poniedziałek, 9 listopada 2015

Rozdział 15: ,,Sypiący się domek z kart"


*Sally*
 No i poszłam do szkoły. A właściwie miałam iść dzisiaj. Bardzo tego nie chciałam, ale w końcu dla świętego spokoju uległam. Po prostu miałam już dość skarg Jinxxa, że jestem nierobem i jełopem. Do tego mówił, że jeśli nie będę się uczyć tutaj, to wyśle mnie do internatu.
No i ja, strachliwa i niepotrafiąca bronić swojego zdania, się zgodziłam. Mimo pełnoletności. Możliwe, że chciałam dochować spokoju. Na krótkotrwały okres zapanował w moim życiu. Nie byłam do końca zadowolona. Znów musiałam powtarzać rutynę. Ale przynajmniej teraz nie musiałam tyle czasu siedzieć w domu lub u Carla. Miałam jakieś schronienie. O ile szkołę można było tak nazwać.. Już nie pamiętałam, ale ostatnio byłam młodsza. Teraz byłam skazana na samych dryblasów. I pomimo swojej przynależności do najstarszej klasy, martwiłam się. Nie wyglądałam na osiemnaście lat. Bardziej na dwanaście. ,,Stratują cię tam, karle.."
,,Nastaw się pozytywnie!"- mówiłam do siebie w myślach.- ,,Ale pamiętaj o swojej nowej zasadzie- uważaj!"
Starałam się przygotować psychicznie. Moje główne cechy: nieśmiałość, niepewność, tchórzliwość, łatwowierność i nieumiejętność kłócenia się praktycznie od razu skazywały mnie na porażkę. Chciałam się zmienić.
Właśnie zapinałam guziki swojej białej koszuli, gdy Jinxx zaczął się drzeć z dołu:
- Sally, pospiesz się! Ash i Andy chcą cię odwieźć po drodze, a im się spieszy!
Czemu im się spieszyło na siłownię? Czy oni mieli tam jakiś ustalony grafik? Przecież pięć minut by ich nie zbawiło..
Robiłam się coraz bardziej podejrzliwa. Ale nie chciałam taka być w stosunku do swojego chłopaka. Ostatnio się wykazał. Nasza więzy się zacieśniły, mocno to odczuwałam. Mimo milczenia. Nasz związek miał bardziej charakter.. telepatyczny? Wiedzieliśmy, że się kochamy, znaliśmy uczucie i to nam wystarczyło. Nikt tego nie rozumiał. Ale przynajmniej media przycichły pod względem związku. Myśleli, że zerwaliśmy po ostatniej aferze. A propos niej.. Wolałam nawet o tym nie myśleć. Chłopców łapało coraz więcej paparazzich. Przeze mnie..
,,Przestań! Skup się na tym, co robisz!"- skarciłam samą siebie.
- Sally!- znów ten krzyk.
- Już idę!- po tych słowach skończyłam się ubierać. Postawiłam na bardziej naturalny look. Właściwie taka byłam bez Cowarda. To on tapirował mi włosy, obrysowywał oczy czarną kredką i dawał emo ciuchy. Na co dzień nie nosiłam makijażu, ewentualnie coś bardzo delikatnego, włosy miałam płaskie i gładkie, nosiłam grzeczne stroje. I to chyba wyrażało moją osobowość.. Szara myszka.
- SALLY, LICZĘ DO TRZECH!
Pośpiesznie zbiegłam po schodach na dół.
Biersack i Purdy stali przy drzwiach, ale widocznie tylko Ferguson się denerwował. Co on, okres miał?
Wolałam się z nim nie kłócić, jedynie go wyminęłam.
- No nareszcie, zrobiłaś nam łaskę! A teraz wkładaj buty i jedźcie w końcu!
Westchnęłam zażenowana jego dydaktycznym tonem, ale wykonałam polecenie. Wciągnęłam ciemne baletki i stanęłam w drzwiach.
- No.. Wyglądasz porządnie.. Jak na ciebie.
- Zabieramy się stąd - szepnął do mnie Andy.- Jeszcze zdążysz dziś posłuchać nauczycieli!
,,Nauczyciel" już chciał to skomentować, ale nie zdążył, bo szybko się ulotniliśmy.
- Jezu..- rzuciłam tylko z ponurą miną.- Cudowny początek dnia.. On się mnie ciągle czepia..
