*Juliet*
Przez szybę dostrzegłam swoją ulicę. Po chwili samochód się zatrzymał, a ja musiałam wysiąść. Było mi przykro, że muszę już zostawić siostrę, z którą świetnie się bawiłam i wrócić do szarej rzeczywistości, ale przy tym bardzo tęskniłam za chłopcami i chciałam ich zobaczyć.
Wysiadłam, a dziewczyna wyjęła moją walizkę z bagażnika.
- Dzięki za podwózkę, siostrzyczko - zwróciłam się do Angie i pocałowałam ją w policzek.- Niedługo zadzwonię.
- Baw się dobrze z tym z swoim Andy' m - odparła.- Tylko nie daj sobą zbytnio pomiatać.. Pamiętaj: kobieca siła!
- Jasne, jasne - powiedziałam obojętnie.- To pa!
Przytuliłyśmy się, a po chwili auto odjechało.
Zabrałam przewoźną klatkę z naszymi kotkami i zaczęłam oddalać się w stronę domu. Zniknęłam za drzwiami. Było wcześnie, dopiero 7, więc postanowiłam nie budzić chłopaków. Miałam czas, by jeszcze wszystko przygotować. Wiadomo: minęło kilka godzin, a w tym czasie faceci potrafią zrobić niezły bajzel. Tradycyjnie przywitał mnie właśnie taki widok: rozrzucone obuwie i ciuchy i niedbale rzucone torby.
Wypuściłam zwierzęta, nasypałam im jedzenia i nalałam mleka. Potem poustawiałam wszystkie buty, które zostały niedbale rzucone na ziemię i zamiotłam wszelkie brudy. Powiesiłam też ciuchy i poukładałam bagaże. Następnie udałam się do kuchni, by sprawdzić, czy w lodówce jedzenie. Było, nikt nic nie tknął.. Niby wiedziałam, że moje starania nigdy nie zostaną docenione, ale przynajmniej uniknę ochrzanu. No, może Jinxx, Jake, Ash i CC nie byliby aż tak zdenerwowani, ale Andy.. Mimo że zapewne nie tknie ani śniadania, a do tego zrobi celowy bałagan, to.. Jak mogłabym mu czegokolwiek odmówić? Zażyczył sobie, bym została w pewnym sensie jego gosposią i udawaną dziewczyną, więc tak zrobiłam. Twierdził, że to tylko po to, by nie czepiały się go napalone fanki, ale czasami skrycie marzyłam o tym, by to okazało się kłamstwem. Kochałam go z całego serca, a to był jedyny sposób, by się zbliżyć, mimo że próby były bezskuteczne. Ten mężczyzna to istny ideał, zauroczył mnie już za pierwszym razem. Był taki blady, miał niebieskie oczy i niedbałą fryzurę. Mój biały króliczek, miałam nawet tatuaże na jego cześć.. Jedyne, co mnie w nim nie zachwycało, to jego sylwetka. Za każdym razem, gdy go widziałam, wydawał się chudszy. Miałam wrażenie, że przez ostatnie pół roku ubyło mu ponad pięć kilogramów. Ba! Byłam tego pewna, może i więcej. Właściwie zdrowy to on chyba do końca nie był.. A może tylko wyolbrzymiałam? I tak bym nie zapytała, brakowało mi odwagi. Zapomniałabym też
o paleniu, robił to chyba bez przerwy. Kończył jednego papierosa i zaczynał kolejnego. Czekałam tylko na kolejne potwierdzenie. I jego charakter.. Cóż, byłam nim tak zauroczona, że mogłam go znieść. Właściwie to nawet do niego pasował. Był typowym skurwysynem, często się kłócił i robił wszystkim na złość, ale to dodawało mu uroku. Choć niekorzystnie wpływało na atmosferę w domu, miałam nadzieję, że w końcu stanie się coś, co to zmieni.. Ale to tylko moje nadzieje, raczej nierealne.
Wróciłam do pracy.
Kiedy skończyłam wszystko ogarniać, czyli odprawiłam codzienny rytuał, uznałam, że zasługuję na odpoczynek. Nieźle się nalatałam, a przecież było wcześnie rano. Musiałam zebrać siły, by potem wszystkim dogadzać, co było nieuniknione. W przeciwnym razie pewnie zostałabym wyrzucona, przecież każda lepsza laska mogła mnie zastąpić.
Udałam się po schodach do mojego pokoju. Marzyłam tylko o tym, by opaść na łóżko i przez chwilę nic nie musieć.
Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Podeszłam do posłania i odsłoniłam kołdrę. Nie spodziewałam się niczego niezwykłego, a tu nagle..
