*Andy*
Kurwa, ostatnie dni były koszmarem. Zaczęło się od tego masakrycznego wyjazdu, po którym nadal nie doszedłem do siebie. Czułem się jak flak. Nie chciało mi się nawet opuścić łóżka. Co prawda ten pedał ostatnimi czasy do nas nie przychodził, ale.. Ale i tak było źle. Wszystko mnie bolało, czułem się, jakbym miał wieczną grypę i kolce w klatce piersiowej, a z ust, a teraz także z nosa, lało mi się coś gorszego niż pomidorowa Jake'a. Oczywiście nadal wszystkich okłamywałem.
Czułem się jak na polu minowym. Każdy najmniejszy ruch mógłby wszystko zepsuć. Zupełnie jak w pokoju pełnym porcelany. Dlatego wolałem nie wykonywać żadnych ruchów, czułem się bezpieczniejszy. Po prostu byłem miły dla Sally, a resztę ignorowałem. Chyba nic nie podejrzewali.
*Sally*
- Już 12..- zwróciłam uwagę.- On nadal śpi? Bo coś mi się nie wydaje..
Ash położył mi rękę na ramieniu.
- Nie martw się, na pewno niedługo wyjdzie - starał się mnie pocieszyć.
- Ale nawet, jeśli wyjdzie. Zrobił się taki cichy i ospały. Nie mogę się o niego nie martwić..
Zagryzłam wargę, by powstrzymać łzy troski. Może i trochę wyolbrzymiałam? ,,Nie, przecież wiesz, że coś jest nie tak"
Jake wtrącił się do rozmowy:
- Sally ma rację, źle wygląda. Jest blady jak trup, ciągle pluje..- tu przerwał i na mnie spojrzał. Robiło mi się niedobrze, gdy o tym myślałam, ale przecież taka prawda - No, wiemy, czym pluje. Do tego kaszle bez przerwy i chyba trochę wychudł. To nie może być nic błahego.
- Tak.. Trzeba go w końcu zaciągnąć do lekarza. Może uda się go jakoś wyleczyć. Mam nadzieję..- złowieszczo wyszeptał Jinxx.
- Błagam, nie mów tak!- krzyknęłam. Ash przyciągnął mnie bliżej siebie, pozwalając mi smarkać w swój t-shirt. Jak miło.
Trwałam tak przez dobre piętnaście minut, ale nagle Purdy stwierdził:
- Wiesz.. Może lepiej nie siedź tu tak. Dostaniesz depresji. Idź do Carla, pogadajcie, powydurniajcie się. Możesz go nawet zaprosić.
Zawahałam się.
- A co z...?
Nie dokończyłam, bo mi przerwano:
- Dziewczyno, nie przejmuj się nim aż tak! Może w końcu zejdzie, zafochany emos!
Oj, Andy by go zabił, gdyby to usłyszał. Ale taka prawda, on sam o tym wiedział..
Otarłam łzy wierzchem dłoni i wymusiłam uśmiech. Wiedziałam, że gdy pójdę do swojego Kota, od razu poczuję się lepiej. Tylko on potrafił tak dobrze rozśmieszać.
- No dobrze, przekonałeś mnie. Pójdę. Tylko może..
Przeszkodził mi mój dzwonek. Damage rozległo się w całym domu. Chwyciłam telefon i spojrzałam na wyświetlacz. O wilku mowa..
Odebrałam.
- Sallem, Sallem, przychodź tu natychmiast! O matko naturo, szybciej, kobieto, bo się posikam, a żółty to nie jest mój ulubiony kolor! No szybciej!- darł się do słuchawki.
,,Co ty znowu wymyśliłeś, szaleńcu?"
- No okej, okej, nie sikaj. Już idę.
Rozłączyłam się.
- No, to chyba tak czy siak muszę wyjść - stwierdziłam.
- To rozumiem!- zaśmiał się Pitts. Właściwie, gdy Andy ich nie drażnił, byli całkiem mili..
- Baw się dobrze - dodał zwykle naburmuszony Ferguson.
Chwyciłam czarną torbę i szybko wciągnęłam na nogi trampki. Wkrótce opuściłam dom.
***
- No dobra, co takiego niezwykłego chciałeś mi powiedzieć? Pali się, czy co?- spytałam.
Carly podskakiwał się i wiercił, jakby miał w gatkach robaki. Do tego oczy, które zwykle zakrywała grzywka, były teraz tak szeroko otwarte, że widziałam każdy ich szczegół. Do tego ten głupek ślinił się jak szczeniak, który chce się bawić. Cudem powstrzymałam śmiech.
- Choć do pokoju, musisz to zobaczyć na własne śliczne oczy!- pisnął i złapał mnie pomalowanymi pazurami za rękę. Nawet ja nie malowałam paznokci! Cóż, przynajmniej na razie. Wiedziałam, że niedługo najpewniej zagości na nich róż lub czerń.
Tymczasem Carrie ciągnął mnie do swojego pokoju. Mało nie zabiliśmy się na schodach. Już w drzwiach ujrzałam równie jarających się Alice i Robbiego.
- Boże, tyle wygrać, rozumiesz to?!- krzyknęła Ali.
- Na razie nic nie rozumiem..- przyznałam.
- Zaraz zrozumiesz! A więc..- Coward wziął głęboki oddech i posadził mnie na swojej średniowiecznej kanapie. Zaraz miał się rozpocząć niesamowity monolog.- Pamiętasz jak pierwszego dnia mówiłem ci, że mamy tak jakby zespół?
- Tak..
- A więc.. Damy pierwszy koncert!- wybuchnął w końcu i zaczął się rzucać po ścianach jak opętany. Do tego śmiał się jak psychol. Nie mogłam się nie uśmiechnąć.
- Wow, super - przyznałam. Naprawdę cieszyłam się, że w końcu ktoś dał im szansę. Na pewno zagrają świetnie i staną się sławni jak ich idole. Byłam dumna.
- Ale wiesz, co jest w tym wszystkim najlepsze?- wtrąciła się Tisdale.
- No co? Bo nie zniosę tego napięcia!
- Będziemy grali jako support.. No zgadnij, kogo!
- No kogo?!- wkurzyłam się.
- Fit For Rivals, kruszynko!- zawył Cheshire, wskakując na łóżko.
Oniemiałam. Nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa, bezdźwięcznie poruszałam ustami. Oni jako.. support mojego ulubionego zespołu?!
- Kurwa, tak się, kurwa, cieszę!- wrzasnęłam, przyłączając się do najlepszego kumpla. Rzuciłam się w jego objęcia.
- Ja wiem, ja wiem.. Spełniamy marzenia!- zachichotał.
- Ale.. naprawdę? Tam będzie Renee? Będą grali Damage? Będą tak skakać na scenie? A przed nimi wy tak samo..?- nie mogłam uwierzyć. ,,Czy to sen?"