- Nie jesteś jedyna - pocieszył mnie Biersack i wiedziałam, że mówi prawdę. Chociaż teraz dawał wsparcie.. W sumie nie był najgorszym partnerem.
- Wsiadajcie do auta - zarządził Purdy. Wsiedliśmy do maszyny. Zajęłam miejsce z tyłu. Gdy ruszyliśmy, zapanowała całkowita cisza. Poczułam się nieswojo. Widziałam, że Ash obserwuje mnie w lusterku. Celowo odwróciłam się w bok i wlepiłam wzrok w obiekty za oknem. Skojarzyło mi się to z pamiętną jazdą taksówką. Było niemal tak samo. Zastanawiałam się, jak to szybko czas leci. Już prawie rok od tamtego dnia. Od tego strasznego dnia, gdy uciekałam przed czasem. Teraz było praktycznie tak samo. Marzyłam, by wszystko zatrzymało się w miejscu. Nie musiałabym iść do tej strasznej placówki na rozpoczęcie. No i mogłabym wszystko rozkminić. O ile starczyłoby mi na to życia..
Przejechaliśmy kilka ulic i dojechaliśmy do odpowiedniego budynku. Nie podobał mi się już, kiedy widziałam go pierwszy raz. Wyglądał jak jeden wielki stary kloc, pomalowany na wypłowiałe kolory. Jak sypiący się domek z kart. Ludzi jeszcze nie znałam. Korytarzy, nauczycieli- nikogo.
,,To tylko rok, przeżyjesz"- mówiłam sobie.
- Baw się dobrze - powiedział Ashley.
- Dzięki.. To.. Pa..- wydukałam i wysiadłam z pojazdu. Po chwili odjechał, a ja zostałam sama. Jedna szara jednostka i jej wielkie rozterki.
Jacyś ludzie dziwnie na mnie spojrzeli. Oczywiście mój mózg zaczął produkować różne głupie myśli:
,,Wyśmieją cię"
,,Nikt nie zagada"
,,To będą dziennikarze.."
,,CISZA!"- krzyknęłam.
Zrobiłam kilka kroków, czując mdłości strachu. W brzuchu znać dawały o sobie skurcze. Brakowało jeszcze bym się na wszystkich zrzygała..
Przekroczyłam bramę i udałam się na salę gimnastyczną. Korytarze również pomalowano na smutne barwy, które ani trochę nie poprawiały mi nastroju.
Na moje szczęście hala znajdowała się niedaleko wejścia, trafiłam, nie gubiąc się po drodze. Otworzyłam drzwi drżącą rękę i.. zamarłam. Setki oczu się we mnie wlepiły. A przynajmniej takie miałam wrażenie. Zlustrowałam ich. Tacy.. inni. Wypindrzone dziewczyny, wszystkie zadbane, idealnie ubrane, uczesane, umalowane. Chłopaki niemal tak wysokie jak Andy, wszyscy bardziej kobiecy od kobiet. No dobra, były jakieś wyjątki. Grupa dresów i jakaś gruba okularnica.. No cóż, chyba raczej nie pasowałam do żadnej grupy.
Nie miałam pojęcia, do kogo dołączyć, ale na szczęście dostrzegła to jakaś nauczycielka. Ocknęłam się i spojrzałam na nią zdezorientowana.
- Ty musisz być Sarah Rogers, nasza nowa uczennica..- powiedziała ochrypłym głosem. Nieco mnie tym wystraszyła. Do tego jej wygląd.. Miała strasznie ostre rysy, spiczasty nos i włosy mocno ściągnięte do tyłu. Do tego wydawała się jeszcze chudsza ode mnie. I o wiele wyższa. W pierwszej chwili skojarzyła mi się z damską wersją starego Andy'ego.
- Tak - wydukałam nieco wystraszona.
- Choć za mną. Zaprowadzę cię do twojej klasy.
Ruszyłam za wiedźmowatą kobietą, mijając uczniów, którzy zbyt mili się nie wydawali.
,,Nie przesadzaj"- mówił mój umysł.
W końcu stanęłyśmy. Przyjrzałam się wszystkim. Wspomniana przedtem okularnica, dziewczyny ubrane o wiele modniej ode mnie i w większości dresy. Znacznie się skuliłam.
- Wytrzymaj tu jeszcze chwilę. Zaraz powinno się zacząć - uspokajała mnie. A potem po prostu sobie poszło..
