*Sally*
Cholera, i znów wszystko się zmieniło. I to nie troszeczkę. Niemal całkowicie. Od tego całego występu zaproszeń do znajomych przybyło, napisali o nas nawet w jakimś piśmie muzycznym. Może to nie była wielka sława, ale mnie przerażała. Sam fakt, że na Facebooku ludzie mi piszą, że jestem świetną wokalistką mnie dziwił. Przecież ja nigdy nie śpiewałam, robiłam to na wyczucie. Nie miałam pojęcia o muzyce, o nutach, o tym wszystkim.. Do tego nie byłam już taka pewna, czy chcę być w zespole. Spowodowane było to tym, że Carl raz wyskoczył z jakąś propozycją nagrania albumu. Nic wtedy nie odpowiedziałam i jedynie liczyłam na to, że zapomni. On cały czas chodził podjarany tym, jacy to ,,niesamowici" jesteśmy i przeglądał w internecie informacje o wytwórniach. W każdym razie ja nie czułam się gotowa, a mimo to i tak wiedziałam, że nie odmówię. Choć może to by była dobra zabawa?
,,Nie.. Z twoim strachliwym charakterem? Zesrasz się w majtki już na progu!"- mówił mi rozsądek.
No cóż.. Musiałam to jeszcze przemyśleć.
Teraz kiedy członkowie Train To Wonderland nie widzieli świata poza swoją muzyką, czułam się nieco dziwnie. Nie podniecało mnie to aż tak bardzo (właściwie w ogóle, strachałam się), więc rozmowy zwyczajnie mnie nudziły lub krępowały. Jasne, nadal lubiłam dawne towarzystwo, ale czułam, że chciałabym się kumplować jeszcze z kimś, z kimś innym. Kimś ,,nie z TTW". Kimś bardziej podobnym do mnie. A nie miałam za bardzo na kogo liczyć. Na pewno nie na Andy'ego. Robił się coraz dziwniejszy. Naprawdę go nie poznawałam. Zachowywał się jeszcze gorzej niż na początku. Traktował mnie tak chłodno.. Nie całował, nie przytulał, nie odzywał się.. Miałam ochotę płakać i wykrzyczeć mu wszystko prosto w twarz, ale.. coś mi nie pozwalało. Miałam wrażenie, że Lynn też odwodzi mnie od tego pomysłu. Za każdym razem, gdy miałam w głowie rozstanie, przechodziły mnie ciarki.
No właśnie, taki był kontakt z siostrą.
Miałam do wyboru jeszcze resztę BVB i Sammi. Z facetami na 100% bym nie wytrzymała. Jinxx i Jake ciągle się darli, nawet Ashley zdziwaczał, a CC podlizywał się innym. Z kolei dziewczyna była jak dla mnie zbyt głośna i pobudliwa. I tępa. Nie wytrzymałabym z nią dłużej niż godzinę. Ona chyba też miała mi trochę za złe. W ogóle całe towarzystwo się na mnie wypięło. Gdybym zerwała z Andy'm, najpewniej wywaliliby mnie na zbity pysk bez wahania..
Ogarniał mnie smutek. Czułam się wyobcowana. Jak jakaś dziwniejsza w dziwnym świecie..
Jednego byłam teraz pewna: muszę sobie znaleźć kogoś jeszcze. Choć jedną osobę. Bo przebywanie w tym samym towarzystwie bez żadnej odmiany nie prezentowało się najciekawiej..
Do tego każdy dzień wydawał się taki nudny. Mimo że nie siedziałam na tyłku, to zaczynałam popadać w rutynę. Mój każdy dzień wyglądał identycznie: wstawałam, ubierałam się, jadłam śniadanie, martwiłam się o nieobecnego Andy'ego, szłam do Carla, spędzałam tam cały dzień, wracałam, jadłam kolację, myłam się, mówiłam coś do ducha siostry, a na koniec szłam spać. I tak codziennie. To zaczynało mnie dobijać, bo w moim życiu nic się nie działo. Choć może i trochę z mojej winy.
Mogłam mówić, że nie mam okazji, ale tak naprawdę się bałam. Bałam się, że ludzie mnie nie zaakceptują. W ogóle się ich bałam. Wydawali mi się tacy obcy. Nie miałam z nimi wiele kontaktu nawet w przeszłości, a przez tyle lat w samotności całkowicie się odzwyczaiłam. Stałam się cichym odludkiem. I czy ktoś by polubił mnie w takim stanie?
Więc nie miałam motywacji, by zacząć garnąć się do ludzi.
Do dzisiaj.
Jak to w zwyczaju zeszłam na dół. Oczywiście powitało mnie klasyczne zgromadzenie: Ferguson, Pitts, Purdy i Coma. Niechętnie zajęłam miejsce obok nich. Już na powitanie spojrzeli na mnie spode łba. Żadnego ,,cześć". Tylko pomrukiwania. Chyba ponownie zaczynałam rozumieć Andy'ego..
Zaczęłam robić sobie kanapkę drżącymi rękami, kiedy nagle Jinxx się do mnie zwrócił:
- Sally, musimy porozmawiać..
Przez jego ton mało się nie zachłysnęłam. Był tak dydaktyczny, że aż śmieszny. Co jak co, ale nie miałam pięciu lat. A on mówił do mnie jak zirytowany rodzic. To nie wskazywało na nic dobrego. Ale co ja niby zrobiłam? A może chcieli się mnie pozbyć?
Oj, będzie kara..
Żołądek podszedł mi do gardła, gdy o tym pomyślałam.
- Tak?- spytałam niepewnie.
