals włączyć. Na początku chciałam wybrać ,,Can't Live Without You", bo była fantastyczna. Potem jednak uznałam, że to strasznie nieadekwatne do sytuacji. Nie mam pojęcia dlaczego, ale gdy przyszedł mi na myśl ten kawałek, automatycznie pomyślałam o Andy'm. ,,Wybij to sobie z głowy. Nawet nic między wami nie zaszło". ,,Ty nawet tego nie chciałaś, no nie? Nawet o tym nie myślałaś?"- pytałam samą siebie. Cholera, nie mogłam nawet udzielić szczerej odpowiedzi, bo się wstydziłam. Próbowałam sobie wmósić, że nie mam pełnego panowania nad uczuciami, ale.. Mogłam wykorzystać umysł.
,,Nie, nie, nie, on jest dupkiem. Nie pasujesz do niego"- mówiłam więc do siebie.
Puściłam ,,Fake", by przestać zadręczać się myślami. Dobrze, że Carl nie mieszkał jakoś specjalnie daleko, bo inaczej mój umysł by eksplodował.
W końcu dotarłam do odpowiednich drzwi. Tym razem nie otworzyła mi Ching, a sam przyjaciel. Wyjątkowo był ogarnięty, miał na sobie czarną koszulkę, równie ciemne rurki i bluzę w różową szachownicę. Dobrze ją pamiętałam, to była jego ulubiona. Nigdzie się bez niej nie ruszał, a ile razy była ubrudzona błotem, przemoczona, brudna. Aż uśmiechnęłam się na to wspomnienie, ale potem sobie przypomniałam, o czym chciałam porozmawiać. Znów spoważniałam.
- Witaj, Sallem, stęskniłem się. Jak widzisz nawet pofatygowałem swoją idealną dupcię, co Robbie może zaświadczyć, i na ciebie czekałem niczym przeciętny prosty człowiek.
Mimowolnie się zaśmiałam. On był doskonałym clownem na ponure dni.
- Słodki idioto!
- Cóż za zaszczytny tytuł, panno Rogers.
Przypomniał mi się tytuł, który wymyślił mi Biersack. Znów zapragnęłam mu dowalić.
- Mi wymyślili wczoraj tytuł ,,czarnej kurwy"..
Chłopak zmarszczył brwi.
- Co to za kretyn tak powiedział? Czy mam kogoś wynająć za gruby hajs rodziców, by go załatwił? Czy sam mam mu skopać zadek moimi markowymi conversami?
Westchnęłam. Właśnie, czy ja mu w ogóle powiedziałam, że mieszkam z zespołem, dość sławnym zespołem? A może on był nawet ich fanem? Sądząc po guście muzycznym, mogło tak być.
Trzeba było w końcu wszystko dokładnie wyjaśnić. Jak się tu znalazłam (oczywiście wersję oficjalną), z kim mieszkam, co zaszło. Jak w ogóle przybyłam do LA, jaka to szalona przygoda mnie spotkała. Miałam wiele do opowiadania, bałam się, czy go nie zanudzę.
- Może chodźmy do twojego pokoju, zaraz ci wszystko wyjaśnię i w ogóle..
Pokiwał głową.
- Tak, świątynia to lepsze miejsce do rozmów. Ale obiecałem ci kakałko, więc ci je dam. To najlepsze lekarstwo na wszystko, oczywiście poza herbatą - mrugnął. On wiedział jak uszczęśliwić człowieka, rozumiał cudze uczucia, nie był parszywym egoistą. Nie to, co ten chuj. ,,Takie z niego wielkie panisko, o kurwa!"
Po kilku minutach obaj wzięliśmy swoje kubki i podreptaliśmy po schodach na górę. Chwilę to zajęło zanim dotarliśmy, bo dom był wielki, ale w końcu dotarliśmy. Rozwaliliśmy się na średniowiecznej kanapie. Przyjaciel otulił się poduszkami, więc zrobiłam to samo. Ogarnęło mnie przyjemne ciepło, nieco się opanowałam.
- Możesz rozpocząć przemówienie - ,,zezwolił" nasz radża, biorąc łyk napoju.
Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam opowiadać:
- Wczoraj nie zdążyłam ci wszystkiego opowiedzieć. Nie chciałam kisić atmosfery. Nie wiem, czy zastanawiałeś się, jak się tu znalazłam. Jeśli nie to.. dziwne, dziwię ci się.