Miałam ochotę rzucić się za nią w pogoni, ale to by było chyba głupie..
,,No jasne, że głupie. Poradzisz sobie przez pięć minut!"
Ale te wszystkie nieprzychylne spojrzenia mnie denerwowały. Zaczęli coś szeptać.. Gdy wybuchali śmiechem, odwracali się, jakby nie chcieli bym to widziała. Chcieli mi dokopać już na wstępie?..
Zmartwiłam się. Przecież miałam z nimi spędzić jeszcze rok..
Może powinnam zagadać? Odezwać się?
Mój umysł twierdził, że tak, ale ja sama czułam się zbyt onieśmielona. Poza tym.. Co miałam powiedzieć?
,,Hej, jestem Sally. Zabili mi siostrę i siedziałam w psychiatryku, a ty?"
Mało nie zapadłam się pod ziemię. Do tego ta ostatnia sprawa z dziennikarzami.. Co jeśli tu się kryje jeden z nich?
Właśnie! Może dlatego szeptali?
Zmarszczyła brwi i spuściłam wzrok. Udawałam skupioną i zamyśloną. Może by mnie nie poznali? A może jednak?
Wodziłam wzrokiem po niezbyt czystej podłodze. Głosy stały się głośniejsze. I wtedy usłyszałam kroki. Odeszłam kawałek.
Uratował mnie dźwięk hymnu.
- Stawać na baczność!- krzyknęła inna nauczycielka.  Wykonałam polecenie. Chyba jedyna.. Wszyscy dookoła mnie się zaśmiali. Czyżby takie zasady panowały w szkołach?
Miałam wrażenie, że teraz stanę się jeszcze niższa niż zwykle.
Znów skupiłam się na lustrowaniu ścian i innych mebli, by tylko nie zwracać na siebie zbytniej uwagi.
,,Nie słuchaj ich.. Posłuchaj dyrektorki, nauczycieli.."
,,Racja"
Starałam się wsłuchać w przemówienie, ale mózg nie dawał mi spokoju. Cały czas słyszałam chichot i parsknięcia.
Już nienawidziłam szkoły..

***

 Te pół godziny stało się naprawdę trudne dla mojej psychiki. Jakbym stąpała po cienkiej lince, a oni usiłowali ją przeciąć.
W oczach zbierały mi się łzy bezradności, ale wtedy się skończyło. Mogliśmy opuścić salę.
- Za mną, Sarah'o. Twoja nowa klasa ma numer 22 - syknęła nauczycielka. Wolałam się nie sprzeciwiać, choć najchętniej bym teraz zwiała. Przeszłyśmy do schodów. To dopiero było piekło! Wszystkie dzieciaki chciały jak najszybciej przejść na wyższe piętra. Wszyscy przepychali się jak szaleni, jeden wpadał na drugiego. A ja i 155 centymetrów wzrostu miałam najgorzej.
- Spieprzaj dzieciaku!- rzucił do mnie jakiś dryblas, popychając mnie gwałtownie w bok. Wpadałam na jakąś laskę.
- Uważaj jak łazisz! Zepsujesz mi fryzurę, debilko!- pisnęła.
- Sorry..- powiedziałam bezgłośnie. Stres odebrał mi mowę.
W końcu jednak udało mi się przepchać na górę. Jak to dobrze było mieć salę dość nisko.. Przekroczyłam próg pomieszczenia. Na moje oko znajdowałam się w sali historycznej. To dobrze, lubiłam ten przedmiot. Ścisłe w ogóle mi nie szły. Choć literatura i historia sztuki zawsze wydawały mi się najciekawsze.
- Graciarnia, no nie?- rzuciła do mnie dziewczyna w pasiastej sukience.
- Chyba tak..
Uniosła brew.
- Serio?- spytała.
Jednak ja już ją wyminęłam. Dostrzegłam, że na końcu od okna jest wolna ławka. ,,Idealnie, w razie czego będziesz miała się, na co gapić!"- stwierdziłam.
Już na dobre się tam zadomowiłam, kiedy do pokoju wmaszerował jakiś koleś. Naprawdę.. stary. Starszy od nas o wiele lat. Zdziwiłam się. Jak on mógł mieć zaledwie 18 lat? Wyglądał na co najmniej 25 lub więcej..