- Nie wiem, czy zauważyłaś, ale kończą się wakacje- ,,Nie, według ciebie nawet na to jestem zbyt tępa"- Postanowiliśmy wszyscy, że powinnaś skończyć szkołę.
Upuściłam kromkę chleba, którą trzymałam w dłoni. Szczęka mi opadła, zapanowała niezręczna cisza.
Ogarnął mnie strach i coś w rodzaju złości.
Moja pierwsza myśl- ,,Naprawdę chcą się mnie pozbyć. Jestem w szkole, czyli problem z głowy!"
W pierwszej chwili chciałam im przyłożyć, załatwić wszystkich naraz i na nich nawrzeszczeć. Ale gniew błyskawicznie minął.
Bo przecież w szkole są ludzie. Ba! Jest ich na pęczki. Można wybierać do woli. A ja tego właśnie chciałam. Chciałam znaleźć sobie kilku przyjaciół.
Pomimo tego pomysł mnie przerażał. Przecież szkoła jest okropnym miejscem.. Typowe bagno. To tam zwykle ludzie są gnębieni, siedzą nad pracą domową do nocy i są stresowani przez takich nauczycieli, jak te typy w domu.. Już miałam dość. Tym bardziej, że pewnie ja stałabym się obiektem kpin.
Poczułam się rozdarta.
- Wiecie.. Muszę to jeszcze przemyśleć..- przyznałam. Oczywiście nie obyło się bez komentarza Pana Najmądrzejszego.
- Tu nie ma o czym myśleć. Musisz skończyć edukację, by potem dostać się na dobrą uczelnię i znaleźć sobie źródło utrzymania.
,,Czyli jednak chcą mnie wyjebać. No to pięknie.. Dziękuję, prze pana.."
- Ja.. Ja idę się przejść - wyszłam, nie kończąc śniadania.- Będę u Carla.
- Pamiętaj o szkole. Przemyśl to sobie - ,,Kurwa, nie mów mi jak mam żyć.. Nie jestem twoją córką!"- Nie będzie nas w domu. Mamy dziś wywiad dla Alternative Press. Wrócimy później. Nie zapominaj tylko o naszej rozmowie! I nie szalej!
,,To nie była, kurwa, rozmowa! To był jebany wykład!"
Wstałam od stołu i wybiegłam przez frontowe drzwi. ,,Nie będę z wami dyskutować!"
Zaczęłam biec ulicą, byle by jak najdalej od tego przeklętego domu. Nie zamierzałam iść do Carla. Nie zamierzałam iść do nikogo. Chciałam być sama. Chciałam odetchnąć z dala od tych wszystkich problemów. Nagle ci wszyscy, których niby kochałam, zaczynali się robić męczący. Carrie z wiecznym ADHD, jego kumple gadający tylko o zespole, milczący, niemiły Andy i reszta tej komedii. I duch Lynn, który pojawił się widocznie tylko po to, by się pojawić.
Opadłam na ławkę na pobliskiej ulicy. Nie przejmując się opinią przechodniów, zaczęłam roić łzy. Jak bardzo bym chciała, by wraz z tą wodą wypłynęły wszystkie smutki.. Chciałabym być znowu czysta, wyprana z tych wszystkich emocji. Jak biała, niezapisana kartka. Szczerze to chciałabym cofnąć całe swoje życie do startu. Ułożyłabym to zupełnie inaczej. Mogłabym być szczęśliwa.. Tymczasem siedziałam z twarzą między kolanami i unikałam swoich przyjaciół. Czy to więc byli przyjaciele?
Już sama się pogubiłam, a umysł podsuwał coraz to nowsze pytania.
Wpatrzyłam się w dom przede mną. Może mieszkała w nim jakaś szczęśliwa rodzina? Nie taka jak moja.. Może nie ma problemów, może wszyscy są szczęśliwi? Tego im życzyłam. Nawet nie zdawali sobie sprawy jakie trudności spotykają niektórych. U nich pewnie wszyscy żyli, nikt nie bawił się w niezrozumiałe gry, nikt nie miał takich głupich zmartwień. Nikt nie pozbywał się swoich dzieci..
Załkałam po raz kolejny.
Albo nawet to drzewo przed budynkiem. Ono o nic nie musiało się martwić. Miało taki spokojny żywot. Wiele bym dała, by się z nim zamienić.. Szumiałabym sobie i niczym się nie przejmowała. Ale nie, to akurat mnie, osobie tak słabej psychicznie trafił się najbardziej spierdolony żywot na świecie..
Skuliłam się w kłębek, nie chcąc oglądać już niczego. Wszystko wydawało się lepsze ode mnie. Nawet powietrze. I nikt by tego nie zrozumiał..
Byłam zbyt dziwna. ,,Dziwniejsza w dziwnym świecie".
Aż nagle usłyszałam szmer. Zastygłam w bezruchu. ,,Ktoś obok ciebie usiadł.."
Nie byłam pewna, jak reagować, ale tajemnicza osoba mnie wyręczyła.
- Co się stało?- dobiegł mnie uroczy, delikatny kobiecy głos. Nie mogłam się oprzeć uniosłam głowę.
Patrzyła na mnie śliczna dziewczyna, nieco starsza ode mnie. Miała falowane brązowe włosy i zielone oczy. Do tego mnóstwo tatuaży. A co najmilsze- na jej twarzy kwitł taki przyjazny uśmiech. Prawie ja słoneczko z Teletubisiów. Po prostu nie mogłam się jej oprzeć. Zauroczyła mnie momentalnie.
