*Sally*
Obudziłam się. Dopiero zaczynało świtać. Całą noc spędziłam leżąc na zimnej ziemi. Chyba się przeziębiłam, nie czułam się dobrze. Właściwie to trudno było nawet powiedzieć, czy leżenie w takich warunkach można było nazwać snem. Cały czas się przewalałam, dużo myślałam. O tym, co mnie spotkało i czy to się stanie jeszcze raz. Doszłam też do wniosku, że przecież nie mogę się tak pokazać Carlowi. Zaniepokoiłby się, to chyba logiczne. Całą twarz miałam pooraną, nie dało się tego ukryć. Nie chciałam kłamać, zresztą jak? Nie powiedziałabym, że poddałam się skaryfikacji. Postanowiłam więc, że mimo wszystko.. wrócę tam. Inni chyba nie pozwolą, by Andy powtórzył swój czyn. Bo raczej domyślą się, że to on.
Nie czułam się bezpieczna. Moje życie zamieniło się w jeden wielki bajzel, którego za cholerę nie udawało mi się zrozumieć i uporządkować. Z jednego nieszczęścia wplątałam się w drugie, chyba jeszcze gorsze.
Podniosłam się i nałożyłam bluzę, która w nocy służyła mi za okrycie. Przeczesałam palcami splątane włosy. Na palcach podeszłam do kranu na tyłach domu, gdzie ogrodnik podłączał wąż. Odpięłam go i nabrałam trochę wody na dłonie. Zaczęłam zmywać krew i okropny rozmazany makijaż. Musiałam się jednak streszczać i po chwili czmychnęłam. Wszyscy mieszkaliśmy raczej w spokojnej dzielnicy Los Angeles i około 5-6 (jak szacowałam) rano wiele osób się tu nie szwendało. Do tego ja i tak nikogo nie znałam, więc na pewno nikt nawet nie zwróciłby uwagi. Na wszelki wypadek założyłam kaptur i choć umierałam z głodu i wycieńczenia, to szłam całkiem szybko.
W końcu niespostrzeżona dotarłam do odpowiednich drzwi i wślizgnęłam się do budynku. Chyba wszyscy zebrali się na górze. Pobiegłam do kuchni i rzuciłam się do lodówki. Po kolei brałam do ust wszystko, co tam było. Nawet nie czułam smaku, chciałam po prostu zaspokoić głód.
Nagle usłyszałam czyjś głos:
- Co się stało?
Niemal podskoczyłam. Odwróciłam się i ujrzałam za sobą Olivera. Odetchnęłam z ulgą.
- Uff, to tylko ty..
- Czemu się wystraszyłaś?.. Myślałaś, że to..?- nie dokończył, ale wiedziałam, o co mu chodzi.
- Nieważne..- speszyłam się. Przez chwilę panowała cisza, po czym zaczęłam, by jak najszybciej zmienić temat:- Em.. Może Zapoznać cię.. was z Carlem?
Wzruszył ramionami.
- Okej, jasne. Emm, i tak musimy trochę poczekać.
Wtedy usłyszałam kroki. ,,O kurwa, Andy.."
Nie odzywałam się, Oli też zesztywniał. Od razu omiótł nas morderczym spojrzeniem, zupełnie, jakbyśmy to my wyrządzili mu krzywdę. Zmiękły mi kolana, zrobiłam krok w tył. Oli stanął przede mną, choć nie wydawało mi się, by zamierzał mnie bronić. Sam się zakołysał i wlepił wzrok w podłogę.
- Łapy przy sobie..
- Ale my tylko.. - chciał odpowiedzieć Oli, ale oczywiście bez skutku.
- Zamknij się - przerwał mu Biersack.
No i istotnie, zamknęliśmy się. Nawet nie próbowaliśmy nic mówić. Zamurowało nas jak jakieś manekiny, ale tego właśnie chciał Andy. Zirytowała mnie ta cisza pełna napięcia, więc poszłam wziąć prysznic i się przebrać.
*Andy*
- I co, podoba ci się? Rączki świerzbią?- spojrzałem na tego cholernego Angola.
- Andy, proszę się..- chciał zacząć, ale mu przerywałem:
- Taa, wziąłbyś ją i tak..
- Mam dziewczynę - udało mu się wtrącić. Zdziwiłem się.
- Co, uległa ci? Ile jej zapłaciłeś? Już ją..
Tym razem on mi przewał:
- Traktuję ją o niebo lepiej niż ty Sally. Naprawdę jej współczuję. I powinienem..
Zaszedłem go od tyłu, a po chwili mój ramię owijało jego szyję. Przycisnąłem mocniej, a on kaszlnął. Zaczynał się robić czerwony.
