*Sally*
,,Naprawdę niepotrzebnie jej to powiedziałaś.."- to stwierdzenie ciągle mnie prześladowało. Nie tylko wtedy, gdy mijałam ją na korytarzu. W każdej chwili. Choć wtedy szczególnie. Jej niegdyś wesołe oczy teraz wydawały się takie smutne. I wszystko przez garstkę moich słów, które powiedziałam w napadzie złości. Wcale nie myślałam, że jest gruba i głupia. Miałam gorszy dzień.. Jak ciągle ostatnio.
Powinnam się ogarnąć. Przez swoje humorki zaczynałam ranić ludzi.
W ogóle nie poznawałam dawnej siebie. Kilka miesięcy temu bardzo zależało mi na tym, by zdobyć przyjaciół, stać się normalną, szczęśliwą dziewczyną. A jednak wszystko działo się na odwrót, jakby w krzywym zwierciadle.. Stałam się jeszcze bardziej autystyczna. Ignorowałam przyjaciół, chłopaka, wcale nie zależało mi na ustatkowaniu się. Nawet na samej idei życia mi nie zależało. Wszystko stało się.. wyprane, wyblakłe. Jakbym szła przez opuszczone miasto, które tylko od czasu do czasu nawiedza jakiś duch. Niczym w jakimś śnie, ale nie takim zdrowym. Śpiączce lub po narkotykach.
Czułam się jak powoli odpływam. W świat jakiś duchów. Topię się we własnym umyśle.
Biegnę, uciekam przed tymi wszystkimi myślami, potykam się, braknie mi tchu, ale biegnę, znów jestem umazana krwią.
A za mną tajemnicze postacie. Nie potrafię ich rozpoznać, choć mam jakieś przeczucia.
,,Budź się.."- Lynn.
Ocknęłam się i podniosłam głowę.
- Sally, czy na pewno dobrze się czujesz? Może powinnaś pójść do pielęgniarki?- spytała nauczycielka chemii.
- Nie.. Jest w porządku, naprawdę nic mi nie jest.
- Może jednak? Wydajesz się być strasznie blada.. I przysypiasz.
Westchnęłam.
Może jednak pójść? Te lekcje i tak nic mi nie dadzą.. Nie skończę szkoły.
To też mi wisiało. W ogóle normalne życie.. Czy to naprawdę takie fajne? Czy istniała jeszcze jakaś blada szansa, że będę normalna?
Nie.
Znów to rozdzierające uczucie. Białe płótno.. Rozrywane nici. Pękające szwy i lodowata woda. Czemu wcześniej nie przesiąkła? Czy to się zgadza z prawami fizyki?
,,Boże, Lynn, dopomóż! Nie ogarniam tego wszystkiego! Nie ogarniam siebie.. Chcę świętego spokoju, chce być z tobą. Chcę zasnąć i się nie obudzić.."- niemal krzyknęłam do siostry.. i siebie.
- Sally?!- znów nauczycielka.- Idź natychmiast pielęgniarki.. Niech ktoś idzie z tobą.. Vicky!
Jakby przez mgłę zobaczyłam twarz wywołanej osoby. Jakby przez ten głupi kawałek szmatki. I wtedy do mnie dotarło, o kogo chodzi.
Ocknęłam się.
Dziewczyna spuściła głowę i wzięła mnie pod rękę. Poczułam się głupio i nieswojo. Jeszcze niedawno ją zwyzywałam.. Dokładnie jakiś tydzień temu.
Ale może to właśnie była okazja by się odezwać? Może powinnam coś z tym zrobić, by nie zwariować? Może to mogłoby uratować mój umysł? Może miałabym jakiś główny temat?
,,Skleć jakieś słowa.. No błagam, chyba potrafisz.."
,,Niech będzie.."
*Andy*
Było słabo. Kiepsko. Nie podobało mi się to wszystko ani trochę. Całe moje życie zmierzało w kierunku powolnego umierania i męczenia się przy tym. Nie mogło być nic gorszego.
Miałem wrażenie, że poniekąd zachowuję się jak asceta. Sam się umartwiam. Tylko nie w celu zbawienia. W celu czegoś lepszego, wyższego.
Choć powoli traciłem nadzieję, a to wszystko wydawało mi się bezsensowne.