Uniósł idealnie wyregulowaną brew.
- Nie ma w tym nic dziwnego. Myślałem, że może chcesz się tu uczyć albo, no nie wiem,,,zacząć nowe życie", jak to się zwykle robi - wyznał.- Chodź gdyby się dłużej zastanowić, to może być dziwne. Ale nie zawracam sobie głowy bzdetami, wolałem się tobą nacieszyć - ,,Też bym tak chciała".- A więc jak się tu naprawdę znalazłaś?
Pokręciłam głową na jego wcześniejsze przypuszczenia.
- To trochę bardziej skomplikowane. Chociaż po części masz rację- chciałam zacząć nowe życie. Ale chciałam je zacząć w zupełnie innym mieście, inaczej. No więc w skrócie przegapiłam mój pociąg i siedziałam sama na peronie. Tak to się zaczęło, dość nieciekawie. Ale potem podeszła do mnie jakaś obca dziewczyna, teraz wiem, że Sammi Doll, przedstawiła się i zaproponowała mi koncert..
- Wow, ty to farciara - zachwycił się.- Poszłaś? W ogóle, jaki zespół? Jakiś znany?- dopytywał.
- Nie wiem, czy znany. Nie znam się.. Ale może ty znasz. Nazywają się Black Veil Brides.
Zrobił wielkie oczy. Chyba już znałam odpowiedź.
- No to nieźle trafiłaś. Nie jestem jakimś wielkim fanem, ale łatwo ich skojarzyć. Są w praktycznie każdym Kerrangu!.. Reporterzy stale na nich polują!
Skinęłam głową. Trochę zaczynałam rozumieć, czemu nie lubią tej gazety. To mogło być cholernie nudne, być ciągle w jednym piśmie. I to dla nastolatków i dorastających panienek, jak widać.
- Ale to nie wszystko - powiedziałam.- Najdziwniejsze jest to, że.. z nimi mieszkam.
Zachłysnął się piciem.
- O cholera. Wiesz ile ich fanek chciało by być na twoim miejscu?!
- Domyślam się, że wszystkie.. Ale nie o tym do końca chciałam pogadać.
- Więc czym jeszcze planujesz mnie zbombardować, Sally Rogers? Chcesz doprowadzić taką idealną osobę jak ja do zawału? Albo kakaowej śmierci?
- Nie.. Chodzi o mojego facebooka - wyjaśniłam.- Wiesz.. Stało się coś cholernie dziwnego. Dasz laptopa?
- Jasne - podniósł się i po chwili przyniósł obklejony naklejkami gadżet.
- No to patrz - szybko się zalogowałam i pokazałam mu źródło problemu. Teraz było nawet gorzej niż rano.- Mam setki, jeśli nie więcej zaproszeń do znajomych! I to od kompletnie obcych osób! Do tego wszyscy mi wypisują, jaka ładna lub jaka okropna jestem..
Coward uśmiechnął się z politowaniem.
- Nie rozumiesz? To wszystko fanki BVB, jestem tego pewny. Niedługo staniesz się celebrytką, to naturalna kolej rzeczy.
,,Ja celebrytką? Oby nie.. Nie jestem gotowa.."
Naprawdę się zmartwiłam.
Ale nie to było największym dziwactwem w tym wszystkim.
Zastanowiłam się chwilę. No tak. Teraz wszystko stało się jasne. Stąd to zainteresowanie osobą, o której świat praktycznie nie słyszał. Nawet nie miała dokumentów na to nazwisko.
Ale jednego nie rozumiałam.
- Ale skąd oni o mnie wiedzą?
- Nie mówili nigdzie o tobie? W jakiś wywiadach, czy coś? Któryś musiał się o tobie wypaplać..
- Mieli ostatnio jakiś wywiad do Kerranga!, który chyba najlepiej nie poszedł. Potem mnie ignorowali. Poza tym to raczej mało prawdopodobne. Ale nie mam pojęcia, czy o mnie mówili - mówiłam, choć już się domyślałam, jaka jest odpowiedź.
- W takim razie trzeba zbadać sprawę własnoręcznie, ehm, bez skojarzeń. Chodzi mi o to, że wybierzemy się do miasta po Kerranga!.. I tak już miałem go kupić.
- Okej.. Dzięki za pomoc w sprawie - uśmiechnęłam się słabo.