- Jeśli komukolwiek o tym piśniesz, to nie żyjesz - zagroziłem i nie żartowałem.
- A jeśli pisnę, to ty nie żyjesz..
Wykonałem następny chwyt. Chwyciłem go za gardło i przycisnąłem do ściany. Byłem wyższy o prawie 10 centymetrów, więc czułem przewagę. Zastanawiałem się, czy na serio go nie udusić.
- Ja mówię poważnie. Jeśli powiesz chociażby swojej cholernej matce. Zapierdolę ciebie, tę dziewczynę, twoją rodzinę, wypatroszę twoje kundle. A ciebie spalę w ofierze.
Rozmarzyłem się. Zauważyłem, że już naprawdę niewiele brakuje, by zdechł. Spojrzałem na niego z satysfakcją, ale zrezygnowałem. Puściłem, nie chciałem go jeszcze mordować, tylko napuścić mu stracha. Nie odzywał się więcej. I dobrze. Popchnąłem go, gdy zagradzał mi drogę do lodówki. Musiałem jednak przystopować z poniżaniem go, bo wszyscy zaczęli schodzić na dół. Ci jebani Anglicy nawet nie zdawali sobie sprawy, z tego, co się tu działo. Gorzej już z naszymi, patrzyli na mnie z powagą. W ogóle poza pierdolonymi śmieszkami z UK nikt się nie uśmiechał. A kto kroczył na końcu pochodu? Sally. Właściwie wcześniej nawet się jej nie przyjrzałem. Emm.. Chyba trochę przesadziłem. Miała rozciętą wargę i wyraźnie podbite oko. Założyła bluzę z długim rękawem, choć wcale nie było tak zimno. Włosów nie spięła w kucyk jak zwykle, tylko spuściła je na twarz. Bardzo przypominała mi ją.. Lynn. Wyglądała ponuro i tajemniczo. Tylko trochę bardziej nędznie..
,,Nie masz prawa się rozklejać!"- skarciłem siebie w myślach.
Dziewczyna usiadła na kanapie i włączyła telewizję. Chyba nie chciała się wszystkim pokazywać. Jinxx, Jake, CC i Ash ustąpili miejsca gościom. Krzątali się tam, gadając z tym swoim nadętym akcentem. Ja nigdy z nimi nie jadłem. Tylko dziś uległem, by móc obserwować Sykesa. Chciałem, by czuł się nieswojo. Zresztą.. Wszyscy, którzy mnie znali to wiedzieli. Choć tym pojebom mogło wydawać się dziwne, że jem zimnego kotleta na śniadanie. Choć jeśli u siebie jedli kiełbasę i kupę innego świństwa.. A no tak, Oliś przecież nie krzywdził zwierzaczków. Ciota.
- Sally, wszystko ok?- zapytał Ashley, widząc skuloną drobinę.
- Jasne, wszystko super - odwarknęła dość sarkastycznie. Tak naprawdę to prędzej była smutna.
Chłopak nie był takim idiotą, że chyba zorientował się, że to moja wina. Posłał mi mordercze spojrzenie. Potem zaczął coś mówić do Bring Me The Chujrajzon. Nasłuchiwałem.
- Wy też zostaliście nominowani do MTV Awards?- zapytał. ,,Czyli zostaliśmy nominowani?"
Ostatnio jakoś mało zwracałem uwagę na sprawy zespołu.
- Tak - odpowiedział Matt.- Jeśli będziecie potrzebować noclegu w UK, to zapraszam!
,,Hehe, uśmiałem się.. Najlepiej u Sykesa, żeby mnie.."
- Jedziecie do UK?- spytał ten kutas.- Kiedy?
- Za dwa tygodnie - Jake popatrzył na mnie.
,,Nigdy!"
Wolałbym już nie dostać tej cholernej nagrody.. Choć.. Przynajmniej wpadłbym do Danny'ego. Załatwilibyśmy Srajksa.
***
*Sally*
Przez jakąś dobrą godzinę bez sensu wpatrywałam się w telewizor, oglądając jakiś film, na którym w ogóle nie mogłam się skupić. Słuchałam o wyjeździe do UK. Z jednej strony to chętnie bym gdziekolwiek pojechała. Ale chyba wiedziałam, jak to będzie wyglądać. Andy będzie robił sceny. Chociaż może nie tam. Albo przynajmniej nie publicznie.
O ile w ogóle zabiorą mnie ze sobą. Z drugiej strony fajnie by było pobyć w domu samej. Może udałoby mi się wejść do pokoju Andy'ego? Już wiele razy brałam różne klucze, ale żaden nie pasował do tych drzwi.
Dobra, wiedziałam, że to mi się nie uda.