Postanowiłam odpowiedzieć tak, by wyjść na normalną:
- To nic.. Naprawdę nic - zaczęłam kombinować.- Po prostu się walnęłam. Ale to nic wielkiego..
- To dobrze - odparła. Myślałam, że na tym zakończymy rozmowę i szczerze było mi przykro z tego powodu, ale zaskoczono mnie. Dziewczyna postanowiła ciągnąć konwersację. Przysiadła się nawet. Potem się przedstawiła:- Jestem Cath, a ty?
- Sally - rzuciłam podając jej rękę.- Emmm..
Nie wiedziałam, co mówić dalej. Nie znałam tej dziewczyny, więc nie mogłam wiedzieć, o czym z nią pogawędzić. Do tego miałam trudności z nawiązywaniem przyjaźni. Po chwili namysłu zaczęłam od czegoś nietoksycznego:
- Co tutaj porabiasz?
- Biegałam - pokazała na sportowy strój. No tak..- Lubię tak czasem pobiegać i posłuchać muzyki. Dbanie o zdrowie i rozrywka jednocześnie.
- Ja też lubię muzykę - wtrąciłam.
- O, świetnie!- rozpromieniła się nowa znajoma.- Ja też uwielbiam muzykę! Czego słuchasz?- wypytywała.
Rozmowa naprawdę poprawiła mi humor. Potrzebowałam kogoś takiego. W tej chwili padałam dziewczynie do stóp. No bo byłam taka anonimowa dla niej.. Mogłam znów wykreować kolejną wersję siebie. Tego mi było trzeba. Kolejnej tożsamości. Nowej Sally. Trzeciej A.L.
Do tego to pytanie. Miałam nadzieję, że nasze gusta okażą się zbliżone.
- No cóż.. Specem nie jestem. Ale głównie coś w stylu Fit For Rivals. Są wielcy!
A tu kolejna niespodzianka..
- Ojej! No to super! Fit For Rivals to i mój ulubiony zespół. Byłam na ostatnim koncercie!
,,O kurwa."
- Szkoda tylko, że trochę się spóźniłam, ponoć support był fajny. Wszystko wina tego, że musiałam dłużej posiedzieć w pracy - żaliła się. Ale to dobrze, bo byłam uratowana. Na wszelki wypadek wolałam nie wspominać, że ja też tam byłam.- Mam nawet fotkę z Renee i jej autograf.. Pokazałabym ci, gdybym tylko nie wyczerpała neta w telefonie.. No i mieszkam dość daleko. A miałam na Facebooku. No, ale trudno się mówi..- stwierdziła z rezygnacją, załamując ręce.
- Nie! Poczekaj!- przerwałam. Dostrzegłam w tym świetną okazję na zawiązanie nowej przyjaźni. Gdybym tylko ją zaprosiła.. Gadałybyśmy do wieczora, ja bym miała jej facebooka, mogłybyśmy przynajmniej rozmawiać mobilnie. Do tego BVB nie było.. Chata wolna, robimy, co chcemy. To brzmiało niezwykle kusząco. ,,No pierwszy raz masz dobry pomysł!"- Ja mam w domu laptopa, mieszkam dwie ulice stąd!
Brązowowłosa klasnęła w ręce.
- Super! No to.. A, oczywiście, jeśli można..
- Jasne!- nie wahałam się dłużej. Chwyciłam Cath za rękę.- Nie ma dyskusji, idziemy!
Zaśmiałyśmy się jednocześnie.
- Co ty taka podniecona?
- Nie codziennie spotyka się zajebistych ludzi!
- Dzięki.. Ty też jesteś zajebista!
I poszłyśmy tak razem jak papużki nierozłączki. A ja znalazłam w sobie jeszcze iskrę nadziei. Czyli nie byłam aż tak aspołeczna. ,,Punkt dla ciebie!"
*Andy*
- Kurwa, czy ja na serio muszę tam iść?! Cały wysiadam!- darłem się z zza drzwi.
- Możemy się też wybrać do szpitala, jeśli chcesz! Więc wybieraj!- krzyczał Jinxx. No jebany chuj, no..
Ukryłem twarz w dłoniach. Z dnia na dzień czułem, jak mój stan się pogarsza. O niczym innym nie myślałem, nie mogłem się skupić. Ciągle było mi słabo, rzygałem, plułem krwią, miałem jakieś stany podgorączkowe. Cały drżałem. Do tego wychudłem jak cholera, byłem blady jak ściana. Bo prostu zdychałem. Wiedziałem, że nie jest dobrze. Ale postać Lynn cały czas pojawiała się, gdy tylko okazywałem skruchę. Przestałem już nawet brać leki, bo nie chciałem jej zemsty. Wiedziałem, że oczekuje ode mnie działania. No ale jak w takim stanie miałbym wypełniać swe przeznaczenie? Nasze przeznaczenie.
,,Weź się w garść, jebany leniu.."- mówił mój umysł. Był bezwzględny. A może to ona? Sam już nie miałem pojęcia.
- I pośpiesz się!- dodał Jake, wyrywając mnie z rozmyślania.
Ocknąłem się.
No dobra.. Teraz miałem inny problem. Na przykład, gdzie są moje spodnie.. Spodnie, które zapewne zaraz zsuną mi się z jeszcze bardziej kościstej dupy.