- Tak, tak samo, Sally..- śmiała się blondynka, rzucając we mnie pluszakiem.- Napisali do nas w nocy. Koncert już w środę.
,,Uff.. Może będę mogła tam iść bez Andy'ego. Ale spotkać Renee? Posłuchać ulubionego zespołu na żywo? Śpiewać z nimi? I to jeszcze moi kumple są supportem.. Cholera, lepiej być nie może!"
- Kocham was, kocham was - powtarzałam w kółko.
- I jak tu się dziwić? Jesteśmy zajebistą kapelą!
Po raz kolejny wysmarkałam się dziś w czyiś ciuch. Tym razem padło na t-shirt Carla z Bring Me The Horizon.
- Nie płacz tak, panno Rogers! Musimy zaraz jechać na próbę! Musisz nas usłyszeć!- entuzjazmował się wokalista.
Tym oto sposobem wylądowałam w garażu Rabbita. Nie mogłam się doczekać, by usłyszeć, co grają kumple.
*Andy*
Sally nie było w domu. Mogłem wyjść z pokoju i trochę pozrzędzić. Całe szczęście..
Drżącymi jak cholera rękami otworzyłem drzwi i wyślizgnąłem się na korytarz. Mógłbym się założyć, że kolejny dzień spędzę w piżamie, przewalając się na kanapie.
A więc pofatygowałem się i dowlokłem do salonu swoje dupsko. Tak mnie to zmęczyło, że od razu upadłem na poduszki. Kurwa, jak mi było słabo..
Nie zauważyłem, że moja noga wylądowała na tym nędznym perkusiście. Pisnął jak baba i podniósł się jak oparzony, tym samym zrzucając mnie na podłogę. Uderzyłem kościstym ciałem o posadzkę i syknąłem z bólu.
- Ty głupi chuju, rozpieprz sobie ten pusty łeb o werbel. Albo wepchnij sobie pałkę w dupę!- zakląłem. Perkman mało się nie rozryczał. Uciekł pośpiesznie, a już po chwili przylazł do mnie Jinxx i reszta ekipy.
- Nic ci nie jest?- zapytał Ashley, podnosząc mnie jak jakieś dziecko.
- Nie - warknąłem.- Spierdalać.
Już miałem się zmyć, bo widocznie przebywanie tutaj było wyjątkowo niebezpieczne, ale zatrzymały mnie grube łapska Pittsa.
- Puszczaj, kutafonie!- wysyczałem naprawdę wkurzony.
- Pokaż się no tu - Ferguson zmarszczył brwi. ,,Błagam, tylko nie ręce, tylko nie ręce!..". Akurat tam skierował swój parszywy wzrok.- Czy ja dobrze widzę?
,,Nałóż okulary, stary śmieciu!"
Jego protekcjonalny ton nie wróżył nic dobrego.
- Nie mów, że jeszcze to..- pokazał paluchem na siniak w zgięciu. Cholera, czemu nie nałożyłem długiego rękawa.- Ty już całkowicie oszalałeś! Obłąkany ćpun!
- Co?!- oburzyli się pozostali.
- Jesteś już poważnie chory, a dodatkowo pogarszasz swój stan narkotykami! Kretyn!- wrzeszczał ten stary pryk.- Dosyć tego, miarka się przebrała! Jedziemy do szpitala, w tej chwili!
- W życiu, parszywy psie - splunąłem mu w twarz. Kopnąłem też Jake'a najmocniej jak mogłem w jaja. Zagryzł wargi, ale mnie nie puścił. Usiłowałem się szarpać, ale kompletnie nie miałem siły. Ten skurwiel jedynie wykręcił mi ręce do tyłu.
- Idę wyprowadzić auto. Pilnujcie go.
Spojrzałem na wszystkich z nienawiścią spod rozczochranych włosów.
- Skurwiele..- rzuciłem. Spuściłem głowę i zwaliłem się na kolana.
*Sally*
Przez jakieś kolejne pół godziny muzycy rozstawiali, podłączali i sprawdzali swój sprzęt. Składały się na niego czarna gitara elektryczna Carla, ciemnoczerwony bas Alice, duża perkusja Robbiego i oczywiście mikrofon. Dziwne, bo od samego początku znajomości, nigdy w życiu nie słyszałam gry ani śpiewu przyjaciół. Dlatego teraz byłam niezwykle podekscytowana. Może okaże się, że przyjaźnię się z przyszłymi gwiazdami?
W końcu jednak próby i przygotowania dobiegły końca. Stanęłam pod ścianą na przeciwko zespołu. Wstrzymałam oddech, gdy rozległy się nuty pierwszej piosenki.
Moja reakcja? Wow. Nie wiedziałam, że są aż tak dobrzy.
Najpierw dominowały równomierne uderzenia w bębny. Potem doszła ciężka gitara i bas. Wszystko się nagle zaostrzyło. To było coś w rodzaju wybuchu. Ale najlepsze było przede mną. Nagle głośne partie nieco przycichły, a Carly zbliżył twarz do mikrofonu. Rozległ się jego wokal.
Wow po raz drugi. Nie miałam pojęcia, że on tak ładnie śpiewa. Gdy kumplowaliśmy się w dzieciństwie, raczej się tym nie interesował, jego upodobania muzyczne ograniczały się do słuchania wersji nightcore praktycznie każdej lepszej piosenki.
Gdybym znała więcej zespołów z pewnością mogłabym określić, do kogo podobnie śpiewa. Niestety teraz nie mogłam tego stwierdzić. Był jakiś taki zespół, który Carrie mi pokazywał. Jakiś taki Live Like* coś tam i drugi- coś tam z Alexandrią** (,,Twoja znajomość muzyki jest powalająca, Sally!"). Można by uznać, że Coward posiadał mieszankę głosów dwóch wokalistów.
Ale partia w najbardziej jego stylu miała dopiero nadejść. W pewnej chwili rozległ się głośny krzyk. Mało się nie przewróciłam ze strachu, za to gwałtownie podskoczyłam. Wyraźnie słyszałam wpływ Bring Me The Horizon. Nie tylko w brzmieniu, ale także w tekście. Co chwila słyszałam tylko jakieś ,,kurwa", ,,pierdol się", ,,jebię cię". Właściwie to był zlepek tych wyrazów. Ale poza tym wszystko do siebie pasowało, brzmiało fajnie. Gdy zespół skończył, zaczęłam klaskać. Wokalista wyszczerzył się z dumą.
- I jak, muzyczna analfabetko? Pod wrażeniem naszych talentów?- spytał, odgarniając grzywkę.
- Super! Naprawdę super! Będziecie świetnym supportem!
Robb ukłonił się teatralnie, odchodząc od perkusji.
- Och, nie musisz nas aż tak wychwalać. Mamy świadomość, że jesteśmy wirtuozami!
Zaśmiałam się.
- A jak się nazywacie?- zapytałam po chwili. Nie zdziwiłam się, jakby nazwa brzmiała mniej więcej jak ,,Jebane Kutasy" lub ,,Popierdolone Kurwy". Jednak odpowiedź mnie zaskoczyła:
- Właściwie.. Nie mamy jeszcze nazwy.. - odparła Alice.