- Przyjemność po mojej sprawie!- wyszczerzył się.
W końcu wyszliśmy i skierowaliśmy się do pierwszego sklepu z gazetami. Droga była dość długa, ale postanowiliśmy iść pieszo. Zresztą razem ten dystans się aż tak nie dłużył. Idealnie się dogadywaliśmy.

*Andy*
- Dobra, jesteśmy bezpieczni!- krzyknąłem, gdy odjechaliśmy na bezpieczny dystans od domu.
- O co ci znowu chodzi?- dziwił się Ashley.- Nie wystarczą ci ostatnie sceny?
- Musimy ratować sytuację!- oświadczyłem.
- O czym ty bredzisz?.. Chyba serio ci odbiło..
- Chodzi mi o Kerranga!.. Od dzisiaj nowy numer jest w sklepach.
- I co z tego?
,,Boże.. Czy oni już na serio zapomnieli?! Jakie niedojebanie mózgowe!"
- W nim jest nasz wywiad! Ten, w którym mówię, że Sally jest moją dziewczyną!
Chłopak westchnął.
- No cóż trudno. To nie nasz problem, było tego nie mówić - ,,Ty chuju, ja ci zaraz dam tak, że będziesz miał własny problem!".
- Zresztą ona chyba i tak tego nie przeczyta, nie kupuje chyba gazet, no nie?- wtrącił ten nędzny perkusista. Już miałem ich obu udusić, ale wtedy na pewno by mi nie pomogli, a tylko na tym mi teraz zależało. No i jebane psy by mnie przymknęły.
- A jej kumpel?! Przecież on z niej zrobił emosa, na pewno jest więc taki sam! Co jak on kupi tą gazetę?!
- Dobra - przerwał mi Purdy.- Co zamierzasz więc zrobić?! Wykupić wszystkie Kerrangi! w LA?
- Tak - odparłem bez chwili zastanowienia.
Chłopak się zaśmiał.
- Jesteś szalony! Przecież to idiotyczne! Zbzikowałeś!
- Po prostu chcę się uratować swoją reputację.. Was może ona nie obchodzi, ale mnie tak. Myślicie, że dlaczego nie pozwalałem Sally wyjść?
- Ty sam oszukałeś tę biedną dziewczynę. Wstydź się!
- Jak się dowie to nas zostawi - ostrzegłem.- Chcesz, żeby wściekła się też na ciebie?
Czarnowłosy westchnął z rezygnacją. Jak łatwo było go przekonać.. Nabierałem w tym wprawy.
- Ostrzegam cię, to ostatni raz, kiedy coś dla ciebie robię!- ,,Ta, jasne. Mówiłeś tak już z dziesięć razy"- I nie robię tego dla twojego dobra, tylko dla dobra Sally.
Naprawdę nie sądziłem, że tak łatwo pójdzie. Spodziewałem się płaszczenia przed nim, a on jak zawsze złamał się po kilki minutach. Był zdecydowanie za dobrym przyjacielem.
- To gdzie jedziemy najpierw?
I tak rozpoczęło się szaleństwo. Wkrótce wpadliśmy do pierwszego sklepu. Jak się spodziewałem magazyn stał dosłownie wszędzie. A na okładce byłem ja. A obok mnie fotka Simms. Widniał też wieli nagłówek: ,,Co ukrywał ich związek?". Westchnąłem poddenerwowany. Jak można pisać o takich pierdołach i robić z nich sensacje? I jak można to czytać? Chyba tylko zdesperowane nastolatki, które się nudzą, mogą po to sięgać. To żenujące, jaką widownię przyciągamy.. Miałem już tego dość, tak samo jak natrętnych paparazzi. Pozostało tylko czekać, aż któryś z nich napisze o tej akcji.
- Mamy to tak po prostu wszystko wziąć?- zapytał przerażony CC.
- Dokładnie.
Chwyciłem najwięcej pism, ile mogłem, a resztę podałem przyjaciołom.
- To chyba wszystkie.
Podeszliśmy do kasy. Sprzedawczyni patrzyła na nas jak na kosmitów, ale co miałem zrobić? Tylko zapłacić.
Potem jak najszybciej pojechaliśmy do następnego sklepu. Pędziliśmy po drodze jak piraci drogowi (Sammi), a nasz bagażnik wypełniało coraz więcej pism. To było pokręcone..