***
Szłyśmy dość wolno, ale tylko z tego powodu, że musiałyśmy wszystko obgadać. Zdążyłam się dowiedzieć, że Cath interesuje się nie tylko sportem, ale także fotografią. Wzięła ze sobą nawet swój aparat fotograficzny. Nowiutką lustrzankę. Powiedziała, że jeśli chcę, możemy porobić sobie fotki razem. Oczywiście się zgodziłam. Zdążyłam też opowiedzieć większość swojego życia (co prawda zakłamaną wersję, ale trudno). Doszłam nawet do momentu o Andy'm. Miło z jej strony, bo bardzo się nim zainteresowała, chciała wysłuchać prawdy o naszym związku. Cóż, tutaj również nie powiedziałam wszystkiego, ale chociaż połowę. Nawet Carly'emu i reszcie nie mówiłam o tym, jak to okropnie jest ostatnio z naszą miłością. W końcu lepiej się wygadać drugiej dziewczynie. Faceci nie rozumieją.
Właśnie, panicz Coward w międzyczasie przysyłał mi peryliard SMS-ów. Ale nie zamierzałam mu odpisywać. Powinien się o mnie martwić. Niech odpokutuje. W końcu był moim przyjacielem. Może jak trochę pomilczę, to w końcu zwróci na mnie uwagę? Bo ostatnio liczył się tylko on. Zaczynało mi to działać na nerwy. Już nawet mnie nie śmieszył. I to chyba było dość zrozumiałe.
- Andy i reszta jego zespołu są w domu?- spytała nowa przyjaciółka. Ocknęłam się. To gniewanie się na Carriego w myślach całkowicie mnie pochłaniało.
- Nie. Wyszli chyba na jakiś wywiad..- odparłam.- I dobrze. Będzie cały dom dla nas. Nikt nam się nie będzie plątać pod nogami.
- Wyjęłaś mi to z ust - zaśmiała się.
Jednak ja się zmartwiłam. Czy BVB już wyszło? Bo co jeśli nadal jest w domu?
,,Jebać to. Nie mogą nic do ciebie mieć. To twoja przyjaciółka, jesteś pełnoletnia. Pierdolić ich zasady.. Nie zrobią z ciebie odludka.. Bez powtórek!"
Przeszłyśmy ulicę i dotarłyśmy do domu. Brązowowłosa uśmiechnęła się.
- Wow, wygląda świetnie.. Jest idealny. Mogłabym mu pstryknąć fotkę?
Zdziwiłam się.
- Po co ci fotka domu? Przecież wygląda jak wszystkie na tej ulicy.. No, może jest troszkę większy, ale niczym się nie wyróżnia - stwierdziłam.
- Nie, nie.. On coś w sobie ma - zapewniała.- Bardzo chciałabym mieć jego zdjęcie. Lubię fotografować budynki. Mają swoją duszę..
- No.. Okej. Jeśli tak bardzo ci na tym zależy..- odpowiedziałam tylko, dlatego, że nie chciałam się pokłócić z tak głupiego powodu. Bo co za problem to dla mnie? Przecież to tylko zdjęcie! A jeśli uszczęśliwię tak fajną osobę, to na pewno nasze więzy zaczną się zacieśniać.
Przestałam marszczyć brwi i uspokoiłam się. Nic nie mogło mi zepsuć tego dnia.
- Zrób to zdjęcie - zachęcałam.
- Dzięki, jesteś super!
Uśmiechnęłam się szeroko. Lubiłam komplementy, dostawałam ich tak mało.
Już należałam do nowej.
Fotografka uklękła i przyłożyła aparat do oka. Kadrowała chwilę i w końcu zaczęła pstrykać. Co chwilę zmieniała miejsce, zdjęć było sporo.
- Po co ci aż tyle tych zdjęć?- dopytywałam.
- Chcę potem wybrać najlepsze. Pokażę ci jak wywołam.. Będą świetne!- zapewniała.
Skakała jeszcze trochę, aż przestała.
Podeszłyśmy do drzwi frontowych. Zawahałam się jeszcze na chwilę, ale zwalczyłam w sobie to uczucie.
,,Nie jesteś ich podwładną! Nie będą ci rozkazywać!"
Przekręciłam klamkę i weszłam do środka. Całe szczęście nie napotkałam śladów czyjejś obecności. Panowała głucha cisza, wszystko było nieuporządkowane. Czyli wychodzili w pośpiechu..
,,Teren czysty.."
- Okej. Cały dom będzie tylko nasz. Cieszysz się?- zwróciłam się do dziewczyny, ale ją gdzieś wcięło. Rozejrzałam się. Tym razem fotografowała salon.
- Po co ci zdjęcia salonu?- wyraziłam niepewność. To się zaczynało robić dziwne.
- A.. tak po prostu - rzuciła obojętnie, nie rozstając się z aparatem.
Coś mi tu nie pasowało.. Przyszła żeby spędzić ze mną dzień, a ciągle tylko robiła zdjęcia. Zdjęcia najzwyklejszych w świecie mebli. Tak, jakby nie miała niczego ciekawszego do fotografowania. Do tego wydawała się taka towarzyska, pytała mnie o moje życie, o BVB, o..
Chyba że..
,,Cholera."
Poczułam się oszukana. Naprawdę oszukana. I głupia. Mało nie zemdlałam.
A co podejrzewałam?
- Ty jesteś dziennikarką, prawda?- spytałam.
Dobiegł mnie parszywy chichot.
- No nareszcie się skapnęłaś. Już myślałam, że jesteś całkowitą idiotką - zaśmiała się ironicznie. To zabolało.- No trudno! A teraz pozwól mi dalej robić zdjęcia i zaraz mnie nie będzie!
Oburzyłam się.
- Ale przecież powiedziałaś mi, że jestem super! Że mnie lubisz! Naprawdę, wzięłam to na serio! Nie masz wstydu?!- podniosłam głos.
- A skąd! W tym fachu tak trzeba! Myślisz, że jesteś pierwsza?
