*Andy*
Całą drogę panowało milczenie. W powietrzu unosiło się napięcie. Sam nie wiedziałem, czy mam się bać, ale nie pozwalałem sobie na to uczucie. Było dla słabeuszy. W każdym razie nie mogłem spodziewać się niczego dobrego. I niemal byłem pewny, o co poszło. Ba! To było oczywiste.
W końcu dojechaliśmy do naszej kryjówki. To znaczy teoretycznie, bo musieliśmy jeszcze przejść spory kawałek w lesie. Zastanawiałem się, czy ona w ogóle jeszcze pamięta, że niedawno ją uratowałem. Beze mnie by tu zginęła. Powinna być mi chyba wdzięczna. Tymczasem pewnie planowała robić mi awanturę. Eh, najpewniej damska wersja Jinxxa. Będzie chciała mi wbić do głowy, jaki to okropny jestem. Ale ja na to nie pozwolę. Jestem dla niej za dobry, powinna mnie szanować. W końcu mieszka za darmo w moim domu i korzysta sobie ze wszystkich dóbr. W każdej chwili mogę ją wyrzucić i jeszcze zatęskni za moją dobrodusznością. Równie dobrze jej truchło mogłoby leżeć teraz tu w krzakach, więc miałem swojego rodzaju ubezpieczenie.
Ale były dwie rzeczy, które mnie niepokoiły. Po pierwsze: co jeśli nagada do mnie redakcji któregoś z rockowych pism? Kobiety potrafią wiele zrobić pod wpływem emocji. Wtedy jeszcze bardziej się oczernię i cała moja reputacja się rozwali. I wtedy wyjdzie na jaw, jaki to ,,obłąkany i opętany" jestem. I po drugie: istniała jakaś możliwość, że ta dziewczyna również coś ukrywa. To było oczywiste od samego początku. A ja byłem do tego stopnia zdeterminowany, że po prostu musiałem to odkryć. Do tego miałem w sumie szansę, przez jakiś czas byłem z nią blisko. Przez jakiś tydzień, ale to też coś.. Choć po tym epizodzie najpewniej mnie znienawidzi. Chyba że.. odwrócę wszystko na swoją korzyść? To nie był taki zły pomysł! Nawet całkiem logiczny.
Zacząłem myśleć na poważnie. Co powiedzieć, żeby ta sytuacja nie wydawała się czystym kłamstwem i przedstawieniem? Czy w ogóle istniało jakieś możliwe wyjście? Może jednak da się uniknąć przyznawania się do winy i przy okazji coś zyskać?
Tak, to był chytry i okrutny plan, ale teraz bym z niego nie zrezygnował. Lepszego wyjścia nie było.
Przemknęło mi przez myśl kilka pomysłów, ale żaden nie wydawał się sensowny. Wkurzyłem się, czasu brakowało. Pozostało mi zaledwie kilka minut. Do naszego specjalnego miejsca było już tylko kilka metrów. A w głowie miałem pustkę.
,,Lynn, pomóż!"- powtarzałem z każdym krokiem. I nic. Widocznie byłem teraz zdany na siebie. Lynn chyba postanowiła sprawdzić moją inteligencję.
Dobrze, moim obowiązkiem było przyjąć wyzwanie. Doskonała szansa by się wykazać.
Ale nadal na nic nie wpadłem, mój umysł paraliżował strach. Cholera!
Poczułem na czole kroplę potu, gdy minęliśmy ostatnie drzewo. Przystanąłem i nie mogłem wykrztusić słowa. ,,Skup się, skup się. Staraj się nie wzbudzać podejrzeń! Opanuj się!"
W końcu wybąkałem nieśmiało, co było do mnie niepodobne:
- Dobra, to o co chodzi?
Wkurwiłem się na samego siebie. Już na wstępie okazywałem swoją słabość i niemoc. ,,Andy, palancie, jesteś skurwielem. Po co ty się w ogóle przejmujesz tą małą? Zachowuj się normalnie!"
Sally przystanęła i przez chwilę stała odwrócona. Chyba przyglądała się płycie nagrobnej. Niestety, a może i stety była tak zarośnięta mchem i zapuszczona, że nie dało się już przeczytać liter. Do tego zapadał zmrok. Zdjęcie też wyblakło. Próbowałem kiedyś walczyć z tym zielonym cholerstwem i pozostałymi czynnikami natury, ale nic nie dało się zrobić. Jinxx by sobie pewnie z tym poradził, ale nie było mowy o zapraszaniu tu wrogów. Chyba że w celu mordu, wtedy to co innego.