- To jak się przedstawicie na koncercie?
- Sally ma rację. Trzeba wymyślić nazwę - przyznała.- Jakieś pomysły?
- ,,Zgrabne Dupy"! ,,Najprzystojniejszy Wokalista i Reszta"! ,,Band Najcudowniejszego Carla Cowarda"!- wydurniał się wokalista.
- Pytam na serio..
- Oj, nie spinaj kwiatuszka, Alicjo - ,,Jak on to wymawia, nie łamiąc sobie języka?"- Zaraz się pomyśli. To nie może być takie trudne!
Wszyscy dumali przez dobrą godzinę, ale nikt nic nie wymyślił. W końcu zabrałam głos:
- Dobra.. Trzeba pomyśleć o tym, jacy jesteście. Jesteście.. fajni, mili, szaleni, walnięci - wymieniałam.
- Mam!- klasnął w ręce Carl.
- I co tam wydumałeś?- zapytała Alice.
- Szaleni, właśnie, my jesteśmy wręcz popierdoleni! Przy tym mamy ksywki jak z Krainy Czarów! Ja- Cheshire, Robbie- Rabbit, a ty jesteś Alice!
Wszystkim spodobał się pomysł.
- Ale czy ,,Wonderland" nie będzie za krótkie?
- Fakt.. - nasz ,,geniusz" podrapał się po głowie.- Mam pomysł. Trzeba coś oryginalnego, więc.. Sally, ty mówiłaś, że LA to twoja Kraina Czarów. I przyjechałaś pociągiem. Więc może ,,Train To Wonderland"?
- Wow..- powiedziałam tylko. Nazwa zespołu nawiązuje do mnie! Jaki fart!
- No to zatwierdzone, jak mam rozumieć!- wyszczerzył się frontman.- A teraz wracamy do grania!
Tymczasem Carrie ciągnął mnie do swojego pokoju. Mało nie zabiliśmy się na schodach. Już w drzwiach ujrzałam równie jarających się Alice i Robbiego.
- Boże, tyle wygrać, rozumiesz to?!- krzyknęła Ali.
- Na razie nic nie rozumiem..- przyznałam.
- Zaraz zrozumiesz! A więc..- Coward wziął głęboki oddech i posadził mnie na swojej średniowiecznej kanapie. Zaraz miał się rozpocząć niesamowity monolog.- Pamiętasz jak pierwszego dnia mówiłem ci, że mamy tak jakby zespół?
- Tak..
- A więc.. Damy pierwszy koncert!- wybuchnął w końcu i zaczął się rzucać po ścianach jak opętany. Do tego śmiał się jak psychol. Nie mogłam się nie uśmiechnąć.
- Wow, super - przyznałam. Naprawdę cieszyłam się, że w końcu ktoś dał im szansę. Na pewno zagrają świetnie i staną się sławni jak ich idole. Byłam dumna.
- Ale wiesz, co jest w tym wszystkim najlepsze?- wtrąciła się Tisdale.
- No co? Bo nie zniosę tego napięcia!
- Będziemy grali jako support.. No zgadnij, kogo!
- No kogo?!- wkurzyłam się.
- Fit For Rivals, kruszynko!- zawył Cheshire, wskakując na łóżko.
Oniemiałam. Nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa, bezdźwięcznie poruszałam ustami. Oni jako.. support mojego ulubionego zespołu?!
- Kurwa, tak się, kurwa, cieszę!- wrzasnęłam, przyłączając się do najlepszego kumpla. Rzuciłam się w jego objęcia.
- Ja wiem, ja wiem.. Spełniamy marzenia!- zachichotał.
- Ale.. naprawdę? Tam będzie Renee? Będą grali Damage? Będą tak skakać na scenie? A przed nimi wy tak samo..?- nie mogłam uwierzyć. ,,Czy to sen?"
- Tak, tak samo, Sally..- śmiała się blondynka, rzucając we mnie pluszakiem.- Napisali do nas w nocy. Koncert już w środę.
,,Uff.. Może będę mogła tam iść bez Andy'ego. Ale spotkać Renee? Posłuchać ulubionego zespołu na żywo? Śpiewać z nimi? I to jeszcze moi kumple są supportem.. Cholera, lepiej być nie może!"
- Kocham was, kocham was - powtarzałam w kółko.
- I jak tu się dziwić? Jesteśmy zajebistą kapelą!
Po raz kolejny wysmarkałam się dziś w czyiś ciuch. Tym razem padło na t-shirt Carla z Bring Me The Horizon.
- Nie płacz tak, panno Rogers! Musimy zaraz jechać na próbę! Musisz nas usłyszeć!- entuzjazmował się wokalista.
Tym oto sposobem wylądowałam w garażu Rabbita. Nie mogłam się doczekać, by usłyszeć, co grają kumple.
*Andy*
Sally nie było w domu. Mogłem wyjść z pokoju i trochę pozrzędzić. Całe szczęście..
Drżącymi jak cholera rękami otworzyłem drzwi i wyślizgnąłem się na korytarz. Mógłbym się założyć, że kolejny dzień spędzę w piżamie, przewalając się na kanapie.
A więc pofatygowałem się i dowlokłem do salonu swoje dupsko. Tak mnie to zmęczyło, że od razu upadłem na poduszki. Kurwa, jak mi było słabo..
Nie zauważyłem, że moja noga wylądowała na tym nędznym perkusiście. Pisnął jak baba i podniósł się jak oparzony, tym samym zrzucając mnie na podłogę. Uderzyłem kościstym ciałem o posadzkę i syknąłem z bólu.
- Ty głupi chuju, rozpieprz sobie ten pusty łeb o werbel. Albo wepchnij sobie pałkę w dupę!- zakląłem. Perkman mało się nie rozryczał. Uciekł pośpiesznie, a już po chwili przylazł do mnie Jinxx i reszta ekipy.
- Nic ci nie jest?- zapytał Ashley, podnosząc mnie jak jakieś dziecko.
- Nie - warknąłem.- Spierdalać.
Już miałem się zmyć, bo widocznie przebywanie tutaj było wyjątkowo niebezpieczne, ale zatrzymały mnie grube łapska Pittsa.
- Puszczaj, kutafonie!- wysyczałem naprawdę wkurzony.
- Pokaż się no tu - Ferguson zmarszczył brwi. ,,Błagam, tylko nie ręce, tylko nie ręce!..". Akurat tam skierował swój parszywy wzrok.- Czy ja dobrze widzę?
,,Nałóż okulary, stary śmieciu!"
Jego protekcjonalny ton nie wróżył nic dobrego.
- Nie mów, że jeszcze to..- pokazał paluchem na siniak w zgięciu. Cholera, czemu nie nałożyłem długiego rękawa.- Ty już całkowicie oszalałeś! Obłąkany ćpun!