Nawet sprawianie ludziom nieprzyjemności nie dawało już tyle satysfakcji. Brakowało mi na to siły i motywacji. Lynn znów mnie opuściła. Traciłem już nadzieję. Zastanawiałem się, czy jestem nienormalny. Może po prostu popadłem w szaleństwo?
Ale czy wtedy odzywałby się ból za każdym razem, gdy tak stwierdzałem? Nie.
Dlatego to robiłem. Wszystko na raz, by przyśpieszyć procedurę. Narkotyki, głodzenie się, siedzenie całymi dniami w pokoju, nawet to nędzne okaleczanie się.
Nigdy nie czułem się tak źle. Nawet w czasach, gdy wydawało mi się, że rzeczywiście tak jest.
Samotność, wyobcowanie, wątpliwości, głód, pragnienie, brak miłości- to wszystko się to mnie dobierało. Jak jakieś wielkie szpony, które zarysowywały skórę, a krew ściekała.
No właśnie, jakbym się wykrwawiał.
I choroba.. Chyba sam zaczynałem się domyślać, o co chodzi. I jednocześnie chciałem się jej pozbyć, ale wiedziałem z czym to się wiąże. Odsuwałem się od innych tylko dlatego, że nie chciałem się narazić. No, oprócz Jinxxa, tego typa nienawidziłem.
A co do Sally.. Kurwa, kochałem ją, nawet bardzo. Czułem, że teraz by mnie zrozumiała. Bardzo chciałbym z nią być. Robić z nią to, czego nigdy nie zrobiłem z Lynn. Nie zdążyłem jej pokazać, że ją kocham. W ostatniej chwili.
Czy teraz też powinienem się pośpieszyć? Czy miałem wkrótce ją stracić? Czy to ona miała stracić mnie?
Zagubienie. Tyle dróg i żadna słuszna. Fatum.
Cholera, już płakałem. I to bardzo.
Niebo było szare, zresztą tak jak wszystko. Kolory dosłownie zniknęły.
To mnie tylko dołowało.
Chyba upadłem.
*Sally*
Kroczyłam obok niej, a cisza stawała się naprawdę nieznośna. Gdybym jeszcze miała pewność, że ona jest bezmózgą istotą, a ona myślała tak jak ja. Ciekawiło mnie, nad czym może się teraz zastanawiać. Czy jest zła, czy smutna?
,,Tak się nie dowiesz"- podpowiadał umysł. Racja. Ale słowa jakoś tak stanęły mi w gardle..
Szłyśmy dalej, byłyśmy coraz bliżej. Gdy dojdziemy do tego jebanego gabinetu, to już po wszystkim. Nie przeproszę jej.
Nabrałam powietrza w płuca. Kiedyś musiałam się do tego zebrać, no nie? Nie chciałam zostać całkiem sama.
- Już jesteśmy - oświadczyła nieśmiało. Planowała nacisnąć klamkę, ale w ostatniej chwili ją zatrzymałam:
- Nie, zaczekaj!
Zdziwiła się, okulary lekko się jej zsunęły. Poprawiła je.
- Czemu? Nie jesteś chora?
- Ja.. chyba nie - wydukałam.- Ale źle się czuje..
- Więc w czym problem?
Nie mogłam jej pocisnąć jakimś poematem, że sumienie mnie boli i moja dusza cierpi..
- Nie, nie chodzi o to. Źle się czuję, bo..- przełknęłam ślinę.- Ostatnio ci nawrzucałam. Bez powodu..
Jej wyraz twarzy powoli się zmieniał. Wiedziała, o co mi chodzi. Spuściła wzrok, starając się udawać, że jest zła. Ale jej nie wychodziło..
Mi pewnie udawanie teraz poważnej też.
- Co chcesz przez to powiedzieć?..
- No.. Ja wiem, że to mogło cię zaboleć..- dukałam.
Wtedy jakby wybuchła:
- Mogło? Mogło? Oczywiście, że zabolało!- prawie krzyknęła.- A jakby tobie ktoś powiedział, że jesteś grubą parówą? Byłoby ci przyjemnie?!
Dostrzegłam, że jej oczy robią się mokre i zaróżowione. Po raz kolejny zrobiło mi się wstyd.
Po chwili dziewczyna płakała. Ja też prawie się wzruszyłam i..