W końcu Rogers wyrwała się z zamyślenia i odwróciła się w moim kierunku. Zmarszczyła brwi.
- Chodzi o Kerrang!..
I już miałem przechlapane.
*Sally*
Niestety, nie byłam w stanie odczytać nazwiska. Ale to był mniejszy problem. Teraz szło o publiczne ośmieszenie mojej osoby. Już się do mnie dobierali i to nie z mojej winy. Kwestią czasu było, aż zaczną krążyć plotki, a ja ozdobię wszystkie okładki magazynów. I to wszystko dlatego, że jednej gwieździe rocka chciało się powiedzieć nieprawdę! Byłam ciekawa, co pan Biersack ma do powiedzenia w sprawie swoich kłamstw. Bowiem kiedy powiedziałam, że chodzi o artykuł, od razu wydawał się przerażony. To dobrze nie zwiastowało. Wiedziałam, że ostro tam nakłamał, ale chciałam wiedzieć, jak się usprawiedliwi. Bo ja można usprawiedliwić takie zachowanie? ,,No proszę, panie Biersack, olśnij mnie!"
- Czemu powiedziałeś im, że jestem twoją dziewczyną?- zapytałam w końcu. Byłam naprawdę wkurzona, najchętniej po prostu skopałabym mu tyłek, choć pewnie by wygrał. Ale i tak nie wykluczałam tej opcji. Jeśli zaraz padnie jakaś skurwielska odpowiedź, to nie zawaham się użyć przemocy. Może i jestem mała, ale nie dam sobą pomiatać. Choć i tak już to na pewien sposób zrobiono.
Chłopak zastanawiał się dość długo. Ocierał czoło, wodził oczami po drzewach. Denerwował mnie, ale czułam, że mam go w garści. Coś ukrywał, to było pewne. Ale cisza nie była dobrą odpowiedzią. Zaczynał mnie irytować coraz bardziej z każdą chwilą, gniew tylko we mnie narastał. Nie poprawiał swojej sytuacji milczeniem. Założyłam ręce na piersi i podeszłam bliżej. Stanęłam przed nim i spojrzałam mu w oczy. Musiałam unieść głowę dość wysoko, a mój niski wzrost raczej nie przerażał. Jednak on i tak wyglądał na zakłopotanego. Jeśli czuł się jak w zasadzce, to dobrze. Bardzo dobrze.
Ale potem sytuacja znów się odwróciła.
Nagle się uspokoił, zupełnie, jakby doznał olśnienia. Odwzajemnił moje spojrzenie i chyba w końcu postanowił się wytłumaczyć.
Boże, czy on po prostu nie może tego powiedzieć?! Chcę po prostu poznać prawdę!
*Andy*
- No dalej, co ukrywasz?!- niecierpliwiła się Sally.
Tak, przed chwilą przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Bardzo głupi pomysł. Mógł pociągnąć za sobą tyle problemów i kolejnych kłamstw, ale czy lepiej by było się przyznać? Nigdy w życiu! To byłby koniec i tyle. I to zupełnie nie w moim stylu. Lynn też poczułaby się zawiedzona, a raczej wściekła, jak to na nią przystało. A tak to obrócę wszystko na korzyść. Zamienię kłamstwo w prawdę.
Słowem: sprawię, że to, co było w magazynie, stanie się prawdą.
Brzmi głupio, to prawda. Sam byłem pełny podziwu dla siebie. No cóż, ktoś na tym świecie musi się poświęcić i widocznie padło na mnie. Nawet, jeśli muszę się wiązać z kimś praktycznie obcym. Wolałbym już kogoś skrzywdzić niż się migdalić. Trudno.
Zbliżyłem swoją twarz do twarzy dziewczyny i rozpocząłem najdurniejszą i najbardziej kłamliwą przemowę mojego życia. No, może nie aż tak kłamliwą, ale i tak mocno przekolorowaną. Można powiedzieć, że jej 90% było fałszywe. A pozostało 10%? Cóż, do przemyślenia.. Sytuacja nie była aż tak tragiczna.
*Sally*
- Sally, nie mogę tego dłużej ukrywać, bo.. Bo sam się w tym zagubiłem. Wszystko poszło na odwrót. To nie tak jak myślisz..- zaczął jakimś dziwnym i nietypowym dla niego językiem.