- Co?!- oburzyli się pozostali.
- Jesteś już poważnie chory, a dodatkowo pogarszasz swój stan narkotykami! Kretyn!- wrzeszczał ten stary pryk.- Dosyć tego, miarka się przebrała! Jedziemy do szpitala, w tej chwili!
- W życiu, parszywy psie - splunąłem mu w twarz. Kopnąłem też Jake'a najmocniej jak mogłem w jaja. Zagryzł wargi, ale mnie nie puścił. Usiłowałem się szarpać, ale kompletnie nie miałem siły. Ten skurwiel jedynie wykręcił mi ręce do tyłu.
- Idę wyprowadzić auto. Pilnujcie go.
Spojrzałem na wszystkich z nienawiścią spod rozczochranych włosów.
- Skurwiele..- rzuciłem. Spuściłem głowę i zwaliłem się na kolana.
*Sally*
Przez jakieś kolejne pół godziny muzycy rozstawiali, podłączali i sprawdzali swój sprzęt. Składały się na niego czarna gitara elektryczna Carla, ciemnoczerwony bas Alice, duża perkusja Robbiego i oczywiście mikrofon. Dziwne, bo od samego początku znajomości, nigdy w życiu nie słyszałam gry ani śpiewu przyjaciół. Dlatego teraz byłam niezwykle podekscytowana. Może okaże się, że przyjaźnię się z przyszłymi gwiazdami?
W końcu jednak próby i przygotowania dobiegły końca. Stanęłam pod ścianą na przeciwko zespołu. Wstrzymałam oddech, gdy rozległy się nuty pierwszej piosenki.
Moja reakcja? Wow. Nie wiedziałam, że są aż tak dobrzy.
Najpierw dominowały równomierne uderzenia w bębny. Potem doszła ciężka gitara i bas. Wszystko się nagle zaostrzyło. To było coś w rodzaju wybuchu. Ale najlepsze było przede mną. Nagle głośne partie nieco przycichły, a Carly zbliżył twarz do mikrofonu. Rozległ się jego wokal.
Wow po raz drugi. Nie miałam pojęcia, że on tak ładnie śpiewa. Gdy kumplowaliśmy się w dzieciństwie, raczej się tym nie interesował, jego upodobania muzyczne ograniczały się do słuchania wersji nightcore praktycznie każdej lepszej piosenki.
Gdybym znała więcej zespołów z pewnością mogłabym określić, do kogo podobnie śpiewa. Niestety teraz nie mogłam tego stwierdzić. Był jakiś taki zespół, który Carrie mi pokazywał. Jakiś taki Live Like* coś tam i drugi- coś tam z Alexandrią** (,,Twoja znajomość muzyki jest powalająca, Sally!"). Można by uznać, że Coward posiadał mieszankę głosów dwóch wokalistów.
Ale partia w najbardziej jego stylu miała dopiero nadejść. W pewnej chwili rozległ się głośny krzyk. Mało się nie przewróciłam ze strachu, za to gwałtownie podskoczyłam. Wyraźnie słyszałam wpływ Bring Me The Horizon. Nie tylko w brzmieniu, ale także w tekście. Co chwila słyszałam tylko jakieś ,,kurwa", ,,pierdol się", ,,jebię cię". Właściwie to był zlepek tych wyrazów. Ale poza tym wszystko do siebie pasowało, brzmiało fajnie. Gdy zespół skończył, zaczęłam klaskać. Wokalista wyszczerzył się z dumą.
- I jak, muzyczna analfabetko? Pod wrażeniem naszych talentów?- spytał, odgarniając grzywkę.
- Super! Naprawdę super! Będziecie świetnym supportem!
Robb ukłonił się teatralnie, odchodząc od perkusji.
- Och, nie musisz nas aż tak wychwalać. Mamy świadomość, że jesteśmy wirtuozami!
Zaśmiałam się.
- A jak się nazywacie?- zapytałam po chwili. Nie zdziwiłam się, jakby nazwa brzmiała mniej więcej jak ,,Jebane Kutasy" lub ,,Popierdolone Kurwy". Jednak odpowiedź mnie zaskoczyła:
- Właściwie.. Nie mamy jeszcze nazwy.. - odparła Alice.
- To jak się przedstawicie na koncercie?
- Sally ma rację. Trzeba wymyślić nazwę - przyznała.- Jakieś pomysły?
- ,,Zgrabne Dupy"! ,,Najprzystojniejszy Wokalista i Reszta"! ,,Band Najcudowniejszego Carla Cowarda"!- wydurniał się wokalista.
- Pytam na serio..
- Oj, nie spinaj kwiatuszka, Alicjo - ,,Jak on to wymawia, nie łamiąc sobie języka?"- Zaraz się pomyśli. To nie może być takie trudne!
***
Wszyscy dumali przez dobrą godzinę, ale nikt nic nie wymyślił. W końcu zabrałam głos:
- Dobra.. Trzeba pomyśleć o tym, jacy jesteście. Jesteście.. fajni, mili, szaleni, walnięci - wymieniałam.
- Mam!- klasnął w ręce Carl.
- I co tam wydumałeś?- zapytała Alice.
- Szaleni, właśnie, my jesteśmy wręcz popierdoleni! Przy tym mamy ksywki jak z Krainy Czarów! Ja- Cheshire, Robbie- Rabbit, a ty jesteś Alice!
Wszystkim spodobał się pomysł.
- Ale czy ,,Wonderland" nie będzie za krótkie?
- Fakt.. - nasz ,,geniusz" podrapał się po głowie.- Mam pomysł. Trzeba coś oryginalnego, więc.. Sally, ty mówiłaś, że LA to twoja Kraina Czarów. I przyjechałaś pociągiem. Więc może ,,Train To Wonderland"?
- Wow..- powiedziałam tylko. Nazwa zespołu nawiązuje do mnie! Jaki fart!
- No to zatwierdzone, jak mam rozumieć!- wyszczerzył się frontman.- A teraz wracamy do grania!
*Andy*
- Andy, błagam, uspokój się wreszcie!- błagał mnie Ash, gdy kopnąłem go po raz setny. To się powtarzało od kiedy wyjechaliśmy z domu. Ale nie mogłem iść do szpitala, nienawidziłem go. Zrobiłbym wszystko, by się wyrwać. A w tej chwili było mnie stać tylko na to.
Znów wierzgnąłem, ale przekroczyliśmy już drzwi.
- Kurwa, nie! Nie wyrażam zgody!- darłem się.- Jestem dorosły, mogę sam decydować!
- Niedługo nie będziesz mógł..- szepnął złowrogo Jinxx. Często to powtarzał, bałem się, że coś knuje. Tym bardziej musiałem się wyrwać.
Przeciągnęli mnie przez długi korytarz, moje nogi musiały dotykać tej obrzydliwie czystej podłogi. Wszędzie panowała biel. Ohyda. Nic gorszego nie istniało. Do tego ci wszyscy ludzie..