Mój gniew wymieszany ze smutkiem wzrastał. Że ja się dałam tak oszukać!
- I naprawdę to wszystko były kłamstwa?!
Poczułam jak łzy napływały mi do oczu. Teraz jej śmiech, który wcześniej wydawał się słodki, był okrucieństwem.
- Tak, były. Ale teraz nie kłamię- jesteś idiotką! I beksą!
Chciałam się na nią rzucić i przez łzy ją zlać, ale uciekła do kuchni.
Nie mogłam zapanować nad szlochem. Nie mogłam go powstrzymać. Po prostu miałam wrażenie, że w życiu mi się nic nie udaje, a to wszystko przez moją naiwność.
Chciałam się wykrzyczeć, ale nie miałam czasu. Musiałam powstrzymać dziennikarkę.
Wpadłam do pomieszczenia i zaczęłam się zastanawiać, jak tu ją powstrzymać. Rozejrzałam się. ,,Nóż to chyba przesada.. Patelnia? Czy trzasnąć ją talerzem?"
W pośpiechu chwyciłam pierwszą lepszą rzecz. Okazał się nią wałek. Podeszłam do kobiety i zebrałam w sobie siły. Trzeba było zachować zimną krew.
Wycelowałam, ale okazało się, że przeciwniczka była całkiem sprytna i zadziałała, zanim ja zdążyłam chociażby się zamachnąć. Nie wiem, co to było, ale coś, co odczułam niemal jak dezodorant. A ,,to coś" wylądowało w moich oczach. Krzyknęłam, upuszczając ciężki przedmiot prosto na swoje stopy. Poczułam pulsowanie bólu i ogień pod powiekami.
- Kurwa!- wydarłam się.
,,Weź się w garść, ciamajdo!"
Słyszałam głośne kroki, które zdawały się cichnąć.
,,Błagam no, tylko nie na górę! Sally, kretynko, nie pozwól jej!"
Chciałam unieść powieki, ale natychmiast pożałowałam. Przyniosło to nieopisany cierpienie. No trudno, musiałam coś zrobić.. ,,Woda, woda!"
Po omacku trafiłam do zlewu i wodą przemyłam swoje oczy. Odetchnęłam z ulgą, gdy mogłam ujrzeć świat. Nadal piekło, ale przynajmniej nie oślepłam. W moim przypadku wtedy już do niczego bym się nie nadawała.
Zaczęłam nasłuchiwać. ,,Poszła na górę"- stwierdziłam. Szybko pobiegłam na wyższe piętro. Korytarz był pusty. Zaczęłam kolejno zaglądać do różnych pokoi. Ale za każdymi drzwiami kryło się rozczarowanie. Wkroczyłam do swojego lokum. Wszystko zdawało się porozwalane. Czyli tutaj już była. Chciałam sprawdzić w łazience, ale wtedy usłyszałam za sobą przekleństwa. Odwróciłam się. Dziewczyna pojawiła się tuż przy drzwiach pokoju Andy'ego. Przeraziłam się. Bo co jeśli go nie zamknął w pośpiechu? Co on tam ukrywa? Przecież sama nie miałam pewność, co się tam znajduje. Tym bardziej nie musiał się dowiedzieć cały świat.
- Kurwa, otwórz mi to, mała dziwko, jeśli już tu jesteś!- wrzasnęła w moją stronę dziennikarka.
- Chyba śnisz! Nie wejdziesz tam!- odkrzyknęłam, płonąc z gniewu. Włosy opadały mi teraz na twarz. Musiałam wyglądać teraz jak Samara Morgan, ale widocznie nie przerażałam. Już myślałam, jak tu odciągnąć kobietę, ale wykorzystała moją fryzurę. Chwyciła mnie za grzywkę i zaczęła tarmosić. Pisnęłam z bólu. Myślałam, że wyrwie mi wszystkie kudły. Trzeba było coś zdziałać, bo drugą ręką zaczynała majstrować. ,,Posuń się do najgorszego, tu idzie o honor. No dobra poza zabójstwem.."
Nie zastanawiając się więcej, kopnęłam dziewczynę w czułe miejsce. Zgięła się i puściła.
Ale ja nie miałam pojęcia, co jeszcze robić.
,,Zabierz jej aparat!"- podpowiadał rozum. A może Lynn?
Zbliżyłam dłoń do urządzenia. Moje palce już go dotknęły. Ale wtedy poczułam mocny cios i zwaliłam się na ziemię. Zamroczyło mnie.
Uniosłam powieki. Z początku nie miałam pojęcia, co się stało. Widziałam tylko ciemność i chyba czułam obecność Lynn.
,,Gdzie ja jestem, siostrzyczko?"- spytałam ją.
Nie odpowiedziała bezpośrednio, ale mój umysł podpowiedział:
,,Jesteś w zamknięciu.."
Wystraszyłam się. Oprzytomniałam i zaczęłam szukać wyjścia. Niestety nigdzie go nie napotkałam. Czułam, że coś jest nie tak. Delikatnie pchnęłam coś, co znajdywało się przede mną. Drgnęło, ale nie chciało otworzyć się całkowicie. Wyjrzałam za szczelinę.
Chyba znajdowałam się w holu na górze. Nie widziałam Cath, do tego panowała cisza. Chyba już uciekła, zamykając mnie w jakimś dziwnym miejscu, I miałam wrażenie, że jest to schowek na szczotki.
Z początku się wystraszyłam. Przyszły do mnie duszności, których nie wywołał stan zdrowia, a raczej panika. Miałam wrażenie, że zaraz umrę.