Przeżyłam istny szok.. Zamrugałam, licząc, że to zwidy, ale nic się nie zmieniło.
Wydarłam się na całe gardło i zasłoniłam usta ręką.
Dziewczyna leżąca na łóżku zerwała się przerażona i wlepiła we mnie swoje duże zielone oczy. Stałyśmy naprzeciwko siebie równie zaskoczone i nic nie mówiłyśmy. Zastanawiałam się, czy ja przypadkiem nie oszalałam.
- Co ty tu do cholery robisz?! To.. To mój pokój!- wydukałam w końcu.
Nastolatka, bo wyglądała na młodą, nie mogła wydusić z siebie słowa. Stała jedynie ubrana w moją koszulę nocną i błędnym wzrokiem wodziła po pomieszczeniu. Miałam wrażenie, że nie wie, gdzie właściwie jest. Wydawało mi się też, że za chwilę się rozpłacze, jej wargi drżały. Była przerażona, chciała chyba uciec, obijała się o ściany, ale nogi się pod nią uginały. Z jednej strony było mi jej żal, ale z drugiej byłam zła, bo nic nie rozumiałam.
A może ktoś ją tu przyniósł wbrew jej woli? Raczej się nie włamała, wyglądała zbyt niewinnie. Właściwie trochę jak dziecko..
Ta sprawa zdawała mi się niesamowicie podejrzana. To nie mógł być przypadek.
*Sally*
,,Gdzie ja jestem?!"- panikowałam w myślach.
Kompletnie nic nie mogłam pojąć, wydawało mi się, że to jakiś zły sen. Stałam ubrana w samą piżamę w jakimś dziwnym, choć ładnym pokoju, a przed sobą miałam obcą kobietę, która widocznie też czuła się zagubiona w całej sytuacji. To nie mogła być przecież prawda, to musiał być wytwór mojej szalonej wyobraźni.. Takie rzeczy się nie dzieją w rzeczywistości, za to często w moich snach.. Zdążyłam ją przecież poznać. Ludzie są źli. Nawet, jeśli wydają się mili i dzięki nim jesteś przez chwilę szczęśliwy, to zapominają o tobie i zostawiają cię na pastwę losu. Wczoraj sama była tego ofiarą.
Nagle uświadomiłam sobie, co się wczoraj stało. Pamięć powoli zaczęła wracać. Wyszłam z psychiatryka, miałam jechać do jakiegoś internatu, ale przegapiłam pociąg, a potem poznałam jakąś.. Sammi, Sammi Doll, która zabrała mnie na rockowy koncert, gdzie grał jakiś przystojny facet ze swoim zespołem. A potem się zgubiłam i uciekłam. I nic więcej nie pamiętam. Chyba tylko ciemność.. Gdzieś w tedy leżałam, ale na pewno nie na łóżku, było twardo i nieprzyjemnie.
Wylądowałam wtedy na ulicy. Zupełnie jak jakiś menel, wszyscy omijaliby mnie szerokim łukiem.
Chyba, że ktoś się mną zajął, ale.. Nie, to raczej mało prawdopodobne. Zwyczajny człowiek by nie ryzykował.
Ale jeśli to był sen, to mogłam się z niego wyrwać. Jak zwykle w takich sytuacjach uszczypnęłam się w rękę i czekałam na rezultaty, ale.. nic się nie stało. Spróbowałam jeszcze raz, ale również nie poskutkowało. Niemal wyrwałam sobie kawałek ręki, ale nie działało.
Uniosłam głowę. Brązowowłosa patrzyła na mnie jak na wariatkę, ale nie dziwiłam się jej. Samej mi również się wydawało, że oszalałam. Może nie bez powodu byłam w tym szpitalu?
- Ja.. ja - usiłowałam coś wydukać, ale nie mogłam.
Poruszałam bezgłośnie wargami, przerażona cofałam się do tyłu. Nie sądziłam, że zwyczajne życie będzie dla mnie takie stresujące. Robiłam z siebie obłąkaną idiotkę, która nie odbiera rzeczywistości.
- Kim ty jesteś? No kim?!- wydarła się panikująca właścicielka pomieszczenia.
,,Ma dobry gust - pomyślałam - Ten pokój mi się podoba, fajny fiolet.. Fiołkowy. Musi być też bogata. Choć, Boże, o czym ja w ogóle myślę? Toż to bez sensu!"
Ręce mi opadały, czułam się taka zdezorientowana. Pocieszałam się tylko tym, że jeszcze nie ryczę.