Co dziwniejsze maiłam wrażenie, jakbym już go gdzieś widziała. Miał włosy koloru ciemny blond i brązowe oczy. Do tego dziwnie pachniał, jakby się nie umył i wylał na siebie wiadro wody kolońskiej.
Powinnam go zidentyfikować, ale teraz nie o to chodziło. Facet zatrzymał się przy mnie i warknął oschle:
- Sory, dziunia, to moja miejscówa!
W takiej sytuacji chyba nie powinnam pyskować.. Wręcz mnie przeraził. Wydawał się groźny, jakby miał odwagę zrobić mi krzywdę..
Tym razem, gdy pośpiesznie się przenosiłam, nikt się nie śmiał. Wszyscy udawali, że nie widzą.
Rozejrzałam się dookoła. Nigdzie wolnego miejsca..
Pot zaczął mi spływać po czole. Wtedy nasza wychowawczyni, którą miałam już okazję dziś poznać, zadecydowała:
- Sarah'o, usiądź z Victorią!- po czym wskazała na okularnicę. Ta uśmiechnęła się przyjaźnie. Nie odwzajemniłam. Teraz nikomu już nie ufałam. W tej chwili wszyscy zdawali się być przestępcami lub paparazzi.
Wykonałam polecenie, ale odsunęłam się na sam brzeg ławki. W sumie mogło być gorzej.. Lepsza, jak widocznie, aspołeczna niż zadufana lalunia. Może i mówiłam zbyt ostro, ale lepsze to niż bycie byt delikatną. Już raz (albo i więcej) się tym popisałam.
,,Victoria" popatrzyła na mnie zdziwiona. Jedynie odwróciłam głowę i wpatrzyłam się w dorosłą. Właśnie zaczynała swoje przemówienie:
- Cóż, wszyscy mnie znają. Poza naszą nową uczennicą, Sarah'ą. Dlatego też przedstawię się po raz kolejny. Nazywam się Elizabeth Kay. Nauczam historii i języka francuskiego. W szkole pracuję przeszło 30 lat. W tym roku to ja będę waszą wychowawczynią.. Dobrze, to może teraz powinnam wam przedstawić właśnie Sarah'ę.
- Sally - poprawiłam. Co prawda poprawna forma brzmiała Sarah, ale to brzmiało zbyt oficjalnie. Poza tym Sarah oznaczała księżniczkę, a ja księżniczką nie byłam. Tylko bachorem z psychiatryka..
- Sarah'o - i tak wszystko zignorowała..- Wyjdź na środek i powiedz nam coś o sobie.
Przełknęłam ślinę. ,,Co ja mam o sobie powiedzieć?"
Zalały mnie zimne poty, ale wyszłam przed ławki. Znów słyszałam szepty. Skuliłam się w sobie.
W końcu stanęłam i odwróciłam się twarzą do klasy. Czułam jak moja grzywka skleja się od wilgoci.
- Co ja mogę o sobie powiedzieć?- zwróciłam się do pani Kay z zakłopotaniem.
- No.. Na przykład skąd pochodzisz, dlaczego znalazłaś się w naszej szkole. Co cię interesuje, jakieś przedmioty..
Wgapiłam się w jakiś niewidzialny punkt na podłodze i zaczęłam kłamać:
- Ja jestem z Cincinnati.. Znalazłam się tu.. Bo.. Bo musiałam się tu przeprowadzić. I tak jakoś wyszło..
Czułam się jak bezradny głupek.
- A.. A przedmioty to.. Ja.. Lubię czytać?- gadałam jak walnięta. Wszyscy chichotali pod nosami.
,,Pokaż im!"- głos Lynn. Zamarłam. Zobaczyłam jej twarz odbijającą się od szyby. Cofnęłam się o krok.
- Wszystko w porządku, Sarah'o?- zaniepokoiła się historyczka.
- Tak.. Tak..- powtarzałam nienaturalnie.
,,Pokaż"- znowu.
,,No dobra.."- pomyślałam.
Zebrałam się na odwagę i pewniej niż wcześniej powiedziałam:
- I umiem trochę śpiewać. W zespole..
- Jakim?- zaciekawiła się ,,Victoria".
- Train To Wonderland - wycedziłam.
- No wow, dużo nam to mówi!- stwierdziła jakaś dziewczyna.
- Czekaj.. To chyba ten emo-band, co grał przed tym emo-zespołem Vic!- wybuchnął śmiechem jakiś chłystek.