,,Uspokój się. Już raz dzisiaj zawaliłaś!"
Mimo to łzy pociekły po moich policzkach. Usiadłam na ziemi i się skuliłam.
Cholera..
I znów pokazałam jak naiwna i łatwowierna jestem i jak potrafię wszystko spieprzyć przez swoje dobre serduszko. A wszystko przez to, że po prostu chciałam się z kimś zaprzyjaźnić. I tutaj sprawdzała się jedna z klasycznych uwag, że nie ufa się obcym. I może nic złego by się nie stało, gdybym poznała Cath nieco bliżej. Może udałoby się wszystkiemu zapobiec? Może ona by mnie nawet polubiła? A ja już pierwszego dnia traktowałam ją jak siostrę.. Dałam plamę.
Chyba nie nadawałam się do kontaktów ze społecznością. Potrafiłam się odnaleźć tylko w grupie kompletnych dziwadeł. A w sumie ostatnio nawet oni mi nie wystarczali. Byłam jeszcze dziwniejsza.
Skuliłam się i ukryłam twarz między kolanami. Teraz chciałam tylko uciec. DO jakiegoś innego świata, któremu sprostam. Czy ja naprawdę byłam kosmitką?
Jedyne, co teraz słyszałam to wyzwiska i szloch w swojej głowie. W końcu rozryczałam się na dobre na głos. Szloch rozniósł się po całym domu, odbijając się od ścian. Tego potrzebowałam. Samotności. Gdybym była tu tylko jedna, to nikomu bym nie szkodziła. Byłam jak niebezpieczna broń, lepiej było mnie nie dotykać. Najlepiej, jakbym została w tym zamknięciu na zawsze i nikt mnie nie znalazł. Przy odrobinie szczęścia dołączyłabym do Lynn i wtedy już chyba nikomu bym nie przeszkadzała. Nikt i tak by po mnie nie płakał. Wszyscy mieli mnie gdzieś. A ja tak naprawdę sama też nic nie osiągnęłam. Moja samoocena spadła do zera.
Zrobiłam się cholernie nieszczęśliwa. Naprawdę chciałabym kogoś teraz przytulić i mu się wypłakać. Ale tak, by mnie zrozumiał i pocieszał. Nie mogłam na nic takiego liczyć.
Pogrążałam się w rozpaczy, gdy usłyszałam szczęk drzwi.
- Sally?!- rozległ się głos Jake'a.
,,O kurwa.. Tylko ich tu brakowało"- pomyślałam. Zaraz się na mnie wydrą i będzie jeszcze gorzej. Wtedy to chyba odejdę na zawsze lub się zabiję.
Starałam się powstrzymać łzy, ale w efekcie uroniłam ich jeszcze więcej. Cudem byłoby nie usłyszeć mojego donośnego płaczu.
,,Nie chcę ich tu.. Lynn, nie chcę by byli na mnie źli. Pomóż mi.."- błagałam siostrę.
- Sally!- wydarł się Jinxx.- Sally, jesteś tu?! Sally, co tu się działo?!
No tak.. Musiał panować niezły syf po naszej bójce. Ale co miałam robić? Przyznać się, czy siedzieć tu w nieskończoność? I tak mnie kiedyś znajdą..
Wzięłam głęboki oddech, jednocześnie niemal dusząc się łzami. Zagryzłam wargę. Podeszłam do drzwi i mocno w nie walnęłam.
- Tu jestem!- odkrzyknęłam najgłośniej jak w tej chwili mogłam.- Na górze!
Nie brzmiało to pewnie, ale usłyszałam kroki na schodach.
- Tak, jakbyś nie mogła się sama pofatygować! Absolutny brak kultury!
- Ale ja nie mogę się pofatygować.. Mam problem..
- Dziewczyno, ty w ogóle masz ze sobą jakiś problem!
To zabolało.. Poczułam się, jakby ktoś dźgnął mnie nożem. Nie byłam już taka pewna swej decyzji.
Jednak wszyscy byli już na górze.
- No i gdzie jesteś?! Nie chowaj się, do cholery! Już mamy dość tych twoich wygłupów!
Zastukałam w drzwi, po czym przełykając łzy, odpowiedziałam:
- Tutaj jestem.. Zaraz wyjaśnię..
- Co ty tam robisz?!- zdziwił się staruch.- Odbiło ci do reszty?
Po chwili drzwi się otworzyły. Przed sobą ujrzałam niemal czerwonego Fergusona, obok niego Pittsa krzyżującego ręce na piersi. Purdy wydawał się niezainteresowany, zresztą tak jak CC. A Andy stał daleko za nimi, zginając się w pół przy balustradzie schodów. Zmartwiłam się, ale nie było na to czasu. Teraz miałam przed sobą kłótnię, która zapowiadała się katastroficznie. Nie wiedziałam, czy obawiać się o własne życie.
- A teraz tłumacz się, no słucham!..
- To nie takie proste..- zaczęłam, odwracając wzrok.- Nie wiem, jak wam to powiedzieć..
- Ty nie wiesz?! Nie wiesz?! Opowiadaj mi tu zaraz, jak powstał ten burdel?! Znowu ściągnęłaś tu swojego kolegę?!
Mało nie wybuchnęłam po raz kolejny. Ale zdobyłam się na coś..
- To.. to było tak, że poznałam taką dziewczynę.. Ona wydawała się fajna i ją zaprosiłam..
- Zapraszasz obcych pod naszą nieobecność?!- aż podskoczył.- Ja pierdolę, kobieto.. I co, to wy narobiłyście tego bajzlu?!