Właśnie, akurat teraz musieli się na mnie gapić. Wszyscy wytrzeszczali oczy, jakbym był jakąś sensacją. No dobra, może niewiele gwiazd rocka się tarza się po szpitalnej podłodze, ale te stare pryki chyba mnie nie kojarzyły.
Tak, stare pryki. Gdy byłem tu ostatnio prawie w ogóle nie widywałem nikogo młodego. Właściwie to powinno być dla mnie bez znaczenia, bo i tak siedziałbym naburmuszony i obrażony, że mnie tak uziemiono, ale wolałbym mieć przed sobą jakieś ładne twarze. Jeśli teraz tu utknę to na pewno lepiej nie będzie.
Co jeszcze? Kurwa, jebany personel. Te pokurwione piguły zachowywały się, jakby były nauczycielkami. Ten ich protekcjonalny ton, grożenie palcem i przemowy o ,,zasadach kultury osobistej". Nie moja wina, że robiły ze mnie wariata i atakowały strzykawkami ze środkiem uspokajającym! Nie zapisywałem się do psychiatryka!
W końcu jednak się zatrzymaliśmy.
- Dobra, a teraz posłuchaj - zwrócił się do mnie ten zgrzybiały sztywniak.- Ja pójdę wypełnić papierkową robotę i wszystko pozałatwiać, a ty tu grzecznie posiedzisz, jasne?
Nic nie odpowiedziałem. W końcu Jake mnie puścił i jak przystało na wzorowego przydupasa, podążył za swym ,,panem". Tymczasem ja zostałem z Ashley'em. ,,No to będzie łatwo.."
Już miałem przygotowany plan. Prosty i trochę oczywisty, ale skuteczny.
Odczekałem kilka minut, zachowując się w miarę normalnie. Tymczasem kumpel oglądał siniaki, które dziś mu zrobiłem.
- Ashley..- spytałem w końcu niewinnym tonem.
Spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Co?
- Mogę do toalety?- spytałem. Tak, to był ten genialny plan.
Chłopak westchnął.
- Naprawdę musisz? Nie robisz mnie w konia?..
- Jak się zleję w majtki, to będziesz miał odpowiedź. No błagam..- udawałem, że bardzo mi się chce.
- Cholera, jestem dla ciebie za dobry. A obiecałem sobie, że więcej ci nie pomogę, mały oszuście - żalił się. ,,No dalej, powiedz tylko ,,tak"!"- Dobra. Idź, ale jeśli to będzie przekręt, to następnym razem każę ci założyć cewnik moczowy!
Wzdrygnąłem się i podniosłem na słabe nogi.
- Dzięki, kochanie - ,,podziękowałem" ironicznie.
Ruszyłem szybko przed siebie. Dobrze, że w miarę znałem to miejsce. Zszedłem po schodach, mijając wszystkich, jakby nigdy nic. Mało spektakularna ucieczka, ale Ash dał się nabrać. Cep.
Byłem co prawda w samej piżamie, ale teraz mnie to nie obchodziło. Temperatura ostatnio wzrosła, więc nie powinienem zmarznąć. Może jedynie czułem się głupio, bo szedłem na bosaka niczym Cejrowski. Miałem nadzieję, że nie przyłapie mnie żaden tępy paparazzi i nie pstryknie foty. Bo jeśli tak zrobi, to wszyscy się dowiedzą. Nawet Sally, a tego bym nie chciał. Wolałbym, żeby nie wiedziała, że mój stan zdrowia się pogarsza. Najpewniej ,,z troski o mnie", wysłałaby mnie z powrotem do tego więzienia.
Przeszedłem kolejną przecznicę. Oczywiście zebrały się już tłumy gapiów. Przyspieszyłem i mimo ogromnego wysiłku i kłucia, w końcu dotarłem na naszą ulicę. Sall chyba nie było w domu. Teren wydawał się czysty.
Drzwi zamknięto, ale okno zostało otwarte, więc to właśnie przez nie dostałem się do środka. Powiedzmy, że miałem już doświadczenie w takich sprawach.
W domu nikogo nie zastałem, więc jedynie pochwyciłem kawałek mięsa (bo dawno nie jadłem) i pobiegłem do swojego pokoju. Akurat miałem ochotę ponarzekać dla Lynn.
*Sally*
- No dobra, muszę już iść. Andy się pewnie denerwuje, bo mu nie powiedziałam.
- On aż tak spina dupcię?- zdziwił się Kot.
- Daj spokój! Nie masz dziewczyny, nie zrozumiesz.. To miłe jak ktoś się o ciebie troszczy - zwróciła uwagę Alice, wtulając się w Robbiego. Objął ją ramieniem. Och, nie mogłam się doczekać, by zrobić tak z Andy'm.
- Laski lecą na mnie i bez tego - prychnął chłopak, odrzucając na bok swa grzywę.- To jak, Sallem, kiedy się spotkamy znowu? Jakby coś to może trochę później, bo nasz cudowny Pociąg musi trenować..
- Nie wiem.. Może.. Może jutro wieczorem u mnie?- spytałam niepewnie.- Ali i Robb jeszcze nie byli.. Andy się chyba nie obrazi.
- Supi dupi!- uradował się mój najlepszy kumpel.- Takie piżama party!
- O tak!- poparłam pomysł. W dzieciństwie zawsze marzyliśmy o piżama party. Żeby obaj nałożyć różowe piżamki, rzucać się poduszkami, wcinać popcorn, czytać magazyny, oglądać filmy i gadać całą noc! ,,Kolejna okazja na bycie normalną.. Super!"- cieszyłam się w myślach.- Genialny pomysł! Przychodźcie jutro po 20. Będzie świetnie!
- Ze mną zawsze jest świetnie. Będzie jeszcze świetniej! Wow, to już jakaś skrajność!
Zachichotałam.
- Dobra. Do jutra!
***
Gdy tylko przekroczyłam próg domu, usłyszałam jakieś wrzaski. Zaniepokoiłam się. Dochodziły one z góry, więc tam też się udałam. Po drodze nasłuchiwałam. To Jinxx prawił Andy'emu kazania przez drzwi jego ,,twierdzy". Wsłuchałam się, by wyłowić sens jego wypowiedzi.
- Ja ci dam takie akcje! Tobie Ash też się oberwie! Zaraz wymyślę jakąś karę..
Zmarszczyłam brwi. Co jest, do cholery?
Czemu on się tak na nich wyżywa? Czy on jest jakąś niańką? Przecież to są dorośli faceci, a on ich traktuje jak pięciolatków! To aż głupie! Na miejscu tej grupy, zamieszkałabym w oddzielnych domach. Co jak co, ale pięć facetów pod jednym dachem to już za dużo.
Do moich uszu dobiegły wykrzykiwane wyzwiska. Miałam tego dojść. Postanowiłam przerwać te dziecinne sprzeczki. Przeszłam kolejne stopnie i stanęłam na końcu korytarza.