- Emo..- przeszły szepty.
,,Ratuj sytuację!"- mówiłam sobie.
- No.. To to chyba wszystko - oświadczyłam.
- Dobrze, Sarah'o.. Usiądź. Rozdam wam teraz plany lekcji.
Mimowolnie wyjęłam chusteczkę z torby i otarłam czoło. Spotkało się to z reakcją kilku osób. Niemiłych osób.
Po chwili miałam przed nosem kartkę. 9,8,7 godzin dziennie.. Cudnie.
Choć może Carl nie byłby taki uciążliwy? Może nie musiałabym znosić Jinxxa?
Westchnęłam. Znów czułam się beznadziejnie.

***
 
Mój budzik zaczął dzwonić jakby mu odwaliło. Spojrzałam na wyświetlacz.
,,6:00?! Co się tu, kurwa, dzieje?!"
Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że dziś mój pierwszy prawdziwy dzień w szkole. Na pierwszy ogień jedynie 8 lekcji..
Zasłoniłam się poduszką i jęknęłam z niezadowolenia. Jak chętnie zostałabym teraz w łóżku.. Chciało mi się ryczeć. Gdy tylko pomyślałam, że codziennie będę musiała wstawać i iść do tej znienawidzonej placówki z okropnymi ludźmi i siedzieć tam pół dnia..
,,Ogarnij się. Nie będzie aż tak źle.. Rok da się przetrwać. Zresztą nie oceniaj już pierwszego dnia. Może nie będzie najgorzej?"- powtarzałam w myślach.
,,Wstań.."
Westchnęłam i z całych sił podciągnęłam się na rękach. Nadal było dość ciemno.. A przynajmniej takie miałam wrażenie. Nie wyspałam się, przez całą noc się przewalałam. Myśli o tym, jak to okropnie będzie, mnie zadręczały.
,,Zbyt się przejmujesz, wrażliwcu.."
Podniosłam się z posłania. Zrobiło mi się tak cholernie zimno, nieprzyjemnie..
Kurwa, niby nic wielkiego, a ja czułam się jak w największej depresji.
Nie dumając nad tym więcej przeszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro. Może by tak dzisiaj odważyć się na makijaż? Wczoraj wzięli mnie pewnie za nieśmiałą dziewczynkę ubierającą się jak pierwsi osadnicy. 
Wzięłam w rękę kredkę i zbliżyłam ją do powieki. Narysowałam kreskę, całkiem przyzwoitą. Nie aż tak grubą, nie chciałam wyglądać jak Kleopatra. Zmierzwiłam też włosy dłonią, by nie były takie przylizane. No cóż.. Efekt był lepszy niż wczoraj. Nie wyglądałam na 12 lat, tylko na 14..
Wyszłam z pomieszczenia i zaczęłam się rozglądać za ciuchami. Niechętnie spojrzałam na wczorajszy zestaw. ,,Nie, to zbyt odświętne.."
Zajrzałam do szafy. Wyciągnęłam jeden z T-shirtów od Sammi i podarte czarne rurki. ,,Odważniej."
Spakowałam książki do torby i zeszłam na dół.
,,Czy oni nigdy nie śpią?"
Cała ekipa siedziała już na dole. CC oglądał telewizję, Purdy przeglądał jakieś.. pornosy. Jake krzątał się, szykując jedzenie, rozmawiając przy tym z Jinxxem.
- Hmm.. Nie zbyt wulgarnie, panno Rogers?- skrzywił się ten ostatni. ,,Teraz chcesz mnie jeszcze nazywać ,,panną Rogers"? W szkole i tak już jestem Sarah'ą.."
- Nie, nie zbyt wulgarnie. Może nie wiesz, ale dzieckiem już nie jestem. Mam 18 lat - rzuciłam tonem pozbawionym emocji.
- Eh.. Mam nadzieję, że w tej szkole cię czegoś nauczą!- załamał ręce. Wściekłam się i miałam ochotę się pokłócić, ale powstrzymał mnie schodzący po schodach Andy. Żeby odwrócić swoją uwagę od naszego ,,nauczyciela", podbiegłam do swojego chłopaka. Zdziwił się, gdy rzuciłam mu się w ramiona. Wtedy zbliżyłam swoje usta do jego ust, pragnęłam jego pocałunku, ale..