Nagle usłyszałam nad sobą głos Olivera.
- Emm.. To może pójdziemy do tego Carla?
- O, tak, jasne. Chętnie - uśmiechnęłam się krzywo.
Wstałam z kanapy, nic nie mówiąc na głos. Podeszłam tylko do Christiana, bo wydawał się najprzyjaźniejszy.
- Idziemy do Carla - szepnęłam.
- O-ok..
Trochę jakby skradając się, opuściliśmy dom. Dopiero, gdy znaleźliśmy się na ulicy, udało się nam wyluzować.
- Przepraszam za Andy'ego..- powiedziałam na wstępie.
- Nie.. Nie przepraszaj, to nie twoja wina.. Znam go - wypowiadając każde słowo się peszył.- Wiesz, to skomplikowane. Może lepiej o tym nie rozmawiajmy.
Zaciekawiło mnie to. Co takiego Oliver mógł zrobić Andy'emu? Pobić go? Przecież faceci się tak tym nie przejmują! Zwykle po prostu dają sobie w twarz i jest po sprawie! Carl i Robbie zawsze tak robili i mimo specyficznej relacji, przyjaźnili się. Nawet ja nie przejęłam się aż tak strasznie pobiciem mnie.
Właśnie.. Może z nim było bardziej jak między mną i moim ,,chłopakiem"? Może tak na prawdę nic nie zaszło, a Sykes po prostu zirytował Biersacka jakimś szczegółem? Coś źle powiedział?..
- Wiesz, Andy na ciebie nie zasługuje.. Jesteś dobrą dziewczyną - wyrwał mnie z zadumy.- Wiesz, wiem, co się stało.. Przykro mi, naprawdę. Moim zdaniem powinnaś z nim zerwać. Czemu nadal z nim chodzisz?
- To skomplikowane. Bardzo.
Nie wiedziałam. Nie miałam pojęcia.
- Wiesz, może o tym też nie gadajmy- przerwałam, bo czułam, że ma rację, a jednocześnie moje serce podpowiadało coś innego. Nie mogłam tylko powstrzymać jednego:
- Ale.. Jeśli byłeś świadkiem, to czemu nie reagowałeś?
Wpędziłam go w zakłopotanie. Trochę się zdenerwowałam.
- To skomplikowane. Może lepiej nie rozmawiajmy o Andy'm..
- Tak. Tak będzie lepiej.
Chrząknął i znów się spięliśmy.
- W każdym razie Carl jest zupełnie inny - uśmiechnęłam się, gdy stanęliśmy pod drzwiami rezydencji Cowardów. Zastukałam w drzwi. Usłyszałam za nimi radosne śmiechy. Od razu zorientowałam się, że czekają na nas też Rob i Ali. Po chwili w progu pojawił się, aż duszący się ze śmiechu, ,,Panicz". Obwiesił się najróżniejszymi bransoletkami i jak to on mówił ,,dzyndzolkami". Miał na sobie fioletowy t-shirt z kotem-ninją, nabardziej obcisłe gacie, jakie miał i kapcie-króliczki. Praktycznie wpadł mi w ramiona, śmiejąc się i nie mogąc przestać. Rzucił spojrzenie na wokalistę ulubionego zespołu. Gwałtownie zatrzymał się i spoważniał. Skamieniał. Wyprostował się, wytrzeszczył te swoje wielkie czarne paczadła i otworzył usta. Gapił się na zakłopotanego idola, nie mówiąc słowa. Po paru głuchych sekundach odepchnął mnie i padł na kolana przed muzykiem, chwytając go za nogi.
- O, Oliverze Sykesie Wielki, witaj w moich skromnych progach! Udziel mi tylko błogosławieństwa!
Oli zaśmiał się, kładąc rękę na głowie Karolka, który wyglądał tak nędznie, ale i szczęśliwie.
- Doznałeś błogosławieństwa, synu - wybuchnął śmiechem ,,święty".
- Możesz pocałować pannę młodą!- skomentowała jak zawsze piękna Alice.
- O Boże, jestem ateistą, ale co tam! Od dziś jestem prawowitym wyznawcą Sykesizmu!- począł całować stopy zakłopotanego ,,bóstwa".
- Zdradzasz mnie!- Parker udawał focha. Dostał kuksańca w żebra od swojej dziewczyny.- No dobra, pozwalam.
Wtedy Carrie wstał i rzucił się na Olivera.
- Oli, kocham cię. kocham cię, nie opuszczaj mnie, kocham cię, jesteś najpiękniejszy, najmądrzejdzy, kocham cię, najcudowniejszy, najśliczniejszy, najsłodszy, kocham cię!- nie mógł skończyć.- Nie wierzę w to! Jeśli to sen, to to jest najśliczniejszy sen, jaki kiedykolwiek miałem, kocham cię!