Sama się rozryczałam. Teraz zachowywałyśmy się jak dwie małe dziewczynki, które pokłóciły się o lalki w piaskownicy.
- Nie.. - wydusiłam z siebie w końcu.- Dlatego chcę cię przeprosić.. Ja tak nie myślę, naprawdę..
- Wszyscy tak myślą. Wiem, że jestem gruba i brzydka..
- Nie mów tak! Chyba masz w domu jakieś krzywe zwierciadło, co?
- Nie żartuj..
- Nie jesteś gruba..
- Jestem. Zawsze byłam i będę..
- Nie jesteś i na pewno nie będziesz! Pomyśl sobie.. o takich gąsienicach.. One się z brzydkich larw zmieniają w piękne motyle!
- Twierdzisz, że jestem brzydką larwą?!
- Nie.. To złe porównanie - przywaliłam facepalm. ,,Brawo ty!"
- Gąsienica w krzywym zwierciadle.. To najbardziej kreatywne, co o swoim wyglądzie słyszałam. Dzięki.
- Posłuchaj. Staram się teraz ciebie pocieszyć.. Po prostu nie umiem normalnie dobierać słów.
- I tu się zgodzę..
- Ale ja mówię poważnie. Naprawdę zależy mi na tym, byś chociaż wiedziała, że nie chcę źle..
Zapanowała cisza. Żadna z nas się nie odzywała. Ale nie chciałam przerywać, jak widocznie, podejmowania decyzji. Czekałam. Gdzieś w podświadomości wyobraziłam sobie zegar, który tyka niczym jakaś bomba. A odpowiedzi nadal nie było.
- No błagam, nie obrażaj się na mnie.. To nie ma sensu. Nie zrobię tego drugi raz!- zapewniałam łamiącym się głosem.
- Obiecujesz?- dopytywała z nieufnością.
Chyba wiedziałam, o co jeszcze może jej chodzić. Ośmieszyłam ją przy innych, a tego jej nie brakowało. Musieli jeszcze bardziej ją prześladować..
Wiedziałam, jak to jest, gdy nikt cię nie lubi. Wszyscy zawsze traktowali mnie jak pokręconą wariatkę. W gruncie rzeczy nią byłam, więc w sumie stwierdzali fakt. Ale miłe to to nie było.. Do tego ona wcale nie wyglądała grubo, nie zasługiwała na to. Ba, nawet, jakby była to by nie zasługiwała!
,,O czym ty znowu pierdzielisz?! Zrób coś!"- kazał mi umysł.
,,Tak, prawda.."
Nie myśląc długo, podeszłam do niej i przytuliłam. Zdziwiła się. Ale nie wzbraniała się, wręcz jej się to podobało.
- Proszę, wybacz!- dodałam.
- Dobrze - stwierdziła po chwili, a po jej policzku spłynęła łza wzruszenia. Odetchnęłam z ulgą.
- Czemu płaczesz?- zadałam pytanie.
- Bo..- pociągnęła nosem - Nikomu nigdy nie zależało na tym, bym poczuła się lepiej. Wszyscy zastanawiali się tylko, jak mi tu dogryźć..
Czyli zgadłam.
- To głupi wiek. Kiedyś będę cię błagać na kolanach - zapewniałam.
- Nie potrzebuję tego.. Wystarczy mi jedna osoba, ale taka, której mogę zaufać.. Zrobiłabyś to dla mnie?- spojrzała mi w oczy. ,,Przynamniej mam nadzieję. Teraz wszystko jest niestabilne, ale.."
- Tak.
Objęłyśmy się mocniej i wróciłyśmy na lekcję. Może jeszcze miałyśmy szansę się zaprzyjaźnić i przebrnąć przez to wszystko razem? Może mogłyśmy ocalić siebie nawzajem?
***
Ok. Jakoś się udało. Przez ostatni tydzień nawiązałyśmy jako taki kontakt. Trochę ze sobą rozmawiałyśmy. Chyba obie nie czułyśmy się do końca pewne, ale powoli się do siebie przekonywałyśmy. Przynajmniej nie palnęłam nic głupiego. Niczego się nie czepiałam, byłam potulna niczym baranek. Vicky (bo teraz zaczęłam tak na nią mówić) trochę się rozluźniła. Może nie poruszałyśmy jakiś głębszych tematów, ale chociaż miałyśmy towarzystwo. Dziwnym zbiegiem okoliczności obie byłyśmy omijane szerokim łukiem. No i co innego nam pozostało, jak tylko trzymać się razem?