- O co znowu wam poszło?- zapytałam, krzyżując ręce. Wszyscy podskoczyli jak oparzeni. Uśmiechnęli się krzywo.
- A, to nic takiego - powiedział Jake.
- Z tym, że Andy znowu się mnie nie słucha!- wkurzył się najstarszy.
Wywróciłam oczami.
- Jest pełnoletni, nie musi cię słuchać.
Westchnął.
- I tak nie zrozumiesz!- ,,Kurwa, wyjaśnij, o co chodzi, zanim postawisz tezę!"
Pod naszą nieuwagę drzwi się otworzyły, a obok nas pojawił się Biersack w samej osobie. Nadal nosił piżamę, wyglądał w niej dość mizernie. Wisiała na nim niczym worek na śmieci. Aż się trochę zaniepokoiłam, bo zdrowo nie wyglądał.
- Co tam, kochanie?- starałam się, by mój ton brzmiał naturalnie, ale średnio mi to wychodziło.
- Wszystko w porządku - powiedział, całując mnie w usta.
Przytuliłam go, ale zaraz się odsunęłam.
- Wiesz..- zaczęłam.- Bo..
- O co chodzi, Sall?
- Carl jutro wpadnie.
Powieka mu zadrgała. Miał chyba ochotę mnie rozszarpać, ale się powstrzymał. Na wszelki wypadek wycofałam się i zeszłam na dół.
- No to masz karę - usłyszałam jedynie.
*Andy*
No brakowało mi już tylko tego pedała.. Czułem się przytłoczony tym wszystkim. Jinxx stał mi nad głową i prawił jakieś kazania. Robił to od co najmniej godziny. Zwyzywał mnie od żałosnych ćpunów, obłąkanych wariatów i rasowych skurwieli. Szczerze tym to się akurat nie przejąłem. Bardziej martwiło mnie, że zaciągną mnie w końcu do tego szpitala i tym razem nie będzie ucieczki. Jeśli wszyscy się dowiedzą, będę miał przechlapane. Wszyscy zaczną plotkować, faneczki wypisywać mi jebane kondolencje i mówić, jak to bardzo będzie mnie im brakować. I dowie się też Sally.. Ugrzęzłem w tym bagnie po uszy, a i tak zapadałem się coraz głębiej. Czekałem aż utonę. I najpewniej nie będzie to przyjemne. Najpewniej dostanę kolejne kazanie, skończę w jakimś opętanym przez dziwne zwyczaje miejscu i zostanę całkowicie sam, bezbronny. Wszystko do tego zmierzało. Chyba że wcześniej zwyczajnie umrę.. Zupełnie jak każdy śmiertelnik. Nie, to obrzydliwe. Najpierw musi się dopełnić przeznaczenie, a wszystko się ze sobą kłóciło.
Musiałem w końcu wybrać: Lynn czy Sally?
Na razie nie miałem pojęcia, jak, do cholery, mam odpowiedzieć. To musiało zaczekać.
Tymczasem szykowała się konfrontacja z tym gówniarzem, który tylko przeszkadzał. Szykowała się kolejna lekcja przetrwania.
***
*Sally*
,,Oki doki, szykuję sobie właśnie piżamkę ^^ Którą- w truskawki czy w Teletubisie?"- pytał w SMS-ie ten słodki głupek.
,,W Teletubisie"
Szczerze? Nie mogłam się doczekać. Party zapowiadało się naprawdę zabawnie i normalnie. A ja jak zawsze potrzebowałam normalnej rozrywki. Swój limit nienormalności wykorzystałam już dawno.
Zdjęłam normalne ciuchy- tym razem niebieski top, krótkie czarne spodenki i rajstopy w biało czarne paski. Zastąpiłam je słodką piżamką z wizerunkiem główki lalki. Zeszłam na dół, by zobaczyć jak idą przygotowania. Jinxx i Jake stwierdzili, że są za starzy na takie ,,dziecinne" zabawy i zmyli się do swoich pokojów. Ash postanowił, że zostanie, przekonał też CC'ego. Tak, miałam nadzieję, że mój chłopak poczuje się raźniej w ich towarzystwie. W razie czego będzie się miał na kim wyżyć.
Christian właśnie przygotowywał popcorn, Ashley robił drinki. Wyglądali na zadowolonych.
- Gdzie Andy?- spytałam ich.
Purdy wskazał ruchem głowy na kanapę.
Zbliżyłam się do niego i szeptem spytałam;
- Ma focha?
- A kto by go zrozumiał!- rzucił cicho.
Westchnęłam. ,,Nie przejmuj się, on już taki jest. To ci nie zepsuje imprezki.."
*Andy*
Ta kanapa stała się ostatnio jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc w domu. Właśnie teraz się na niej wylegiwałem. Choć trudno to tak nazwać, skręcałem się z bólu i starałem się go jakoś przetrwać. Wśród poduszek na pewno było to przyjemniejsze. Nawet chętnie bym się zdrzemnął. Ale musiałem pilnować tego pedała. Jeśli zrobi coś mojej dziewczynie- zabiję, obiecuję.
- Co jest?- usłyszałem nad sobą głos Sally. Wyglądała na zmartwioną. No cóż, przykro mi. Musiałem ją okłamać.
- Nic, nic. Widzisz?- podniosłem się, choć cały czas łamało mnie w kościach jak przy ostrej grypie.
Rogers uśmiechnęła się i zajęła miejsce obok mnie. Objąłem ją ramieniem i dałem całusa. Tak, to mi się podobało. Sam na sam, bez żadnych gejuchów i strych zgredów. Dopiero teraz tego zaznałem, a szkoda. Mógłbym tak ją tulić cały czas. W ciszy, w spokoju. To ciepło uspokajało. Było kojące. Trochę nawet leczyło.. W każdym razie było całkiem przyjemnie. ,,Przepraszam, Lynn, tylko ten jeden raz"
Ale nawet to nie mogło trwać długo. Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Obaj podskoczyliśmy.
- Pewnie już są!- ucieszyła się Sall. Gdybym tak mógł się cieszyć razem z nią..
,,Mógłbyś, ale jesteś zazdrosnym dupkiem"
,,Zamknij się! Robię to dla jej dobra!"
Wstała, a ja usłyszałem jakieś radosne śmiechy i chichy. Odwróciłem się.
,,Kurwa, bardziej pedalsko i drażniąco się już nie dało?!"
*Sally*
- Super, że jesteście!- witałam wszystkich po kolei. Carl miał na sobie piżamę z wizerunkiem wszystkich bohaterów Teletubisiów. Reszta wyglądała już mniej oryginalnie, ale w końcu oni nie byli aż takimi zjebami. Rola błazna należała do naszego Kota.
- Mam tyle pomysłów! Wiem, jestem genialny - O wilku mowa..- Naprawdę, będziesz zachwycona. To będzie niezapomniana noc! Ostre, słitaśne party party już się zaczyna!