*Sally*
Przetrząsaliśmy półki w poszukiwaniu gazety. Nigdzie jej nie było, choć sprawdzaliśmy w każdym dziale. Nawet w dziecięcym i porno. Może jeszcze nie trafiła do sklepów, a my niepotrzebnie traciliśmy czas?
- Cholera, musi gdzieś tu być! Zawsze była!- denerwował się Carl.- To nieprawdopodobne, jak oni śmią?!
- Ale nie ma..
- Musi być!- stawiał na swoim.
- Zapytaj - zaproponowałam.
Podszedł do sprzedawczyni i wyniosłym zaczął:
- Posłuchaj no, dobra kobieto, gdzie jest moja kochana gazetka?- nie zrozumiała i spojrzała na niego jak na dziwaka, więc dodał:- Czy macie Kerranga!?
Pokręciła głową.
- Był jeszcze dziś rano, ale wszystkie wykupili. Przykro mi. Kolejna dostawa za tydzień.
Chłopak zaklął.
- No cóż.. Sprawdzimy, gdzie indziej. Jest wiele kiosków.
Jednak oblecieliśmy wszystkie sklepy, a gazeta się nie znalazła. I co dziwniejsze- wszędzie wykupiona! Jakie to sensacje musiały być, że w rekordowym tempie zniknęły z półek?! Tym bardziej utwierdzało mnie to w przekonaniu, że wywiad krył w sobie coś tajemniczego, o czym mi nie powiedziano. Ale, do cholery, jak mam się dowiedzieć, skoro nigdzie tego pisma nie ma?!
W końcu ja i mój przyjaciel przystanęliśmy, by odetchnąć. Łaziliśmy tak co najmniej 2 godziny i bez skutku.. Byłam zła.
- To na nic.. W mieście nigdy nie znajdziemy - stwierdził.
- Więc co zrobimy? Nie zostawię tak tego, tam musi coś być..
- A czy ja mówię o zostawieniu sprawy? Masz farta, jestem taki inteligentny, że już mam obmyślony plan! Gazetę można zamówić przez internet. Czekam na oklaski!
Spojrzałam na niego z prawdziwym podziwem i uwielbieniem. Przywrócił we mnie straconą nadzieję.
- Jezu, jesteś geniuszem! Czemu ja o tym nie pomyślałam?
- No ba.. Zawsze musi być jakiś geniusz w grupie. To oczywiście ja - wyszczerzył się.- Jeśli zamówię jeszcze dzisiaj, powinna być na jutro rano. Specjalnie dla ciebie wydam trochę moich kosztowności na ekspresową przesyłkę.
- Jesteś cudowny!
- Jaki uroczy komplement. Gram rolę dobrego księcia - zaśmiał się.
Powolnym krokiem wróciliśmy do domu, a mój ,,książę" dokonał zakupu. Byłam mu naprawdę wdzięczna. I czy on nie był dobrym kumplem?

*Andy*
Gdy wróciliśmy do domu, mieliśmy praktycznie cały bagażnik zawalony gazetami. Obrobiliśmy wszystkie kioski w Los Angeles, ale było warto. Miałem pewność, że Sally się nie dowie. I moje przypuszczenia się potwierdziły. Wróciła do domu i nawet się do mnie nie odezwała.
Kamień spadł mi z serca.
Właściwie mógłbym się teraz do niej odezwać, ale.. to by było dziwne. Musiałbym najpewniej przeprosić, a to jest cholernie nie w moim stylu. Postanowiłem odczekać jakiś dystans czasowy i odezwać się, gdy dziewczyna o wszystkim zapomni. Mogło to potrwać długo, ale wolałem czekać, niż się płaszczyć. A może jednak powinienem się upokorzyć, bo mógłbym wtedy odkryć prawdę? Czemu to było takie trudne?..
,,Lynn, pomóż mi. Ty jesteś taka mądra i oświecona, co będzie lepszym wyjściem?"
Ale nie usłyszałem odpowiedzi, zresztą jak to zwykle. Denerwowało mnie to. Od dawna nie otrzymałem żadnego znaku. Właściwie od jej śmierci. Miałem wrażenie, że nie poczyniłem żadnego postępu.
,,Bądź cierpliwy, Andy. I postaraj się bardziej"- powtarzałem sobie.- ,,Bądź zły, bądź skurwysynem."