Obrzydził mnie okropny fetor. Odsunęłam się.
- Andy..- rzuciłam, zatykając nos - Jebie ci z ust, delikatnie ujmując.
Inni momentalnie się zainteresowali, a sam Biersack gniewnie na mnie spojrzał. ,,Chyba zrobiłaś coś źle, panno Rogers.."
- Pokaż się no tu!- zbliżył się do nas Pitts.
- A w życiu!- wkurzył się drugi.
Wtedy znów zaatakował nas smród.
- Jebiesz rzygami i krwią..- stwierdził Jeremy. Wtedy zorientował się, że stoję obok. W pierwszej chwili się zaniepokoił. Wzbudziło to we mnie jeszcze większe podejrzenia. Do tego Andy.. Tak się teraz o niego zmartwiłam.
- Andy, wszystko oke..- nie dokończyłam.
- Sally, bo się spóźnisz!- krzyknął ten piernik.
- Ale mam jeszcze godzinę!- zdenerwowałam się.
- Co mnie to?! Idź do szkoły!
- Ale..
- Idź!
Zrobiłam się cała czerwona, pięści mnie świerzbiły.
- A wiesz co?! Pójdę sobie, bez ciebie mi będzie o niebo lepiej, stary skurwielu!- wrzasnęłam.
Chwyciłam torbę, popchnęłam drzwi i wypadłam na ulicę. Czułam się, jakby ktoś dosłownie poszarpał mi nerwy. Jeszcze chwilę stałam w miejscu, by się uspokoić. Musiałam odetchnąć.
Kilka miesięcy temu naprawdę miałam ochotę udusić wszystkich, że mnie ,,przygarnęli". Ale teraz najchętniej bym się wyniosła. Zamieszkałabym chyba nawet na ulicy.
No dobra.. Może nie na ulicy. Ale na przykład u..
Nie, z Carlem chyba też bym nie wytrzymała. Poza tym Andy..
Ale co to w ogóle był za związek? Co mnie obchodziło, że popisał się kilka marnych razy?!
Czułam jak łza złości spływa po moim policzku. Momentalnie ją otarłam.
,,Lynn, nie powinno się płakać, prawda? To dla słabych!"- przemówiłam do siostry.
,,Tak, dokładnie.."- udzieliła odpowiedzi.
,,Dzięki.. I tego się trzymajmy.. A teraz szkoła.."
,,Obojętność"- podpowiedziała.
,,Okej."
Ruszyłam przed siebie. Trzęsłam się, jakby było mi zimno. A właściwie to dobrze. Miałam zamarznąć, tylko od środka.

 Dotarłam do swojej szafki. Zostawiłam w niej kurtkę i spojrzałam na plan. Pierwsza- matma. No idealny start.. Przedmiot, na którym trzeba się skupiać. Do tego numer sali. Skąd ja miałam wiedzieć, która to 37?
Rozejrzałam się. Obok mnie stała.. Cholera, znów ona. Okularnica. No ale jakie miałam wyjście?
- Emm, Victoria?- wydukałam.
- Tak?- momentalnie podniosła się z podłogi, zostawiając buty niezawiązane. Przyjrzałam się jej dokładniej. Była trochę wyższa i grubsza ode mnie. Miała brązowe oczy i długie, proste włosy z grzywką do brwi tego samego koloru. Grube czarne oprawki. Do tego chodziła opatulona, jakby nadeszła jakaś mroźna zima. Chyba kochała wszystko, co wełniane, bo tonęła w wielkim swetrze, a szalik naciągnęła prawie pod uszy. Wydawała się sympatyczna, ale..
,,Bądź ostrożna."
- Gdzie jest sala 37?
- Zaraz cię zaprowadzę! Mamy przecież razem lekcje! O, a potem pokażę ci resztę szkoły, ok?- odparła wysokim, radosnym głosem.
,,Chętnie.. Ale.."
- Yhy - rzuciłam tylko.- O, już 55! Chodźmy..
Podążyłam za dziewczyną, która wspinała się po schodach. Nagle wpadła na, o zgrozo, tego upiornego typa.
- Uważaj jak łazisz, parówo. Albo ci zapierdolę - warknął niskim głosem.
- Tak.. Brian..
O co chodziło z tym Brianem? Czemu mu się nie odgryzła? To znaczy.. Ja też bym się wahała, ale ona już go chyba znała przez jakiś czas. A on nie był jej bossem. I czemu nazwał ją parówą? Przecież nie była otyła..