Nagle drzwi się otworzyły, a do nas dołączył jakiś facet. Po chwili przybiegło jeszcze trzech. Wystraszyłam się ich. Skuliłam się jeszcze bardziej. Wyglądali dziwnie, nietypowo. Wszyscy mieli podobne czarne fryzury i ciała pokryte tatuażami. Jednak po chwili się uspokoiłam. Oni nie zdawali się być zaskoczeni. Nawet obojętni i trochę zaspani.. Może oni mogli to wyjaśnić? Ale czy oni nie byli jacyś tacy znajomi? Musiałam się mylić..
Zmarszczyłam brwi. O co chodziło w tym wszystkim?
- Czemu ja tu jestem?- wydusiłam z siebie w końcu, ale mój cichy, piskliwy głosik był niemal niesłyszalny. Mimo to widocznie pytanie zostało zrozumiane, jeden facet był całkiem pewny siebie.
- Emm.. To dość zagadkowe też dla nas, bo nie mamy pojęcia, kim jesteś - zaczął najniższy.- To chyba my powinniśmy pytać: dlaczego byłaś pod naszym domem? Czemu leżałaś na ulicy?
Urwał mi się film i padłam akurat pod tym domem. To był zatem czysty przypadek.. Ale oczywiście nie byłam w stanie normalnie tego wyjaśnić.
- Ja.. Ja nie wiem. Tak po prostu - bąknęłam jak głupek.
- Ale wiesz, jakiego stracha nam napędziłaś? Myśleliśmy, że jesteś martwa! Chcieliśmy nawet wzywać policję, ale Andy i moja żona się sprzeciwiali - na dźwięk imienia ,,Andy" obecna w pokoju kobieta się wzdrygnęła, po czym spojrzała na mnie podejrzanie. O co jej chodziło? Kim był ten cały Andy?..
Czemu ten świat był taki zagadkowy?
*Andy*
Usłyszałem krzyk Juliet. Ja pierdolę, czemu ona nas stawiała na nogi tak wcześnie?.. Nie była kogutem, nie musiała tak piać.. Przynajmniej dała mi powód, by się na kimś wyżyć. Nie robiłem tego od wczoraj, brakowało mi tego. Byłem taką złą duszą, ale było mi z tym dobrze. Gdybym był dobry nie doznałbym takiego oświecenia.
Zanim wyszedłem z pokoju, odprawiłem codzienny rytuał. Gdy skończyłem wkroczyłem na korytarz. Zamknąłem szczelnie swój pokój i powędrowałem do źródła krzyku głupiej Simms. Jak się domyślałem, dochodził z jej lokum, w którym umiejscowiliśmy wczoraj nasze znalezisko. No tak, ci idioci mogli zostawić mojej wielbicielce jakąś kartkę.. Ja byłem zbyt zmęczony, by to zrobić, w końcu ja śpiewam i zabawiam publikę, a przykładowo ten nędzny perkusista tylko sobie siedzi i macha rączkami. Nie no, kurwa, takie męczące.. Zero pożytku z tych kutasów leniwych.
A teraz dodatkowo sam musiałem wyjaśniać całą sprawę. Się z nimi mam.. A oni jeszcze mają do mnie pretensje! Może by ich tak ignorować?
W końcu jednak uznałem, że chcę zobaczyć nową dziewczynę i wkroczyłem do pomieszczenia.
- Co znowu, kretyni?- rzuciłem.
Przepchnąłem się przez tłum i zlustrowałem wzrokiem młodą. Spodziewałem się zwyczajnej ładnej, delikatnej laski, ale się myliłem. Ona była czymś więcej.
Przeżyłem szok, gorszy od tego mojej udawanej partnerki. Cudem powstrzymałem krzyk. To zmieniło całe moje życie.
Czas się zatrzymał, wszystkie głosy z zewnątrz ucichły. Byłem tylko ja i ona. Tak jak 6 lat temu.
Stałem jak wryty z nisko opuszczoną szczęką i nie mogłem się nadziwić. Otrzymałem znak. A może i nawet coś więcej? Bo czy to nie była ona? To musiała być ona, to nie był przypadek.. To dlatego tak wpatrywała się we mnie na koncercie. To dlatego mnie hipnotyzowała. Od początku wiedziałem, że jest wyjątkowa, ale tego się nie spodziewałem. A teraz w końcu miałem ją przed sobą: czarne proste włosy, zielono-niebieskie oczy, mały nosek i górna warga większa od dolnej. Do tego drobna sylwetka i wzrost- 155 centymetrów, nadal pamiętałem. I ta delikatność. Niepozorny wygląd i kontrastowe wnętrze. Wszystko się zgadzało.