Nie dawał idolowi dojść do słowa, ale ten miał praktycznie łzy od śmiechu w oczach.
- Jak nie przestaniesz, to zleję się w gacie ze śmiechu!
- O matko naturo, proszę bardzo, to będzie zaszczyt! Możesz nasikać na mnie! Spełnisz kolejne marzenie! A jeśli nie, to chociaż oddaj mi bokserki!
- On tak zawsze?- zwrócił się do mnie wesoły Anglik. Cieszyłam się, że poprawiłam mu nastrój.
- Tak.. Ale za to go kochamy!
- Nie dziwię się, masz charyzmę, Carl - popatrzył na fana.
- Dziękuję, panie! Wytatuuję to sobie! Na.. na twarzy.. Największą czcionką! I na swojej twarzy wytatuuję sobie twoją twarz, a z tej twarzy będzie wychodził taki dymek z tymi słowami!
- Hannah może ci wytatuować..
- O właśnie, mogę być świadkiem na ślubie? Albo chociaż druhną?! Albo chociaż pozwól mi sypać kwiatki! W ogóle możecie mnie adoptować, rodzice się zgodzą!
- Pogadam z Hannah'ą. Nie planowaliśmy dzieci, ale powinna być zadowolona.
- Dziękuję, dziękuję! Mogę ci mówić tato? A teraz zapraszam! Mam się położyć na ziemi byś mógł po mnie przejść?!
- Niekoniecznie, ale zjadłbym coś.
- Oczywiście! Zaraz zawołam kucharkę, by ci przyrządziła, co tylko chcesz..- bełkotał Kot, obskakując gościa.- Jaką kuchnię lubisz: azjatycką, włoską, meksykańską, francuską?!
- Myślałem raczej o chipsach..
- Tak, oczywiście, chipsy! Jaki smak?! Może herbaty?!- wciągnął biednego Oli'ego do środka.
- Znalazł sobie ofiarę - zauważyli zgodnie Robbie i Alice.- To porwanie w jego stylu. Skończył się dla Olivera czas wolności.
Pobiegłam za nimi. Zauważyłam, że brakuje mojej najlepszej przyjaciółki.
- Nie ma Vicky?- spytałam.
- Nie przyszła dzisiaj, źle się czuje.. Wiesz, damskie sprawy - mrugnęła do mnie Tisdale.
- O.. Szkoda.
- Choć ostatnio była ogólnie małomówna. Może z nią pogadaj?
- Tak, tak zrobię.
Czułam, że coś się stało. Coś poważnego. Victoria nie wydawała się być typem człowieka, który otwarcie mówi o swoich problemach, ale z byle powodu też nie odcinała się od świata. Miałam lekkie wyrzuty sumienia, bo ostatnio nawet nic do niej nie napisałam. Zapomniałam, że jako przyjaciółka też mam jakieś obowiązki.
Miałam nadzieję, że jej nie stracę, bo naprawdę mi zależało. Choć oczywiście jak zwykle tego nie okazałam. Powinnam pójść do niej teraz, ale niegrzecznie było zostawiać Olivera u praktycznie obcych mu ludzi. Wyciągnęłam komórkę i szybko wystukałam:
,,Wpadnę za jakieś 3 godziny. Przepraszam, że nie pisałam.."
Nie odpisała, na pewno czuła się rozczarowana. I smutna, bo praktycznie tylko mi zależało na niej do tego stopnia.
Szlag, to pojęcie o własnej obojętności zepsuło mi chwilowy przypływ radości.
Grupka kumpli podeszła do mnie z miską chipsów, a ja, jakby nieobecna, podążyłam za nimi na górę, cały czas będąc myślami totalnie gdzie indziej.
- Pokażę ci moją świątynię, którą dla ciebie postawiłem.
- Nie wiem, co mnie jeszcze zaskoczy.
Wparowaliśmy do miejsca kultu Cowarda. Wokalistę BMTH aż chyba zatkało, gdy ujrzał ten cały merch. Jego reakcja była podobna do mojej. Chyba nawet oficjalna strona zespołu nie miała wszystkich tych rzeczy w ofercie.
- Wydałeś na mnie fortunę!
- Naturalnie, wasza miłość. Dzisiaj nawet ja, jako piękny książę, prawie król, się uniżam - ukłonił się komicznie.
- Mów mi Oliver, nie musimy się bawić w pana i niewolnika.
Znowu został wyściskany. Zaczęła się rozmowa, która kręciła się głównie wokół zajebistości Oli'ego, ale i tak była przyjemna. Mimo to w mojej głowie cały czas była Victoria Mary Summers.