- Więc jak, do cholery?!- teraz już na serio pragnęłam przywalić mu w twarz. Miałam wrażenie, że cały czas prowadzi ze mną jakieś gierki. Ciągle coś ukrywał, nie mówił prawdy, wiedziałam to od początku. Czasem był miły, czasem mnie ignorował, potem z kolei zamieniał się w potwora-psychopatę. I jak miałam mu zaufać? Jak miałam mu teraz wierzyć?!
Więc może w końcu dowiem się czegoś konkretnego? Może powie mi cokolwiek? Może uda mu się wyjaśnić cały ten cyrk? Czy to w ogóle da się wyjaśnić? Po co ja się w to wplątałam?!..
,,Tylko nie wybuchnij"- mówiłam do swojego mózgu.- ,,W razie czego masz się na kim wyżyć. Obmyślaj chwyty"
I wtedy zaczęła się jego przemowa, podczas której czułam się coraz bardziej zdezorientowana i ogłupiała:
- Bo wiesz, Sally.. Ten artykuł. Ja nie chciałem cię obrazić. Nie chciałem narazić cię na plotki. Chciałem zrobić ci niespodziankę. Miłą niespodziankę. Ale chyba źle to rozegrałem..
- Zaraz, zaraz..- przerwałam. Kurwa, nic nie rozumiałam! To już było ponad moje siły. Co on chciał tym niby osiągnąć?! Jak mógł pomyśleć, że takie coś sprawi mi przyjemność?! Jakim trzeba być idiotą?! Ale ważniejsze pytanie: jaki miał cel?- Czemu powiedziałeś w artykule, że to akurat JA jestem twoją dziewczyną? Musiałeś podawać nazwisko? Nie mogłeś czegoś zmyślić? Nie mogłeś powiedzieć, że po prostu pokłóciliście się z Juliet? I czemu to niby miało by być dla mnie miłą niespodzianką?..
Za dużo pytań, a jak na razie zero sensownych odpowiedzi.
Wtedy zbliżył się do mnie gwałtownie. Odległość między nami zrobiła się niebezpieczna. Poczułam lodowaty oddech na swojej twarzy. Zupełnie jak lód. Nawet tegoroczna zima nie była taka zimna. Musiałam patrzeć jeszcze wyżej. Widok był niepokojący. Jego twarz wyrażała inne emocje niż zazwyczaj. Widziałam nieśmiały uśmiech. Coś tu nie grało.. ,,Co on znowu zamierza?.. Jest przecież nieprzewidywalnym psycholem.."
Potem chwycił mnie za rękę i wypowiedział trzy słowa, które na zawsze zmieniły moje życie:
- Kocham cię, Sall.
I czas się zatrzymał.
Moje oczy mało nie wyszły z orbit, oddech niemal ustał, kolana się pode mną ugięły. Jedynie gapiłam się w jego niebieskie oczy, nie byłam w stanie nic z siebie wydusić. Przez moją głowę przewijały się miliony pytań, ale wszystkie zlewały się w jedne wielkie ,,CO?!".
Po prostu nie mogłam uwierzyć.
,,On.Cię.Kocha.."
To brzmiało tak dziwnie. Tak kosmicznie. Jak język przybyszy z innej planety. Nikt mnie nigdy nie kochał. A przynajmniej w tym sensie. Nie spodziewałam się niczyjej miłości. Bo kto mógłby się zakochać w kimś takim jak ja? Chyba tylko ktoś równie pokręcony.
I on taki był. Mieliśmy wiele wspólnego. Od początku.
Nagle dotarło do mnie, czemu jeszcze nie odeszłam.
Czyżbym się zakochała?.. Naprawdę? Czy to o to chodziło?
,,Boże, nie.. NIE, NIE, NIE!"- krzyczałam do siebie, ale nie byłam w stanie zagłuszyć uczuć, które teraz szalały. Zupełnie, jakby uciekły z jakiegoś pudełka. Ktoś je otworzył. Andy.
Przecież to było takie oczywiste.. Już od pierwszego wejrzenia wiedziałam, że go nie zostawię. Że będzie dla mnie kimś ważnym. Zauroczył mnie już dawno. I mimo swojej irytującej natury go kochałam. Podobał mi się jego skurwielski sposób bycia. On cały mi się podobał. Całe to jego zło i tajemnicza aura mnie fascynowały.