Ale znajoma cała zrobiła się czerwona i jedynie spuściła głowę. Nie odzywała się, widocznie się speszyła. Aż zrobiło mi się żal.
,,Nie!"- Lynn. Czemu?..
Za dużo pytań na początek. Musiałam się skupić na tym, jak się tu odgrodzić.
- A ty co się gapisz, emosie?- zwrócił się do mnie. Zadrżałam.
- Nie jestem emosem!- pisnęłam prawie bezgłośnie.
Zaśmiał się jedynie i odszedł do pokaźnej paczki swoich ziomków.
- Ale chuj - stwierdziłam cicho. Odwrócił się.
Chyba obie wiedziałyśmy, co robić, bo natychmiast zwiałyśmy pod salę. Akurat dzwonił dzwonek. Czułyśmy się uratowane. A przynajmniej ja.. Nie powinno być ,,my"..
Już się plątałam.
- Masz rację..- z rozmyślań wyrwał mnie głos ów dziewczyny.- Jest chujem. Od zawsze.
Zgadzałam się, już miałam ochotę zrobić całe przesłuchanie na temat tego typa, ale nie powinnam się też spoufalać. Nikt nie wydawał się godny ufności. A niby to był pierwszy dzień.
Albo przesadzałam i popadałam w paranoję albo trafiłam w wir swojego koszmaru.
W końcu przyszła nauczycielka. Niewiele wyższa ode mnie, grubsza, ale jakby nadęta.. Wyminęłam ją, jedynie cicho mówiąc ,,dzień dobry". Weszłam do sali. Podobna do naszej, nieduża zmiana. Nie wiedziałam, gdzie mam usiąść, więc zaczekałam aż reszta zajmie miejsca. Szukałam wzrokiem pustej ławki, ale mi się nie udało.
- Sally, usiądź ze mną!- nalegała Victoria. Udawałam, że jej nie słyszę.
- Ach, ty musisz być Sally! Usiądź z Victorią!- poleciła nauczycielka.
,,No to pięknie.."
Rzuciłam swoją torbę na ławkę i z niechęcią wyjęłam książki. Udawałam, że coś zapisuję w zeszycie.
- Podoba ci się szkoła?- spytała szeptem ta obok. Jak mi się bardzo nie chciało odpowiadać.
- Może być - odpowiedziałam, nawet na nią nie patrząc.
- No tak, zawsze mogło być lepiej! Na przykład Hogwart..- rozmarzyła się.- Czytałaś Harry'ego Pottera?
- Ojej, niestety nie..- udawałam przejęcie.
- Serio?! Musisz przeczytać! Serio! Nie wiesz, ile tracisz! A co czytałaś?
- Nie pamiętam tytułów..
- Co? Jak można nie pamiętać tytułów?! Masz jakąś amnezję, czy coś?!- zaśmiała się.
Wywróciłam oczami. ,,Nie zrozumiesz. Niektórych rzeczy wolałabyś nie pamiętać.."
- A propos, to uwielbiam tą grę, znaczy się ,,Amnesię"! Choć sama słabo gram. Ogólnie jeśli chodzi o książki, gry i filmy lub seriale to jestem psychofanką! A ty?- nie dawała za wygraną. Myślałam, że się załamię, ale matematyczka nam przerwała:
- Dziewczęta, proszę nie rozmawiajcie! W tym roku zdajecie maturę, musicie się przygotować!
Skinęłam głową. Na szczęście ,,psychofanka" chyba ceniła sobie oceny i tym podobne, bo posłuchała. Miałam spokój..

 OKEJ, TO JUŻ SIĘ ROBIŁO DENERWUJĄCE.
Każda lekcja to samo. Ciągle paplanina, to o jakimś Syriuszu, to o jakimś innym, jacy to oni cudowni, a ja w ogóle nie miałam o tym wszystkim pojęcia.. I to wypytywanie mnie. Po pewnym czasie zaczęłam udawać, że nic nie słyszę. Ale naprawdę, 8 lekcji w ten sposób nie było przyjemne. Miałam pewne wyrzuty sumienia, ale też nie dziwiłam się samej sobie. Po tej kłótni rano potrzebowałam spokoju, odreagowania, a nie ,,psychofanki" zwalającej mi się na głowę..