- Nie.. To coś gorszego..- wydusiłam z siebie.
- Co jeszcze może być gorsze?!
- Wtedy ona okazała się..- przekrzyczałam go w końcu i załkałam. Mężczyzna poczerwieniał jeszcze bardziej. Nawet niezainteresowani odwrócili głowy w moją stronę. No ale musiałam to z siebie wydusić..- Zrobiła zdjęcia domu. To wszystko..
I odwróciłam się. Ale tym razem nikt nie zamierzał mnie oszczędzać. Facet złapał mnie za ramię i przyciągnął na siebie.
- To wszystko?! To wszystko?! Może dla ciebie i tak, głupia kretynko!- i przyłożył mi w twarz.
Krzyknęłam z bólu. Wyrwałam się z jego uścisku i runęłam na podłogę, szlochając głośniej niż kiedykolwiek.
*Andy*
Cholera, poczułem się naprawdę rozdarty.. Niby byłem zły na Sally, ale jednocześnie było mi jej żal. No bo czy mogła to wszystko przewidzieć? Do tego Jinxx tak nią poniewierał, jakby nie wiedział, że jest krucha. Ja unikałem jej ostatnio głównie po to, by jej nie skrzywdzić.. Najpewniej się nie domyślała. Więc czy teraz nie był dobry moment, by poświęcić własnej dziewczynie choć chwilkę uwagi?..
Postępowałem wbrew zasadom, ale ona tego potrzebowała.. Odezwała się we mnie stara empatia, cholera..
Ale nie pozwolę temu staremu piernikowi-skurwielowi nikogo poniżać, bić i krzywdzić.
Ruszyłem przed siebie, choć jeszcze przed chwilą skręcałem się z bólu, przez który sporo wywiadu się zmarnowało. Usprawiedliwiliśmy to jako śmieciowe żarcie.
Gdy dotarłem do mężczyzny chwyciłem go za kurtkę i mocno odepchnąłem na ścianę.
- Spierdalaj od niej, skurwielu.
Już chciał coś powiedzieć, ale mu przerwałem:
- I stul pysk. Chodź, Sall - powiedziałem, pomagając mojej drugiej połówce się podnieść. Usłyszałem za sobą jakiś szept, najpewniej groźbę. Potraktowałem ją środkowym palcem.
Objąłem uderzoną ramieniem i zacząłem prowadzić do jej sypialni. Gdy weszliśmy do pomieszczenia, zamknąłem za nami drzwi i poprosiłem najgrzeczniej jak umiałem:
- Może się połóż..
Choć raz postanowiłem się jakoś zachować. Rozumiałem..
Może dziewczyna i przyczyniła się do tego, że będziemy mieć kłopoty, ale nie powinniśmy jej aż tak tego wypominać. Nie mogła nic przewidzieć, do tego Jinxx potraktował ją gorzej niż mnie na co dzień. Skurwysyn. Ciekawe, co on by czuł na jej miejscu?
Poszkodowana upadła na materac i ukryła twarz w poduszce. Nie mogłem słuchać jej głośnego szlochu..
- Ej no, nie płacz.. Nic się nie stało..- powtarzałem, ale ona nie przestawała. Przytuliłem ją, co zmusiło mnie do dobrowolnego położenia się obok. No cóż.. Jej ciepło było całkiem przyjemne. Chyba jej się podobało, bo uścisnąłem ją mocniej. Wtuliła się we mnie i kontynuowała szlochanie. Pogładziłem ją po włosach.
- No już.. Spokojnie. Przecież to nie twoja wina..- uspokajałem. Ton mojego głosu wydawał się dziwny. Taki łagodny..
- Nie moja?!- krzyknęła nagle, zalewając się łzami.- Przecież to ja ją tu sprowadziłam.. Zrobiła zdjęcia całego domu. Pół świata je zobaczy! A ja chciałam dobrze..
- Nie mów tak. Wcale mnie nie obchodzi, co pomyśli świat. W naszym domu nie ma nic nadzwyczajnego..- jednak wypowiadając te słowa, czułem się bardzo niepewnie. Bo co jeśli suka zobaczyła mój pokój? Co prawda był zamknięty, ale kto wie? Paparazzi bywali przebiegli.
Rogers chyba czytała mi w myślach:
- Do twojego pokoju chyba nie wchodziła.. Przynajmniej tak myślę. Starałam się robić, co mogę.. Ale jestem taka beznadziejna i słaba..- po tych słowach znów załkała i praktycznie wysmarkała się w mój t-shirt. Cmoknąłem ją w czoło.
- Spokojnie.. Powtarzam: nic się nie stało. Nie zrobiłaś tego celowo.
- Ale co mam mówić, gdy wszyscy pozostali znów zaczną się czepiać? Jeśli Jinxx znów mnie uderzy? A co jeśli wywali mnie na zbity pysk?..
- Wtedy będzie miał ze mną do czynienia. Ja mu nie pozwolę. Sam mu wtedy przyłożę i to tak, że się nie pozbiera - stwierdziłem. Bo to była w sumie prawda. Zrobiłbym wszystko, by zniszczyć tego starego pryka. Dziwiłem się, że jeszcze tego nie zrobiłem. Może nie byłbym w stanie?
,,Dałbyś. Już wiele razy mu dokopałeś"- odezwał się głos w głowie.
,,Ale czy mógłbym go całkowicie zniszczyć? Zabić?.."
,,Jeśli nadal jesteś po mojej stronie, tak.."
Westchnąłem, starając się odgonić tę trudną kwestię na bok. Nie to teraz wydawało się istotne.
Nagle Sall ucichła.