Widocznie tak działała miłość. Kochało się kogoś i nie wiedziało, dlaczego. Wszędzie to powtarzano.
Moja pierwsza miłość. Nie chciałam by był nią ktoś inny. To musiał być on.
Może warto było pogodzić się z tym uczuciem? Nigdy nie czułam nic innego i to.. podobało mi się. Jak coś ciepłego i słodkiego, zalewającego serce. Poczucie bezpieczeństwa i wartości. Tak, chciałam to zatrzymać. Bo nigdy nic podobnego mi się nie zdarzyło.
- Mogę cię teraz pocałować, Sall?- zapytał ostrożnie. Nadal nie mogłam się odezwać, więc jedynie skinęłam głową. Nawet nie protestowałam. Chciałam tego. Chciałam, by ktoś okazał mi uczucia. Pragnęłam więcej.
Zbliżył się jeszcze bardziej, a po chwili jego delikatne wargi dotknęły moich. Nigdy się nie całowałam, więc to było pamiętne przeżycie. Najpierw całus był delikatny, ale po chwili coś wpełzło mi do buzi. Język. No tak, to był prawdziwy pocałunek. Odwzajemniłam to. Po chwili lizaliśmy się jak na parę przystało. To samo wychodziło. Po prostu pasowaliśmy do siebie. Jak Yin Yang.
Teraz wydało mi się, że jesteśmy jednością, że zostaliśmy dla siebie stworzeni. Że się połączyliśmy. Że trafiłam w końcu na właściwą osobę. Na bratnią duszę. A jednocześnie czułam niepewność, strach, czy oby na pewno.. Ale w mojej głowie, w nim widziałam odpowiedź. Tak.
Byłam szczęśliwa, nie mogłam zaprzeczyć. Więc czemu nie?..
Po moim policzku spłynęła łza wzruszenia. Byłam wniebowzięta. Tego mi brakowało. Tego uczucia.
Byłam gotowa zacząć z nim nowe życie. Akurat z nim. Z Andy'm Biersackiem. Teraz coś się kończyło- ta niepewność, szpiegowanie i tajemnice, a także zaczynało- bliskość, szczerość, miłość. To wszystko wchodziło teraz we mnie wraz z jego smakiem.
W końcu się od siebie oderwaliśmy. Uśmiechnął się słodko. Naprawdę, potrafił taki być.
- No to jesteśmy parą, Sall - oznajmił. Odwzajemniłam uśmiech, ale musiałam się spytać:
- Ale dlaczego ja? Dlaczego nie powiedziałeś mi wcześniej?..
- Wiedziałem to od początku, ale bałem się, że mnie odtrącisz. A dlaczego ty? To proste - ujął moją twarz w dłonie i delikatnie odgarnął grzywkę. Był teraz zupełnie innym człowiekiem - Szaleńcy trzymają się razem.
A potem nastąpił kolejny, dłuższy pocałunek. Czułam się cudownie, cały świat zniknął. Nawet Lynn. Byłam tylko ja i on. Dziewczyna i jej chłopak. Para. Zakochani. Dwaj szaleńcy.
***
*Andy*
Gdy wróciłem do domu byłem lekko załamany, ale i czułem ulgę. Uff, uwierzyła mi. Łyknęła przynętę. Czyli nic nie groziło mojej reputacji. Byłem bezpieczny.
Chciałem położyć się spać, ale ku mojemu zdziwieniu myśli nie dawały mi spokoju. Wręcz przeciwnie- mój umysł zdawał się zbyt przejęty. Ofiarowałem siebie Lynn, a teraz chodziłem z inną. To nie tak miało być. Do tego okłamałem całkiem miłą osóbkę o dobrym sercu. Mogłaby być szczęśliwa, gdyby nie ja. Dałem jej kolejne kłamstwo. Jeśli się dowie, to będzie jeszcze gorzej.
Nie, nie rozwiązałem problemu. Ja namieszałem jeszcze bardziej. Gdy spojrzało się na to poważnie, wszystko poszło okropnie. Na odwrót.
,,Kurwa, teraz to już nie uciekniesz.. Masz przechlapane. To tylko kwestia czasu."
A Sally nawet nie wiedziała, jakie piekło może ją spotkać. Dosłownie.
Nie mogłem się powstrzymać. Dałem w żyłę. To w końcu prowadziło do oświecenia. Karanie siebie..