Zaczęłyśmy planować spotkania po szkole. Miałyśmy ochotę poznać się bliżej. Dlatego dzisiaj, w sobotę, gdy miałam jedyną okazję, zaprosiłam ją do siebie. Nie byłam pewna, czy to wypali, obawiałam się, że Jinxx coś spieprzy, albo, że Andy dostanie nagle jakiegoś ataku choroby. Ale nie chciałam się do niej wpychać.. W razie czego zawsze mogłyśmy się wyrwać na miasto.
Siedziałam na swoim łóżku i przeglądałam sieć. Nagle mój telefon zawibrował. Dostałam SMS-a. Carl..
Poczułam ugryzienie sumienia.
,,Musisz mu kiedyś to wyjaśnić.."- przekonywał rozsądek.
Martwił się.. Zaczęłam czytać:
,,Sallem, moja ksienżniczko z ksienżyca, dzie ty siem podzieffasz? :< Carrrrlocioo tenksi dzionek i noczkem</3333 Jak niem odpoffierz to siem obraffem >.<"
Boże.. Miałam ochotę walnąć się w twarz. Chyba za bardzo odwykłam od tej specyficznej osobowości. A może to tylko mój wymysł?
Nie byłam pewna, więc wstukałam odpowiedź:
,,Przepraszam, to wszystko wina szkoły. Mamy nawał nauki. Ale jak będzie okazja, to wpadnę. Przepraszam.."
Serio nie miałam ochoty na to spotkanie. Prawdopodobnie do niego nie dojdzie. Straszny zrobił się ze mnie odludek. Powinnam pielęgnować przyjaźnie, gdy tak bardzo ich potrzebowałam. Tymczasem ja ograniczałam się do kilku osób, których grono mogło się wkrótce pomniejszyć. Przeze mnie.
Chyba stawałam się niebezpieczna dla samej siebie. Mogłam wkrótce skończyć jak Andy- zamknięta w pokoju, robiąca tam chyba niemiłe rzeczy, od czasu do czasu schodząca tylko po leki na jakieś męczące schorzenia. Choć w sumie mogłabym umrzeć. Oszczędziłabym sobie nudy. Bo czy mój żywot miał jeszcze jakiś sens? Ostatnio go zgubiłam. Nie wydawało mi się, że znajdę zabójcę Lynn. Nawet jeśli, to jak miałabym się zemścić? Pobić go? Zamordować? Jak mogłam to zrobić?
Chyba wpadłam w jakiś dół. Albo sama go sobie wykopałam..
Wtedy zabrzmiał mój dzwonek. ,,Damage".. I gdzie się podziała ta dziewczyna, która słuchając Fit For Rivals marzyła by iść na ich koncert? Dzisiaj moje myśli odnosiły się bardziej do tekstu.
,,Odbierz, a nie rozkminiasz!"- wkurzałam się.
Nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Czekam przed drzwiami - usłyszałam nieśmiały głos.
Podskoczyłam.
- Już schodzę!- zapewniłam i się rozłączyłam.
Wypadłam na korytarz. Swoim niezdarnym chodem zaczęłam demolować wszystko, co stanęło mi na drodze.
- A dokąd tak biegniesz?- zapytał Jake, na którego wpadłam.
- Koleżanka przyszła. Ze szkoły..
Zmarszczył brwi.
- Czyżby? Nic mi o tym nie wiadomo? Czemu nic nie powiedziałaś?- zaczął wypytywać.
Westchnęłam.
- Nie muszę wam o wszystkim mówić. Jestem pełnoletnia.
- Jakbyś nie zauważyła, to jesteś w naszym domu. Tu panują pewne zasady.
- Boże, przecież ona nic nie zrobi! Jest naprawdę miła i spokojna!- zapewniałam.
- Tak jak Carl?- uniósł brew.
- Nawet jej nie znasz!
Zacisnęłam pięści. Gdyby nie był taki napakowany, przyłożyłabym mu bez wahania. Czego on chciał od tej dziewczyny? Nie widział jej na oczy, a już ją oceniał!