W każdym razie mogłem dziś spać spokojnie.

***

*Sally*
Następnego ranka obudził mnie odgłos komórki. Uniosłam powieki i wyciągnęłam po nią rękę. Popatrzyłam jeszcze nieprzytomnymi oczami na ekran.
,,Nowa wiadomość"
Podniosłam się i odblokowałam, a następnie sprawdziłam, kto jest nadawcą SMS-a. Carl.
Pośpieszyłam się i przeczytałam treść. Ręce drżały mi z podekscytowania.
,,Jest Kerrang!! Jeszcze nie czytałem, chcę, żebyś pierwsza sprawdziła, co tam BVB na ciebie nakablowało. Ale okładka wygląda ciekawie, myślę, że cię zainteresuje. A więc wbijaj do Carlcia, bo czeka na ciebie z utęsknieniem<33"
Zerwałam się z posłania i zaczęłam się ubierać w ekspresowym tempie. Pospiesznie wciągnęłam czerwone rurki i czarny T-shirt, ogarnęłam fryzurę i zrobiłam makijaż. Błyskawicznie zbiegłam po schodach. Na dole nikogo nie zastałam. Najpierw trochę się zdziwiłam, ale potem zdałam sobie sprawę, że jest 7:10. Nabazgrałam na kartce, że wyszłam do Carla i że u niego zjem śniadanie i w ogóle. Zostawiłam ją na stole w kuchni i wyszłam.
Po drodze wręcz biegłam, nawet nie zdążyłam nałożyć słuchawek. Cała zdyszana dotarłam w końcu do odpowiednich drzwi. Pot spływał po mnie strumieniami. Gdyby był on sprzedawany, zostałabym milionerką.*
 Po raz kolejny otworzył mi Carrie. Również był w piżamie, wyglądał na zaspanego. Zmysłowym jak zwykle głosem powiedział:
- To była dla mnie tortura, bo zwykle wstaję późno. Przez ciebie będę się nieprawidłowo rozwijał, Sallem! Ale chciałem, żebyś miała tą gazetę - podał mi magazyn.
Spojrzałam na okładkę. Znajdowali się na niej Andy i Juliet, a także dopisek ,,Co ukrywał ich związek?".
I już wiedziałam, że nie jest dobrze. Jednak nie dałam nic po sobie poznać.
- Dzięki, jesteś świetny - podziękowałam.
- Ma się rozumieć. A może masz teraz ochotę na.. NALEŚNIKIIII?!- wyszczerzył się. Chętnie poczytałabym najpierw gazetę, ale miałam świadomość jak dobre są naleśniki pani Coward, więc się zgodziłam.


Następnie spędziliśmy razem wspaniały dzień i w efekcie nie miałam czasu, by przeczytać pismo.
Dopiero, gdy wyszłam na ulicę, czyli około 18, usiadłam na jakiejś ławce i z obawą zaczęłam czytać:
,,Niedawno Juliet Simms, wokalistka Automatic Loveletter, zjawiła się u nas po swoim zerwaniu z Andy'm Biersackiem- wokalistą Black Veil Brides. Postanowiła ona wyjawić, jak naprawdę wyglądał jej związek z rockmanem.
- To wszystko było cholernie dziwne! On jest cholernym dziwakiem, do reszty zbzikowanym szaleńcem!- krzyczy piosenkarka."
,,Oj, tu się zgadzam, Juliet."
,,Przy tym jest skurwysynem jakich mało! Zawsze jest oziębły, wredny i agresywny! Nienawidził mnie!"
,,Nic nowego?" Poczułam się odrobinę zawiedzona.
,,Do tego mnie wykorzystywał! Nigdy mnie naprawdę nie kochał, zawsze mnie zdradzał. A ostatnio to było już nie do wytrzymania.."
,,Ale z kim?.. Ma kogoś?"
,,Co na to sam Andy?
- To wszystko kłamstwo! Ona kłamie!- zaprzecza.- Ona tak mówi, bo.. Bo ją zdradziłem!
- Z kim?- pyta nasz reporter.- Kim ona jest?
- To.. to Sally Rogers."
Wytrzeszczyłam oczy, jakbym zobaczyła kosmitę. Poderwałam się na równe nogi. Mało nie wrzasnęłam i nie dostałam zawału. ,,Co kurwa?! Co on im nagadał?! Ze mną?! I dlatego niby nazwał mnie ,,głupią pizdą"?! Tu nic do siebie nie pasowało! Co za skurwiel! Przecież ja go nie kocham.. Ledwie go polubiłam!"