*Andy*
- Posłuchaj..- zwrócił się do mnie, jakże uprzejmy, Jinxx, popychając mnie na ścianę, o którą obiły się moje wystające kości.- Na wyjeździe masz się nie wygłupiać. Zero narkotyków..- zaczął wyliczać na palcach, jakby tłumaczył to dzieciakowi.
- Niby jakich?
- Daj spokój, masz siniaki i nakłucia na rękach i rozszerzone źrenice! Po drugie.. żadnego: chlania, bójek, ucieczek, targnięć na własne życie, poniżania Sykesa, rasizmu, głośnych uwag..
- Dorzuć jeszcze zakaz deptania trawników, co?- skwitowałem z ironią.
- Na pewno zakaz szczania na nie..
- Dobze, mamusiu, będę gzecny- wycedziłem dziecięce słowa z jak największym jadem.
Wyrwałem się z uścisku, dotykając obojczyków. Już chciałem odejść, ale mnie zatrzymał.
- I jeśli jeszcze raz zobaczę jakikolwiek krwotok z nosa, rzyganie, jeśli jeszcze raz zemdlejesz albo nawet będzie ci słabo- idziesz do szpitala, nawet jakbym miał cię tam targać za kudły. Jesteś chory nie tylko na głowę i wszyscy to wiedzą!
- Dziękuję za tę troskę!- krzyknąłem gwałtownie. Odsunąłem się jak najdalej. Skuliłem się, dotykając sterczących żeber.
Nie wiem dlaczego, ale nagle niemiła atmosfera się ulotniła, a mężczyzna zmienił ton.
- Martwimy się. Wszyscy. My, rodzice.. i Sally. Może chociaż dla niej?
Zawahałem się, ale opanowałem jak najszybciej.
- Nie złapiesz mnie na uczucia. Ja nie mam uczuć.
Jedyna osoba, dla której zrobiłbym wszystko umarła. I ja też powinienem umrzeć. A czułem, że ten wyjazd może być moim końcem.
- I tak cieszę się, że jedziesz.. Bez względu na wszystko.
,,Masz jakieś nowe podejście psychologiczne? Co ty taki milusi i troskliwy nagle?"
Odwróciłem twarz, wzbudzając wręcz szatańskie spojrzenie. Podszedłem do chłopaka i przysunąłem twarz do jego ucha.
- Zgotuję wam piekło - wyszeptałem.- To będzie najgorsze parę dni w waszym życiu.
,,To będzie zemsta. Zemsta na wszystkich za wszystko. Zemsta na świecie. Zemsta na tym, kto odebrał mi mój skarb."
Wyszedłem, pozostawiając lekko niespokojnego Fergusona przy schodach.
*Sally*
Gdy przebrnęłam przez te parę godzin, które w sumie zleciały przyjemnie, w końcu przerwałam rozmowę, która wydawała się nie mieć końca:
- Emm.. Słuchajcie.. Obiecałam Vicky, że odwiedzę ją dziś po południu..
- Już musimy iść?- spytał mnie Sykes, co wyglądało dość śmieszne, bo w końcu to on był starszym ode mnie gwiazdorem.
- Możesz zostać dłużej, tylko daj znać, jak będziesz wracał do domu - odparłam niczym starsza siostra. Niby Lynn tak nie mówiła, ale.. Właśnie, Lynn.. Czyżbym ją też zaniedbywała?
- Dziękuję, kochana, piękna, cudowna, dobroduszna, kobieto!- przytulił mnie Carl, który już chwilę potem znów rzucił się na idola. Zaczęli się czuć w swoim towarzystwie swobodnie, zupełnie jakbym poznała nowego Olivera. Nie był już spięty, rozchmurzył się i zrobił się z niego równy jajcarz. Nie mógł stłumić śmiechu i rzucał jakimiś ,,brudnymi" żartami, czym imponował fanowi. Trochę też się śmiałam, ale to nie mój typ. Poza tym na głowie miałam przyjaciółkę.
- No to cześć - rzuciłam tylko na wyjściu i wybiegłam z pokoju. Śpieszyłam się, bo i tak obiecałam Summers, że będę wcześniej.
Na schodach wpadłam na panią Coward. Popatrzyła na mnie tymi swoimi wielkimi oczami pełnymi empatii (które odziedziczył po niej jej syn).
- Sally, kochanie, coś się stało?- spytała obejmując mnie ramieniem.
- Nie.. Po prostu się śpieszę.. Przepraszam - już chciałam ją wyminąć, ale zatrzymała mnie.
- Jeśli chcesz mogę cię podwieźć, nie ma problemu!