Pierwszy raz od dawna się wzruszyłem, tyle na to czekałem.. Widocznie robiłem wszystko dobrze, bo w końcu moment chwały nadszedł. Byłem gotowy na kolejny krok.
- Lynn.. - powiedziałem niemal bezgłośnie.
*Sally*
Gapiłam się na ,,Andy' ego" z podziwem.
To naprawdę był on? Czy to naprawdę był ten chłopak, który wczoraj śpiewał? Ten sam, który wydawał mi się taki idealny? To bez wątpienia on!
Wyglądał chyba jeszcze lepiej niż wczoraj. Wlepiłam spojrzenie w jego niebieskie, smutne oczy, rozczochrane czarne włosy i niesamowicie zapadnięte kości policzkowe. Przywodził mi na myśl jakiegoś anioła, takie cuda powinno się trzymać w gablotach..
Myślałam, że zaraz się rozkleję.. Cholera.
Ale jedna rzecz nie dawała mi spokoju. Czemu on też się tak we mnie wpatrywał?.. Poczułam się, jakbym była naga. Ten wzrok nie dawał mi spokoju. Nie był już gniewny i fałszywy jak wczoraj, dzisiaj widziałam w nim czyste umiłowanie. Ale przecież ja go nigdy nie widziałam.. Tylko wczoraj, ale w tłumie fanów na pewno się nie wyróżniałam. A może czuł się w moim towarzystwie tak samo jak ja w jego? Ale czy w moim wyglądzie było coś niezwykłego? Dziecięca buzia, czarne kudły i cycki jak u dziecka. Nic fajnego, faceci takich nie lubią. Ponadto on nie przywodził na myśl podrywacza. Chyba, że miał aż tak zły gust..
Nie, on musiał mieć jakiś sekret.
Trwaliśmy tak w ciszy, studiując swoje twarze, aż w końcu usłyszałam jego głos. Otrząsnęłam się z transu. Mówił bardzo cicho i nic nie zrozumiałam. Mimo to słyszalna była wyraźna chrypa.
- Co?- spytałam, gdy wypowiedział w moją stronę jakieś słowo.
Jakby się przestraszył. Powtórzył coś, tym razem jakby bardziej pytająco, ale nadal nic nie rozumiałam. Zmarszczyłam brwi. ,,Andy" jedynie zrobił krok w tył. Jego przyjaciele wyglądali na zmartwionych. Być może oni znali ten sekret?
*Andy*
Jej głos.. Był inny, jakby wyższy i bardziej melodyjny, nie niski i z lekką chrypką. To po raz kolejny tego ranka wytrąciło mnie z równowagi. Niby mały szczegół, a ja już nabrałem podejrzeń. A może po prostu się ,,odrodziła", czy coś w tym stylu? Nie miała tych zniszczeń? W końcu nie dopatrzyłem się też kilku innych charakterystycznych znaków.. A może wyolbrzymiałem?
Ale czemu nie reagowała na swoje imię? To było dziwne.. Bardzo dziwne. A może to była jakaś gra, by oszukać innych?
W mojej głowie roiło się od pytań. Tym razem ja się zagubiłem.
Musiałem zbadać tę sprawę. Bo to po prostu nie mógł być przypadek, nie wierzyłem w takie zbiegi okoliczności. Ale wierzyłem, że Lynn ma z tym związek. Nawet jeśli tylko częściowo, ale ona ma władzę i w końcu wynagrodzi mi moje starania. Zabierze mnie do siebie, jeśli tylko wykażę się inteligencją godną jej ucznia. Pozostało mi wymyślić jakiś plan. Tymczasem musiałem udawać, że nic się nie stało. To nie będzie łatwe, bo cholernie długo czekałem, ale wierzyłem, że się uda i nie okaże się, że niepotrzebnie robiłem sobie nadzieję..
Otrząsnąłem się z transu i przybrałem swój tradycyjny niezadowolony wyraz twarzy. Nie mogłem się zdradzić, a wszyscy gapili się już na mnie pełni podejrzeń.
- Co, kurwa?- zwróciłem się do chłopaków.
- Nieważne..- zawahał się Ashley.- Próbujemy się dowiedzieć, kim ona jest..
Jakie cepy.. Już byłem od nich lepszy, ale cóż.. Niewystarczająco przebiegły. I niedostatecznie zły.
- Nie łatwiej by było od razu zawołać Sammi, debile? Ja pierdolę, trzeba wam we wszystkim pomagać. Przecież to logiczne: ona sama mówiła, że ta jest jej przyjaciółką, więc chyba wie, kim jest!