Teraz wszystko stało się jasne. Cała wrzałam ze złości. Trochę żałowałam, że się dowiedziałam. Teraz czułam tylko złość. Znienawidziłam chłopaka jeszcze bardziej. Był tylko głupim, kłamliwym skurwysynem!
Nienawidziłam go do reszty.. Chyba. Ale na pewno nie kochałam! Przecież my rozmawialiśmy ze sobą tylko kilka razy!
,,Oj, panie Biersack, przegiąłeś!"
Przeczytałam dalszą część artykułu o tym, jaka to śliczna jestem. Gdyby chłopak nie był wiecznie takim chujem, pewnie bym się cieszyła, że w końcu odnalazłam kogoś, komu się podobam. Ale on był kutasem jakich mało. Wolałabym zginąć niż się z nim spotykać. Chyba.. Najpierw najpeniej zabiłabym jego.
I nie wykluczałam, że to zrobię.
Wstałam i szybkim krokiem pobiegłam do Bridesowego domu.
Szykowała się niezła gadka.

*Andy*
- Pozwoliliście mu nie iść?!- Jinxx wyżywał się na Ashu i Christianie.
- Uratowaliśmy sytuację!- usprawiedliwiał się Ashley.- Jesteśmy jego przyjaciółmi, mamy prawo..
- Nie jesteście tylko przyjaciółmi! A nawet jeśli, to czy nie chcecie dla niego dobrze?! Przecież to dla jego dobra, idioci!
- Ale ona jest starą jędzą - wtrącił się cichutko CC.
- A ty się zamknij! Zaraz możesz już tu nie pracować!
Tak, ta stara jędza, która miała na imię chyba Priscilla lub Cecil, co mi przywodziło na myśl jakiś stary ser, co by do niej idealnie pasowało, zadzwoniła do mamy Jinxxa, że się u niej nie stawiłem i ostatnio też nie. Teraz cała nasza trójka miała pogadankę, w szczególności ja.
- Andy potrzebuje jej pomocy, bez niej nigdy z tego nie wyjdzie!- wtrącił się Jake.
- Czy ktoś w ogóle pamięta, że ja tu jestem?!- wydarłem się.- Ciągle tylko robicie ze mnie wariata! Wiecie, że nie pomagacie?! Może jakbyście byli normalni, to bym was lubił, ale zachowujecie się jak stare zgredy! Skurwysyny jebane!
Pokazałem im środkowego palca.
- Ty też milcz, pojebany schi...
Nie dokończył, bo usłyszeliśmy głośne trzaśnięcie drzwi, a po chwili w pokoju stanęła Sally. Myślałem, że przejdzie obok nas obojętnie, ale ona podeszła bliżej do mnie. Spojrzała na mnie gniewnie.
- Musimy pogadać..- oświadczyła.
,,Kurwa, o co jej znowu chodzi?"
- Nie teraz, Sally. Prowadzimy ważną rozmowę - wytłumaczył najstarszy.
- Właśnie, spierdalaj do siebie - wyszeptałem. Ale wtedy nastąpiła kolejne nieprzewidziana reakcja. Oberwałem w policzek i to całkiem mocno.
- Nie, pogadamy teraz. Sam na sam. I to nie jest błahostka -zadecydowała.- Chodź do auta.
Rozmasowując policzek, podążyłem za nią do drzwi. Wolałem to stokroć bardziej od upierdliwych facetów. Chodź w tym przypadku też szykowała się awantura.
Usiedliśmy w moim aucie.
- Dokąd chcesz jechać?- zapytałem obojętnym tonem.
- Do naszej kryjówki w lesie - odparła.
Całą drogę milczeliśmy, ale atmosfera była napięta.
Bo co jeśli przeczytała Kerrang!?..
***
 *cytat Elevena ;p

Tak.. Jak myślicie, co teraz zrobi nasz Andrzej? Bo ja na 10 rozdział planuję coś specjalnego ^^
Ale teraz wyjeżdżam i musicie minimum tydzień zaczekać :c Ale chyba będzie warto :)
Pozostawiam was z przemyśleniami.
Co do muzyki, to wszystko od Soundhills ;p