- Cóż, zobaczymy.. Ale będę was miał na oku.
- O, dziękuję za łaskę, naprawdę! Dzięki ci!- wysyczałam sarkastycznym tonem.- Przecież spotykamy się, by podpalić chałupę i was obrabować, a potem się naćpać i zabić! Lepiej miej Andy'ego na oku, a nie czepiasz się zupełnie normalnych rzeczy!
- Nie bądź taka pyskata, powinnaś być wdzięczna.. Ale Andy'm też się zajmę, nie pouczaj mnie.
- Yhy.
Minęłam go najszybciej jak mogłam. Zdecydowanie nie miałam ochoty na kłótnie. Gdy dotarłam do drzwi, otworzyłam je. Przed sobą ujrzałam nową znajomą.
- Uff, czyli dobrze trafiłam..- uśmiechnęła się bardzo nieśmiało. Wręcz niezauważalnie.
- Spokojnie. W razie czego bym cię przecież znalazła - odparłam równie niepewnie.- Em.. Może wejdź?
- O! O-OK..
Przekroczyła próg i zlustrowała pomieszczenie wzrokiem.
- Bardzo.. Ładnie - stwierdziła. Zachowywała się dosłownie jakby przyszła do domu przyszłych teściów. Choć ,,pani domu" (Ferguson) byłaby wniebowzięta.
- Dzięki.. To.. Może pokażę ci mój pokój?
- No.. dobra.
Ta rozmowa musiała wyglądać komicznie. Obie się jąkałyśmy i udawało nam się wydusić z siebie same krótkie sformułowania. Chyba obie odzwyczaiłyśmy się od ludzi..
Na szczęście i nieszczęście, gdy już miałyśmy zmierzać ku górze, zatrzymał nas Jinxx.
,,O wilku mowa.."
Raczej na nieszczęście. Spotkanie z nim mogło oznaczać tylko kolejną kłótnię. I tak naprawdę o pierdoły. Powinien się cieszyć, że z kimś w ogóle się kontaktuję.
- Co?- spytałam oschle.- Co ci znowu nie pasuje?
Ten wręcz wwiercił się w Vicky tym swoim zimnym wzrokiem. Skuliła się i tym samym zmniejszyła prawie do mojego wzrostu. A normalnie wydawała mi się z 10 centymetrów wyższa.
- Nie powiedziałaś, że ktoś do ciebie przychodzi - wysyczał zadowolony z siebie.
- I co z tego? Jestem pełnoletnia!
- A ja jestem starszy - rzucił sarkastycznie.
Zmrużyłam oczy, czułam jak moja pięść już się szykuje, by mu wpierdolić. Wtedy dowalił czymś jeszcze gorszym, co zupełnie nie pasowało do całej sytuacji:
- Trzeba zrobić zakupy. Akurat dziś twoja kolej.
Czy on naprawdę nie miał wyczucia chwili?
- Żartujesz?- zwróciłam się do niego.
- Nie. Dam wam kasę, listę zakupów i pójdziecie do sklepu.
,,Ja pierdolę. Chyba nadchodzi czas, by się stąd zabrać.."
,,Dokładnie. Wiej stąd, bo on i tak wszystko rozwali.."
,,No ale może nie w tej chwili, bo w końcu mam gościa.."
,,To chociaż idź do tego marketu, mniej jego ryja będziesz oglądać."
- Vicky, to jak, idziemy?- spytałam jak najnormalniejsza w świecie dziewczyna.
Nieco się skrzywiła, ale ona chyba też nie wydawała się przyjaźnie nastawiona do mężczyzny.
- Jasne. Chodźmy tam zaraz.
Po tych słowach odwróciła się i podeszła do wieszaka, gdzie zostawiła kurtkę. Z kolei staruch zbliżył swoją twarz to mojej i swym protekcjonalnym tonem rzekł:
- I tak ma być! Posłuszeństwo i dyscyplina!
Odwróciłam się na pięcie i narzuciłam na plecy skórzany ciuch.
- Nie za zimno ci będzie?- usłyszałam za plecami. Nie czekałam dłużej. Chwyciłam koleżankę za rękę, wyciągnęłam ją na zewnątrz i zatrzasnęłam temu skurwielowi drzwi przed nosem.
,,Dobrze ci tak."