Sam już nie wiedziałem. Miałem dość, a to był dopiero początek.
*Sally*
Gdy wróciłam do swojego pokoju i chwilę odpoczęłam, mój telefon zawibrował. Tym samym wyrwał mnie ze słodkiego zamyślenia. Nadal nie ochłonęłam. Miłość, miłość.. To cudowne uczucie, że ktoś cię kocha. Cały mój gniew gdzieś wyparował, zastąpiło go to słodkie nowe uczucie. Fascynujące.. Pociągające, odprężające, mogłabym wymieniać w nieskończoność. Ktoś chyba założył mi różowe okulary..
Mimo to sprawdziłam wiadomość w razie czegoś złego. To był Carl. Ehh, tak bardzo chciałam by wiedział!
,,I jak, coś podejrzanego, doktorze Watson? Bo twój Carl Holmes jest gotowy! P.S. Mam nawet lupę i fajkę! ;p xdd"
Zachichotałam. Czy mu powiedzieć? Nasz związek to już nie tajemnica!
,,Nie, wszystko w porządku. To był fałszywy alarm :)"
,,To dobrze. A teraz śpij, psycholko! Niech ci się przyśni coś jak po LSD! :D"
Nie na takie sny miałam ochotę. Chciałam wyśnić kolejny pocałunek. Bo czy to wszystko nie był sen? Chyba nie.. Przez długi czas jeszcze się przewalałam, uśmiechając się z radością. A potem zasnęłam, śniąc romantyczne sny i fantazjując na temat nowego związku. Wpadłam chyba w miłosną obsesję.
***
Jesus, man, jaki ten rozdział jest przesłodzony o.e Aż mi niedobrze.. No ale dobra, na 10 rozdział miało być coś specjalnego, więc oto jest!
Szczerze sama nie wiem, co będzie w następnym.. Mam co prawda pomysły, ale chronologię nie xdd Pomyśli się!
Mimo to liczę na jakieś przemyślenia i wgl ;p
Kocham i do następnego ♥
Dziś bez gifu, ale z fajnym obrazkiem :)
P.S. Dobra, musiałam XD
(komentować, bo ona was odwiedzi XD)

To jest tak; podczas czytania z perspektywy Sally "Aww, Andyś jest taki słodki, pasują do siebie <3333" z perspektywy Andsa "Andy to skurwiel, jak on może tak wykorzystywać Sally? ;-; ona jest na serio zakochana, a on ją robi w konia ;-;"
OdpowiedzUsuńTy to potrafisz zmieniać w ludziach odczucia co kilka zdań XD
Ale jak się Sally dowie... ;-; to rozdział będzie nosił nazwę "Rzeź" XD
W sumie to ja czekam tylko na to, żeby Andy się dowiedział, że Sally jest siostrą Lynn. To powinno wszystko zmienić, chociaż ciekawe jak by zareagował na to, że całował się z siostrą swojej... miłości?
Tylko Carla w tym rozdziale brak :c
No to ja czekam na następny ;* Pisz prędko, kocham Cięęę <33333
dobra, to komentujem.
OdpowiedzUsuńAndy to taki skurwysyn, no jak on tak może, no kurwa?
I biedna Sally, że mu uwierzyła, szkoda mi jej.
I co tam jeszcze...
Kiedy oni się skapną, że Lynn to jedna i ta sama Lynn?
No i ten... nie mam dziś weny na komentarz, jestem bez śniadania.
No ale ja czekam na (dłuższy) następny XD
Kocham Cię, Siostra, ściskam i gwałcę <333
PS: A Davida Grohl może mnie odwiedzić XD
No to tak
OdpowiedzUsuńUwaga bo koentuje
Kurwa
Jak czytam Sally, to tak sobie myślę, że ja to ją naprawdę lubię. Tylko szkoda, że taka naiwna...Zakochała się w największym skurwielu świata.
Miłosna obsesja, oj niedobrze.
Andy ty skurwielu jaja Ci odrabie jak ją skrzywdzisz, no kurwa obiecuje.
Nie wiem o chuj mu chodzi z tą misją czy czymś tam
ale znając jego, to będzie coś mega zdupconego
I to karanie siebie - Co on emos?
Dobra nie ważne
Ciekawe kiedy się właśnie z Tą Lynn skapną
W sumie Andyś powinien być szczęśliwy
Ma koło siebie jej namiastkę