W pierwszej chwili miałam ochotę odmówić, ale do celu miałam co najmniej pół godziny piechotą.
- Dobrze, dziękuję.
- Chodź - wskazała mi drogę gestem ręki.
Wyszłyśmy na zewnątrz, a wkrótce moim oczom ukazał się stylowy biały kabriolet. Nawet Andy nie miał takiego wypasionego samochodu. Trochę niezdarnie zajęłam miejsce obok kierowcy. Czułam się niezręcznie, bo to było zupełnie nie na miejscu, a ja nie pasowałam do modernistycznego stylu. Wyglądałam jak żul, do tego te ślady po ,,sprzeczce" z chłopakiem..
I faktycznie, kiedy matka przyjaciela usadowiła się obok, od razu to dostrzegła.
- Co ci się stało? To coś poważnego?- zaniepokoiła się. Milczałam, wpatrując się w tablicę rozdzielczą.- Mi możesz wszystko powiedzieć.
Westchnęłam.
- Wolałabym o tym nie mówić..- spuściłam głowę, zasłaniając się taflą czarnych włosów. Chyba zrozumiała.
- W każdym razie pamiętaj, że nasz dom zawsze stoi dla ciebie otworem. Carly cię uwielbia. Ja też i mój mąż też. Jesteś dla nas jak dziecko. Naprawdę się cieszymy, że wróciłaś do Carla po latach, bardzo dobrze na niego wpływasz. Cały czas o tobie mówi.
- Eh.. Wiem - uśmiechnęłam się niemrawo. Następnie zapadła cisza i już przez resztę drogi się nie odzywałyśmy.
***
W końcu ujrzałam pastelowy domek Summersów. Chwiejnym krokiem podeszłam do żółtej ściany i zastukałam w białe drzwi. Może trochę zbyt gwałtownie.
- Nie trzeba tak agresywnie, już idę!- usłyszałam. Po chwili ukazała mi się pani Summers. Dzisiaj fartuszek był niebieski z różową kokardką. Jak zawsze wyglądała ślicznie, ale niezadowolony wyraz twarzy odpychał.- A, to tylko ty, ta wieśniaczka..
Nie miałam nastroju na kłótnie.
- Przyszłam odwiedzić Victorię - odparłam rzeczowo, pamiętając, o jakie szczegóły zrobiła mi ostatnio awanturę.
- W takim razie jesteś bardzo nie na miejscu. Wynocha - wycedziła przez zęby.
Już była gotowa zatrzasnąć mi drzwi przed nosem, ale wtedy za nią pojawiła się sama Vicky.
- Wpuść ją, mamo - jej matka skamieniała.- Słyszysz?! Wpuść ją!
Ja też poczułam się zaszokowana, gdy popchnęła ją na bok. Jednak sama ,,poszkodowana" miała szeroko otwarte oczy, zupełnie jakby ujrzała najstraszniejszą scenę w życiu.
- Co.. Co to ma być, Victorio?! Czy coś cię opętało?!
- Chodź - dziewczyna chwyciła mnie za rękę.
Podążyłam za nią, mijając także jej ojca, który wpatrywał się we mnie morderczym wzrokiem. Objął swoją żonę, która przybrała teraz wygląd cukierkowego diabła.
- Spokojnie, Pleasance..- powtarzał.
Już miałyśmy wejść do pokoju, ale na naszej drodze stanął pudel. Molly Jo Summers, znienawidzona siostra.
- Znowu szlajasz się z menelami? Wow, teraz już naprawdę wyglądasz jak jebana ćpunka..
Co?! Ona sobie przeklinała w takim wieku, a ja nie miałam prawa zagiąć chodniczka?
- Wypierdalaj, karle - syknęła starsza.
- I tak już nie ma dla ciebie wyjścia, zrozum, że rodziców obchodzę tylko ja. Najchętniej wyjebią cię z domu na zbity pysk.. Ale i tak już znasz pewnie jakieś meliny - to mówiąc spojrzała na mnie.- Masz przejebane!
To mówiąc, lekko szturchnęła Victorię pod żebro.
- Jesteś tylko grubą, bezwartościową, tępą dziwką..- powtarzała. Nie chciałam na to patrzeć. Jakiś karzeł z gniazdem na głowie i wypryszczoną twarzą nie mógł obrażać mojej najlepszej przyjaciółki!
Stanęłam między rodzeństwem i głosem pełnym jadu wycedziłam do Molly:
Stanęłam między rodzeństwem i głosem pełnym jadu wycedziłam do Molly:
- Posłuchaj, mała.. ODPIERDOL SIĘ - odepchnęłam ją.