Tymczasem Summers (bo tak miała na nazwisko) wydawała się zmieszana.
- Co on do mnie ma?- zaniepokoiła się.
- Nic. On ma coś do mnie. Lubi sobie pozrzędzić, a ja jestem idealnym pretekstem.
- A kim on jest? Chodzi mi o.. ojca, wuja?
- Kumpel chłopaka.
- O, masz chłopaka?- zdziwiła się.
- Eh.. Mam. Obiecuję ci, że kiedyś go poznasz - westchnęłam, choć wolałam, by nawet nie oglądała go na oczy. Przeraził by ją.
- Ok..
Znów zapadła cisza, zaczęłyśmy iść w milczeniu.
- Przepraszam cię za niego. To chuj - to słowo chyba ją poruszyło, ale w sposób pozytywny. Zaśmiała się.- Co jest?
- A nic, nic.. U nas w domu nie można używać przekleństw.. Tam nic nie wolno..
- Czemu?
- ,,Bo co sąsiedzi powiedzą?!".. Taka jest moja matka, ojciec w sumie też. No i jest jeszcze ta larwa, Molly Jo..
- Kto to? I co ci zrobiła?
- To moja siostra, choć wolę się do niej nie przyznawać. To mała.. pizda. Taka najśliczniejsza, najmądrzejsza, najsłodsza, najmodniejsza, najlepsza, kurwa, na świecie. Ja to się już nie liczę. Najlepiej, żeby mówili, że jestem służącą.. A ona tak naprawdę jest tylko małą kurwą..- aż poczerwieniała.
- To przecież głupie.. Założę się, że jesteś o wiele ładniejsza, mądrzejsza i w ogóle lepsza od tej zołzy!- uznałam.
- Ta jasne.. Wszyscy zawsze ją chwalą, jak tylko ją zobaczą, padają jej do stóp. A ja jestem według nich grubą okularnicą i do tego zbzikowaną. A w sumie.. Nie widziałaś jej. Pewnie stwierdziłabyś tak samo jak reszta.
- Nie mów tak. Moim zdaniem nie jesteś taka zła. Ba! Jesteś genialna! Ale jeśli jesteśmy w temacie, to witaj w klubie. O mnie też wszyscy myślą, że mi odbiło. I też ciągle coś do mnie mają. Co bym nie zrobiło, dla nich będzie źle!
- To czemu spełniasz ich zachcianki?
Zatrzymałam się.
- Cholera, masz rację.. Po chuj my idziemy do tego sklepu?
Ona również stanęła. Obie się zaśmiałyśmy.
- Chodź, zmyjemy się gdzieś na cały dzień!- zaproponowałam.
- Ok.. Choć raz trochę wolności - uśmiechnęła się tamta.
Może i to głupie, ale poczułyśmy się strasznie samodzielne i dorosłe. Aż żałośnie to brzmiało..
- Kupimy coś do żarcia? Nie wiem, żelki, ciastka, chipsy?- dodałam. Tym chyba trochę ją speszyłam.
- Nie dzięki.. Wiesz..- wlepiła oczy w ziemię.
- Spokojnie, nie jesteś gruba. Ale jeśli nie.. to nie! Zmieńmy temat!- zaproponowałam.
Zaczęłyśmy się włóczyć. Właściwie nie miałyśmy pomysłu, gdzie iść. Ja nie znałam miasta zbyt dobrze, a ona chyba niezbyt często była puszczana wolno, więc nie wiedziała jak się zachować. W tej chwili po prostu kroczyłyśmy przed siebie bez jakiegoś głębszego celu.
Aż nagle do głowy przyszedł mi pomysł. Może nie najlepszy, ale jakiś. I mógłby ująć mi trochę ciężaru na ramionach.
- Słuchaj.. A może pójdziemy tak do takiego mojego znajomego, Carla?- zapytałam.
Skrzywiła się. Chyba nie przepadała za nawiązywaniem znajomości (jak ja). Trochę pożałowałam.
- Jest naprawdę śmieszny i szalony. Taki krejzol jak my!
,,Czy to jest sarkazm, Rogers?"- zwróciłam się do siebie.- ,,Jesteś obłąkaną wariatką, nie krejzolką!"
,,Oj, daj spokój!"