Tym razem nikt nie miał mnie, za co opieprzyć, więc wszyscy zaakceptowali mój pomysł i bez słowa udali się, by przyprowadzić czerwonowłosą. Zostałem w pokoju tylko z Juliet i tajemniczą dziewczyną. Zdenerwowana kobieta podeszła do mnie i zaczęła szeptem wypytywać:
- Skąd ona się tu wzięła? Czemu nie zadzwoniłeś po policję? Czemu pozwoliłeś jej zostać?!
Wyglądała na mega wkurzoną. Czyżby złamane serce? Pani Simms była przecież zakochana.. Kolejna rzecz na czarną listę.
Ale co to? Przecież to ja tu rządzę, nie pozwolę sobą pomiatać! Dostrzegłem kolejną okazję do wyżycia się.
- I co kurwa? Jest tu, bo tak mi się chciało, śmieciu! To moja sprawa i tyle powinnaś wiedzieć!
Kobieta poczuła się urażona, ale nie odezwała się. Jedynie spuściła głowę i się odsunęła. Po jej policzku pociekła łza, ale szybko ją otarła.
Piękny widok.
*Sally*
Wpatrywałam się w kłócącą się parę. Właściwie trudno to było nazwać kłótnią, bardziej opieprzem. Dziwne, bo ten chudzielec o niewinnym spojrzeniu wcześniej nie wydawał mi się aż tak agresywny. Tymczasem z jego ust ciągle padały wulgaryzmy, w chwilę potrafił się zmienić. Wystarczyło, że tylko zostaliśmy sam na sam. Bałam się, że też zostanę zaatakowana, ale udawałam, że jest OK.
Poczułam się jeszcze dziwniej, miałam pewność, że dopóki Sammi się nie zjawi, nie będę w stanie odpowiedzieć na żadne pytanie. Szczerze to ta cała akcja tak mnie przerażała, że chętniej wróciłabym na ulicę. Choć z drugiej strony miała w sobie coś magicznego. To tak, jakbym wpadła do króliczej nory.. Ale co mnie w tej norze czekało? Kraina Czarów, wymarzony świat, a może jakiś potwór?
Teraz wszyscy już tylko milczeliśmy i po sobie spoglądaliśmy. Zwariowałabym, gdyby drzwi się nie otworzyły, a nich nie pojawiła się znajoma czerwona głowa. Odetchnęłam z ulgą. Podbiegła do mnie i z troską mnie objęła. Odwzajemniłam uścisk, tego mi trzeba było. Jakiejś otuchy w trudnej sytuacji. Moja złość na dziewczynę momentalnie minęła, teraz znów ją pokochałam.
Mało się nie rozpłakałam, ale nie miałam ochoty robić z siebie beksy. Bo czy to nie należy do listy nieodpowiednich zachować pana Andy' ego?
- Już dobrze, jestem tutaj.. - uspokajała.- Musiałaś się przeze mnie najeść strachu, no nie?
Skinęłam głową.
- Ale spokojnie, wszystko jest OK. Jesteś bezpieczna. To są tylko członkowie tego zespołu, który wczoraj grał, Black Veil Brides, pamiętasz?- spytała.
Spojrzałam jej za ramię i przyjrzałam się dokładniej muzykom. Wokalistę rozpoznałam od początku, ale reszta.. Wyglądali tak niepozornie. Jeszcze wczoraj latali po scenie wymazani czarną farba, obwieszeni łańcuchami i ćwiekami, wymachiwali instrumentami i się darli, a dzisiaj stali przede mną zaspani, rozczochrani i w samych bokserkach. To była dość drastyczna różnica, ale w końcu dostrzegłam podobieństwo. Może i nawet wolałam taką mniej groźną wersję?
- Pamiętam - odpowiedziałam po chwili.
- No widzisz. Zapomniałam ci wczoraj powiedzieć, ale tamten - pokazała palcem tego najniższego, który usiłował się ze mną porozumieć - To mój mąż, Jinxx! A reszta to Ashley, Jake, Christian i Andy. I Juliet Simms. A to chłopaki - poczułam się niekomfortowo, gdy wystawiła mnie do tych rockmanów - Jest Sally- moja nowa przyjaciółka!
Poczułam się bezbronnie, zupełnie jak ofiara rzucona drapieżnemu zwierzęciu. Zagryzłam wargę. Nawet się nie przywitałam, głupio to wyszło.
- No dobra, ale skąd ona się tu wzięła? I przecież miałaś jechać na koncert z kim innym..- zdziwił się ,,Jake".