- O, odezwała się szmata.. Co mi zrobisz? Naślesz na mnie swój gang?
- A żebyś wiedziała. Kurwa, naślę, by ci wpierdolili. I będzie to o wiele gorsze od tego - pokazałam siniaki i rozcięcia po starciu z Biersackiem. Dziewczynka nieco się wystraszyła i wyminęła nas nerwowo.
- Jeszcze pożałujesz!
- Jeszcze pożałujesz!
- Dzięki za obronę, ochroniarzu.. Mamy pięć minut, zanim cię sypnie. Pierdolona kłamczucha - zmarszczyła brwi dziewczyna.
Weszłyśmy do jej pokoju, zamykając za sobą drzwi na klucz.
Dopiero teraz się jej przyjrzałam. Wydawało mi się, że schudła, pod jej oczami rysowały się brunatne sińce, nie nosiła też okularów. Wyglądała ponuro i zrobiło mi się jej żal.
Gdy znalazłyśmy się w pomieszczeniu, z jej twarzy znikł kamienny wyraz. Gwałtownie targnęły nia emocje.
Gdy znalazłyśmy się w pomieszczeniu, z jej twarzy znikł kamienny wyraz. Gwałtownie targnęły nia emocje.
- Okej, a teraz mów, co się tu dzieje..
- Sally.. To straszne.. Tak się cieszę, że przyszłaś! Mam poważne kłopoty i moje życie chyba traci sens - niemal rzuciła mi się w ramiona.
- Przepraszam, że się nie odzywałam. Miałam..
Przerwała mi:
- Widzę - pokazała moje świeże blizny.- Opowiesz mi, co się stało?
Skrzywiłam się niechętnie.
- Możesz mi powiedzieć wszystko.. Nie wiem, czy jeszcze kiedyś się spotkamy. Nie wiem, jak będzie..
- Jak to?!- zamrugałam, nie rozumiejąc jej słów.- Powiem o sobie, jeśli wystarczy nam czasu. Teraz wyjaśniaj: co się tu, do cholery, dzieje?! Co to za cyrk?!
- Nie jest dobrze, Sally.. Jestem taka wkurzona.. i taka bezradna..- jej oczy zaczęły się szklić.- Kurwa.. Chodzi o to, że moi rodzice chcą mnie wysłać do katolickiej szkoły z internatem. Setki kilometrów stąd!
Zamurowało mnie.
- Co?- tylko na to było mnie stać.
- Uważają, że mam złe towarzystwo.. Chodzi o was. Teraz chcą sprawić, bym w ogóle nie miała przyjaciół! Nienawidzę ich!- tu już zaczęła płakać. Podeszłam do niej i przytuliłam, choć mi także zbierało się na łzy.
- Wszystko będzie dobrze..
- Nie, nie będzie!- oburzyła się.
- No dobra, wiem.. Ale nie pozwolę cię sobie odebrać!
- Sally, nie mamy szansy tego zmienić! To już postanowione, mam nawet załatwione miejsce! Papierki podpisane! Mam wyjechać za dwa tygodnie! Planowali to od dawna!
- Cholera.. Ja wyjeżdżam z chłopakami do UK za dwa tygodnie.. Nawet nie będzie okazji się pożegnać! Kurwa!
- Kurwa, kurwa, kurwa!- szlochała na moim ramieniu.- Niby katolicka szkoła to nie psychiatryk ani poprawczak, ale sam fakt, że nie będzie tam ciebie..
Nagle wpadłam na pewien pomysł.
- A gdybyś tak pojechała ze mną do Anglii?
- Rodzice mi nie pozwolą, to oczywiste - załamała się.
- Nie o to mi chodzi. Pojedź bez ich zgody. Zwiej.
- Co?..
- Nie będą mieli pojęcia, gdzie jesteś. Nie znajdą cię. Co prawda policja będzie cię szukać, ale coś się wymyśli..
- To zbzikowany pomysł. Całkowicie porąbany, szalony. Ale lepszy od chrześcijańskiej szkoły.
- Jakoś sobie poradzimy.. Ważne, że będziemy razem.
- Tak.. Umówimy się jakoś dokładniej.
- Opracujemy cały plan! Gorzej, jeśli zabiorą ci telefon.
- Nie pozwolę im! Ale to nie aż taki problem. Powiedz mi jeszcze.. Co ci się stało w..?- nie dokończyła, bo usłyszałyśmy kroki na schodach.
Po chwili drzwi po prostu się otworzyły. Widocznie jej rodzice mieli zapasowy klucz.