- Andy?- zaczęła już bardziej opanowanym tonem.
- Tak?
- Kochasz mnie jeszcze?..- po tej kwestii coś we mnie jakby pękło. Po prostu jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności okazałem empatię. Smutek dziewczyny przeszył mnie całego. Aż zrobiło mi się zimno. Objąłem dziewczynę mocniej, próbując dać jej poczucie bezpieczeństwa.
,,Nie poznaję cię.."
,,To ostatni raz.."
- Oczywiście, że.. kocham cię - wydukałem w końcu. Faktycznie, sam siebie też nie poznawałem..
- To dlaczego się nie odzywasz i mnie unikasz?
- Jak się kogoś naprawdę kocha, nie potrzeba słów..
To chyba usatysfakcjonowało dziewczynę, bo po raz pierwszy od dawna na jej twarzy zagościł uśmiech. Odwzajemniłem go.
- Ja ciebie bardzo kocham - powiedziała moja partnerka. Pocałowaliśmy się.
,,No proszę, jakie mądrości życiowe! Co za poeta! I tak romantycznie, ojejciu! Słodkie jak gówno.."
,,Lynn.. Zamknij się choć na chwilę.. To w końcu twoja.."- nie zdążyłem dokończyć.
Wtedy zaatakowało mnie ostre ukłucie gdzieś w klatce piersiowej. Nagle poczułem też coś wilgotnego.. w nosie. Przyłożyłem rękę do jednej z dziurek. Na palcach zagościła rudoczerwona krew. Wzdrygnąłem się. Teraz z nosa?
,,Jeśli nie chcesz czegoś jeszcze gorszego, to na siebie uważaj!"- usłyszałem, a duch opuścił mój umysł.
Nie, nie chciałem więcej. Zasłoniłem twarz dłonią.
- Wiesz, Sally.. Chyba muszę skoczyć do łazienki..
- Ale..
Nie dałem dziewczynie skończyć, szybko pobiegłem do siebie. Może to było mało stosowane, ale pomidorowa lała mi się z nosa strumieniami.
Już sam nie wiedziałem, czy układ z Lynn był takim dobrym pomysłem..
*Sally*
,,Jak się kogoś naprawdę kocha, nie potrzeba słów.."- widocznie musiałam sobie zapamiętać te słowa. Bo związek z Andy'm do łatwych nie należał. Choć dziś zachował się cudownie. Dlatego wszystko mu wybaczyłam. Bo go kochałam.. A on kochał mnie.
***
Nareszcie po tygodniach jest TTW :') Cud jakiś. Jakoś czasu mi brakło na pisanie ostatnio. Ale teraz postaram się wyrabiać.
W następnym wchodzi nam nowa postać. Domyślacie się kto? ;) W sumie łatwe
No, nie mam pomysłu, co pisać.
Davida Groch na pocieszenie
Znając życie na tych zdjęciach coś się ukaże.
OdpowiedzUsuńAndy niby taki silny, a nie umie się przeciwstawić i robi wszystko pod dyktando Lynn. Ciekawe, jak to się dalej potoczy, bo coś mi się zdaje, że wreszczie ją zdradzi, napewno nie będzie to miłe. I ten Szkoda mi Sally, ale musi przestać być taka dobra i naiwna.
Trzeba być suką.
Kc siostra <3
Raven ma rację *wklej tu treść komenta* No i... JUTRO ZNOWU BĘDZIE POMIDOROWA ZROBIONA Z ROSOŁU Z WCZORAJ (brata wina ._.)
OdpowiedzUsuńCo jeszcze?
A, no tak.
Biedny Andyś... tylko czemu ja się cieszę, jak on się tak zgina?
A mn
ta laska... kurwa, polubiłam ją.
No i hm... śmieciowe żarcie - tylko raz posrałam się po pizzy xD
A chciałam iść jutro na frytki ._.
Chyba pójdę. No ale do opka wracając:
mnie Carl wkurwia już dobre 5 rozdziałów. W pierwszym był ok, nawet go polubiłam, a potem... NO KURWA TAK UPIERDLIWEGO CZŁOWIEKA JESZCZE NIE SPOTKAŁAM.
I co jeszcze?
A no tak, Andy,
Biedny, tak się zgina i cierpi... tylko czemu ja się wtedy uśmiecham?
I dawaj wjeb go do szpitala, ja mam w lutym urodziny, możesz mi zrobić prezent XD
No i Święta idą <3
'coraz bliżej Święta, coraz bliżej Święta'
Ale mnie też brzuch w chuj boli ała.
Dobra idę na obiad, kończem, ściskam, gwałcem <3
Czy tylko mnie ta laska zaczęła irytować już od samego początku? ;-; coś podejrzewałam, że z nią coś nie tak. Sally potrzebuje przyjaciół - och nagle znajduje się laska z dokładnie takimi samymi zainteresowaniami i chce się zaprzyjaźnić ;')
OdpowiedzUsuńMimo że mi wytłumaczyłaś do wszystko pomiędzy Lynn, Sally a Andy'm, to nadal nic nie rozumiem XDD
A Jake, Jinxx, Ashley i CC zaczynają mnie denerwować ;-; ale tak porządnie.. oni serio chcą wysłać Sally do szkoły? ;-; już to widzę .-.
i tęsknię za Carlem ;c mimo że jest taki upierdliwy.
no i oczywiście nie mogę doczekać się Vicky i rzecz jasna wsadzenia Andsa do szpitala <3 coraz bardziej zaczyna podobać mi się męczenie go :) mniam
No to czekam na kolejny, a tymczasem zaciągam do piwnicy i gwałcę <3333