Wręcz zaczęła mnie boleć.
Chciałam tylko znaleźć się gdzieś sama i pobyć ze swoimi myślami. Uciec od wszystkich. Nikt nie był taki, jaki chciałam.. Denerwowali mnie. Może i wymagałam zbyt dużo, ale teraz przeżywałam ostry rozstrój nerwowy. Jeśli to miało się powtarzać częściej.. Chyba wolałabym się zabić. Właściwie teraz to już wszystko mi wisiało. Gdybym tylko mogła pomścić Lynn.. Na razie sprawa tkwiła w miejscu, więc czekałam.
W końcu dotarłam do szafki. W pośpiesznym tempie zaczęłam zmieniać buty i wciągać kurtkę, ale Victoria oczywiście do mnie podeszła.
- Może chciałabyś..?- nie dałam jej dokończyć. Ruszyłam przed siebie, udając, że nic nie słyszę. Pobiegłam przed siebie.
- Sally!- krzyknęła.
- PARÓWA BĘDZIE BIEGŁA!- usłyszałam.
I rzeczywiście, kroki stawały się coraz głośniejsze. Nie miałam już siły sprintować, nawet mi się nie chciało, więc jedynie szybko szłam. Dla ,,parówy" i to było wystarczające, by zostać w tyle. Przynajmniej miałam takie wrażenie, do pewnego momentu.
Niestety chyba się pomyliłam. Może i ja byłam szybsza, ale ona lepiej znała szkołę. Nie wiem, pewnie istniał jakiś korytarz, który przeoczyłam, ale dziewczyna złapała mnie przy wyjściu.
- Zaczekaj, Sally!- poprosiła, dysząc.
Wahałam się chwilę, ale w końcu przystanęłam. ,,Jeśli już jej coś mieć za złe, to chociaż wyjaśnić, co.. Może zrozumie.. A może.."
- Czemu mnie unikasz?- spytała ze zmartwioną miną. Milczałam.- Chciałam się tylko spytać, czy możemy się gdzieś spotkać.. Jeśli nie chcesz u mnie, to możemy u ciebie..
Udawałam oburzenie. Naprawdę chciałam się jej pozbyć. Ale potem.. Potem mnie olśniło..
U mnie? U mnie?! To pachniało tak samo jak ostatnio!
Naprawdę, paparazzi okazali się prawdziwą udręką.. Że też posuwali się do takich rzeczy! Miałam dość, nie chciałam już nikogo, chciałam samotności, a nie natręctw!
- Co, może jeszcze powiesz, że jesteś jebaną dziennikarką?! Nie dzięki, ode mnie nie ma żadnych newsów! Zostaw mnie ty.. Ty gruba parówo!- krzyknęłam jej w twarz. Byłam dumna z siebie, że w reszcie się odważyłam.. Nie byłam ofiarą.
Oniemiała. Spojrzała na mnie, poruszając niemo ustami. Ktoś zaczął się śmiać. Zorientowałam się, że obok nas stoi cała gromada ludzi. Obserwowali całe przedstawienie, jak A.L. dała wpierdol.
Tymczasem ,,gruba" się skrzywiła. Mogłam zobaczyć, że po jej policzku spływa łza. A potem kolejna..
O kurwa.. Serio? To jak to w końcu, kurwa, jest?!
,,I coś ty narobiła?"
- Victoria, ja..- planowałam przeprosić, ale dziewczyna pognała w przeciwną stronę. Zrobiło mi się tak cholernie głupio.. Poczułam się jak brutal.. Zrobiłam coś bezwzględnego.. Okropnego..
,,Zjebałaś na całego.."
A jeszcze chwilę temu się tym pyszniłam.
,,Przegięłaś pałę."
Za dużo myśli.. Znów się skłębiły.. W rekordowym tempie..
Byłam bliska płaczu, więc opuściłam szkołę..
 
***
Tak, wiem, dawno nie było.. Czasu nie miałam, miałam ,,gorsze dni" ;-; Ale jakoś to wynagrodzę- kontynuacją FAS ^^ czyta mnie jedna osoba, ale jebać to! To daje pewną swobodę!
Wszystko zatajnię na razie...
Aha, i nie chciało mi się poprawiać ;/ Sory, ale już miałam dość tego rozdziału. Zjebałam..
Dobra..
Dawida jednak będzie zawsze XD