- A, to długa historia. Miałam jechać z Cheryl, ale się rozmyśliła w ostatniej chwili i nadal miałam ten niepotrzebny bilet. A Sally siedziała na dworcu taka samotna, ona z kolei miała jechać do ciotki, ale tamta też zmieniła zdanie i została sama. No i postanowiłam, że ją zabiorę, bo czemu nie? No i pojechałyśmy na ten koncert, a potem rozkręciła się imprezka i mnie porwał tłum, a Sally, taka mała, zniknęła mi z oczu. A potem coś jeszcze piłam i się bawiłam i zapomniałam.. A potem poszłam prosto do was.. Tylko jak Sally trafiła do nas to ja nie wiem.. Właśnie, jak to było dalej, Sally?
Wszystkie spojrzenia skoncentrowały się na mnie. Ponownie się speszyłam, musiałam wysłuchiwać własnych kłamstw.
- Ja.. Przez przypadek. Opadłam z sił i tyle - wydukałam i wzruszyłam ramionami. Jednak to i tak był w mojej sytuacji wielki wyczyn.
- Biedactwo!- krzyknęła moja znajoma, nie czekając na ciąg dalszy.- Dobrze, że miałaś takiego farta!
Potem coś tam jeszcze paplała, ale ja nie mogłam się wyluzować. Ciągle czułam na sobie czyjś wzrok. I doskonale wiedziałam czyj.
*Andy*
- Sally, może chciałabyś coś zjeść? Musisz być głodna! Potem znajdziemy ci też jakieś ciuchy.. Ja i Juliet chętnie ci coś pożyczymy!- paplała i ekscytowała się tępa Sammi. Nie czekając na odpowiedź, zarządziła:- Idziemy do kuchni, mamy tyle do omówienia!
Następnie chwyciła zdezorientowaną dziewczynę za rękę i zaczęła ją ciągnąć w stronę kuchni. Chciałem udać się na osobność, by przemyśleć całą sprawę, ale Jinxx w ostatniej chwili mnie zatrzymał:
- Idziesz z nami! Nie wymigasz się! I pamiętaj, że dzisiaj jest środa, a wiesz, co to znaczy.. Przed 15 masz być gotowy!
Wywróciłem oczami, uświadomiłem sobie, że nie odwołaliśmy tego spotkania.
- Jebać cię.. Wróciłem cholernie zmęczony z trasy, a ty wysyłasz mnie do tej nawiedzonej kurwy. Zaraz mi palnie kazanie! Tylko prawdziwi skurwiele tak potrafią, dziękuję - rzuciłem oschle. Miałem nadzieję, że tym razem Ash mnie nie zawiedzie.. Choć czego ja się spodziewałem, tyle razy się nie zgadzał!
Westchnąłem ciężko.
Zszedłem po schodach na dół, ale żeby nie wyjść na całkowicie grzecznego, po drodze odpaliłem papierosa.
Skupiłem się na ważniejszej sprawie. Postanowiłem przeprowadzić małe ,,śledztwo". Musiałem poznać tę dziewczynę dokładniej, przecież to nie mógł być przypadek.. Jeśli jest Lynn, to nie powinna czuć się dziwnie z powodu mojego zachowania. Choć z drugiej strony mogła też posłać jakąś złośliwą uwagę.. Ale na pewno poznałbym charakterystyczne zachowanie, zbyt dobrze ją znałem. Ten błysk w oku, wyraz twarzy.. To bijące od niej zło..
Wszyscy pozostali zasiedli przy stole, a Simms zajęła się odgrzewaniem posiłku. Nasz nowy gość jedynie rozglądał się dookoła z podziwem. Dziewczyna wydawała się zachwycony, tak jakby nigdy nie widziała zwykłego pomieszczenia. To się raczej nie zdarzało, ona bardzo rzadko wpadała w zachwyt. Właściwie to nigdy, zawsze była krytyczna. Ale to był dopiero początek, powinienem zbadać każdy szczegół. Nie chciałem wyjść na idiotę.
Po chwili przed wygłodniałą gromadką postawiono talerz ze stertą naleśników. Wszyscy spojrzeli na to z radością, co dziwniejsze oczy nowej również się rozszerzyły. Wyglądała jak przeciętny głodny śmiertelnik, który po prostu ma ochotę zaspokoić zwyczajną, pieprzoną potrzebę. Kurwa, traciłem nadzieję.
,,Lynn, jeśli tak ze mną grasz, to jesteś podła. Pokaż mi się w końcu"- prosiłem w myślach. Jakby ironicznie w odpowiedzi zobaczyłem kolejną nudną scenkę:
- Częstuj się, bierz, ile tylko chcesz!- paplała Sammi, a czarnowłosa nabrała sobie sporą porcję.
- Dziękuję, naprawdę - powtarzała. O zgrozo, żeby dziękować?! To już naprawdę przebiegły plan!