Zaśmiałam się. Podejrzewam, że nawet siedząc w pokoju bez klamek, studiując ściany z tymi ludźmi, bym się nie nudziła. Z prawdziwymi przyjaciółmi nigdy się nie nudzi.
- Chodźcie. Wszystko gotowe- popcorn, magazyny, TV, podusie..- wyliczyłam.
- O, supi dupi, ale jak już to wszystko zrobimy, to mam dla ciebie niespodziankę. Coś jeszcze ciekawszego. Założę się, że nigdy tego nie robiłaś, bo nawet ja, choć jestem niezwykle obytą osobą, nigdy tego nie próbowałem. Może być zabawnie!
- Super. Ale najpierw lecimy z programem!
Tak naprawdę byłam naprawdę ciekawa, co Carly znowu wymyślił. Bo co jeszcze mógł zmajstrować? Jedno było pewne: na pewno okaże się świetne.
- O, i jest nasz Andrzej!- zawołał, gdy zobaczył Andy'ego. Biersack nie wyglądał na zachwyconego, ale przynajmniej milczał i darował sobie niemiłe komentarze. Więcej od niego nie wymagałam.
- A teraz, czas start!- Ali klasnęła w ręce.
***
Imprezka trwała w najlepsze. Obejrzeliśmy jakieś debilne komedie, które nie miały większego sensu, ale ryliśmy z nich jak głupi, obżarliśmy się popcornem i słodyczami, stoczyliśmy bitwę na poduszki (Carl nieźle wytłukł Robbiego, drąc się co chwilę ,,prosto w Parkan!", co było naprawdę przekomiczne) i poprzerabialiśmy zdjęcia w muzycznych magazynach (nie skomentuję tych, które wykonał Ash w gazetach porno). Tańczyliśmy też trochę do muzyki BMTH i FFR. Carrie wykrzykiwał teksty, które składały się głównie z wulgaryzmów. Wszyscy bawili się świetnie.
Wszyscy poza Andy'm. On siedział cały czas spięty i jedynie obserwował. Nie wiem, czy był zmęczony czy spięty, ale starałam się nie wchodzić mu w drogę. Nie dawałam się też nikomu przytulać, by nie wzbudzać jego podejrzeń. Pilnowałam się, ale to mi nie psuło zabawy. Wszystko wypadło zarąbiście.
Aż w końcu nadeszła chwila, by wypróbować nową ,,zabawę" Carla. Nie miałam pojęcia, o co może mu chodzić, więc spytałam:
- To co chcesz nam pokazać?
Minęła chwila ciszy, aż w końcu Cheshire wyszczerzył się w psychopatycznym uśmiechu.
- Wywoływanie duchów.
Zamarłam.
*Andy*
,,JA CI, KURWA, SKURWIELU, POKAŻĘ WYWOŁYWANIE DUCHÓW!"- wydarłem się w myślach. Najchętniej zajebałbym tego dziecinnego idiotę. Czy on w ogóle wiedział, jakie mogą być konsekwencje?! Nie wydaje mi się. Podejrzewałem, że wygrzebał to po prostu w necie i wpadł na taki ,,jakże zabawny" pomysł. Co za dzieciak.. Właściwie to nie była nawet zabawa. To był poważny rytuał. Mimo że nie wyglądałem na kogoś, kto ma doświadczenia z takimi rzeczami, ale byłem. Tylko ja mogłem ratować sytuację. Ale jak?..
Nie było czasu by się zastanawiać! Zaraz zrobią coś niesamowicie głupiego. Jeśli jakiś dziadek Coward zacząłby nękać swojego wnuka, to miałby przynajmniej nauczkę. Może to by mu wybiło z głowy takie durnoty.
Ale teraz zależało mi na tym, by ocalić innych. Między innymi Sally. Nigdy nie wiadomo, do kogo zjawa się przyczepi. Może paść na Sally. Nie chciałem tego. Gdybym mógł, uciekłbym z nią teraz i zastrzelił Carla. Jeśli nie zwali mi się na głowę jego natrętna dusza.
- Nie wiem, czy to najlepszy pomysł. To dość niebezpieczne - powiedziałem.
Ten głupek jedynie zachichotał. Wszyscy mu zawtórowali, nawet Ashley i CC. Spiorunowałem ich wzrokiem. Purdy parsknął, po czym wygłosił swoją durną opinię:
- Daj spokój, nie jesteś dzieckiem. Chyba nie wierzysz w te brednie? Przecież duchy nie istnieją!
- Ktoś tu sra w majteczki - szydził pedał.
,,Oj zdziwilibyście się.. Bardzo"
Mimo to spuściłem głowę. Sam nie wiem czemu. ,,Uległeś, słabeuszu"
- No dalej, obłąkany paranoiku, duchy dla ciebie nie straszne!- zachęcał. Chyba był lekko pijany..- Bo naskarżę dla Jinxxa, że znowu byłeś gburem!
Co miałem powiedzieć? Spojrzałem błagalnie na Sally.
- Sall..- zacząłem, ale nawet nie podniosła wzroku. Wymusiła tylko uśmiech.
- Jasne, duchy nie istnieją.. Nie istnieją..- mówiła, ale jakby bez przekonania. ,,Czyżby?.." Może miała jakiś związek z duchami? Może przeżywała to, co ja?
Zaciekawiłem się. Bardzo chciałbym wiedzieć, jak to się wszystko stało..
Dlatego nic nie powiedziałem. Zamknąłem się. ,,Głupsze!"- krzyczał mój rozsądek, ale serce podpowiadało, że dzięki temu czegoś się dowiem. To tak jak doświadczenie- potrzeba jest obserwacja. Właściwie obserwowałem Sall od początku, chciałem ją rozgryźć. Głównie dlatego z nią chodziłem. Więc czemu miałbym ominąć tak ważną lekcję?
- No dobra - zgodziłem się w końcu.
*Sally*
Nie wiem, czemu się nie sprzeciwiłam. Może nie chciałam wyjść na taką, za jaką mnie uważano? Nie chciałam pokazywać, co wywołała u mnie śmierć siostry? Co spowodowało, że zraziłam się do wszystkich rytuałów? Może bałam się, że mnie wyśmieją jak Andy'ego. On też się bał. Już na pierwszy rzut oka można było to stwierdzić. Może posiadał taka wiedzę jak Lynn i wiedział jak to się zwykle kończy? I teraz on również to zrobi.. Powinnam go odwieść od tego pomysłu. Bo co, jeśli to się skończy tak jak u mojej siostry?
Ale uległam. Carl, który teraz wydawał mi się teraz bezmózgim idiotą bez żadnego szacunku dla zmarłych, szturchnął mnie w ramię.
- Zgaś światło, Sallem. Zaczynamy pokaz Kociego Magika! Kot Behemot, haha!