- No.. No ok - zgodziła się z wyraźną niechęcią. Miałam nadzieję, że Coward nie przesadzi, bo przecież, mimo że wesoły, czasami mógł bywać chamski.
- Jaki on jeszcze jest?- zainteresowała się dziewczyna. Jej ton był niepewny.
- Jest cholernie śmieszny, zawsze pozytywny, miły, nigdy się nie kłóci, trochę za dużo gada, ale ogólnie jest bardzo uroczy.
- Lubisz go?
- Tak. Bardzo.
,,A przynajmniej tak mi się wydaje."
- No dobra.. Jeśli ty go lubisz to nie może być zły.
***
Stanęłyśmy przed posiadłością Cowardów. Zadzwoniłyśmy. Od razu usłyszałam głośne kroki. Carly zwykle łaził jak najbardziej kobieca kobieta, ale czasami runął przed siebie jak jaskiniowiec. Tym razem wybrał to drugie, co musiał oznaczać, że się czymś podniecił.
,,Czemu kombinujesz akurat teraz?"
Po chwili otworzył nam sam ,,panicz". Miał rozczochrane włosy, mocny makijaż, nałożył biały t-shirt z logo jakiegoś zespołu i obcisłe biodrówki. Do tego przy pasku miał peryliard ,,dzyndzolków". Ale przynajmniej się uśmiechał, ba, on miał istnego banana na twarzy. Zresztą jak zwykle. Chyba zgadłam, że coś wymyślił.
- A co to za dama?- spytał, przybierając swą flirciarską minę.- Całuję rączki!
Po tych słowach chwycił dłoń Vicky i zaczął ją obśliniać. Spojrzała na mnie zmieszana. Wyglądali jak księżniczka i buldog. Zachichotałam, by dodać jej otuchy.
- To Vicky. Chodzimy razem do szkoły..
- Rozumiem.. Takie high school girls. Takie śliczne, mądre i cool. No prawie jak ja!
Nowa chyba po raz pierwszy się roześmiała.
,,Punkt dla ciebie, Karol, czasem masz jednak dobre pomysły!"
- A teraz chodźcie, mam wam coś zajebistego do pokazania! Ali i Parkan też są!
Victoria nie protestowała. Wręcz przeciwnie. Chyba Carl przekonał ją do siebie już na starcie. On to dopiero miał talent do zdobywania przyjaźni! Potrafił oczarować ludzi jednym spojrzeniem, słowem lub gestem. Zazdrościłam mu tego. Był zajebistym gostkiem. Miałam nadzieję, że przyjaciółka polubi też pozostałych. Tymczasem rozglądała się po tej wielkiej chałupie. Chyba ją zaskakiwaliśmy.
W końcu pokonaliśmy wysokie schody i dotarliśmy do przesłodzonego pokoju. Reakcja była oczywista. Mnóstwo śmiechu i zaskoczenie.
- Zarąbisty pokój.. Carl - stwierdził gość.
- Ma się rozumieć, tak samo jak jego właściciel!
Parsknęliśmy.
- O, hej!- odezwała się Alice, która właśnie wkroczyła do pomieszczenia. Razem z Robbie'm coś ustawiali. Na przeciw łóżka kładli pudła, ustawiali jedno na drugim aż tworzyły całkiem sporą wierzę. Nic z tego nie rozumiałam. Ta rupieciarnia i bez tego była zagracona..
- A więc.. Ci dwaj poddani to wcale nie Taylor Momsen i gościu, który chce ci wpierdolić na blokowisku. To tylko Alice i Robbie, choć może być i Parkan!
Kolejna dawka głupawki, tego było potrzeba nam wszystkim obecnym. Powinnam była tu przyjść już dawniej, a nie gnić w swoim jadzie.
- Cóż robicie, nędzni wieśniacy?- zwróciłam się do ,,poddanych".
- Ustawiamy pudła dla naszego pana - ukłonił się ,,Parkan".
- Po co?- zaciekawiła się Summers.
- Otóż wasz najinteligentniejszy na świecie król Carlcio ma cudny plan! To statyw na kamerę! Nagrywamy film!
Obie poczułyśmy się niezwykle zaskoczone.
- Niby jaki?- nie rozumiałam.
- Jeszcze dokładnie nie wiemy, ale coś durnego. Będziemy z siebie robić idiotów. A potem wstawimy na YouTube.