Zamrugałem i zmarszczyłem brwi.
- A ty Andy, co się tak patrzysz? Siadaj!- zachęcała czerwonowłosa idiotka.
Podszedłem bliżej i jak najbardziej wulgarnie rozwaliłem się na krześle. Położyłem też nogi na stole, a moje spore stopy wylądowały tuż przed młodą. Na chwilę zapadła cisza, a ona uniosła głowę i się skrzywiła.
To jakieś jebane żarty..
*Sally*
No błagam, czemu on się zachowywał tak dziwacznie w moim towarzystwie? Próbował się popisać? Tylko dlaczego przede mną? Przecież byłam zwyczajną przybłędą, to wszystko był czysty przypadek. Tymczasem on cały czas nie spuszczał ze mnie wzroku, marszczył brwi, a teraz jeszcze oczekiwał reakcji. Wiedziałam, że coś ukrywa, że coś do mnie ma. Bo jakie mogło być inne wyjaśnienie? Nie byłam aż taka głupia.
Teraz położył swoje wielkie stopy tuż przed moją twarzą, co jak co, ale normalni ludzie tak chyba nie robią. A może miałam do czynienia z wariatem? To chyba on powinien zająć moje miejsce w psychiatryku.
- Jak ty się zachowujesz?!- wydarł się Jinxx.- Zdejmuj te nogi zaraz ze stołu albo ci przyleję!
Chłopak w odpowiedzi rzucił wiązankę przekleństw, po czym jedynie wypuścił z siebie ogromny kłąb dymu. Czerwony ze złości mąż Sammi, jedynie westchnął.
- A może byś coś zjadł? Wczoraj prawie nic nie tknąłeś.. Patrz, jakie zdrowe!- zachęcał go Jake, pokazując jakąś zieloną paćkę. Pytany nawet nie zareagował, tylko się zaciągnął.
- Nie jestem głodny, to mi wystarczy..- powiedział w końcu.
Jego głos był jeszcze bardziej ochrypły, zapewne przez wszystkie te szlugi.
Fascynował mnie coraz bardziej. I nie, wcale nie chodziło mi już o takie zauroczenie jak za pierwszym razem. Teraz po prostu wydawał się dziwny, zwariowany. Nie miałam pojęcia, co o nim sądzić. Chciałam go bliżej poznać.. Rozbroić jak bombę.
Boże, znalazła się Sally detektyw. A miałam być normalna, zadawać się z normalnymi ludźmi.. Chciałam być przecież typową dziewczyną, a tymczasem postanowiłam rozpocząć jakieś śledztwo.. No cóż.. Ale czy ktoś na moim miejscu czułby się komfortowo? Chciałam chociaż wiedzieć, co jest we mnie wyjątkowego, że zadziwiam faceta, który swoja drogą zadziwia mnie.
Czekałam na kolejną prowokację i oczywiście się doczekałam. Po chwili stopa czarnowłosego wylądowała w talerzu Christian' a. O dziwo nic nie powiedział, jedynie się speszył i widocznie skończył posiłek. Czemu on dał tak sobą pomiatać?
- Nędzny perkusista, nędzny perkusista - jakby na zawołanie zaczął podśpiewywać prowokator.
Szczerze to straciłam już ochotę na jedzenie. Mimo to dokończyłam, bo wiedziałam, że druga taka okazja może się nie zdarzyć. Na szczęście mnie wygłupy nie dotyczyły i mogłam się w spokoju posilić.
Potem zaczęła się rozmowa:
- To co z tobą zrobimy, Sally?- zwrócił się do mnie widocznie kierownik ekipy.
Wyrwałam się z całego tego transu i skupiłam się na jego słowach. No tak, nie mogłam tu zostać wiecznie. Z jednej strony to mnie cieszyło, bo nikt już by się tak na mnie głupio nie gapił, ale z drugiej.. przecież nie miałam żadnych perspektyw na przyszłość.
- Nie wiem..- odparłam nieśmiało.
- Nie masz chyba, gdzie iść, ale możemy ci poszukać na jakiś czas dobrego hotelu..
- Och, przestańcie się wygłupiać! Sally zostaje i tyle! Jest moją przyjaciółką i ja pozwalam jej tu być do woli!- krzyknęła oburzona Sammi. Była niezwykłą gadułą, ale byłam jej wdzięczna, że jeszcze mnie nie wywaliła. Jakby tylko wiedziała, kogo ma pod swoim dachem.. Wszystko by się posypało, więc nawet nie komentowałam.
- Popieram - niespodziewanie odezwał się Andy. Wszyscy spojrzeli na niego zaskoczeni. Nawet ja.