- Czytałeś ,,Mistrza i Małgorzatę"?- zdziwił się Andy. Z tego, co się orientowałam, to była to jakaś książka o Szatanie i Jezusie, w której ten pierwszy przyjechał do Rosji.. Takie rzeczy się kojarzyło, ale odpowiedź Carla brzmiała oczywiście idiotycznie, a mianowicie:
- Nie.. Co to?
Biersack miał chyba ochotę walnąć facepalm. Wiedziałam jak męczy się w towarzystwie mojego irytującego kumpla. Nawet ja miałam już dość. Pożałowałam, że zaprosiłam do nas Cowarda. Pierwszy raz stałam po tej samej stronie, co mój chłopak. Ale teraz nie było odwrotu..
Choć.. był. Ale ja znów sama nie wiedziałam, czego chce. Stara Sally powracała.
Dlatego też wykonałam polecenie Carriego i pstryknęłam światło. Zapanowała ciemność, ale Robbie zapalił świecę.
- Siadamy teraz dookoło.. Tego!- oznajmił pomysłodawca wyciągając jakąś tabliczkę.- To specjalna tabliczka. Wykosztowałem się, więc nie macie wyjścia!
Westchnęłam. Czarnowłosy położył przedmiot na dywanie, a my zasiedliśmy dookoła. Obok mnie zasiedli on sam i Andy. Po chwili Cheshire oświadczył:
- Potrzebny nam jeszcze kieliszek..
Ash zareagował, mianowicie wypił do końca drinka ze swojego kieliszka i podał naczynie ,,Behemotowi". Ten wyszczerzył się zadowolony i zaczął wszystko ustawiać. W końcu skończył. Wszyscy byli gotowi, a ja mało się nie zesrałam ze strachu.
*Andy*
Już czułem jak szatańskie siły przybywają do pokoju. Od pobytu z Lynn byłem wyczulony na takie rzeczy. A ta dzieciarnia nawet o tym nie wiedziała. Żenujące, nie byli godni by obcować z czymś tak wartościowym. Nawet ja nie miałem na razie do tego prawa. I raczej nie będę miał, bo teraz sam się wygłupiałem. Wszyscy co raz parskali śmiechem. Tak, jakby było w tym coś zabawnego. Czułem się oburzony.
Ale najgorsze miało się zacząć właśnie teraz.
- To kogo przywołujemy?- spytała Alice.
- No, jakieś pomysły?- dorzucił główny debil.
- Może..- zaczęła Sally. ,,Kurwa, nie przywołuj swojej siostry! Się rób tego, idiotko!"- Może.. Andy.. Tą dziewczynę?
Zbladłem. ,,Kurwa mać, bezmyślna pizdo, odszczekaj się". Jednak w głębi naprawdę tego chciałem. Przy tym się bałem.
Już sam nie wiedziałem, więc siedziałem cicho.
- Dobra, kładziemy ręce na kieliszku.
Wykonałem polecenie. ,,W co ty się, cepie, pakujesz?!.."
Biłem się z myślami. Tymczasem ton Cowarda wydawał mi się naprawdę złowieszczy:
- Chcemy się skontaktować z martwą dziewczyną Andy'ego - po tych słowach prawie się rozkleiłem.- Jeśli jesteś tu, duchu, porusz kieliszkiem na tak.
Nic się nie stało.
- Potrzeba koncentracji!- stwierdził chłopak.- Pomyślmy teraz wszyscy o tym samym!
Pomyśleliśmy, a Carl powtórzył słowa.
I wtedy. Jakiś cień, szybki cień i..
O KURWA.
*Sally*
KURWA..
Prawie zemdlałam.
,,LYNN?!"
***
No, i tym oto sposobem mamy 12 rozdział ^^ W następnym- oj, zobaczymy, zobaczymy.. A tymczasem- nowy blog o Mangy. Wszyscy, którzy powinni o nim wiedzieć mają już link. A inni jeśli są ciekawi (o ile jest ktoś inny, choć wątpię), to powiem wam- nie jest to fanfiction, więc to nie wasz zasrany interes. I tak się wam znudzi, bo ni ema waszego Andysia gwiazdeczki.
Niedługo wstawię na Mangy jakąś informejszyn. W następnym tygodniu planuje tam rozdział dla urozmaicenia. Może być ciekawie, bo to będzie raczej improwizacja. Zobaczy się<3
Cóż.. Co jeszcze mogę powiedzieć. Czekam na jakieś domysły, teorie *udaje Scotta Cawthona* ♥ Męczcie się XD
Kocham was, do Mangy za tydzień i TTW za dwa ;*
P.S. Davida Groch patrzy, czy piszesz komentarz. Ona↓
Wy^
|
żeby to tak łatwo było spierdolić ze szpitala.. z reguły krzesełka na izbie przyjęć są tak, że Jeremy by zauważył, jakby Andy spieprzył, choć... no, Nevermind.
OdpowiedzUsuńAle cewniki są bleh... choć nie protestuję, aby groźba przeszła w czyn... WYOBRAŹNIO, STAPH,
ponoć to boli.
no i co jeszcze - czekam na Mangy i hm... Davida jest straszna XDD
i czekam jeszcze, aż wpakujesz Andsa do szpitala i będzie zbierał nie powiem, co z poduszki...
krew z nosa... wiesz, że nigdy mi nie leciała?
MNIE. XDDD
a to dziwne.
ale nie rozpaczam.
no i tak...
kończę ten koment, bo mi zimno w nogi.
paaa, kocham i gwałcę, Siostra <3
Więc tak.
OdpowiedzUsuńCiekawi mnie, jak mizernie musi wyglądać teraz Andy. Nie wiem dlaczego mi się zdaje, że chce się wykończyć.
Ucieczka ze szpitala, jest spoko ale Jinxxowi bym dała w łeb, jakby się na mnie darł.
Niepokorny Andy skurwiel, Biersackonators by cie zjadlo i zabiło, albo na odwrót...kanibalizm.
Carl zaczyna mnie wkurwiac, jest zbyt dziecinny jak dla mnie. Wywoływanie duchów jest super, znaczy.. No na filmach bo sama bym się bała.
Lynn się pojawiła. No wreszcie, ciekawi mnie co im powie.
I jak zareaguje Andy kiedy dowie się prawdy, napewno nie będzie to spokojna łagodna reakcja. To do niego nie pasuje.
Czekam na następny. Mam nadzieję, że będzie więcej Lynn :*
WYWOŁYWANIE DUCHÓW! YEAH! *-*
OdpowiedzUsuńChwila, Lynn zmarła przez wywoływanie duchów? ;o a może ją coś opętało? o.o
Nie wiem czemu, ale jakoś nagle polubiłam Andsa w wersji skurwiela XD ten moment kiedy spierdolił ze szpitala i popierdalał po mieście w piżamie był zajebisty XD Propo piżamki, sama chciałabym mieć taką z Teletubisiami <3
No i ten ich zespół.. *-* "Train To Wonderland". Słodko <3
Czekam na następny, a na razie idę komentować Mangy <3 Kocham Cię <333