Znów, jakby podczas synchronizacji, miałyśmy mieszane uczucia.
- Chcesz zacząć vlogować?.. Wiesz, nie mam nic przeciwko, ale każdy to może obejrzeć..
- O to właśnie chodzi!
- Gotowe!- oświadczyła blondynka.
- Jestem wzruszony - wydurniał się Carl, ocierając udawane łzy.- Nasze mini-studio!
- Z twoim usposobieniem to na pewno się uda - zachęciła go Victoria. Chyba bardzo go polubiła.
- Ma się rozumieć! Carrrrlcio gwiazdą internetów!- zachwycał się.- Już widzę jak odbieramy nagrodę za milion subskrypcji! Ale teraz trzeba zacząć..
Nie wiedzieliśmy za bardzo, jak mamy wystartować. Usiedliśmy wszyscy przed kamerą.
- Ok. Dzisiaj się zapoznajemy. Trzeba zrobić wykurwiste pierwsze wrażenie, choć u mnie wystarczy jedno spojrzenie! Ale dobra, ,,doprawimy" to jeszcze!
I poszedł start.
Nie wiem, jakim cudem, ale Coward od razu się zaklimatyzował. Zaczął się zachowywać jak prawdziwy youtuber. Chyba musiał ich dużo oglądać. Był pewny siebie, śmieszny, charyzmatyczny i dobrze wyglądał. W ślad za nim poszła Alice. Można by powiedzieć, że pod względem charakteru była do niego podobna. Robbie zachował się bardziej nieśmiało, ale też nieźle. Wszyscy opowiadali, o czym będą prezentowane przez nich filmy. Carlcio chciał zostać komikiem, Ali planowała jakieś outfity i makijaże, Robb- tematykę tatuażu. Wtedy odezwała się nowa. Może niepewnie, ale chociaż z pomysłem- chciała oceniać książki. I na końcu przyszedł czas na mnie. Nie miałam pojęcia.. Nie miałam chyba żadnych zainteresowań.
Na chwilę zapanowała cisza, ale potem zaczęłam łamiącym się głosem:
- A ja będę robiła dziwne rzeczy - wydukałam.- Pokręcone, ześwirowane.
Improwizka. Ale nie taka trudna do realizacji. W końcu pojęcie ,,dziwne" może oznaczać naprawdę wiele. Właściwie to na dobre wyszło, miałam szersze pole do popisu. Choć przed kim się tu popisywać? Byłam prawie pewna, że obejrzy to kilka osób. Takich jak my było w końcu wiele.
Carl coś tam tłukł językiem, inni mu wtórowali, a ja siedziałam cicho i jedynie głupio się szczerzyłam. Zaczynałam wątpić, czy nowa przyjaciółka przyniesie aż taką odmianę. Ale może miałam gorszą chwilę.
***
Blogger się spieprzył.
Weny nie mam, a gitara zajmuje mi godziny (i dobrze).
niechciane komentarze będę usuwać, bo mam prawo :) Jakby ktoś nie zauważył, to jego blogi są prywatne (a przynajmniej większość), więc też w pewnym sensie nie umie przyjąć krytyki.
I to tyle.
Dzieki, akurat mialam ochote przeczytac cos, co nie jest Więźniem Labiryntu, Teen Wolfem czy Harrym Potterem XD
OdpowiedzUsuńAle musze przyznac, ze ta komunikacja miedzy Lynn a Sally, po prostu mi mega przypomina telepatie pomiedzy Teresą, a Thomasem, kurde :o
A ten kutas Jinxx zaczyna byc jak Moody "porzadek i dyscyplina!" ale w przeciwienstwie do niego, Jinxxa nie znosze ;-;
Oczywiscie Carrlcia mi brakowalo <3 on jest najlepszy, a krecenie vloga wygralo zycie XD
*przerwa na wbicie widelca koledze w kolano, bo obrazal mojego Tommy'ego*
A andy mnie powoli przestaje martwic, a irytowac, znowu takie emo, izolujace sie od spoleczenstwa i tnace sie ;-;
I Alice i Robbie z tymi poddanymi XD
No to, nie wiem co jeszcze napisac, czekam na nastepny i przypominam o Huncwotach ^^ Kocham Cię tak bardzo jak Minho kochał Newta <333333