- A tobie co znowu strzeliło do łba?
- Nic, po prostu uważam, że nie powinniśmy jej zostawiać bez niczego. Zatrzymajmy ją chociaż do czasu, aż sobie poradzi. Tymczasem zamieszka w pokoju Juliet..- zarządził.
Przez pierwszą chwilę było mi szkoda Simms, ale potem zrozumiałam, że na pewno będzie spała w pokoju z Andy'm, w końcu wydawało mi się, że są parą, a pary chyba tak robią.
- No więc, decyzja podjęta!- padły słowa z ust mojej przyjaciółki.- Od dzisiaj z nami mieszkasz!
Pomimo niepewności się uśmiechnęłam. Niestety odniosłam wrażenie, że tajemniczy chłopak nie zostawi mnie w spokoju. To nie był koniec niespodzianek.
***
Kurwa, kompletnie nie wiem, czy to wszystko dalej ciągnąć -.- Jeśli pewna osoba ma mi tu włazić i wypisywać takie rzeczy.. Jeśli mam chodzić cały czas wkurwiona, to chyba wolę skończyć. Nagle wszyscy się do mnie przypieprzyli. I to nawet takie osoby, o których pojęcia nie mam, których nie znam! A teraz wszystkim się zebrało na ocenianie mnie.. Wszyscy mówią, że jestem żałosna, nieśmieszna, nieoryginalna ble ble ble.. A czy mogę chociaż poznać tożsamość tych ludzi? I co jest niby w tym żałosnego? To, że bronię swojego? Blogi to moja pasja, są jakie są, ale mi się podobają. Jeśli uważacie je za niefajne, to nie czytajcie, prosta sprawa. A nie wszyscy usiłujecie mi dokopać. A ty, że tak powiem ,,tajemnicza osobo" lub raczej Wredna Mendo, dostałaś to, czego chciałaś, więc spierdalaj.To tyle ode mnie.
Odpowiednia nuta na dziś:
Hole- Asking For It
Oczywiście, że pisz!
OdpowiedzUsuńMożesz zmienić adres <3
Ale co do rozdziału.
Biedna Juliet, naprawdę mi jej szkoda, no jak oni tak mogą?
Co to, niewolnica?
Niech się postawi.
A Andy... kurde, powiedz mi, czemu on jest taki... no.
I CC, czego się dajesz?
Noooo....
'='
Ty wiesz, na co ja czekam, a ja czekam Ty wiesz, na co.
No i co tu jeszcze mogę rzec?
Nie pal tyle, bo Ci bebechy spopieleją.
No ale do rzeczy.
Co to za Lynn? Andilyn?
Nie zdziwiłabym się.
Ale powiem Ci, że Andy z jednej strony mnie pociąga, a z drugiej wkurza.
Wrr.
Czekam na kolejny, kocham Cię i nie przejmuj się hejtami!
Poza tym, czaisz ten klimat, czytałam przy Dżemie :D
Kocham Cię, moja Siostrzyczko <3
Tak jak Ci mówiłam: miej wyjebane na te komentarze, bo dobrze wiesz kto to pisze, dlaczego i że to nie prawda. Masz nas - Twoje wierne czytelniczki, będziemy dla Ciebie zawsze, więc ty dla nas musisz dalej prowadzić bloga :*
OdpowiedzUsuńPropo rozdziału:
Współczuję Juliet :c Ona tak szaleje za Andy'm, a on ją traktuje jak śmiecia :/ Ands, ty chory pojebie.
Lynn? Co za Lynn? :o Toż to przecież Sally jest xd
Serio, ja nic nie rozumiem z tego pomiedzy Andy'm a Sally aka Lynn ;o Niby się znają, ale on ją tak a ona jego nie XDD I niby jest zła a jest dobra XD ok, nic nie kapuję XD
I kocham jego relację z Jinxxem XD no po prostu zajebiste xd
co tam jeszcze..
a! kocham te nawiązania do Krainy Czarów <3 Szczególnie te tytuły *^*
No to czekam na następny ;* Przepraszam, że tak krótko, ale nie mam weny xd
To.. życzę weny i bardzo bardzo Cię kocham <3333333333
Ejjj, ten rozdział jest genialny.
OdpowiedzUsuńSuper po prostu, jak ja kocham te wszystkie nawiązania do Alicji. Ciekawi mnie postać Sammi, oraz relacje między nią a Andym.
Tylko czemu on jest takimi tępym chujem?
A ty się CC kretynie nie daj, masz pałeczki broń się!
I Jinxx..Jinxx to JInxx, nic dodać nic ując XD
Czekam na następny