- Wynocha stąd! Ale już! Bo wezwę policję! To twoja ostatnia szansa!- wydarł się na mnie pan Summers, łapiąc mnie gwałtownie za rękę. Poczułam wszystkie siniaki i rozcięcia, które zgotował mi mój chłopak. Syknęłam. Zostałam siłą wyciągnięta z pokoju, zupełnie jak jakiś niewolnik, a następnie zawleczona siłą na dolne piętro. Czułam, że mężczyzna ma ochotę mi dokopać.
- Nigdy więcej tu nie przychodź!- darła się jego żona, machając rękami.- Musisz być wytworem diabła! Jebany śmieć..- ostatnie słowa wymówiła jak najciszej pod nosem.
,,Nie znasz Andy'ego.."- pomyślałam.
Zostałam wypchnięta za próg, rzuciłam ostatnie spojrzenie na załzawioną twarz Victorii. Jej wyraz mówił ,,pomóż mi", a w oku widziałam błysk nadziei. Nie mogłam jej zawieść.
Gdy już wyrzucono mnie z parceli, jak najszybciej pognałam do domu, by powiedzieć, że mamy dodatkowego pasażera do Anglii.
- Nie jest dobrze, Sally.. Jestem taka wkurzona.. i taka bezradna..- jej oczy zaczęły się szklić.- Kurwa.. Chodzi o to, że moi rodzice chcą mnie wysłać do katolickiej szkoły z internatem. Setki kilometrów stąd!
Zamurowało mnie.
- Co?- tylko na to było mnie stać.
- Uważają, że mam złe towarzystwo.. Chodzi o was. Teraz chcą sprawić, bym w ogóle nie miała przyjaciół! Nienawidzę ich!- tu już zaczęła płakać. Podeszłam do niej i przytuliłam, choć mi także zbierało się na łzy.
- Wszystko będzie dobrze..
- Nie, nie będzie!- oburzyła się.
- No dobra, wiem.. Ale nie pozwolę cię sobie odebrać!
- Sally, nie mamy szansy tego zmienić! To już postanowione, mam nawet załatwione miejsce! Papierki podpisane! Mam wyjechać za dwa tygodnie! Planowali to od dawna!
- Cholera.. Ja wyjeżdżam z chłopakami do UK za dwa tygodnie.. Nawet nie będzie okazji się pożegnać! Kurwa!
- Kurwa, kurwa, kurwa!- szlochała na moim ramieniu.- Niby katolicka szkoła to nie psychiatryk ani poprawczak, ale sam fakt, że nie będzie tam ciebie..
Nagle wpadłam na pewien pomysł.
- A gdybyś tak pojechała ze mną do Anglii?
- Rodzice mi nie pozwolą, to oczywiste - załamała się.
- Nie o to mi chodzi. Pojedź bez ich zgody. Zwiej.
- Co?..
- Nie będą mieli pojęcia, gdzie jesteś. Nie znajdą cię. Co prawda policja będzie cię szukać, ale coś się wymyśli..
- To zbzikowany pomysł. Całkowicie porąbany, szalony. Ale lepszy od chrześcijańskiej szkoły.
- Jakoś sobie poradzimy.. Ważne, że będziemy razem.
- Tak.. Umówimy się jakoś dokładniej.
- Opracujemy cały plan! Gorzej, jeśli zabiorą ci telefon.
- Nie pozwolę im! Ale to nie aż taki problem. Powiedz mi jeszcze.. Co ci się stało w..?- nie dokończyła, bo usłyszałyśmy kroki na schodach.
Po chwili drzwi po prostu się otworzyły. Widocznie jej rodzice mieli zapasowy klucz.
- Wynocha stąd! Ale już! Bo wezwę policję! To twoja ostatnia szansa!- wydarł się na mnie pan Summers, łapiąc mnie gwałtownie za rękę. Poczułam wszystkie siniaki i rozcięcia, które zgotował mi mój chłopak. Syknęłam. Zostałam siłą wyciągnięta z pokoju, zupełnie jak jakiś niewolnik, a następnie zawleczona siłą na dolne piętro. Czułam, że mężczyzna ma ochotę mi dokopać.
- Nigdy więcej tu nie przychodź!- darła się jego żona, machając rękami.- Musisz być wytworem diabła! Jebany śmieć..- ostatnie słowa wymówiła jak najciszej pod nosem.
,,Nie znasz Andy'ego.."- pomyślałam.
Zostałam wypchnięta za próg, rzuciłam ostatnie spojrzenie na załzawioną twarz Victorii. Jej wyraz mówił ,,pomóż mi", a w oku widziałam błysk nadziei. Nie mogłam jej zawieść.
Gdy już wyrzucono mnie z parceli, jak najszybciej pognałam do domu, by powiedzieć, że mamy dodatkowego pasażera do Anglii.
***


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz